polskie centrum bizarro

„Ewa” by Rafał M. Skrobot

In Różne, różniste on Lipiec 22, 2014 at 6:00 am

logo kirDzisiejsza aktualizacja ma szczególny wydźwięk. Otóż niedobroliterkowa redakcja dowiedziała się ostatnio, że jeden z naszych sprawdzonych i lubianych autorów – Rafał M. Skrobot – pożegnał się z tym światem. Będzie nam Go bardzo brakowało, szczególnie że z tego co zdążyliśmy się przekonać, był nie tylko utalentowanym literatem, ale i wyjątkowo sympatycznym człowiekiem.

W obliczu takiej tragedii żadne słowa nie są adekwatne, poprzestańmy więc na zachęceniu was do lektury jego opowiadania Ewa, a także sięgnięcia do naszego archiwum i zapoznania się (o ile jeszcze tego nie zrobiliście) z ośmioma innymi tekstami, które wyszły spod Jego ręki.

Cześć Jego pamięci!

417314_145598188911559_1575229881_n

Ewka

 

Marzenia, które trwają nazbyt długo, nigdy nie doprowadzą cię do celu. [35]

Każdy oddech człowieka jest kolejnym krokiem ku śmierci. [71]

Jeśli nie znasz swojej wartości, łatwo zginiesz. [147]

 Ali Ibn Abi Talib

 

Tak naprawdę Ewka miała na imię Kazimiera, ale tak go nienawidziła, że wybrała sobie imię pierwszej grzesznicy.

– Mogłam przyjąć imię pierwszej kobiety – mówiła. – Jednak ja nie mam skrzydeł i nie jestem taka odważna i wyzwolona, jak Lilith. Poza tym ona zdaje się źle skończyła.

– Ewa też nie skończyła najlepiej – mówiłem. – Wygnana z raju, pogardzana…

– Ale ja też czasem czuję się, jak wygnana z raju – twarz Ewki smutniała. – Wygnana z raju, którego nigdy nie widziałam.

Nie do końca zgadzałem się z Ewką. Dla mnie miała dwie natury – spolegliwej Ewy ze swoją rzewną kobiecością, często jednak widziałem w niej Lilith, dla której nie istniały bariery nie do pokonania.

Chociażby ten sklep z orientalnymi, afrykańskimi i cholera wie jeszcze jakimi instrumentami muzycznymi. Prowadziła go dosłownie w pojedynkę, była w nim każdym, a on w trudniejszych chwilach był dla niej wszystkim. Jeśli ktoś zdaje sobie sprawę, co to znaczy prowadzić sklep w pojedynkę, to wie, co mam na myśli.

– Starzejemy się – mówiła, gdy zbyt duża ilość alkoholu zaszumiała jej w głowie. – Już niedługo będziemy śmieszni, śmieszni jak duże dzieci.

– Tragicznie śmieszni – mówiłem. – Jednak, gdy pomyślę o dostosowaniu swojego wnętrza i powierzchowności, tak żeby pasowały do daty urodzenia, to czuję niemoc. Nie umiem nawet wiązać krawata. I nie jestem pewien, czy chcę się nauczyć.

– Chciałabym mieć to w dupie – mówiła smutno Ewka. – Ale coraz częściej o tym myślę.

Ewka sama wybierała sobie facetów, jednak natrafiała na takich marsjan, że uważałem, że powinna choć raz zdać się na los. Może trafiłaby wreszcie na miłość swojego życia. Niewiele osób wiedziało, jak bardzo Ewka pragnie miłości i jak często o niej marzy. I gdy u jej boku pojawiał się kolejny marsjanin, jej twarz jaśniała nadzieją, że to może teraz, może to właśnie on.

Kolejne rozstania przyjmowała na pozór beztrosko, tak, że tylko ktoś, kto znał ją od zawsze umiał rozszyfrować skrywany smutek.

– Znowu dostałam kosza – śmiała się albo mówiła z lekceważeniem: – Nie pasowaliśmy do siebie. On – białe, ja – czarne, on – herbata, ja – kawa. To musiało się skończyć.

– Jezu, jaka ja jestem głupia – mawiała niekiedy, gdy zbyt duża ilość alkoholu zaszumiała w jej głowie. – Jak kundel, co goni własny ogon.

Nie stroniła od używek, dlatego dla wielu była uosobieniem lekkomyślności. Czasami tylko, gdy podczas alkoholowych zabaw zdarzało się jej rozpłakać, zakłócało to jej powierzchowny wizerunek wesolutkiej dziewczynki ubranej w kolorowe szmatki. Nie na długo, ludzie wyrzucają takie rzeczy z pamięci.

Czas mijał, sklep zaczął podupadać, wielu ze znajomych decydowało się na dorosłość i znikało, Ewka nadal jednak dalej obdarowywała ludzi swoim promiennym uśmiechem. Trochę schudła, coraz rzadziej u jej boku paradował nowy marsjanin.

– Więcej teraz rozumiem – powiedziała pewnego razu. – Lecz nic z tego dla mnie nie wynika. Przynajmniej umrę bardzo mądra – dodała z wymuszonym uśmiechem.

Gdy w trakcie jednej z coraz rzadziej organizowanych alkoholowych zabaw poznała miłość mojego życia, szepnęła mi na ucho:

– To właśnie to. Bingo! Nie spierdol tego, proszę cię.

Co mogę jeszcze powiedzieć? Ewka miała rację, a ja usilnie staram się tego nie spierdolić. Do tej pory jakimś cudem się udaje.

Posłuchaj mnie ty, który jesteś Ewce przeznaczony, do ciebie są te słowa. Ujawnij się w końcu, ty, który jesteś miłością życia Ewki, bo czas mija. Wiem, że istniejesz. Przyjdź i przytul tę najmilszą na świecie osobę, bo jak nie, to ja cię odnajdę i spuszczę ci taki wpierdol, że od razu będziesz wiedział, gdzie twoje miejsce.

Pomyśl o tym i nie zwlekaj, bo mówię serio.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: