polskie centrum bizarro

„Mrówczy Incydent” by Daniel Podolak

In Opowiadania on Sierpień 12, 2014 at 6:00 am

niedobreliterkitxtPaskud jest niemal pewny, że nigdy nie słyszał o gigantycznych czeskich mrówkach. Ani mrówkach wymierzających sprawiedliwość. Ani chociażby ją symbolizujących…

Nie twierdzimy, że Paskud w ogóle nie słyszał o mrówkach. Wręcz naprzeciwko, raz go nawet pogryzły, co zresztą zaowocowało serią umiarkowanie przyjemnych traum, z których utkany jest nadszyszkownik niedobrych literek.

Wróćmy jednak do mrówek: z czym by się nie kojarzyły, odgrywają szalenie istotną rolę w Mrówczym incydencie, bizarrystycznym opowiadaniu Daniela Podolaka. Nie jest to może klasyczna historia o winie i karze, ale naprawdę niewiele do tego brakuje.

Zapraszamy do lektury!

h

Mrówczy incydent

h

Przemek ocknął się tej nocy z natarczywym bólem moszczącym sobie gniazdko w jego skroni. Co gorsza, prawa dłoń straszliwie go piekła.

Na zaśnieżonym ekranie stojącego przed nim starego odbiornika pojawiły się reklamy TV MANGO ZAKUPY. Obudzony zakupowym pitoleniem, zwlókł swe zaspane cielsko z łóżka w celu wyłączenia telewizora, kiedy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawił się program prowadzony przez dwóch starszych panów. Ich pogawędka krążyła wokół śmierci czyjejś córki. Po wielokrotnie zgwałconej i zmasakrowanej tępym narzędziem dziewczynce pozostało jedynie pocztówkowe zdjęcie i niemożliwe do rozpoznania zwłoki. Zdjęcie oprawione było krzykliwym pas par tu w seledynowym kolorze, z rysunkiem małej czarnej mrówki w prawym rogu. Owad miał uśmiech i zamiast czułków dwa lizaki.

Kurna, ładna nawet  –  pomyślał Przemek, po czym wyłączył telewizor i poszedł z powrotem spać. W swoim śnie rozmawiał ze zmarłą o jej krótkim żywocie i delikatnym ciałku, ale na razie to dla czytelnika mało istotne.

 

Dwa tygodnie później niebo rozdarło się nad Warszawą niczym brzuch ciężarnej kurwy, zalewając całe miasto nieczystościami. Deszcz wraz ze zwalistą mgłą okupował dzielnice, zatapiając je w smutku i skrajnej beznadziei. Tego dnia wszystkie sklepy w mieście pozostały nieczynne, przez co mieszkańcy miasta byli mocno poirytowani i przygnębieni. Nawet gołębie, dowiedziawszy się o tym straszliwym poślizgu na macie polskiej konsumpcji, zaczęły latać brzuchami do góry, rozcierając się o uliczny bruk i budynki niby rzucone złośliwą dziecięcą ręką pomidory. Psy na to ze zdziwienia miauczały, a koty złośliwie szczekały. Hipnotyzujące kolory sygnalizacji świetlnej błyszczały nad pasmem pustych ulic niczym wypolerowane kolorowe guziki na przybrudzonym prochowcu. Tego dnia nie wydarzyło się naprawdę nic ciekawego… poza jednym mrówczym incydentem.

Kino „Luneta Diabła” mieściło się niedaleko Starego Miasta i należało do tych już słabo prosperujących. Wyświetlano tam filmy porno takich twórców jak Alondro Armani, Guiseppe Del Moro, a także mniej znane, amatorskie klimaty. Obrazy w stylu lesbian, fetish, asian, fat czy nawet anal, zarówno damski, jak i męski. Bez różnicy, oby tylko widzowie chcieli czyścić przy tym dyszel. W tygodniu, po zmroku, amatorzy nocnego walenia konia mogli za niewielką opłatą spełnić się w jednym z osiemdziesięciu foteli, jakimi dysponowało kino, oraz doczepionymi do oparć darmowymi woreczkami.

Tej nocy zmiana Przemka ciągnęła się niemiłosiernie długo. Poza kilkoma emerytami i znudzoną parką, nikogo nie naszła chęć na odwiedzenie starego kina. Andrzej, kolega z pracy, powitał Przemka jak zwykle tyradą na temat weekendowego dupcyngu. Ponoć  w sobotę zaprosił panienki na chatę, a te w jego opowieści kłóciły się ostro o pierwszeństwo do jego steru. Zważywszy na wygląd i zamiłowanie do mało wysmakowanej kinematografii, Przemcio szczerze w to wątpił. Zmęczony ciągłym gadaniem kolegi, nasz bohater  myślami wciąż wracał do  dziewczynki z nocnego programu, jej niewinnych oczu i jasnych warkoczyków. Ten obraz nie dawał mu spokoju. Ilekroć zamykał oczy, wciąż ciążył pod powiekami, nie pozwalając o sobie zapomnieć.

Co się, do cholery, ze mną dzieje? – powtarzał w myślach.

 

Nad ranem, kiedy już wszyscy opuścili kino, Przemek rozsiadł się wygodnie na poplamionym fotelu i przymknął na chwilę oczy. Chciał się zdrzemnąć chociaż na kwadrans czy dwa. Nie pamiętał już nawet, kiedy ostatnio mu się to udało. Sen był wszystkim, czego teraz potrzebował.  Układając się do drzemki, poczuł na swojej dłoni nieprzyjemne swędzenie. Po jego nadgarstku maszerował tuzin mrówek, gryząc dotkliwie. Chłopak w pośpiechu zaczął zrzucać przyczepione do zaczerwienionej skóry owady. Te, które spadły na podłogę, rozdeptywał.

Następnego dnia Przemcio głośno wyklął cały świat na dzień dobry, po czym szybko zakrył twarz kołdrą. Starał się ponownie zasnąć, przywołać senną rzeczywistość, poczuć ją na ustach i pod powiekami. Niestety, wszelkie kombinacje, nawet z użyciem woskowych przedmiotów zatykających uszy, spotkało fiasko. Godzina parszywie wczesna straszyła z tarczy budzika stojącego na dębowej komodzie. Tłuste promienie porannego słońca wkradły się leniwie przez żaluzje, zalewając ściany pokoju cytrynową poświatą, wypędzając przy tym zalegający w kątach mrok. W tej samej chwili ze szczelin w pokrytych plackami pleśni ścianach wybiegły w popłochu mrówki. Wielki, nieustannie poruszający się mrowi dywan rozpleniał się teraz po ścianach pokoju, zbliżając się nieuchronnie do leżącego na łóżku przerażonego Przemka. W drzwiach stał ojciec chłopaka i policjant trzymający zdjęcie jasnowłosej dziewczynki. Ojciec śmiał się histerycznie, to znów zanosił się głośnym płaczem, wciągając przy tym spazmatycznie powietrze niczym astmatyk. Chłopak odwrócił się na lewy bok, ignorując gości. Spojrzał na zdjęcia jasnowłosej dziewczynki, przyklejone do przeciwległej ściany. Teraz wiedział, że spokojnie będzie mógł o niej zapomnieć.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: