polskie centrum bizarro

„Gorąca zabawa” by Flora Woźnica

In Opowiadania on Sierpień 8, 2014 at 6:00 am

niedobreliterkitxtNa niedobrych literkach mamy przyjemność zapowiedzieć kolejny niedobry (w bizarrycznym znaczeniu tego słowa) debiut. Po raz pierwszy w cieniu Paskuda pojawia się Flora Woźnica.

Jak się zapewne domyślacie, autorka o tak intrygującym nicku (bądź też prawdziwym imieniu i nazwisku, bo w tych czasach podobnych rzeczy pewności tak jakby brak) musiała się postarać o odpowiednie wejście smoka. Gorąca zabawa to tekst niedługi, ale sprawnie skonstruowany i właśnie taki, jaki być powinien, aby zapewnić Wam odrobinę frajdy.

Nic więcej już nie dodamy do tego opisu. Jeśli czujecie się zaciekawieni, to przewińcie Wasze ekrany kawałek niżej i rozwiejcie wątpliwości.

Zapraszamy do lektury!

h

Gorąca zabawa

h

Dzień zaczął się stosunkowo nudno i normalnie. Niebo, choć wcześniej przykryte chmurami, teraz znowu nabierało pięknego błękitnego odcienia.

Maks jeszcze raz wyjrzał przez okno i upewnił się, że mleczarz nie zapomniał o roznoszeniu swego boskiego napoju. O tak, nic tak na niego nie działało, jak kubek mocnej, czarnej kawy ze świeżutkim mlekiem na dokładkę. Ten drobny rytuał od dawna pomagał mu pokonywać kolejne szare, ciągnące się jak flaki z olejem, godziny. Ułatwiał też, choć nie do końca, ignorowanie swędzących bąbli pozostawionych przez komary.

Jebany, pierdolony skurwysyn! Jeśli jeszcze raz znajdę tu insekta, to krew mnie zaleje! Po co, do cholery, wydaję tyle forsy na spreje?! Skaranie boskie… To pewnie kara za bycie bibliotekarzem. Powinienem ojca słuchać, wstąpić do wojska albo pójść na prawo. A tak to on je na mnie zsyła! Zawsze powtarzał, że tchórze zostaną ukarani przez niebiosa… Teraz stary piernik ma tam pewnie u góry niezły ubaw! No nic, najważniejsze, że mleczarz dotarł i do mnie…

Maksymilian szybko przeczesał swoje długie, czarne włosy, wciągnął na siebie bawełnianą bieliznę, ubrudzony błotem T-shirt i krótkie dżinsy.

Kiedy ja go tak ujebałem? Czyżbym wczoraj po pijaku przespał się w jakimś rowie? Znowu nic nie pamiętam. Chociaż nie… pamiętam tę młodą dziewuchę… oj tak… co jak co, ale pieprzyć to ona się umiała! Cały jestem w siniakach, a mój mały nie domaga się już tak intensywnie porannych pieszczot… Jednak wódka i kobieta – to jest to, co potrafi zrekompensować prawdziwemu mężczyźnie nudne chwile sam na sam z książkami… Gdyby jeszcze nie te pęcherze… Jak bardzo to diabelstwo może swędzieć?

Trzydziestolatek otworzył w końcu drzwi i podniósł butelkę mleka. W pośpiechu wypił przygotowaną kawę i wyszedł z pokoju. Trochę kręciło mu się w głowie, kac wciąż nie odpuszczał i dawał o sobie znać przy każdym gwałtowniejszym ruchu. Gdy tylko wyszedł z klatki schodowej, uderzył w niego żar suchego, gorącego powietrza. Słońce zdążyło już całkowicie wzejść i trochę nadtopić osiedlowy asfalt. Kawa dobudziła mężczyznę na tyle, że postanowił zrobić zakupy w sklepie oddalonym o prawie dwa kilometry.

Maszerował wytrwale, ale trzydzieści stopni powyżej zera powoli zaczynało dawać o sobie znać. Irytowały go też luki w pamięci z kilkunastu ostatnich godzin. Minął swojego sąsiada, podstarzałego ogrodnika i udał się zadrzewioną uliczką do marketu. Niestety, zamiast przejść przez otwarte drzwi, z impetem uderzył głową w szklaną ściankę. Wywrócił się.

Kurwa mać! Człowiek ma naprawdę najszczersze chęci, żeby spokojnie wziąć aspirynę, oprzytomnieć i może nawet nie spóźnić się do pracy, a tu te szkło!

Wszystko z panem w porządku? Zadzwonić po karetkę? – zwróciła się do niego znajomo wyglądająca, młoda blondyneczka niosąca dużą torbę z zakupami.

W porządku, nie trzeba, dziękuję uprzejmie. My się znamy? – Maks obrzucił dziewczynę wzrokiem i zatrzymał się na jej wielkich, zielonych oczach. Przypominała mu trochę Łucję, dziewczynę, z którą, jak sądził, spędził część ostatniej nocy.

Nie, choć zdaje mi się, że może pan znać moją siostrę. Maksymilian, prawda? Wspominała coś o brunecie, z którym podobno świetnie bawiła się w barze. Wróciła do domu dopiero nad ranem i, że tak to ujmę, w nienajlepszym stanie, ale wyrażała się, chyba właśnie o panu, w samych superlatywach. Podobno pomógł jej pan w dogłębnym zrozumieniu obecnej sytuacji. Może zechciałby pan ze mną do niej zajrzeć? Jestem pewna, że ucieszyłaby się z tej wizyty. Poza tym wspominała, że przez pomyłkę zostawił pan u niej swój dowód.

Tak, mów mi proszę Maks. Szczerze powiedziawszy mam mnóstwo przyjemnych wspomnień z ostatniej nocy, ale nie pamiętam, czy podziela je i Łucja… Rozumiesz… kilka kieliszków czystej za dużo i świat przesłoniła mgła… Ale skoro ma mój dowód, a dowód to bardzo ważna rzecz, nie omieszkam jej odwiedzić. Bardzo się cieszę, że taka dama jak Łucja mile wspomina moje skromne towarzystwo.

Rozumiem. Jestem pewna, że Lusia będzie zachwycona możliwością zobaczenia cię kolejny raz… Nie traćmy czasu, moja siostra mieszka jakieś dwadzieścia minut drogi stąd.

Maks kompletnie zapomniał o przykrej batalii z komarem i sklepową szybą. Nie dość, że miał teraz szansę odzyskać zgubiony dowód i odwiedzić dziewczynę, która swoimi umiejętnościami przewyższała niejedną wykwalifikowaną prostytutkę, to możliwe, że dzięki niej mógł również uzupełnić luki w pamięci bardzo obiecującymi wydarzeniami.

Szli już kilkanaście minut, rozgrzane maski samochodów zaparkowanych obok zdawały się roztapiać powietrze wokół. Maks zaczął kaszleć i obficie się pocić.

Widzę, że pogoda ci nie dopisuje, może napijesz się mineralnej? Właśnie kupiłam na zapas.

Dziękuję, sam też miałem kupić, ale widzisz, mój drobny wypadek z szybą i spotkanie z tobą mnie powstrzymały – Mężczyzna wypił kilka łyków i odetchnął z ulgą.

Zbliżali się do zadbanego, małego domku otoczonego ślicznym ogródkiem. Jedynie wysuszony trawnik zdawał się cierpieć z powodu długotrwałego żaru bijącego z bezchmurnego nieba.

Nie spodziewałem się, że Łucja mieszka w takiej pięknej okolicy.

Prawda? Jeszcze wielu rzeczy o niej nie wiesz, ale co ja plotę, ona sama ci o sobie opowie. Jesteśmy na miejscu. Łucja! Jesteś w domu?

Z głębi korytarza dobiegł ich charczący, niski, ale dosyć donośny głos.

Jestem, jestem! Tylko mam lekką chrypkę po wczorajszej nocy. Przyprowadziłaś może Maksika?

Jasne, nie mogłabym cię zawieźć, przecież obiecałam, że go odnajdę. Mówiłaś, że bez niego czujesz się, jakbyś była już martwa… Co prawda, bidulek ma drobne problemy z pamięcią. Może mu pomożesz?

Ależ oczywiście, z wielką przyjemnością! Maksiku, Maksiku… mogę cię znowu pożreć?

Maks obrócił się i upuścił pustą butelkę po wodzie. Kolejny raz zakręciło mu się w głowie.

Kochana! Jak tak ci się do mnie śpieszy, no jasne! Za godzinkę… lub dwie? Rozumiesz… mały kac i te upały… Mogę się tu na razie położyć, a potem pomyślimy o czymś więcej?

Łucja wyczołgała się spod puchowego łóżka. Jej prawa stopa była wykręcona tak, że pięta znajdowała się teraz w miejscu palców. Nie miała lewego oka i była kompletnie naga. Jej brzuch został rozorany w okolicach pępka, tak, że z rany w kształcie prawie idealnego kółka wystawało jelito, z niego zaś wypływała świeża treść pokarmowa. Włosy miała pokryte ziemią, a palce u rąk pozbawione paznokci i przypalone.

Słodziutki, pamiętasz może, jak nam wczoraj było dobrze? Wykochałeś mnie na śmierć, byłeś doprawdy ogniście namiętny, gdy butelką po wódce rozorałeś mi brzuch, a następnie przypaliłeś mi paluszki. Aż płonęłam z twojej namiętności… Pamiętasz, jak obiecałeś mi, że już zawsze ze mną będziesz, jak pożarłeś te swoje grzybki i bredziłeś coś o ukłuciu komara, gdy dałeś sobie w żyłę? O tak… do teraz widzę różowiutki ślad po ukłuciu. Zaraz troszkę się zabawimy, bo widzisz, ja jestem bardzo kreatywna i wiecznie spragniona. Mam nadzieję, że zechcesz mi potowarzyszyć. Bez ciebie czuję się taka martwa… Zgadnij, czyim bratem jest mleczarz? Pomogłam mu dzisiaj w przelewaniu mleka do butelek.

Maks przewrócił się i wybałuszając oczy ze zdumienia.

To niemożliwe. Pewnie wciąż jestem na jakimś haju. To niemożliwe, za chwilę się obudzę i okaże się, że to jakaś zwała… Muszę z tym skończyć, koniecnie! Nigdy więcej mieszania cukiereczków z wódką. Muszę się uszczypnąć, zaraz się pewnie zbudzę! Do jasnej cholery, zbudź się, ty pijany skurwysynu!

Niestety, Maksiku, to nie sen. Ale gwarantuję ci, że zaraz czeka cię coś dużo lepszego niż senne majaki. Widzisz moje jelitko? Rozorałeś je tak bardzo, że przez ciebie znowu jestem głodna i pusta… może mnie wypełnisz? Mam ochotę na malutką jajecznicę. Ty nadajesz się dla mnie w sam raz. Zaraz cię rozgrzeję…

Lusia związała półprzytomnego już Maksa i wyjęła zapalniczkę.

Widzisz, taka gorąca ze mnie babka, że zaraz się rozpuścisz.

Mężczyzna zawył z bólu i obserwował, jak jego męskość powoli pochłaniają płomienie. Wszystko wokół pachniało grillowanym mięsem i alkoholem. Na domiar złego pojawiły się kolejne halucynacje. Z ust upiorzycy zaczęły wylatywać małe insekty, które powoli wlatywały mu do ust, nosa, uszu i oczu.

Niech cię ziemia pochłonie, jebana suko!

Już mnie pochłonęła, masz pozdrowienia od ojczulka! Pan oficer przysyła ci dużo małych muszek!  Podobno jako dziecko uwielbiałeś być elegancko ubrany! Podrywałeś na to koleżanki. Pozwól, że uczynię cię królem elegancji!

Maksymilian obserwował jak z ust Lusi wylatuje ogromna końska mucha i powoli zbliża się do jego oczu. Potem nie widział już nic. Za to czuł jeszcze mocniej. Mucha weszła za jego gałkę oczną.

Wiesz, co jest w tym wszystkim najlepsze, słodziutki? Wreszcie mam cię całego dla siebie! Jesteś naprawdę pyszny! 

 

***

 

Poranek w szpitalu miejskim upływał spokojnie. Dr Sztraus jak zwykle zajrzał do pogrążonego w śpiączce narkomana. Za oknem było pogodnie i słonecznie, tylko w sali starego Maksymiliana panował zaduch. Po chwili do lekarza dołączyła pielęgniarka.

– Uff! Doktorze, wiem, że tu strasznie gorąco, ale szpital musi oszczędzać na klimatyzacji, a pan Maksymilian i tak pewnie nic już nie czuje. Odkąd kilkanaście lat temu przedawkował, tylko śpi i śpi, a jego funkcje życiowe są sztucznie podtrzymywane przez aparaturę. – Pielęgniarka westchnęła ciężko, wachlując się dłonią. – Nie ma sensu przejmować się kolejnym debilem, który doprowadził się do takiego stanu na własne życzenie, bo „życie go nudziło”.

– Powinienem zaprzeczyć, ale w sumie musze przyznać pani rację. Mam tylko nadzieję, że sny ma spokojne…

– Szczerze w to wątpię. Jeśli na tym świecie jest jakaś sprawiedliwość, Maks już dawno powinien spłonąć w piekle! Jako nastolatek zamordował swojego ojca, zasłużonego oficera! Dlaczego? Bo ten wyrzucił jego działkę! No i podobno jakiejś dziewczynie wbił w brzuch potłuczoną butelkę po wódce… a potem, żeby zatuszować ślady podpalił bar, w którym porzucił zwłoki… Świr, panie doktorze, prawdziwy świr.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: