polskie centrum bizarro

„Nie błyo idealnnie” by Karolina Front

In Opowiadania on 17 października, 2014 at 6:00 am

niedobreliterkitxtPaskud jak łapie tzw. nastroje, to jest kaplica. Najpierw oko swe jedyne wypłakuje i trzeba mu je z powrotem włożyć. A że śliskie od łez, to nie jest łatwe zadanie. Potem siedzi i wzdycha tak głośno, że z całej okolicy ucieka nie tylko przerażona tymi potępieńczymi jękami fauna większa i mniejsza, ale i flora. Nawet bakteryjna. Następnie zamyka się w sobie i wyrzuca klucz. Mordęga.

Niemniej i w tak chorych pieleszach, jak niedobroliterkowy dział opowieści dziwacznych, czasem zapodajemy coś, co ewokuje nastroje.

Karolina Front, nasza nowa zawodniczka słowa pisanego, nastroje przynosi nieliche, choć jej opowieść wymaga skupienia. Jest dziwna. Jest smutna. Jest też odrobinę chora, bo kto powiedział, że to się łączyć z nastrojowością nie może?

h

Nie błyo idealnnie

h

Nie było idealnie. Było całkiem chłodno jak na czerwcową noc. I wilgotno. Jak to po każdym wieczornym deszczu, którego krople opowiadają historię na blaszanym dachu naszego domku pod lasem. Kilka leniwych obłoków, które uniknęły zapłakania się na śmierć, uciekało w popłochu jak przedszkolak, który przed chwilą zmoczył łóżko. Ale księżyc. On był idealny. Delikatny i odległy. Taki lubię najbardziej.

h

Budzę się. Wiem, że tu jesteś. Czuję Twoją obecność. Nie zdążyłam do niej przywyknąć. Ale to chyba dobrze. Dzięki temu fascynuje mnie każdy dotyk. Nawet przypadkowy. Szczególnie taki.
Czuję na karku Twój spokojny oddech. Właśnie dlatego lubię swoje krótkie włosy. Obracam się w Twoją stronę i poprawiam kołdrę, bo próbowała wymknąć się z Twojego śpiącego uścisku. Całuję Twoje ramię. Oddycham chwilę Tobą i uśmiecham się lekko. Używasz żelu pod prysznic, który dałam Ci na gwiazdkę. To miłe. Przeciągam się, jak to mam w zwyczaju, ale reflektuję się. Stare łóżko lubi sobie czasem poskrzypieć, a nie chcę Cię obudzić. Wiem, że bardzo ciężko pracujesz. Wiem jak bardzo się starasz. Widzę zmarszczki powstałe na Twojej twarzy od nadmiaru stresu i pasji. Ucałowałabym je, ale Cię obudzę. Uśmiecham się znowu i gładzę Twoją dłoń, ta kurczowo zaciska się na niesfornej kołdrze. Muskam ją ustami. Widzę, że jest zmęczona. Są na niej ślady ciężkiej pracy. Nie mogę się już dłużej powstrzymywać. Delikatnie całuję Twoje czoło. Mruczysz chwilę przez sen i w półśnie obejmujesz mnie, mocno tuląc do siebie. Nie lubię tak. Odwracam się na drugi bok i zaplatam Twoje łapki na swoim brzuchu. Zaraz zdrętwieje Ci ręka. Trudno. Coś wymyślimy.
– Ale teraz mnie tul, dobrze? – mówię do siebie, a Ty przytakujesz ciszą.

h

Budzę się i dobrze wiem, że wcale Cię tu nie ma. To wszystko było tylko snem. Czuję kawę. „Biały nugat”, moją ulubioną. Chwilę później mój sen siedzi na brzegu łóżka. Nie podaje mi kubka, bo dobrze wie, że z pewnością bym się oblała. Śpię przecież z drugiej strony, wtulona w róg pokoju i stos kołder. Otwieram oczy. Jesteś. Dziwię się chwilkę. Albo i dwie. A później już nie. Znaczy się, może troszkę. Ale no tak! Przecież jesteś tu już od dawna. Twoja obecność. Nie zdążyłam do niej przywyknąć. Ale to chyba dobrze. Takie niespodzianki są fajne. Tak samo jak poranna kawa, której nie musi się robić samemu.

h

Budzę się. Przypominam sobie, że znowu nie wzięłam wczoraj leków. Dziwne jak na pierwszą myśl, która towarzyszy mi zaraz po przebudzeniu. Powtarzam w myślach modlitwę. Klnę do siebie cichutko, tuląc zimne ramię. Nie otwierając oczu marszczę czoło i zastanawiam się co się właściwie dzieje. Czuję na skórze włoski. Są szorstkie i z pewnością nie należą do mnie. Chłodna ręka jest niespodzianką, którą przyjmuję z niespodziewanym spokojem. Poszukuję jej właściciela w pamięci. Ale zagadka wydaje się być nie do rozwiązania. Przysypiam jeszcze na chwilkę, oddając się w ramiona Morfeusza. Nie. To przecież nie jego ręka. Wybudzam się z alfabełkotu mojego mózgu. Chcę rozwiązać tajemnicę ręki w moim łóżku. I tego, do czego jest przyczepiona. Przytulam zimną rękę mocniej. Czuję szorstkość jej skóry i fascynujący, obcy zapach. Moje oczy dalej pozostają zamknięte. Otwarcie ich byłoby najłatwiejszym sposobem na przekonanie się co właściwie się dzieje. A ja nie lubię iść na łatwiznę. Znaczy się.. My nie lubimy. Chichotam cichutko i prowadzę swoje dłonie od opuszka kciuka intruza aż do miejsca, gdzie zaczyna się łokieć. Znaczy się… Do miejsca, w którym powinien znajdować się ów staw. Wzdycham głośno i wplatam palce w długie, czarne włosy. Ech, Szalona, coś ty znowu narobiła?

h

Budzę się i widzę Twoją twarz. Widzę, że już nie śpisz. Patrzysz się na mnie swoimi błękitnymi oczami. Patrzysz jak się budzę. Widzisz jak przecieram oczy i przeciągam się, niechcący szturchając cię w bok. Przepraszam cię leniwym mruknięciem. Obejmujesz mnie. Odwzajemniasz mruknięcie i całujesz w uszko. Jest jeszcze wcześnie. Słońce wstało chwilę temu. Słyszę tylko jedną kukułkę, która postanawia przerwać nam niedzielny letarg. Zasypiasz. Tulony mocno do mnie. Delikatnie głaskany i całowany w czoło. Tak, jak lubisz najbardziej, Tygrysku.

h

Budzę się. Siadam na łóżku i nerwowo łapię powietrze, które z jakiegoś powodu postanowiło opuścić moje płuca. Nie chce wrócić. Chwytam dłońmi swoje gardło i wbijam przydługie paznokcie w skórę, starając się krwawą ofiarą przekupić wszystkich bogów, aby tylko skierowali życiodajny tlen z powrotem do mojego ciała. Wachluję swoją posiwiałą twarz. Ściągam dłońmi niewidzialne powietrze. Chwytam je łapczywie, ale ono nie chce dać się zamknąć w bielejących piąstkach. Zaczynam tupać i walić w ściany. Wszystkim. Drętwieję przed piaskiem pustyni i patrzę. Patrzę w niego, nie widząc go wcale. Rozwieram po raz ostatni szeroko usta. Po nieudanej autotracheotomii padam martwa. Dla pewności rozbijając głowę o kant łóżka.

h

Budzę się. Jestem całkiem rześka, jak na tak krótki sen. Widzę Cię. Leżysz wtulona we mnie. Ach, te twoje włosy. Ich rudości nie da się opisać. I tego, jak łaskotają mnie całą. Dosłownie. Uwielbiam je. I ty dobrze o tym wiesz. Dlatego rozpuszczasz swoje dziewicze warkoczyki co noc. Tylko dla mnie.

h

Budzę się. I umieram. Powoli. Boli. Z mojej piersi wystaje. Chyba nóż. Czy zdążę go wyc….?

h

Budzę się. Ale nie chcę. Naciągam kołdrę na głowę. Sięgam po Patryka. Misia, z którym śpię. Jeszcze minutkę. Odganiam dłonią i grymasem twarzy nieśmiałe promienie słońca szturmujące pościel. Rozciągam się leniwie. Turlam się na drugi koniec łóżka, boleśnie uderzając kolanem w ścianę. Klnę na tyle cicho, by zanotował to mój anioł stróż, ale nikt poza nim. Przetaczam się znowu. Sama już nie wiem w którą stronę. Nie spałam tu. Ale dlaczego ta poduszka jest ciepła?

h

Budzę się. Wiem, że tu jesteś. Czuję Twoją obecność. Jest tak jak zawsze. Co rano. Ja i ty. Kochające się małżeństwo. Tyle że bez ślubu. Ale to nie uwłacza naszej miłości. Zaraz znowu mnie przytulisz. Zaraz znowu delikatnie ugryziesz moją szyję. Zaraz znowu będziemy się kochać. Zaraz znowu wyjdziemy do pracy spóźnieni. Wzorowi pod każdym względem. Przeciągamy się. Wstajesz. Idziesz do toalety. Zapalasz papierosa. Wstawiasz wodę na kawę. Wiadomości. Stereotypowy poranek. Ale mnie już tu nie ma. Muszę się obudzić.

h

Budzi mnie smród alkoholu i rzygowin skapujących z sufitu. Nie mam zielonego pojęcia jak się tam znalazły i nie chcę wiedzieć. Nie lubię się budzić. Nie tutaj. Kiedyś było pięknie i miałam pewność, że sen będzie trwał nawet gdy się obudzę. Byłeś zawsze przy mnie. Teraz też jesteś. Tylko inaczej. Twoje serce, które kiedyś dawało ciepło, troskę i miłość, dziś przynosi tylko żal i przeświadczenie o tym, że nie jestem tą jedyną. Twoja obecność, która kiedyś dawała poczucie bezpieczeństwa, dziś przynosi tylko niepokój. Twoja obecność, która kiedyś dawała uśmiech, gdzieś przynosi tylko ciche łzy. Nie płaczę głośno, bo wtedy ramiona, które kiedyś dawały schronienie, znowu przyniosą mi wstydliwy ból, który zakrywać będę golfem.
Rozczulam się i chowam uczucia w moknącej poduszce. Póki jeszcze nie wstałeś. Boję się wizji, że dziś znowu się obudzisz. To niebywałe, jak bardzo można zasypiać uspokojona nadzieją, że ranking twoich pobudek nie zrówna się z liczbą zaśnięć. Kurwa. Klnę. Wcale nie cicho. Przecież wszyscy tu klną. I robią tylko to. No i jeszcze piją. No i młody ćpa. I właściwie to ja chyba też. Znaczy się, ja dopiero zacznę. Ale spokojnie, zrobię to tylko raz.
Zasypiam się.

h

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: