polskie centrum bizarro

„Dziwka” by Paweł Milczarek

In Opowiadania on 25 listopada, 2014 at 6:00 am

niedobreliterkitxtChwile słabości miewa chyba każdy. Weźmy na ten przykład takiego zombie. Dla świeżutkiego mózgu zrobi skubaniec dosłownie wszystko. Rozbierze się na środku rynku w Krakowie, wsadzi sobie petardę do tyłka, pozwoli się wodą święconą pokropić… Albo jeszcze uczyni cuś równie ekstrawaganckiego.

Jeśli chodzi o żywych, sytuacja nie wygląda lepiej. A i licho nie śpi. W tym wypadku licho pod postacią młodej, zgrabnej, cycatej, dupiatej, ach… Ekhm… Troszkę się zagalopowałem. Oddam Wam lepiej do rąk, a raczej do oczu, najnowszy tekst Pawła Milczarka. Zrozumiecie wtedy o co chodzi i jakie są tego „oto chodzenia” konsekwencje.

h

Dziwka

h

Jebana pogoda, kurwa mać! Leje jak z cebra, na drodze dziura na dziurze… Kurwa, gówno robią ci cholerni drogowcy!

Janusz wracał właśnie z tygodniowej delegacji swoim rozklekotanym, dwudziestopięcioletnim fordem. Od kilku godzin wlókł się sześćdziesiąt na godzinę, próbując utrzymać się na wyboistej jezdni. Fakt, że była trzecia w nocy, z pewnością nie polepszał jego sytuacji. Cud, że ta jebana kupa złomu jeszcze się nie rozleciała.

Jazda ciemną nocą przez nieznany las, sprawiający wrażenie kompletnie odciętego od reszty świata z pewnością nie budzi najmilszych uczuć, tym bardziej jeśli siedzisz w aucie sam. A to przypadkowo jebniesz w jakąś sarnę, spotkasz gotowego na wszystko gwałciciela (albo całą organizację pedofilską, gotową przewrócić twoją brykę ), albo po prostu zatrzymasz się na siku i po omacku wpadniesz w jakieś myśliwskie wnyki. Nie mówiąc o samych ciemnościach, które z niewiadomych powodów – choćby były tłem przecudnej baśni – zawsze wywołują u człowieka niepokój.

Janusz jednak tego wszystkiego nie dostrzegał. Właściwie to mało go obchodziło, co się dzieje wokół. W tamtym momencie nie był sobą… Myślał tylko o jednym: uratować rodzinę.

Każdemu mężczyźnie w średnim wieku może się kiedyś przydarzyć mały skok w bok… wiadomo. Żona to już nie ta sama ognista laska co kiedyś, dzieciaki ślęczą nad głową z hasłami typu: „Ojciec, daj dwie dychy na kino! (jakby kurwa nie wiedział, że je przechleją, przecież mają te piętnaście i szesnaście lat )” albo: „Idę na imprezę, nie wrócę późno” i potem czekaj kurwa do piątej rano i sprawdzaj, czy się aby zbytnio nie najebali (bo to, że przyjdą ubzdryngoleni jest pewne jak amen w pacierzu), co byś jakiego prokuratora na stare lata jeszcze nie dostał. Bo kiedyś to się rodzice nie musieli aż tak martwić… Dostał jeden z drugim pałą w łeb i cześć pieśni, więcej nie świrował. Kurwa, a teraz? Na halloween za niedługo będzie trzeba jakieś systemy obronne w domu montować, bo znowu te smarkate szczyle przyjdą i będą napierdalać papierem toaletowym. Nawet nie wiesz, kto nim dupę podcierał.

W pracy też nie lepiej. Awans. Kurwa mać, czy może być coś gorszego?! Nie po to Janusz został elektrykiem, żeby zapierdalać od świtu do nocy z jakimiś gównianymi papierami, których sensu i tak nikt nie zrozumie. A siedzący tryb życia? Jasna cholera, przecież na stare lata te kręgosłupy będą powyginane niczym rosyjska baletnica, a na prawie ślepych oczach będą widnieć gogle z dioptriami 90+, adekwatnie zresztą do wieku emerytalnego. Nie wspominając o tych młodych gównianych wymoczkach, co to przychodzą się w zawód wdrażać. Głowy łyse jak kolano, nawet dzień dobry kurwa nie powiedzą tylko od razu: „Siema, to ja mam z tobą pracować, ta?”. Kiedyś to się miało szacunek do bardziej doświadczonych pracowników! Czułeś przed nimi jakiś respekt, a teraz młode szczyle nie mają za grosz kultury! Gdzie ci antyspołeczni idioci się wychowali?! Gdzie jest jakikolwiek respekt dla starszych?! Właśnie, starszych…

Jakby nie patrzeć, czterdziestka w życiu każdego mężczyzny jest ważną datą. Kończy się pewien etap życia, zaczyna coś nowego… Można ten moment przeżyć na dwa sposoby: pozytywnie albo negatywnie (jak większość rzeczy). W przypadku pierwszej reakcji zazwyczaj nie jest źle. Mężczyzna mówi sobie, że życie zaczyna się właśnie po czterdziestce i jeszcze co najmniej drugie tyle przed nim. Gorzej, jeśli wpadniesz w reakcję drugą. Starzejesz się, na twarz wyskakują ohydne zmarszczki, laski zaczynają postrzegać cię jak starego pierdziela, a kutas za niedługo to bez niebieskich tabletek nie stanie. Nic, tylko szukać miejsca na cmentarzu i czekać na koniec.

Janusz zdecydowanie zaliczał się do tych drugich. Wciąż rozmyślał, że życie przecieka mu między palcami, że gdyby się nie ożenił to dziś pewnie byłby bogatym człowiekiem z własnym haremem. O reszcie przyjemności wynikających z kawalerskiego życia nawet nie wspominał. Kurwa, po prostu spierdolił sobie żywot…

Dlatego też, gdy pewnego dnia do firmy, w której pracował, przyszła nowa sekretarka, stwierdził, że coś mu się za te wszystkie gówniane lata należy. Dziewczyna była młoda, piękna i posiadała nieskazitelną figurę. Kurwa, całe męska część firmy waliła pod prysznicem konia na myśl o jej cyckach… Janusz szybko przeszedł do ofensywy. Nie myślał wtedy o żonie, o dzieciach, o całym życiu… kurwa, jak wyrucha tę dziwkę, to dopiero będzie życie! Zalecał się do niej całe dwa miesiące. Prawił komplementy, uśmiechał się, walił tępe kawałki o rzekomym nieszczęściu, jakiego doświadcza w związku. Nie mówiąc o tym, że zapisał się na siłownię i wziął się za codzienny jogging. Całkiem zrozumiałe, że w pewnym momencie jego żona zaczęła coś wyczuwać. Przez osiemnaście lat małżeństwa nie uprawiał niczego poza nartami w zimę i pływaniem w lato, a teraz biega jak nastolatek. Co prawda Janusz uspokoił ją, że w tym wieku trzeba się za siebie w końcu wziąć, co by na emeryturze nie leżeć schorowanym w łóżku, ale ziarnko nieufności zostało zasiane.

Mordercze zaloty w końcu przyniosły efekt. Jezu, jakie te cycki były jędrne i krągłe… A ten głos… ryczała, jakby uczestniczyła w orgii z piętnastoma facetami jednocześnie. Jak zwykła dziwka, która pragnie pomóc czterdziestolatkowi w życiowej depresji.

Janusz nie przewidział tylko jednego (Ja pierdolę, ależ to był genialny, dziki seks… ): że panna sekretarka się zaangażuje. Marta – bo tak miała na imię – po tej jednorazowej, jak się wydawało mężczyźnie, przygodzie zaczęła do niego codziennie wydzwaniać. Najpierw po kilka razy, potem kilkadziesiąt. Początkowo Janusz ignorował jej zachowanie. Konsekwentnie odrzucał kolejne połączenia, w końcu zmienił numer. Głupia dziwka nie zamierzała jednak odpuścić.

Pierwszy raz przyszła pod jego dom w pewne poniedziałkowe popołudnie. Postała godzinę koło płotu, rozglądając się po oknach. Wróciła kilka dni później. Tym razem stała tam prawie trzy godziny, choć nadal nie odważyła się zapukać do drzwi.

Janusz był przerażony. Bał się, że żona o wszystkim się dowie i puści go z torbami. A on ją przecież kochał najmocniej na świecie… Kurwa, to był tylko jeden, jedyny błąd, którego teraz mocno żałuje. Pewnie, że chciałby cofnąć czas. Jak każdy w podobnej sytuacji. Ale nie mógł…

Musiał porozmawiać z Martą. Przemówić jej do rozsądku, odkochać, pobić, zasztyletować, cokolwiek! Jasna cholera, jedna jebana dziwka nie może zniszczyć komuś poukładanego życia!

A jednak, kurwa, mogła. Dzień po rozmowie z Martą, gdy wydawało mu się, że wszystko jej dokładnie wyjaśnił, Janusz pojechał w delegację. Czuł się rozluźniony, choć gdzieś z tyłu głowy wciąż majaczyła lekka niepewność. Cieszył się, że jego jednonocna kochanka w końcu poszła po rozum do głowy i także stwierdziła, że wspólna przyszłość nie miałaby sensu. Ha ha, czterdziestolatek i głupiutka małolata, przecież to śmieszne…

Jednakże kiedy w sobotę, drugiego dnia delegacji Janusz odebrał telefon od żony, wcale do śmiechu mu nie było. Gorzej, w pierwszym momencie pomyślał nawet, czy aby dobrym pomysłem nie będzie uciec do Peru albo innego Hong Kongu. Kurwa, jeszcze nigdy nie słyszał swojej kobiety tak wściekłej. Janusz miał wrażenie, że jego żona w każdym momencie może wyskoczyć ze słuchawki i złapać go za gardło, łamiąc mu przedtem wszystkie kończyny. Była jak tajfun zaklęty w kobiecym ciele. Waliła przekleństwami na prawo i lewo, ryczała niczym dzikie zwierzę na afrykańskiej sawannie. Nie chciała słuchać żadnych wyjaśnień. Dla niej to była ordynarna, perfidna, pozbawiona skrupułów zdrada, której finał mógł być tylko jeden: rozwód.

Pierwszą reakcją, jaką przyszła do głowy Januszowi (zaraz po rozwaleniu telewizora w pokoju hotelowym), był mord. Marta, ta wynaturzona blond wywłoka, zasługiwała na to bezsprzecznie. Rozpierdoliła mu małżeństwo, choć zarzekała się, że odpuści. Nie mogła znieść myśli, że przegrywa ze starszą rywalką. A ta rywalka była dla Janusza wszystkim… Kurwa, była matką jego dzieci! Co z tego, że jeżdżą ubzdryngoleni po dyskotekach, a dyrektor dzwoni do domu, że w ich plecakach znaleziono marihuanę. To była jego rodzina! I teraz miał ją stracić przez jebaną jednorazową przygodę?! Kurwa, nawet fakt, że to był najlepszy seks w życiu Janusza, niczego nie zmienia. To był tylko seks, bez żadnych głębszych uczuć.

W pięć sekund podjął decyzję. Mord musiał poczekać. Chuj z tym, że być może wywalą go z roboty.

Teraz wskazówka licznika w samochodzie Janusza wskazywała cyfrę sto dwadzieścia. Pal licho te jebane dziury, najwyżej odpadnie któreś kółko, też się dojedzie. Rodzina była w tym momencie najważniejsza. Ponad durną pracę, nieziemski seks z głupimi dziwkami i wyniszczający kryzys wieku średniego. Janusz dobitnie zdał sobie sprawę, że pojęcie „rodziny” równało się dla niego całemu życiu.

Kolejne drzewa śmigały za bocznymi szybami rozklekotanego forda. Jeszcze tylko sto kilometrów. Dojedziemy…

Wtem w prawej kieszeni Janusza rozdzwoniła się komórka. Mężczyzna nie namyślając się wiele zjechał na pobocze i spojrzał na wyświetlacz. Miał wielką nadzieję, że to jego żona. Może zrozumiała, wybaczyła. Dostrzegła, że nie warto przekreślać tak długiego związku, rozbijać rodziny, niszczyć tego wszystkiego, co przez tyle lat było budowane…

Istotnie, na ekranie widniało imię jego żony. Nie miała ona jednak ugodowych zamiarów.

– Kochanie – zaczęła słodkim głosem, gdy Janusz przycisnął zieloną słuchawkę. – Dzwonię, żeby ci oznajmić, że złożyłam w sądzie papiery rozwodowe. Wraz z dzieciakami wyprowadzam się do koleżanki. Nieważne, gdzie. Nie szukaj mnie, bo i tak nie znajdziesz. To koniec. Możesz sobie iść do tej blond wywłoki.

Kurwa mać, tak drastycznego obrotu spraw się nie spodziewał. W jego sercu wciąż tliła się iskierka nadziei na poprawę sytuacji. Jakąkolwiek. W tym momencie wszystko jednak zostało zniszczone. Dwadzieścia spędzonych wspólnie lat najzwyczajniej w świecie poszło się jebać.

– Kasia! – próbował jeszcze się ratować. – Nie możesz! Ja cię kocham! Słyszysz?! Kocham! Ona nic dla mnie nigdy nie znaczyła! Nigdy, to był błąd, którego teraz żałuję! Wróć do mnie, nie zostawiaj mnie!

– Daruj sobie – przerwała mu kobieta. – Wiesz co? Zniszczę cię w sądzie. Zostaniesz z niczym – dodała, po czym rozłączyła się.

Janusz przez kwadrans próbował jeszcze coś krzyczeć do słuchawki, dzwonić, ale po drugiej stronie odzywała się tylko poczta głosowa. To koniec. Już nic nie zostało z dawnego życia.

Poczuł się jak śmieć. Jak skretyniały idiota, który dla jednej głupiej przygody przekreślił całą swoją przyszłość. Kurwa, spierdolił sprawę. Tym razem już do końca…

Janusz wyszedł z auta i z furią kopnął w przednie koło, aż odpadł kołpak.

– Kurwa mać! – zaklął, po części z bólu, a po części z poczucia bezsilności.

Nie miał zielonego pojęcia, co czynić. Nie miał do czego wracać. W domu – którego i tak pewnie za niedługo nie będzie już miał – nikt na niego nie czekał. Nikt nie poda mu już ciepłej kolacyjki z uśmiechem na ustach, a słowa „tato” już nigdy nie będą miały tego samego, kochającego wyrazu. Ta suka na pewno przekabaci dzieciaki na swoją stronę. Jasna cholera, przecież gdyby jej się przydarzyła taka wpadka, wybaczyłby! Przecież ją kochał, najmocniej na świecie. Cała ta sytuacja dowodzi tylko, że to małżeństwo zawsze było porażką. Skoro nie potrafi mu przebaczyć, to znaczy, że nigdy żywiła do niego głębszych uczuć.

Wyciągnął ze schowka w aucie paczkę fajek, po czym wyjął jedną i odpalił. Zawsze miał je przy sobie, w razie gdyby nic innego nie mogło już ukoić jego nerwów. Kurwa, nie wypalił żadnego papierosa od czasu ostatniej wizyty teściowej prawie rok temu. Teraz zanosiło się, że pójdą wszystkie.

Janusz oparł się o maskę i mocno zaciągnął. Nic innego mu w sumie nie pozostało. Mógł teraz do końca życia stać w tym lesie i jarać kolejne fajki, aż mu płuca sczernieją na popiół. Może chociaż po drugiej stronie będzie lepiej.

Wtem jednak, gdy przydeptywał pierwszy niedopałek i zabierał się za odpalenie kolejnego papierosa, z przeciwnej strony ulicy dobiegł go przyjemny, kobiecy głos.

– Hej, przystojniaku! – usłyszał. – Ładnie to tak tyle palić?

Janusz spojrzał w tamtą stronę. Jego oczom ukazała się młoda, na oko dwudziesto paroletnia kobieta z ciemnymi, kręconymi włosami. Na sobie miała białą, kusą sukienkę, spod której przebijała się czarna bielizna. Wyglądem przywodziła na myśl zamierzchłe lata siedemdziesiąte.

Dziwka jakaś, pomyślał Janusz. Kurwa, nie w głowie nam teraz takie rzeczy. Teraz musimy… Ech. No właśnie. Kurwa, nic nie musimy, i to jest ten problem.

– Życie mnie do tego zmusiło – odparł mężczyzna, zaskoczony trochę filozoficznym wydźwiękiem swej wypowiedzi.

– Tak to już jest – westchnęła kobieta. – Czasami nam nie idzie. Wiesz co jest najlepsze w takiej sytuacji? Ciepło kobiety. To cię z pewnością odstresuje.

– Nie w głowie mi teraz takie rzeczy. Żona mnie rzuciła i prawdopodobnie nie mam szans, żeby ją odzyskać.

– Zdrada?

– Nic ci kurwa do tego – odrzekł Janusz nieco zirytowany. – Ale tak. Żałuję jej. Chciałbym cofnąć czas, choć niestety nie mogę.

Kobieta nie odpowiedziała. Stali po przeciwnych stronach ulicy, od czasu do czasu zerkając na siebie. Janusz zdążył w tym czasie wypalić dwa papierosy.

– Rzuć te fajki – odezwała się w końcu ciemnowłosa. – Mogę ci pomóc, jeśli zechcesz.

Mężczyzna natychmiast wyrzucił z ust dopiero co napoczętego papierosa.

– Jak? – zapytał.

– Też kiedyś byłam w podobnej sytuacji. Zdradzałam wiele razy. Jak skończyłam – sam widzisz. Spodobałeś mi się, i nie chcę by twoje życie potoczyło się tak samo. Zawieź mnie w pewne miejsce, a pomogę ci odzyskać żonę.

Janusz zamyślił się. Czy takiej – niech jej będzie – kobiecie można w ogóle zaufać? Jeśli miarą zaufania miałyby być tylko walory zewnętrzne, to z pewnością tak. Tutaj jednak chodzi o coś… A chuj tam, nie ma nic do stracenia. Albo wróci, albo definitywnie wymaże go ze swego życia. Wóz albo przewóz.

– Dobra – odparł mężczyzna. – Wsiadaj.

– Nie zawiedziesz się – zapewniła kobieta, wsiadając na przednie siedzenie. – Skręć w prawo, do lasu.

– Do lasu? – zdziwił się Janusz. – Jeśli będziesz próbowała mnie uwieść, to zabiję cię gołymi rękoma. Dość już nerw przez jedną taką sukę straciłem.

– Mam ci pomóc czy nie? Musisz mi uwierzyć na słowo.

Kurwa. Że też akurat dziwce dał się namówić, aby ratowała jego związek.

– Dobra.

Janusz wjechał samochodem w oddalony o kilkanaście metrów zakręt. Poczuł się trochę nieswojo, wjeżdżając w gęstą, otuloną nocą knieję, siedział jednak cicho. Nie chciał dać po sobie poznać, że się boi. Zresztą, musiał odzyskać żonę.

– Skręć w lewo za tym głazem. – Wskazał kobieta, gdy przejechali około czterystu metrów.

Prowadząca w głąb lasu droga robiła się coraz węższa. Im dalej jechali, tym bardziej wydawało się, że drzewa są większe i rosną znacznie gęściej. Powoli zanikały odgłosy aut z ulicy, a widok rozgwieżdżonego nocnego nieba ginął ukryty nad grubą ścianą liści. Jak gdyby wjeżdżali w długi tunel, który z każdym metrem staje się coraz mroczniejszy. Nawet dosyć mocno świecące reflektory w aucie Janusza niewiele poprawiały sytuację. Mężczyzna nie mógł pozbyć się dziwnego uczucia niepokoju, jaki wywołała w nim aura nocnej puszczy.

Wtem jednak, kilkadziesiąt metrów przed nimi, zamajaczyły niewyraźne światła. Wydawało mu się, że dochodzą z wnętrza dosyć dużego budynku.

– Tak, to tutaj – powiedziała kobieta, gdy podjechali bliżej.

Oczom mężczyzny ukazał się sporych rozmiarów drewniany budynek o spadzistym dachu. Na tle leśnych ciemności nie uwalniał w człowieku najweselszych uczuć. Przywoływał na myśl stare, zapomniane leśniczówki, jakie zwykło się spotykać w wiekowych puszczach. Gdzieniegdzie dało się dostrzec oznaki świadczące o tym, że obiekt od dawna nie przechodził żadnego remontu. Drewno było już zmurszałe, nadgnite opadami i wodą. Obrazu nędzy dopełniał gruby, gęsto oplatający cały budynek bluszcz.

Janusz wzdrygnął się. Kurwa, kończmy to jak najszybciej i wyjeżdżajmy z tego dziwnego miejsca…

– Nie bój się, nie ma czego. – Kobieta chyba wyczuwała jego lęk. – Chodź za mną. – Złapała go za rękę, po czym pchnęła ciężkie, drewniane drzwi.

Wchodząc, Janusz zdążył jeszcze zauważyć wyżłobioną na framudze nazwę „Rzym”.

Wnętrze budynku było bardzo przestronne. Ściany pomalowano różowym kolorem, co w kontekście zewnętrznego wyglądu wydawało się dosyć dziwne. Na środku sali ustawiono dosyć wysoką, okrągłą scenę, przy której znajdowały się drewniane krzesła. Przy ścianach z kolei stały stoliki i sprawiały wrażenie, jakby robiły za tło całego tego wnętrza. W prawym rogu sali znajdowała się drewniana lada, za którą stała starsza, siwiejąca babeczka wycierająca kufle.

– Chodź, usiądziemy sobie najpierw – powiedziała ciemnowłosa kobieta, wskazując Januszowi jeden ze stolików. – Wpierw musimy się nieco poznać. Muszę wiedzieć, w jaki sposób podjąć działania.

Mężczyzna nagle poczuł do nieznajomej ogromną sympatię. W jednym momencie wydała mu się osobą, której naprawdę można zaufać.

– Wiesz – zaczął, gdy już usiedli. – Bardzo kocham moją żonę. Najmocniej na świecie, ale… Ta dziewczyna…

– Tak to jest z tymi młodymi sukami. Zawrócą w głowie, owiną wokół palca i całe życie poszło się jebać.

– Skąd wiesz, że była młoda?

– Starej byś raczej nie pukał.

– No tak. Właśnie, te młode dziwki tylko czekają, żeby uwieść jakiegoś frajera. Myślałem, że z moją będzie co najwyżej tak, jak w tych wszystkich opowiadaniach w durnych pisemkach kobiecych. Zechce jakiejś kasy, comiesięcznej pensji czy coś i tyle. Ale, nie kurwa. Akurat się zakochać musiała, suka jedna.

– Zaczęła cię nachodzić?

– Tak. Wystawać pod domem. Dzwoniłem, prosiłem. Myślałem, że w końcu jej wszystko dokładnie wyperswadowałem… Niestety, kurwa, pomyliłem się. Zadzwoniła do mojej żony i opowiedziała jej o naszym romansie. A potem wszystko posypało się jak domek z kart…

– To naprawdę przykre – powiedziała kobieta, delikatnie łapiąc Janusza za rękę. – Musisz czuć się teraz bardzo przygnębiony…

– Tak, ja… Nie wiem, naprawdę nie wiem, co ze sobą zrobić…

Ciemnowłosa spojrzała mu w oczy. Kurwa… Wcześniej nie dostrzegł, że jej zielone źrenice są takie… głębokie…

– Zrobię coś dla ciebie, byś poczuł się lepiej. Usiądź na tamtym krześle. – Wskazała na jedno ze stojących pod sceną, na którą sama za chwilę wskoczyła. – Babka, zapuść nam co! – krzyknęła do kobiety za barem.

Barmanka nic nie odpowiedziała. Przestała wycierać kufle, a spod lady wyciągnęła spory, nadszarpnięty zębem czasu gramofon. Po chwili z jego wnętrza popłynęła spokojna muzyka, przesycona delikatnymi elektronicznymi dźwiękami, jakie zwykło się stosować w latach siedemdziesiątych.

Ciemnowłosa kobieta usiadła teraz na scenie w szpagacie. Po chwili zaczęła poruszać się w rytm muzyki, wykonując zmysłowe ruchy rękami i nogami. Co jakiś czas podchodziła bliżej Janusza, coraz śmielej eksponując mu ukryte pod kusą sukienką krągłości. Z frywolnym uśmiechem zsuwała ją z ramion, by za chwilę z powrotem naciągnąć.

Janusz patrzył na to wszystko jak zahipnotyzowany. Nie planował, że będzie się przyglądał erotycznemu tańcowi jakiejś ulicznej dziwki. Ale ta dziewczyna miała w sobie coś, co nie pozwalało mu oderwać od niej wzroku…

W tym momencie kobieta delikatnie zrzuciła z siebie sukienkę. Oczom Janusza ukazała się seksowna, czarna bielizna, która idealnie podkreślała szczupłe ciało. Koronkowy stanik i kuse majteczki rozpaliły zmysły mężczyzny.

Kobieta usiadła mu teraz na kolanach, wyginając się w ponętnych pozach. Ocierała się o jego krocze, przysuwała piersi do twarzy.

Naprawdę miała talent, pomyślała przyglądająca się wszystkiemu kobieta przy barze.  Nie dziwne, że jej film jako pierwszy dopuścili do masowej dystrybucji.

Janusz przeżywał teraz w swoim wnętrzu istny wulkan emocji. Już dawno zdążył zapomnieć o żonie i dzieciach. O tym, że ich tak wszystkich bardzo kochał… Teraz liczyła się tylko ona. Kimkolwiek była, jawiła mu się jako najpiękniejsza istota, jaką w życiu spotkał. Chciał ją posiąść. Tu i teraz.

– No dawaj, dawaj… – zachęcała kobieta.

Serce Janusza zaczęło bić coraz szybciej, gdy dotykał jej piersi. Błądził rękoma po całym ciele… Coraz szybciej. Tudum, tudum… Chcę tego… Tudum, tudum, tudum… Chodź do mnie… tudum, tudum, tudum, tudum…

Chwilę później z gramofonu przestała płynąć muzyka, a ciemnowłosa kobieta wstała z kolan Janusza i ubrała sukienkę.

– Piękny atak serca – stwierdziła z uznaniem kobieta przy barze, patrząc na rozpostartego na krześle, martwego Janusza.

– No cóż, sam sobie na to zasłużył. Perfidnie zdradził swoją żonę, a potem dał się namówić na przejażdżkę z dziwką. David! – zawołała ciemnowłosa. – David, złaź na dół.

Chwilę później na schodach znajdujących się przy barze pojawił się starszy, chudy mężczyzna. Był nagi, a jego ciało oplatał gruby, biały sznur.

– To chyba coś dla ciebie, nie? – wskazała na Janusza. – Zajmij się nim odpowiednio.

– Jasne! – zatarł ręce David Carradine. – Wezmę go do siebie – stwierdził, po czym zarzucił sobie ciało Janusza na plecy i poszedł na górę.

Zmęczona ciemnowłosa kobieta usiadła na obrotowym krześle przy barze.

– Babka, daj mi coś do jedzenia. Głodna się zrobiłam – zwróciła się do barmanki.

– Oczywiście, Lovelace – odparła, po czym wyciągnęła spod lady kanapkę.

– Dzięki – odrzekła Linda, wsadzając ją sobie w krocze.

Kurwa, bolało jak cholera. No, ale przecież z którejś strony musiała jeść, nie?

 

h
h

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: