polskie centrum bizarro

„Materac” by Adam Ożarek

In Opowiadania on Sierpień 26, 2014 at 6:00 am

niedobreliterkitxtW ten uroczy, letni poranek prezentujemy Wam w imieniu własnym, Adama Ożarka i ojczyzny tekst łóżkowy. No, nie do końca łóżkowy, ale blisko, bo materacowy. To prawie to samo, prawda?

Adam Ożarek debiutuje na niedobrych literkach, ale mamy nadzieję, że nie będzie to występ jednorazowy. Materac zasługuje na odpowiednie towarzystwo. To pozycja interesująca literacko, niepozbawiona zdrowej dawki absurdu i zwyczajnie ciekawa, a przy tym bardzo krótka – w sam raz na szybkie orzeźwienie na początek dnia!

Zapraszamy do lektury!

h

Materac

h

„Moim życiem kieruje stado bezbożnych krawędzi”, pomyślał, ponieważ był strasznie zaspany i rychło w czas wypłynął, zanim obudziły się bezstope, krużgankogłowe antylotropy. Welurowa połać materaca nie wchłaniała wody, gdyż jej ustawiczna sztuczność była jednocześnie jej istotą i naturą. W rzeczy samej Materac ów, który aktualnie i spokojnie dryfował (może od czasu do czasu popychany przez Maćka sękatym kijem o odstające przeszkody) w poprzek ogromnego bagna pełnego rubinowych glonów rozsianych wśród martwych koron drzew, nadmuchany został po prostu do granic możliwości. Po samym jego naprężeniu i przez to jak wypierał się swoich własnych zmarszczek, można było wnioskować, że może mu się przydarzyć krzywda.

Nie zrozumcie źle, to nie WYŁĄCZNIE przez wybitnie potężne napowietrzenie nastąpiła tragedia. Jest wiele czynników. Myślę, że można zdecydować się, że winnym wszystkiemu stał się przypadek gdyż nikt z własnej zawiści nie zmusił wypoczynkowego pontonu pana Maćka do zejścia w głębiny razem z człowiekiem, jego ciałem i świadomością, która zaczęła powoli znikać, tak jak zaczęło brakować tlenu w krwi. Mózg umarł.

Mężczyzna otworzył wypoczęte oczy i stał już przed jakimś człowiekiem o niesamowicie idealnie symetrycznej twarzy. Wszystko wokół było opatulone puchem – miejscami szarawych – chmur a łokcie symetrycznego faceta szurały jak nożyczki po chropowatym blacie z czerwonego drewna. Nagle to chrobotanie ustanie. I ustało.

– Wiem, że widziałeś rozjechany hełm, obrzygane pudełko z proszkiem do prania, półmartwe kwiaty wiszące smutno z szafirowego wazonu, dużo, dużo nieszczęścia i szczęścia. Byłeś jednak dobrym człowiekiem i tylko jedno mam ci do zarzucenia. Patrz.

Z biurka wyrósł kwiat różypana o niebiesko czerwonych płatkach. Maciek podziwiał załamania światła, choć nawet nie było źródła światła. Podziwiał, bo lśniło i nic innego nie można było tu podziwiać. Kwiat wysnuł pyłkiem powieść, a nawet dokładnie podarował duszy jej własne wspomnienie, wijące się niewidzialną wstęgą nieskończenie małych punktów przechowywania zróżnicowanych ładunków. Wstążki zmierzały prosto w jedno jedyne oko, które widziało, ale którego nie było.

Trafiliśmy w chwilę sprzed wielu lat. Maciuś, jeszcze wtedy brzdąc, rozmawiał z nie większą koleżaneczką.

– Ale Okoń jest prosty – mówiła ona.

– Nie, nie jest – odpowiadał on.

– Jest i koniec. – Zaparła się i spojrzała w górę.

Wtedy to wielce roztropnie i w pełni świadomie sromotna buła Maćka spadła na szczękę Kasi upadając ją na ziemię obsypaną prosem.

Koniec retranspekcji.

Symetryczny gość patrzył wprost na to jego jedno oko bez ciała i mówił.

– Jako, że twoje życie całe było godne i jedynie jeden, jedyny ten aspekt nam nie przypasował, to będziesz musiał odrobinkę za niego odpokutować. Rok w surowym koszmarze, bez snu ani przyjemności. Uspokoisz duszę, żeby pójść dalej. Zostało powiedziane. Żegnaj.

Białoszare chmurki, biurko, nawet jego twarz i grzywka zapadły się w ciemność nagłą jak sen i jak budzik. Maciek otworzył oczy i znów miał na sobie ciało. Nie siedział na nadmuchiwanym materacu lecz na klatce schodowej. Pomiędzy piętrem trzecim a trzecim. Było chłodno, kamienne bryły – zimne, światła mało, delikatny suchy smród a na dodatek wszystko wymalowane wyrzyganym beżem.

– Rok – powiedział do siebie głośno i wyraźnie. – Rok tutaj… Przynajmniej już bardziej nie umrę. – Starał się zaśmiać, ale nie mógł. Z jego gardła wydobyło się jedynie dziwne pseudozakaszlenie.

Ruszył po schodach. Wszedł kilkaset pięter. Zaczął schodzić. Zszedł nawet więcej niż wszedł. Znów wchodził i schodził i tak na zmianę przez parę ładnych tysięcy pięter ale czas jest nieubłagany i naprawdę nie lubi nas czasem. Tym razem płynął tak jakby Maciek bez przerwy patrzył na zegarek. Przynajmniej tak czuć się dało ten upływ.

Zabrał się za wyłamywanie drzwi do sąsiadów na trzecim piętrze, ale bez nowości. Przez każde drzwi przeszedłszy, zawsze lądował na tym samym piętrze, wchodząc tymi samymi drzwiami. Wyskoczył przez okienko na klatce, wskakując przez okienko na klatce, zasypał wszystko odłamkami szkła.

Doprowadził do perfekcji sztukę schodzenia i wchodzenia po schodach. Jego umysł nadawał się wyłącznie do tego. On nie schodził, on leciał, jakby był idealnie pasującą do tych kamieni zębatką. Ślizgał się na poduszce powietrza pomiędzy podłogą a nim, czuł ją w wyobraźni, jednak kiedy już potrafił to tak doskonale, to nie było dla niego niczym ciekawym zachwycanie się własnymi sukcesami, pokonywanie kolejnych granic. Znalazł sobie jeszcze kilka rzeczy, ale je pominę i przejdę do meritum.

Pośrodku trzeciego piętra wisiał mały wyświetlacz, który pokazywał tą sromotną bułę wymierzoną w Kasiną szczękę. Maciek nie chciał na to patrzeć. W końcu doszedł do wniosku, że obecność tego przedmiotu jest celowa, gdyż jak inaczej mógłby się on tutaj znaleźć, szczególnie że tak bardzo nie pasuje do otoczenia, tak bardzo natomiast pasuje do niego – Maćka.

Przez cały ten rok pokuty napatrzył się swojej niedoskonałości i wyciągnął bardzo głębokie wnioski, które pozwoliły mu na dostąpienie nieskończonej egzystencji w doskonałym procesie kreacji istnienia. Czasem było to dla niego straszne i bolesne, czasami myślał, że mówi sobie czystą prawdę. Kiedy indziej okazywało się, że oszukiwał siebie w najgorszy sposób. W końcu, balansując na paraboli akceptacji i bólu, odnalazł prostą drogę do błogości. Przepełniło go oczyszczające szczęście, którego nie jesteśmy w stanie pojąć. Takie było ono idealne.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: