polskie centrum bizarro

„Howgh” by Darek Kuchniak

In Opowiadania, Różne, różniste on 25 grudnia, 2014 at 6:00 am

niedobreliterkitxtStęskniliście się za nieco wyszczerbionym tomahawkiem Pewnego Apacza?

Jeśli nawet ty (tak, ty, właśnie na ciebie patrzymy, nie kręć się – za twoimi plecami jest tylko ściana! Plakat Supermana ściągającego skarpetki się nie liczy!), ty jeden kręcisz odmownie łepetyną, to wszyscy pozostali czytacze niedobrych literek z pewnością zgodnie potakują. My też się stęskniliśmy, więc wysłaliśmy do Darka Kuchniaka maila z pogróżkami, no i oto są: aż trzy króciaki traktujące o naszym ulubionym Czerwonoskórym. Króciaki, które samowolnie puszczamy pod wspólnym tytułem „Howgh„.

No to howgh!

Wizyta

Mój czerwonoskóry przyjaciel uświadomił sobie, chodząc dzisiaj po gumnie, że taki spacer ma na niego zbawienny wpływ. Kiedy więc spokój zawładnął jego móżdżkiem, a rozwaga uwiła sobie gniazdko na płacie czołowym, postanowił złożyć wizytę Szamanowi.

– Witaj, młodzieńcze – zagaił ów bezpretensjonalnie.

– Witaj, mędrcze – odpowiedział Pewien Apacz w podobnym stylu.

– Czego sobie życzysz?

Mój przyjaciel uśmiechnął się chytrze i odparł:

– Chcę zostać „Wróżką czarodziejką”. I to jak najprędzej.

– Czyli bohaterką jakże popularnej, weselnej pieśni?

– Nie inaczej.

Szaman podrapał się po głowie, wydął wargi, poszukał w podświadomości. W końcu jednak musiał zadać to pytanie:

– Czy mógłbym wiedzieć w jakim celu?

– Chcę zwrócić młode lata ci.

– I zająć moją dobrze płatną posadę w Radzie Starszych. Nic z tego!

– Przejrzałeś moje niecne zamiary. To ja pójdę pospacerować po najbliższym gumnie. Muszę odzyskać utracony spokój.

Po czym natychmiast zrealizował swój plan. Tymczasem Szaman śmiał się do rozpuku i raz po raz zaglądał do sejfu, aby nasycić oczy przyjazną zielenią banknotów.

Kasting

 

Pewien Apacz postanowił rozszerzyć repertuar doznań i zagrać w filmie. Skorzystał z tego, że dzięcielina, którą zasiał na wielu akrach, nie dojrzała jeszcze do żniw i poszedł na pierwszy kasting z brzegu. W budynku, w którym kłębiły się tłumy spragnionych sławy ludzi, trafił na uroczą brunetkę.

– Odpowiadam za casting do serialu „Zagadki kryminalne Las Vegas” – oświadczyła, uśmiechając się zalotnie do Pewnego Apacza. – Poszukuję odtwórcy roli trupa, który ma za sobą dwa tygodnie kąpieli w obficie chlorowanej wodzie. Z twoją oryginalną urodą świetnie się do tego nadajesz.

– Przykro mi, skarbie, ale moja religia zabrania mi na występowanie w serialach kryminalnych. Mogę grać wyłącznie amanta – odpowiedział Indianin i zaczął z wielkim namaszczeniem dłubać sobie w nosie.

– Nie chcesz zatem zarobić „wielkiej kupy szmalu”? – spytała ślicznotka, nadal drażniąc oczy wojownika obrzydliwie słodkim uśmiechem.

Indianin zachłysnął się wizją fortuny roztoczoną przez paniusię od kastingu. Jednak, kiedy już sięgał do wewnętrznej kieszeni garnituru po wieczne pióro, aby podpisać kontrakt, okazało się, że w tym właśnie momencie kadź z chlorem opanowali ekolodzy. Policji się to nie spodobało, więc ich spałowała. To z kolei nie przypadło do gustu ekologom, więc wezwali posiłki z całego świata i zrobiło się naprawdę tłoczno i duszno. Na szczęście właśnie wtedy Pewien Apacz otrzymał od żony wiadomość, że dzięcielina nadaje się do żniw. Indianin nie musiał więc czekać w nieskończoność na rozstrzygnięcie sporu. Wrócił do domu pomny na to, że nie wystarczy chcieć, aby zostać gwiazdą telewizji. Trzeba mieć jeszcze własny chlor. Hough.

 

Smardze

Pewien Apacz odłożył właśnie na szafkę przy łóżku drugi tom powieści „W poszukiwaniu straconego czasu”. I już miał zgasić lampkę, kiedy usłyszał niepokojący dźwięk dobiegający od strony drzwi wejściowych. Oczy Indianina na milisekundę rozszerzyły się gwałtownie, a płuca jęły gwałtownie domagać się powietrza. Wszystko dlatego, że wojownik wyobraził sobie, że ogromny mysi mutant chce się dostać do jego wigwamu, aby domagać w mowie i piśmie… smardzy w każdej postaci i ilości. Pozytywnym zrządzeniem losu szybko przypomniał sobie, że nie ma już wspomnianych wyżej grzybów, gdyż padły ofiarą konsumpcji. Wojownik odetchnął więc z ulgą, z miejsca nabierając odwagi. Pełen animuszu pobiegł do drzwi. Otworzył je zamaszyście. I jego oczom ukazał się…

Dalszego ciągu owej historii nie mogę zdradzić, ponieważ nie ma żadnego związku ze smardzami. A o ciągłość akcji trzeba dbać. I to nieustannie. Hough.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: