polskie centrum bizarro

„Diabeł i brzytwa” by Roman Aleksandrowicz

In Opowiadania on Lipiec 5, 2014 at 6:00 am

niedobreliterkitxtDiabeł, wedle źródeł, krył się  już w różnych miejscach. Niekiedy na czubku szpilki, choć nikt nadal nie wie, ile tam tych diabłów usiedzieć na raz mogło. Innym razem w muzyce. W średniowieczu dostojnicy kościelni zakazywali na przykład tak zwanego trytonu, bo podobno był to tak dysonansowy i ponury interwał, że tylko diabłom mogło się to podobać. Dziś na szczęście mamy heavy metal, choć diabeł wędrował już po różnych gatunkach. Jeszcze inni zauważą, że diabeł łaził głównie po wioskach, zostawiając różne kamienie, zamieszkując odosobnione pieczary, jary i inne miejsca, które potem nazwano jego mianem, by opowiadać głodne historyjki turystom.

A co zrobić, gdyby diabeł skrył się w twojej łazience? Roman Aleksandrowicz może nie zapewnia łatwej odpowiedzi, ale na pewno interesującą, jednocześnie rozwijając w ciekawym kierunku niedawno rozpoczęty cykl diabelski. Krótko zapraszając: enjoy!

h

Diabeł i brzytwa

h

Dzień rozpoczął się źle.
Musiałem przez sen wyłączyć budzik, gdyż słońce stało już dość wysoko i było jasne, że zaspałem. Nie miałem dzisiaj nic do roboty, więc zawinąłem się w koc i usiłowałem jeszcze podrzemywać, lecz nawet to zdawało się przerastać moje siły. Trwałem w tępym, beznadziejnym stuporze, lecz z głębi mieszkania dochodziły natarczywe pogwizdy, poświsty i poszczekiwania. Półprzytomny zwlokłem się z łóżka i ruszyłem w kierunku źródła tych wszystkich hałasów.
Pod drzwiami łazienki znalazłem Diabła, który okazywał dziś wyjątkową energię: przebierał nogami, ocierał się o ścianę i co chwila wybuchał ostrym, skrzeczącym chichotem. O ile zawsze rankiem demonstrował nadmiar chęci do działania, dzisiaj wprost przechodził samego siebie.
Położyłem rękę na klamce i wbiłem w niego nienawistne spojrzenie.
– Odsuniesz się wreszcie? – warknąłem, kiedy dotarło do mnie, że niema perswazja jednak nic nie zdziała. – Wysikać bym się chciał…
Diabeł odskoczył na bok, ale nadal trzymał się blisko drzwi. Bezustannie międlił grubymi wargami – zdawało się, że zaraz charknie i splunie. Co w sumie byłoby w jego stylu.
Wślizgnąłem się do łazienki i chciałem zatrzasnąć za sobą drzwi, lecz kosmata łapa wystrzeliła i zdążyła wejść między skrzydło a framugę.
– Kurwo niemożebna! – Diabeł zawył z bólu, lecz nie cofnął palców. – Tak mnie od samego rana traktujesz?! Ostrożniej trochę, pajacu obesrany!
– Się pcha, to się ma – burknąłem do niego. – Gdzie mi tę łapę wsadzasz? Trochę prywatności…
Diabeł na te słowa wyszczerzył się szeroko. – Nie dziś, królu złoty, nie dziś, kurwa, nie dziś…
I wysunął zza pleców drugą rękę, pokazując mi, co w niej trzyma.

h

* * *

h

– Kiedyś to zwinął? – Dzień stał się jeszcze bardziej parszywy. – Miałeś nie wchodzić do pokoju. Chyba tak się umawialiśmy?
– A czy ja muszę gdzieś wchodzić? – Diabeł wydął wargi, przyglądając się temu, co trzymał w pazurach. – Chciałem tylko zobaczyć. Ładnie wyglądasz… Ładnie… Wziąłem sobie na chwilę. Potrzymam tylko…
– Oddaj – Wyciągnąłem szybko rękę, bo z Diabłem zawsze trzeba stanowczo, ale ten uchylił się jakby od niechcenia. – Nie twoje, więc oddaj.
– Nie moje, nie moje – westchnął ciężko. – Masz rację, nie moje. A nie sprzedałbyś?
– Odpierdol się ode mnie – Odkręciłem wodę i wycelowałem w niego szczoteczkę do zębów. – Zasady jeszcze pamiętasz, tak? Nic nie możesz zrobić bez mojej zgody. A ja nie sprzedaję.
Diabeł głośno przełknął ślinę i czknął. Zawsze czka w obrzydliwy, kleisty sposób, bo wie, jakie to drażniące. Celowo próbował mnie wyprowadzić z równowagi.
Zacząłem myć zęby.
– Powiedziałem, odpierdol się ode mnie. To moje, więc oddawaj.
Diabeł jednym palcem poskrobał się po brodzie, zerkając przy tym na na mnie z chytrą miną. Zbyt dobrze go znałem; skurwysyn knuł.
– Czy ja mówię, że nie twoje? – Zaczął naciskać rytmicznie paznokciem swoją zdobycz, a to wkurzyło mnie okropnie. Było w tym geście coś obleśnego; wyglądał jak rzeźnik, który wbija paluchy w kawał mięcha, sprawdzając jego jędrność i konsystencję. – Twoje, więc ci oddam. Tylko w zasadach nie stoi, kiedy mam to zrobić… I czy mam oddać za darmo.
Milczałem, dławiąc się ledwo powstrzymywaną złością, lecz już wiedziałem, że tym razem z nim nie wygram. I wtedy z zakamarków futra Diabeł wyciągnął niewielką, pordzewiałą brzytwę.
– Golisz się – Oblizał się i zamlaskał głośno swoim robakowatym językiem. – Golisz się tu i teraz, a ja oddam ci duszę.

h

* * *

h

Ranek jeszcze trwa, lecz już po wszystkim. Ogoliłem się starą, tępą brzytwą, która wyglądała, jakby wygrzebano ją z jakiegoś przedwojennego wysypiska śmieci. Ostrze kaleczyło i rozrywało mi skórę, a krew wychodziła ochoczo z każdego rozcięcia.
Diabeł dostał swoje. A ja odzyskałem swoją własność: mlecznobiałą, lekko sprężynującą w dotyku grudkę.
Siedzę teraz i usiłuję dojść, skąd on tę moją duszę wydłubał, bo chcę ją wcisnąć w to samo miejsce. Na moją prośbę, by mi powiedział, jak to zrobić, zaniósł się tylko rozhukanym śmiechem i poklepał mnie po ramieniu: „Poradzisz sobie, nicponiu. Nie masz innego wyjścia.” Na moją uwagę, że dusza nosi wyraźne ślady jego zębów, nie raczył nawet odpowiedzieć, zamachał tylko łapskiem. Tonictonictonic.
Usiłuję więc sobie jakoś poradzić, lecz moją uwagę odciąga to, co wyprawia się na balkonie. Diabeł właśnie kończy wylizywać miskę, do której łapał strumyki mojej krwi. Kiedy pił ją, śpieszył się, dzwoniąc zębiskami o pokrzywiony i porysowany metal, a rubinowy płyn wyciekał mu aż na pierś. Teraz miskę rzucił i drapie się pod pachami, zataczając się jak upojony płynnym szczęściem menel. Zaczyna się wydzierać, wywrzaskuje coraz głośniej jakąś piosenkę i wspina się na balustradę.
Kiedy dobiega mnie „Hej! Hej! Hej, sooookooooły!”, zaczynam się histerycznie śmiać. Diabeł odwraca się na balustradzie – macha mi, skurwysyn jeden, szczerząc się szeroko – rozkłada skrzydła i stopniowo odchyla się do tyłu. Wreszcie traci równowagę i przewala się w przepaść za balustradą. Głaskam małą, zardzewiałą brzytwę, którą zostawił na stole, a z dołu dobiega mnie jego przeciągłe wycie.
I will beeee baaaaack!
Jego szaleństwo staje się moim szaleństwem. Wpycham do ust pulsujący, zmęczony strzęp i zgryzam go mocno, mocno, mocno.

h

Bielsko-Biała
czerwiec 2014

h
Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: