polskie centrum bizarro

„Misja” by Barbara Mikulska

In Opowiadania on 3 grudnia, 2014 at 6:00 am

niedobreliterkitxtCzasem tak jest, choć nikt nie wie skąd się to ludziom bierze. Czasem zdarzy się, że ktoś poczuje w sobie pęd, by oddać się większej misji niż codzienny, (samo)powtarzalny cykl wstać-pracować-żreć-wydalać-zachlać-do wyra. Taką dziwną instancję, gdy komuś zachce się posłużyć za narzędzie w rękach wyższych sił, nazywa się powołaniem.

Paskud też na to zapadł, za młodu. Wstąpił więc do zakonu W Pewnym Stopniu Oświeconych Skafandrytów. Pobożne to zgromadzenie oddawało się adoracji radzieckiego skafandra kosmonauty, który w niewyjaśnionych, acz pewnikiem cudownych okolicznościach spadł onegdaj na pole przy miejscowości Pizdrygały Kolonia. Wydalono go potem z ich klasztoru. Nie mówi o tym często, ale czasem bąknie coś po pijaku, więc wiemy, że w jego upadku znaczny udział miały warząchew, woda spod ogórków i sznur suszących się majtek z logo zakonu.

O innym rodzaju powołania opowie wam Barbara Mikulska, której tekst możecie przeczytać poniżej. A nawet musicie, wiecie, względy duchowe, bizarro to wszak też powołanie…

h

Misja

h

Blady świt człapał na pijanych nogach. Zaczepiał o wierzchołki drzew, o wysokie kominy, na chudym tyłku zjeżdżał po wyślizganych czaszach anten satelitarnych, aż wreszcie potknął się o przewody wysokiego napięcia. Najpierw wstrząsnęło nim, potem rzuciło na zbity pysk. Kiedy trochę oprzytomniał, rozpełzł się po popękanym asfalcie, spłynął chodnikami, aż do podmurówki kamienicy, aż do butów pana Frączka.

h

*

h

Nogi pana Fryderyka Frączka stały w oddaleniu niespełna metra od budynku, a głowa i dłonie wspierały ścianę. Ta pozycja ułatwiała utrzymanie status quo. Frycek nie ruszał się, kamienica też. Mężczyzna opuścił tylko głowę i rozwarł lekko usta, a spomiędzy nich spływał wąski strumyczek elastycznej wydzieliny. Skąd wiemy, że elastycznej? Otóż bimbała sobie przyklejona do dolnej wargi, chwiała się w lekkich podmuchach wiatru i lśniła brylantowym blaskiem we wczesnoporannych promieniach słońca. Przedtem była inna – też piękna, ale schyłek nocy czynił ją matowo-perłową.
Fryderyk kontemplował piękno owej strużki, nikt i nic nie zakłócało błogostanu, dodatkowo wypełnionego poczuciem wypełniania misji. Pan Frączek wspierał bowiem swoją kamienicę. Nie tylko na duchu, ale też fizycznie – z niemałym wysiłkiem utrzymywał ją w pionie.
W te piękne chwile wdarł się jednak krzyk pani Fryderykowej. Bezrozumna kobieta otworzyła skoro świt okno sypialni i ujrzała swojego osobistego małżonka ustawionego pod ścianą, w pozycji „Hände hoch”. Rozejrzała się po najbliższej okolicy, ale nie spostrzegła ani gestapowca, ani nawet policjanta. Wobec powyższych faktów poranną ciszę rozdał okropny wrzask:
– Ty opoju niedomyty, ty świnio niedojona! Pośmiewisko robisz z siebie! I ze mnie na dodatek! Natychmiast do domu, ty bydlaku!
Pan Fryderyk usiłował wytłumaczyć ślubnej, że w tym momencie jest to absolutnie wykluczone, ale jego głos utonął w wodospadzie wyzwisk. Mówiąc, starał się nie przerwać wąskiej niteczki łączącej go ze sprężystą strużką śliny. Tym bardziej, że krótko przedtem doszedł do wniosku, iż wydzielina nie jest znowu taka zwyczajna, bo prawdopodobnie jest to światłowód łączący strumień świadomości Fryderyka ze wszechświatem.
Ów strumień świadomości pana Frączka został brutalnie przerwany, gdy małżonka, zniecierpliwiona brakiem reakcji ślubnego, sięgnęła po bardziej radykalne środki. Na jego grzbiet spadło jednocześnie jakieś dziesięć litrów lodowatej wody. Ciało mężczyzny wygięło się w łuk, ale w stronę odwrotną niż zazwyczaj, bo kręgosłup zareagował tak, jakby został potraktowany paralizatorem albo defibrylatorem. Czoło i dłonie oderwały się od ściany, a to spowodowało, że kamienica poleciała w jedną stronę, a pan Frączek w całkowicie przeciwną. Gdy spoczął wreszcie na płytkach chodnikowych, wyszeptał jeszcze:
– Nieszczęsna kobieto, cóżeś uczyniła? Rozerwałaś najbliższą rzeczywistość…

h

*

h

Promyk słoneczny wędrował po spieczonych wargach pana Fryderyka, poślizgnął się na resztkach ślinowego światłowodu i wpadł w czarną otchłań ust. Wyskoczył jednak stamtąd błyskawicznie, przerażony mrokiem i smrodem. Podreptał trochę po srebrzystych wąsach, zajrzał do dziurek od nosa, ale wycofał się szybko, by zjechać policzkiem na rzęsy prawego oka, a potem, rozbujawszy uprzednio powiekę, sturlać się wprost do ucha. Ugrzązł na chwilę w woskowinie. Był niemniej na tyle ciepły, że udało mu się rozgrzać wydzielinę i czmychnąć. Odpoczął moment na skroni, a potem kreślił ósemki i skakał aksle na łysej czaszce pana Fryderyka, aż zaczepił o jedyny włos na gładkiej głowie i wylądował w studzience kanalizacyjnej.

h

*

h

Z nastaniem ciemności pan Frączek zaczął się budzić. Wysuszone całodziennym obcowaniem ze słońcem ciało domagało się natychmiastowego nawilżenia. Pan Fryderyk zerwał się i popędził do meliny, gdzie poświęcił noc na odzyskanie sił i energii. Nad ranem, przepełniony miłością do świata oraz priorytetowym nakazem wypełnienia misji, udał się pod kamienicę, oparł dłonie i czoło o chłodną ścianę, gotów tak stać do końca świata. Może nawet dłużej. Na samą myśl o tym, jaki jest dzielny i nieustępliwy, łza zakręciła mu się w oku, a strużka światłowodu wypłynęła z ust.
Pan Fryderyk Frączek, zatopiony w medytacjach o ratowaniu budynku, zrozumiał jednak, że on sam nie będzie trwał wiecznie i w związku z tym należałoby poszukać następcy, by przekazać mu pałeczkę. Postanowił zająć się tym w najbliższej przyszłości.
Pan Fryderyk Frączek zdecydował poświęcić się całkowicie i absolutnie wypełnianiu misji i wykonywać ją do końca swoich dni. W samotności albo z następcą. Nie miało to większego znaczenia, bo determinacja pana Fryderyka osiągnęła apogeum i gotów był góry przenosić, a nie tylko jedną kamienicę utrzymywać w pionie.

h

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: