polskie centrum bizarro

„Wojna świrów” – recenzja by Juliusz Wojciechowicz

In Patronat, Różne, różniste, Recenzje książek i publikacji BIZARRO on 21 czerwca, 2014 at 6:00 am

logo recaCała Europa jest obecnie w bojowych nastrojach, granice płoną, rządy upadają, kelnerzy nagrywają kogo popadnie, a duet Kain & Kyrcz przygotował właśnie broń masowego rażenia, czyli powieść „Wojna Świrów”.

Na tę okoliczność krytycznym okiem przyjrzał się temu poronionemu dziełu Juliusz Wojciechowicz. Oto jego wyrok.

Świr świra świrem pogania

recenzja „Wojny świrów”

Kiedy duet Kyrcz & Kain chwyta za pióra, drżyjcie narodów delikatne tkanki mózgowe! Jeżeli dodatkowo obaj panowie biorą na warsztat bizarro fiction, porzućcie resztki nadziei wszelkiej – nadziei na klasyczne pojmowanie rzeczywistości rzecz jasna, bo na niedosyt literackich wrażeń narzekać nie sposób.
Nie inaczej jest w przypadku „Wojny świrów”, najnowszego dziecka, czy raczej wrednego bachora, spłodzonego w oparach radośnie absurdalnego aktu twórczego. A zaczyna się tak niewinnie…
Na dzień dobry wita nas prolog, krwiście smakowity, sprawiający, że – choć chwilowo zmrożona trwogą – krew szybciej krąży i bulgocze jak w piekielnym kotle.
Jako punkt wyjścia do rozważań na temat „Wojny świrów” najlepiej posłuży tych kilka początkowych zdań prologu:

„Wyobraź sobie, że ciało staje się twoim najgorszym wrogiem. Że nieustannie musisz z nim walczyć, próbując ocalić siebie samego. Przez całe życie toczysz ten konflikt, rozłożony na setki mniejszych bądź większych bitew. Okupiony łzami, krwiakami, wiecznie zmienną, a zarazem niezmienną deformacją kośćca. Ranami i bliznami duszy, które jedynie ty dostrzegasz. I nawet jeśli odniesiesz chwilowe zwycięstwo, na innych frontach nieuchronnie przegrasz, bo nie jesteś w stanie pozbyć się etykietki odmieńca.”

Odmienność to niewątpliwie clue opowieści, o czym przekonujemy się już od pierwszego rozdziału. W pokręconą jaźń bohaterów wprowadzają nas oni sami, czasami tylko posiłkując się ulotnym niczym widmo narratorem. Rozdział po rozdziale, dzięki bardzo sprawnej narracji pierwszoosobowej mamy niebywałą okazję niemal dosłownie wcielać się w kolejne postaci.
Nieczęsto się zdarza, żeby autorzy używali takiego zabiegu, ale w przypadku Wojny świrów sztuczka sprawdza się znakomicie, dodając ostrego chilli do i tak mocno pieprznej fabuły. Każdy bohater powieści to absolutne indywiduum, o umyśle chwiejnym i wypaczonym życiorysie, nie do końca wierzące w możliwość sprawowania kontroli nad swą egzystencją. Czy jest to heteroseksualny mężczyzna utrzymujący się z homoseksualnych podbojów, nie tyle dla czystego zarobku, co z potrzeby stwarzania pozorów miłości, tylko po to, by pławić się w nieszczęściu ofiar niespełnionego uczucia, czy masażysta-fizjoterapeuta o zdolnościach hipnotycznych, czy wreszcie bardzo osobliwe rodzeństwo o rozbuchanym libido ukierunkowanym na siebie nawzajem – w każdym przypadku zyskujemy możliwość obserwowania rzeczywistości oczyma bohaterów, wejścia w ich umysły, doświadczania porażek, sukcesów, lęków i obsesji. A wszystko to w świecie, któremu znamiona normalności są zupełnie obce, logika w nim nieuchwytna i odległa, zaś strach i poczucie paranoicznego zagubienia wręcz namacalne.
Grzechem byłoby zdradzanie wątków fabularnych, tak w końcu ważnych dla opowieści, więc skupię się na stronie literackiej powieści i pewnych gatunkowych smaczkach, które niewątpliwie docenią fani literatury grozy. Jak już wcześniej wspomniałem, pierwszoosobowa narracja użyczona postaciom występującym w Wojnie świrów to strzał w dziesiątkę. Z każdym nowo rozpoczętym wątkiem mamy szansę, niczym obleśny dziadek podglądający nagie nastolatki przez dziurkę od klucza, pojmować świat bezpośrednio z perspektywy obiektu zainteresowania. Stajemy się integralną częścią lektury, przeżywamy emocje intensywniej, zespajamy się z tokiem myślenia kolejnych freaków. Z jednej strony rozbudowywanie psychologicznej i emocjonalnej warstwy literackich bohaterów w ten sposób jawi się jako zabieg prosty i „na skróty”, z drugiej natomiast wymaga niezwykłej gimnastyki intelektualno-emocjonalnej. Kosztem rozległych opisów i ozdobników, typowych dla zwyczajowego narratora „wszechwiedzącego”, autorzy zostali zmuszeni do wchodzenia w nowe, często skrajnie różne role, z każdym kolejnym rozdziałem, każdą następną postacią. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby sprawa dotyczyła dwóch, czy trzech postaci o podobnych lub skrajnie różnych osobowościach, ale kiedy przyjdzie wcielać się w kilkanaście z nich, pod każdą podpisać się „ja”, do tego za każdym razem zmieniać styl wypowiedzi, jej retorykę, formę podania, a przede wszystkim merytoryczną logikę i psychologicznie uzasadnioną warstwę emocjonalną, kwestia „pójścia na łatwiznę” staje pod wielkim znakiem zapytania. Chyba, że autorzy naprawdę cierpią na zmultiplikowany do sześcianu rozszczep osobowości.
W tym momencie należy wspomnieć o dodatkowych „smaczkach”, które niemal bezpośrednio odnoszą się do „(nie)normalności”, nie tylko autorów książki, ale również kilku rodzimych grozopiewców i gości zagranicznych. Tak, tak, pozornie drugoplanowe role odgrywają w Wojnie świrów tacy pisarze jak Graham Masterton, pieszczotliwie zwany „Masti”, Łukasz Orbitowski czy Robert Cichowlas. Nic tak nie poszerza uśmiechu jak śledzenie losów zagubionego guru Mastertona, zapijaczonego sługusa Cichowlasa, Kaina okupującego Tworki, Orbita blogera-celebrytę, polującego na Kyrcza ze śmiercionośnym cyrklem w dłoni, czy panów Gacka i Gajka w roli szalonych naukowców. A to wszystko to jedynie zajawki do prawdziwie surrealistycznej i pełnej czarnego humoru historii:

„Co wspólnego mają ze sobą leśmianowski Dusiołek, megalomański pisarz Roger oraz dysponująca zabójczym głosem piosenkarka Mirella? Czy światem rządzi przypadek, czy raczej spisek? I kto dybie na życie najdziwniejszych mieszkańców Krakowa?”

Czym więc jest ta książka?
Na pewno opowieścią o odmienności, o ludzkich przywarach, lękach, obsesjach, ale również o kondycji współczesnej literatury, kondycji samych literatów i wydawców, o roli błaznowatych gwiazd i gwiazdeczek, bezpłciowym, konsumenckim trybie życia i mirażu ludzkiej (i nieludzkiej) egzystencji. Ale również, by nie rzec: przede wszystkim, ukłonem w stronę miłośników grozy, kolegów po piórze i literatury ogólnie. Wojna świrów naszpikowana jest odnośnikami do dziełek i arcydzieł grozy zarówno literackiej, jak i filmowej; jest też pozornym, zabarwionym fantastyką dowcipem, który po głębszej analizie ściera beztroskiego banana z twarzy i zmusza do refleksji, pozostając jednak do końca pozycją inteligentnie rozrywkową.
Komu polecam?
Wszystkim, choć w szczególności oczytanym miłośnikom grozy oraz fanom twórczości obu autorów, którzy pisząc w duecie stają się jakby osobną, niezależną personą. Nie byłem w stanie rozróżnić, który fragment bez wątpliwości mógłbym przypisać wyłącznie jednemu z pisarzy, co w przypadku indywidualnej twórczości raczej nie sprawiałoby problemu.
Mnie się podobało, miejscami zachwycało, a na pewno dostarczyło mnóstwo przedniej, choć czasami drastycznej w formie zabawy. Pod kątem warsztatowo-literackim również pierwsza klasa, co tym bardziej cieszy, widząc, że pod dziełem podpisana jest tylko jedna osoba odpowiedzialna za korektę.
Kawałek świetnej, gatunkowej literatury, do której niewątpliwie kiedyś wrócę.

wojna-swirow

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: