polskie centrum bizarro

„Nihil bizarro sub sole” by Onibe

In Opowiadania on 2 września, 2014 at 6:00 am

niedobreliterkitxtJeżeli istnieje jakaś prawda, a nawet amerykańscy naukowcy nie mają na to zagadnienie sprecyzowanej w sposób jednoznaczny odpowiedzi, to jest nią na pewno fakt, że nie wiadomo gdzie i kiedy może cię dopaść bizarro. Niektórych dopadło już w kołysce i nie puści aż po grób, siedzi w głowie jak nowotwór o twarzy mikroskopijnego Paskuda i zatruwa mózg dziwacznymi ideami. Ci (a więc pewnie my) są już straceni, co wcale nie oznacza, że inni nieszczęśliwcy nie pójdą w ich ślady.

W domu? W pracy? W szkole? Na ulicy? W metrze i w swetrze, w kinie, w Lublinie (ktoś jeszcze pamięta tę grozę, tak przy okazji?) oraz w każdych okolicznościach, nikt nigdy nie może czuć się bezpiecznie. Napad bizarro może zdarzyć się bez ostrzeżenia i nic już nie będzie łatwe, a przede wszystkim normalne.

Udowodnimy to prosto: krótkim opowiadaniem. Prosto z kuźni Onibe nadchodzi dobry dowód, że nawet prozaiczna czynność może szybko przejść w bizarro.

h

Nihil bizarro sub sole

h

Zmywam naczynia. Od godziny.
Lubię to robić.
Spokój, ciepła woda, uporządkowany zakres pracy. Przeciwnicy piętrzą się po prawej stronie. Ci, których już pokonałem rzadkim koncentratem środka myjącego, leżą sztywno – jak umarlaki – na suszarce po lewej.
Talerze. Trzy.
Widelce. Pięć.
Szklanki. Dwie. Trzy. Pięć. Osiem. Dwanaście.
Liczebnik wyrywa mnie z roboczego odrętwienia.
Nie wiedziałem, że mamy aż tyle szklanek.
Nie wiedziałem, że aż tylu może potrzebować rodzina w osobach samotnego ojca i samotnej córki samotnego ojca.
Joasia.
Joasia?
Otrzepuję ręce, wycieram starannie w ręcznik, tymczasowo ignorując kolumnę łypiących złowrogo brudasów. Czyżby było ich więcej? Przegapiłem nadejście posiłków. Trudno. Niechaj mają swoją chwilę triumfu.
Idę do młodej.
Cicho otwieram drzwi – czemu one zawsze je zamykają? – niepewny tego, co zastanę po drugiej stronie. Wchodzę, zastygam w bezruchu i… obserwuję.
Kształt, na środku pokoju. Obło-sześcienny, poli-odnóżowy. Przypomina fabrykę szklanek skonfigurowaną w jeden byt z zaawansowanym technologicznie kompostownikiem. Fabryka szklanek produkuje szklanki. Jedną za drugą. Dematerializują się również jedna za drugą. Wiem gdzie się pojawiają – byłem tam.
Oddycham z ulgą.
Joasia. Wszystko w normie. Nic jej nie jest.
Idę zmywać.

h
  1. Odrobina szalonego humoru na początek dnia. Lubię ^^

  2. „idę zmywać” – to wstrząsa jak dobry Richter

  3. This. Is. Spaa-rtaa!

  4. […] Niedobrych literkach teksty pojawiły się TUTAJ, TUTAJ, TUTAJ i jeszcze […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: