polskie centrum bizarro

„Diabeł i płaszcz” by Roman Aleksandrowicz

In Opowiadania on 21 kwietnia, 2014 at 6:00 am

niedobreliterkitxtDiabeł jest jednym z najpopularniejszych idoli w historii, nie bulwersujmy się, nie oszukujmy się. Nie uładzimy tego nawet zmieniając go zgodnie z mądrością folklorystyczną w jakiegoś niegroźnego, oswojonego straszydlaka, Borutę czy innego Rokitę. Kochają go rebelianci (to ponoć wina niejakiego Miltona, ale pewność jest nieosiągalna, bo nasz Paskud-wyrocznia nie wyznaje się na anglosaskich wierszokletach), rockmeni, sybaryci oraz bardziej rozbuchani hedoniści, okultyści, miłośnicy rozkrajania kotów na cmentarzach… Można by długo wymieniać. Przy okazji świąt wydaje się to jednak wysoce niewskazane.

Diabeł to Diabeł, może zajść za skórę. W angielskim egzystuje takie powiedzonko, że „lepszy diabeł, którego już znamy”, ale i ono może zwieść na manowce. Czasami ten znajomy i opatrzony Diabeł staje się tym najbardziej żywot uprzykrzającym.

To jednak pokaże wam już Roman Aleksandrowicz, który po pamiętnym cyklu dziewczynkowym wraca na literki z zupełnie nowym serialikiem. Zapraszamy!

h

Diabeł i płaszcz

h

– I czego tak ciamkasz? – wychrypiał Diabeł, którego aż podrzucało przy każdym moim syknięciu i parsknięciu. – Widzisz przecież, że tego się już nie da nosić. Wyrzuć łacha, bo aż wstyd patrzeć.
Zdjąłem więc mój stary, brązowy płaszcz i jeszcze raz przyjrzałem się mu dokładnie, badając każde przetarcie i łatę, lecz i bez tego wiedziałem, że Diabeł ma rację.
– Przecież nie jest jeszcze taki stary… – rzuciłem cicho kątem ust, ale dosłyszał. Diabeł zawsze dosłyszy.
– Kiedyś ty go, kurwa, kupił? W dzień odwołania stanu wojennego? – Zachichotał złośliwie i splunął przez cały pokój w stronę ściany. Przywiązany drutem do odwróconego do góry nogami krzyża Aniołstróż zakwilił żałośnie i szarpnął się, lecz daremnie. Plwocina trafiła go w policzek. Diabeł znów zachichotał i pogroził Aniołowistróżowi kosmatym paluchem. – Co się wyrywasz… skarpeta nie smakuje? Ty, to kiedy ten płaszcz kupiłeś? W zeszłym wieku, tak? A ty wiesz, ile to już lat? Druga dekada leci, przelatuje wręcz rozmigotana, ze świstem nas mija i pędzi jak trojka koni sanie ciągnąca przez śniegi czasu…
– Coś ty się taki poetycki dzisiaj zrobił? – Z rezygnacją odwiesiłem płaszcz na wieszak, wiedząc już, że jednak trzeba będzie wybrać się na zakupy. Aż mnie otrzepało na samą myśl o wejściu do jakiegoś sklepu, przedzieraniu się przez labirynty półek i rozmawianiu ze sprzedawcami. Od trzech tygodni nie wychodziłem z domu i wcale nie miałem ochoty tego zmieniać. Lecz wiosna jak na złość robiła się coraz bardziej deszczowa i zanosiło się na to, że płaszcz rzeczywiście będzie mi potrzebny.
– Ejejejej! – Diabeł przyskoczył do mnie. – Wypieprz to!
– Przecież muszę się w coś ubrać. Nie pójdę goły na zakupy. – Przytrzymałem go za owłosioną łapę, lecz on zawsze wygrywał ze mną pojedynki na rękę. – No czego?!
Szarpany przez nas płaszcz nagle zachrobotał, zazgrzytał, stęknął i rozpruł się malowniczo: jeden rękaw trzymał się jakoś haczyka, drugi spływał brązowawą plamą na podłogę. Diabeł puścił do mnie oko, zerwał płaszcz z wieszaka, zwinął w kłąb i zaniósł do kuchni.
– Za trzy! – zapiał i huknął drzwiczkami pod zlewozmywakiem.
– Za wszy, kurrrrr… – wywarczałem rozwścieczony i poszedłem na balkon zapalić. Gdy siłowałem się daremnie z zapalniczką, Diabeł usłużnym do przesady gestem podał mi ogień.

h

* * *

h

Było jeszcze ciemno, kiedy obudziły mnie dziwne odgłosy.
Zazwyczaj od rana Diabeł charczy i bulgocze na balkonie, więc ten dźwięk zdążył się już zakodować w moje podświadomości. Opadł głęboko, osadził się na zwojach mózgowych gdzieś między porykującą rurą kanalizacyjną u jednego sąsiada a szurającym workiem na śmieci u drugiego. Dziś jednak Diabeł nie charkał i nie bulgotał, lecz zgrzytał i poświstywał.
Za dużo było wczoraj nerwów, za dużo papierosów wypaliłem na balkonie, trzęsąc się od przedwiosennego, zimnego powietrza. Rozkleiłem powieki, wymacałem jakoś kapcie, wstałem. Wsunąłem się do łazienki, przeklinając z cicha, i odkręciłem wieczko słoika. Znalazłem tabletkę. Popiłem. Przełknąłem.
Dopiero wtedy zebrałem dość odwagi, by szukać źródła nietypowych dźwięków.
Kiedy je znalazłem, musiałem chwycić się framugi drzwi…
Diablski pomiot przeszedł samego siebie.
Na balkonie wszędzie walały się skóry, a dwie plastikowe miski wypełniało dymiące w porannym chłodzie mięso.
– Całą noc ganiałem! – ryknął na mój widok Diabeł, który siedział sobie na stołeczku i machał igłą. Szybkość ruchów wskazywała na to, że ma w tym miganiu sporo wprawy. – Byś nie uwierzył, byśku, ile się w okolicy wałęsa kotów! Poprawka: wałęsało. Czas przeszły i dla nich dokonany. Z tego, co tam leży, zrobi się gulasz. A z tego, co tu szyję, będzie nowy płaszcz dla ciebie.
Podniósł kolejną skórkę, obejrzał ją starannie, pocmokał, przyłożył do już zeszytej poły, przypasował na podłodze, a potem przeciągnął zgrzytliwie paznokciem, odcinając potrzebny mu kawałek. Wyciągnął igłę z uda – wbił ją tam, żeby mu nie zginęła – i szył dalej.
– Odjebało ci. – Tylko tyle mogłem z siebie wydusić. – Będziesz mył ten balkon z krwi. Ja się tego nie tknę.
– Ludzka niewdzięczność. Typowe. – Diabeł wyszczerzył się, a w jego poskręcanych palcach igła miotała się srebrzystą plamą. – Legendarna ludzka niewdzięczność… Poznasz człowieka swego po niewdzięczności jego… Zaraz będzie przymiarka.
Nie mogłem wycofać się do mieszkania. W chorobliwej fascynacji przyglądałem się, jak składa ze sobą pokrwawione skórki i scala je migotliwymi szwami, jak wyciska zawartość jelit i plecie z nich nitki, jak zręcznie sięga do miski, by odciąć kawałek mięsa, a potem oblizuje zakrwawione paluchy.
– Gotowe, gotowe, gotowiusieńkie. Pozwól no tu, szefie… – Wciągnął mnie na środek balkonu, obracając przy tym mocnym ruchem i jednocześnie zdzierając ze mnie szlafrok. – Rozbieraj się i przymierzaj. Zobaczymy, czy dobrze leży.
Rozpiąłem powoli koszulę, zsunąłem spodnie, wkopałem je do mieszkania, by się nie zapaskudziły. Kątem oka widziałem, że Diabeł oblizuje się, bezustannie coś żując. Znów wrzucił coś do ust.
Nagle wskoczył na parapet i tylko warknął krótko.
– Ręce!
Posłusznie odwiodłem je w tył.
Poczułem lepkie ciepło, coś spływało mi po nogach.
– Pięknie! Pięknieeee! Piękniepiękniepięknie!
Diabeł skakał wokół mnie, poprawiając i układając płaszcz, a ja dopiero teraz zauważyłem, że prawie wszystkie kocie truchła mają wydłubane oczy.
– Przękąsisz? – Diabeł wetknął mi w dłoń oślizgłą kulkę. – No nie, byśku. Za balkon rzygaj. Za balkon!

h

* * *

h

Ze snu wyrwał mnie krzyk zarzynanej świni.
W pierwszej chwili myślałem, że to Diabeł postanowił wreszcie rozprawić się z Aniołemstróżem, zerwałem się więc z łóżka jak oparzony, by zapobiec mordowi w domu.
Moja stopa uderzyła w coś twardego.
– Nie deptaj! Nie po głowie! – zawył Diabeł, który tarzał się ze śmiechu przy moim łóżku. – Ooo, jak mnie boki bolą… Idź. Idź na balkon, bo tam już na ciebie czekają. Tylko przyodziej się jakoś… godnie.
Wpatrywałem się w niego, nic nie rozumiejąc.
– Baaal…. koooon… – wycharczał Diabeł, wybuchając ponownie rozkwiczanym śmiechem. – P-p-płaaaaszcz…
Powoli naciągnąłem mój nowy płaszcz na nagie ciało. W nozdrza wlewał się jakiś mocny, duszący zapach, lecz wtedy jeszcze nie zwróciłem na niego uwagi.
Aniołstróż wisiał wyjątkowo spokojnie. Nie podrygiwał, nie szarpał się, rzucał tylko przerażone spojrzenie to na mnie, to na drzwi balkonowe.
Za drzwiami piszczały dziesiątki przenikliwych głosów.
Już trzymałem dłoń na klamce, lecz Diabeł mnie ubiegł. Runął przede mnie, omal nie wybijając szyby, i kłaniając się nisko zapraszał, bym postąpił naprzód.
– Przywitaj swoich gości. – Szarpał połę mojego płaszcza. – Pomachaj im chociaż, niewdzięczniku. Patrz, jak się trudziły przez całą noc. Dary ci przyniosły. To pewnie za te koty, które wydusiłem.
Diabeł zanosił się złośliwym chichotem, a ja stałem oniemiały, krztusząc się odorem buchającym od warstwy śmieci pokrywającej balkon. Zza balustrady wpatrywała się we mnie przynajmniej setka szczurzych oczu.
– Król! – zaryczał Diabeł, zwracając się do nich. – Nastał nowy król! Oddajcie mu pokłon! Czcijcie go!
Szczury piszczały, a dumny Diabeł sięgał do miski i rzucał kawałki mięsa moim nowym poddanym.

h

Bielsko-Biała
luty – marzec 2014

h
  1. […] łatwej odpowiedzi, ale na pewno interesującą, jednocześnie rozwijając w ciekawym kierunku niedawno rozpoczęty cykl diabelski. Krótko zapraszając: […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: