polskie centrum bizarro

„Szczepanouszy” by Marek Zychla

In Opowiadania on Styczeń 3, 2015 at 6:00 am

niedobreliterkitxtNowy roczek przybył nam jakoś tak w tym tygodniu, już się przyjął, a pozostałości Sylwestra ulotniły się z nas wraz z kacem i zapachem przemielanej przez organizm wódki. Czyli, że tak się wyrazimy, oczyściliśmy się. Wstąpiła w nas na chwilę świeżość, którą zaraz zabije praca, obowiązki, troski i ponure tęsknoty. 2015 szybko przytruje nas, jak każdy inny rok przed nim.

Ale póki jeszcze mamy w sobie odrobinę, odrobinkę, takie ciut ciut świeżości, może warto się zastanowić nad zachowywaniem czystości umysłu? Bo zbiera się w nim i zbiera wszystkiego, a może to niespecjalnie nam służy. Pierwszy tegoroczny tekścior na niedobrych literkach zapoda wam istotne przesłanie, które w słowa zaklął Marek Zychla. Czytajcie i bierzcie pod rozwagę!

h

Szczepanouszy

h

Szczepana swędziały uszy. Gdzieś w środku. Strasznie. Pomyślał o tym i bardzo mu się ta myśl spodobała.
Nie. Nie swędzenie samo w sobie, ale to zdanie, które sklecił w głowie: „Świąd uszów Szczepana od środka”. Uśmiechnął się i rozpoczął lecznicze drapanie. Nie pomogło.
Palce wepchał już do drugich stawów i kręcił nimi w nierównym rytmie, sycząc przy tym niemiłosiernie i klnąc dosyć klasycznie. W akcie desperacji sięgnął po leżącą na ziemi kredkę – „czarną i długą jak kobra!” – pomyślał, ale jemu ostatnio wszystko się źle kojarzyło.
– No ja pitolę – syknął raz jeszcze i wcisnął drewno ostrym końcem do lewego ucha.
Kredka utonęła w całości w odmętach niedomytej małżowiny. Piekielny świąd zaczął ustępować, a z drugiej strony głowy wysypywały się słowa.
– No dalej! – krzyczał biedny Szczepan, popychając drewnianą kobrę najdłuższym, zdecydowanie nie serdecznym palcem.
I nagle coś huknęło. Odgłos jak przy otwieraniu szampana rozniósł się po jego starym M3. Na podłogę wyleciały serpentyny zdań, którym mężczyzna zaczął się z uwagą przyglądać.
Mama Madzi – przeczytał największy z napisów i zgniótł go w spracowanych dłoniach. Literki poumykały z cichym piskiem w szczeliny między panelami, zarzekając się, że jeszcze powrócą, w dodatku z jakimś detektywem. Wyglądały jak małe mrówki, a ich – o czym Szczepan wiedział z doświadczenia – trudno się pozbyć.
Wyjątkowo długie zdanie przyczepiło mu się do rękawa. Chwycił je i rozprostował na kolanie.
Polska modelka erotyczna robi karierę w USA!
„Ładne zdanie” – pomyślał i zaczął szukać komputerowej myszki, by w nie kliknąć.
Zezłościł się sam na siebie i nieco zawstydził. Rozejrzał się nerwowo i strzepnął je z kolan. Odbiło się od wyjątkowo czarnego słowa i zostało przez nie błyskawicznie pożarte.
Smoleńsk wydawał się być wyjątkowo agresywną zbitką liter, wyraźnie dominującą nad całą kupką.
Szczepan wziął je z szacunkiem na ręce i włożył do najpiękniejszego i najwygodniejszego pudełka jakie kiedykolwiek wyprodukowano, by zaznało choć odrobinę spokoju. Postawił na kominku i podumał przez chwilę. Wzruszył się.
Wracając ugrzązł w istnym kłębowisku krótkich zdań.
Skandal w polskim rządzie!, Pedofilia w kościele!, Wojewódzki, Cichopek, ksiądz Mateusz, biust, pupa! i wyblakłe już nieco Balcerowicz musi odejść! z ułamanym wykrzyknikiem i ukruszoną kreseczką nad c. Hasła te przywarły na stałe do znoszonych kapci i razem z nimi wylądowały po paru dniach w śmieciach.
Szczepan podniósł się z wielkim trudem – bo i lata młodości miał dawno za sobą; zostawił je gdzieś w tramwajach, klasach lekcyjnych i na wiejskich dyskotekach, a także w Urzędzie Stanu Cywilnego i w Powiatowym Urzędzie Pracy. Sprawność fizyczną utracił w poprzednim stuleciu, ale trochę też w ostatnich latach, podczas serfowania w Internecie i pod osiedlowym blaszakiem.
Poszedł do przedpokoju po odkurzacz i wziął się za porządki. Rura zapchała się jednak już na samym początku.
– Co jest? – jęknął, mocując się z wyjątkowo masywnym i twardym słowem.
Przydeptał końcówkę pasiastego węża i z całych sił pociągnął za ostatnią, wystającą literkę. Bezskutecznie. Dopiero przyniesione z kuchennej szuflady cążki i trzy łyżki oliwy z oliwek załatwiły sprawę. Na podłodze z głośnym hukiem wylądowało słowo Pudzian.
Spodobało się Szczepanowi, bo miało w sobie siłę, więc postanowił wstawić je w metalową ramę, aby zawisło na jednej ze ścian (upewnił się wpierw, czy nie jest ona ścianką działową i zdoła utrzymać taki ciężar).
Stary Elektroluks poradził sobie z resztą liter, choć pod koniec wyraźnie rzęził i stracił na mocy, wypchany zastygłym atramentem od kabla po ssawkę.
Szczepan wyłączył go i usiadł na dywanie, by chwilę odpocząć. Zdziwiła go nagła cisza; brak jakichkolwiek szumów i lęków w głowie. Przypomniał sobie o wielu ważnych sprawach, które odkładał na wieczne potem, o rodzinie i o górce za blokiem, z której zjeżdżał zimą na sankach – zawsze z trudem wyciąganych z dna piwnicy.
Przypomniał sobie o dziewczynie z klatki obok, którą kochał całym chłopięcym sercem, o kokosowych wafelkach na wagę w pobliskim sklepie, o wałach kolejowych, gdzie z dziadkiem palili ogniska, a z popiołu wyciągali ziemniaki. O tacie harującym całymi dniami i mamie z każdym rokiem coraz bardziej przygarbionej i złamanej życiem.
Pomyślał o wykopywanych piłkach, piaskownicach ciętych przez dzieciaki kuchennym nożem, o karabinach z patyków, obtartych kolanach całowanych przez mamę i o bliźnie na łokciu – wpierw rosnącej, a teraz starzejącej się razem z nim.
Zatęsknił za pokojem starszych braci, w którym pachniało przygodą, drewnem, świnką morską, muzyką akustyczną i tą z winylowych płyt. O wysokiej lampie, którą przykrywali chustą harcerską pełną odznaczeń i ważniejszych odznak. Chustą przesiąkniętą nadmorskim wiatrem, rozgrzaną wakacyjnym słońcem i wyblakłą od ciężaru wspomnień.
Przypomniał sobie o marzeniach sprzed lat, o chęci życia, z którą atakował każdy dzień, o tym głodzie wspaniałych chwil, pragnieniu miłości, o przyjaźniach, trzymających wpierw człowieka w jednym miejscu, by nagle wypuścić – chwiejącego się i samotnego – w ramiona kolejnych, równie tymczasowych, choć dla ciebie tak ważnych; na całe życie.
Zapłakał nad śmiercią – każdą z osobna i wszystkimi razem. Od rybek, po przyjaciół i dziadka. Od sąsiada, zabierającego mu piłkę w obawie o brudne okna, po chomika na którego niechcący nadepnął, biegając przepełniony dziecięcą radością po pokoju – tą radością jedyną, ulotną, która w jednej chwili zmienia się w coś przeszłego, straconego, ale na zawsze pulsującego w sercu.
Smutny, lecz także szczęśliwy Szczepan otarł przyjemnie mokre łzy i odetchnął swobodnie, rozkoszując się zapachem kolorowych wspomnień, które powoli odpływały, ginęły gdzieś za kaloryferem, za stołem pełnym rachunków, za telewizorem – tym zamulaczem w sreberku barwionym kolorami miliardy razy oglądanej tęczy. Tego hipnotycznego pudełka, które połamało wszystkie jego patykowe karabiny, zgasiło największe z ognisk, chwilom bezcennym nie dało być, obżarło się jego życiem.
Podszedł do niego, ale nie uderzył niczym; nie rozbił na plastikowe kawałki, choć tęsknił za wszystkim, co stare, co dało się rozwalić w drzazgi. Uśmiechnął się na widok tych przeszło czterdziestu cali, z tymi wszystkimi skrótami, o których przed kupnem musiał się naczytać.
Wyciągnął kabel z gniazdka i na widok gasnącej diody zaśmiał się pierwszy raz od wielu lat – tak szczerze, jak kiedyś, gdy mama musiała go uciszać, bo tata spał. Kiedy potrafił cieszyć się wszystkim, co dzisiaj stało się takie wstydliwe, zarezerwowane dla dzieci, ekscentryków i wariatów.
I wtedy usiadł, a raczej wskoczył na fotel, który zniósł to dzielnie – z ledwie słyszalnym, marudnym trzaskiem. Westchnął i zaczął zastanawiać się nad swoim nowym życiem, nad powrotem do zwykłych przyjemności, bez wszystkich tych bzdur, którymi zaśmiecał sobie głowę od dziesięcioleci.
Układał w głowie plany spacerów i rowerowych wypraw, gdy poczuł, że z ramienia zsuwa mu się coś niewielkiego, ale w jakiś magiczny sposób przykuwającego jego uwagę. Walka z samym sobą trwała zaledwie chwilę, lecz zrosiła czoło potem. Szczepan postanowił zerknąć. Zerknął raz, później drugi i trzeci, by wreszcie gapić się na tych parę liter jak zaczarowany.
Po jego ręce zsuwało się powoli to potężne słówko, wobec którego nie potrafił być obojętnym: Futbol.
Zsuwało się niżej, po spodniach na kolano. Mężczyzna podbił je fachowo –jak za dawnych lat – by po chwili zatrzymać je przy ziemi, czyli fachowo ZGASIĆ. Zmęczył się.
„Piłka nożna” – pomyślał i klasnął w spocone dłonie, zapominając o wspomnieniach.
Włączył Internet, sprawdził najnowsze doniesienia z PZPN-u, przejrzał tabele co ważniejszych lig europejskich i eliminacji mistrzostw świata, szykując się na wieczór, na kolejny występ Biało-Czerwonych –dziś transmitowano mecz o honor, a takie Szczepan kochał najbardziej.
Spotkanie trwało przeszło dziewięćdziesiąt minut pełnych nerwów i straconych goli. Mężczyzna dosłownie rwał sobie włosy z głowy, rzucał podwórkową łaciną, w pewnym momencie zdarł z siebie koszulkę i ze zwierzęcym rykiem wyrzucił ją z balkonu wprost do śmietnikowej wiaty.
– Rooobeeert! – darł się do zawstydzonego księżyca, który niespecjalnie lubił być w pełni.
– Zamknij pan ryj! – odkrzyknęła plotkarska sąsiadka z okna naprzeciwko, sprowadzając biednego kibica na ziemię.
Szczepan wrócił do pokoju i obejrzał cały blok reklamowy, gdzie najgłupsze spoty puszczono nawet po dwa razy. Później siadł przed komputerem, aby popodziwiać pośladki i piersi celebrytek, a także dodać coś od siebie w komentarzach…
Na sam koniec wieczoru zaprawił się tanim marketowym piwem, a w zasadzie promocyjnym sześciopakiem i seteczką żytniej na rozluźnienie. Włączył radio, by posłuchać najnowszego przeboju nastolatek, Ryp mnie grupy Music Punk, ale zasnął w połowie refrenu.
Śnił mu się stadion z trybunami ciągnącymi się do samego nieba, ginącymi gdzieś w szarych chmurach. Po hipnotycznie zielonej murawie biegali piękni piłkarze, tłumy kibiców skandowały wulgarne pieśni, co jakiś czas przelewała się po ludziach meksykańska fala.
Wszyscy pili piwo, jedli sypiące żartami parówki i czekali na upragnione gole.
Czekali na ostatni gwizdek i wszystkich swędziały uszy.

h
Reklamy
  1. A ja myślałam, że te szumy to wynik brudnych uszu!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: