polskie centrum bizarro

„Pewien Apacz i czyściec” by Darek Kuchniak

In Opowiadania on Marzec 13, 2015 at 6:00 am

niedobreliterkitxtZ pewnością ucieszy wszystkich niedobroliterkowożerców wieść o powrocie Indianina. Tak, szanowne biało, rudo i czarno-głowy, a także wy, łysi hipisi – come back Darka Kuchniaka i Pewnego Apacza niniejszym stał się faktem! Wraca, by siać postrach i zamieszanie w waszych głowach, by śmieszyć, mamić i tumanić.

Jeśli z Pewnym Apaczem stykacie się po raz pierwszy, jeśli nie mieliście tej niewątpliwej przyjemności wejść na ścieżkę, którą kroczy czerwonoskóry wojownik, zachęcamy do wygodniejszego rozparcia się na siedziskach, kojcach, ławach, czy co tam posiadacie, najlepiej ze szklanką wody ognistej w pogotowiu, no i oddania się lekturze. Jeśli z wyżej wymienionym osobnikiem już się zetknęliście, nie musimy was zachęcać – pewnie nie czytacie wcale tego zamotanego wstępu, tylko od razu przeskoczyliście na tekst poniżej…

 

Pewien Apacz i czyściec

 

Siedziałem w kawiarni i piłem pyszne mleko z miodem, kiedy zauważyłem, że na stoliku, ni z tego ni z owego, pojawił się Pewien Apacz. Choć skurczył się do wielkości krasnoludka, nadal nosił się na włoską modłę. Byłem tak zaskoczony, że upuściłem filiżankę i struga płynu pomknęła na spotkanie z moimi nowymi spodniami. Indianin zdawał się mnie nie zauważać. Podszedł do cukierniczki i jął z zapałem pałaszować białe kryształki. Zirytowany tym, że mnie kompletnie ignoruje, zawołałem:

– Co jest, stary?!

Wojownik odwrócił głowę i spojrzał na mnie obojętnie. Następnie wrócił do poprzedniej czynności.

– Co jest? – spróbowałem znowu. – Dlaczego się nie odzywasz?

Ów wzruszył ramionami i odparł:

– Mam swoje powody.

– Przypominam, że jesteśmy przyjaciółmi.

– Okay. Sam tego chciałeś. Pół roku temu para amerykańskich naukowców natknęła się w jednej z jaskiń w Arizonie na tajemnicze rysunki naskalne. Po przestudiowaniu indiańskich legend doszli do wniosku, że przedstawiają one moje przygody i nie omieszkali poinformować o tym wszystkich portali internetowych. A ja nie znoszę medialnego szumu.

– I tylko dlatego stałeś się krasnoludkiem?

– To zwykła oszczędność. Mam teraz znacznie zmniejszone zapotrzebowanie na kalorie.

– Tak, tak. – Udałem, że mu wierzę. – Jasne.

Jednak w głębi duszy czułem satysfakcję. Oto wielki Pewien Apacz, który wiele razy zalazł mi za skórę, skarlał do tego stopnia, że mogłem go rozgnieść niczym pluskwę. I nie obchodziło mnie zbytnio, co było tego przyczyną. Nadarzyła się natomiast świetna okazja do bezkarnego kpienia z wojownika.

– A co na to twoja żona? – spytałem, nie kryjąc wesołości. – Wszyscy znamy jej niezwykły seksualny apetyt.

Spojrzał na mnie zimno.

– Jestem w stanie zadowolić ją pod każdą postacią.

– Nie okłamuj samego siebie – atakowałem dalej. – W obecnej sytuacji zwykle pierdnięcie oznacza dla ciebie ogromną katastrofę żywiołową, ale możesz zaoszczędzić na psychoanalityku, nie grozi ci mania wielkości.

– I ty mienisz się moim przyjacielem! – odparł gorzko. – Lepiej wyszedłbym na aliansie z dupą Maryny.

– Zamiast skamleć, zatańcz lepiej jak balerina, bo dostaniesz z liścia. A takie uderzenie, mimo nazwy, do ekologicznych nie należy.

Pewien Apacz skurczył się w sobie i zaczął płakać.

– Wiedz, że to dla mnie zaszczyt – wybąkał.

Poniżony i przestraszony wojownik jął pląsać. Nie szło mu to jednak zbyt składnie, więc musiał ponieść karę. Strąciłem go ze stołu w nadziei, że rozbije się o podłogę. Nic takiego nie nastąpiło, więc zdjąłem but i próbowałem trafić szybko przemieszczającą się małą postać. Ta ostatnia unikała jakimś cudem moich ciosów, ale widać było, że opada z sił. Wkrótce ujrzałem jak Indianin macha białą chustką.

– Chodź do mnie, karzełku, ale już! – rozkazałem. – Poniesiesz teraz konsekwencje z tytułu niesubordynacji.

Muszę przyznać, że rozpierała mnie radość. Tak długo czekałem na tę chwilę. Chwyciłem cukiernicę… i ocknąłem się na wojskowej pryczy. Wokół mnie stały miliony łóżek, każde zaś zajęte przez śpiących ludzi. Ledwie zdążyłem wstać z wyrka i trochę rozprostować nogi, a już zaszczycił mnie wizytą przedstawiciel tutejszego personelu. Co ciekawe ubrany był w nowiutki mundur oficera NKWD.

– Fajny sen, towarzyszu, warto trafić do czyśćca, nieprawdaż? – zagadnął z rosyjskim akcentem.

– Szkoda tylko, że skończył się w tym właśnie momencie.

– W naszym fachu nie ma miejsca na happy endy, inaczej to miejsce musiałoby zmienić nazwę.

Czekista zajrzał do papierów, które nagle pojawiły mu się w dłoniach i spojrzał mi prosto w oczy.

– Z kwestionariusza obywatela wynika, że znalazł się tutaj w wyniku samobójstwa. Mogę wiedzieć, co cię do tego skłoniło? – zapytał, choć doskonale znał odpowiedź.

– Oczywiście. Wszystkiemu winny jest Pewien Apacz. Gdyby nie on, zostałbym słynnym pisarzem albo scenarzystą. Kto wie, może zastąpiłbym samą Ilonę Łepkowską przy „M jak miłość” i miałbym tyle szmalu, że wykupiłbym na własność kanion Kolorado. A tak cała moja twórczość obracała się wokół niego… Zyskałem uznanie, i to umiarkowanie, wyłącznie w świecie niszowej literatury… Moja rodzina straciła dla mnie szacunek, a ja pogrążyłem się w depresji.

– Smutna historia, tyle że u nas takich mnoga – podsumował mój rozmówca. – Za kilka sekund znowu pogrążysz się w tym samym śnie. I tak przez najbliższe tysiąc lat. Jeżeli wykażesz się zdyscyplinowaniem i będziesz przestrzegał regulaminu, to najbliższe milenium upłynie ci bardzo szybko i w końcu trafisz do nieba.

Poczułem się nagle bardzo zmęczony.

Funkcjonariusz podszedł tymczasem do szatni, nieśpiesznie zdjął mundur i założył szykowny garnitur od Armaniego oraz stylowe włoskie buty. Pewien Apacz spojrzał z satysfakcją w lustro.

– Niewykluczone jednak, że wylądujesz w piekle. A znam osobiście wielu takich, którzy zrobią wiele, żeby ci to ułatwić.

Indianin odsunął jedną z szafek i otworzył pancerne drzwi. W tej samej chwili dało się słyszeć jęki pohańbionych dusz i diabelski chichot. Czerwonoskóry krzyknął w głąb królestwa ciemności:

– Jagoda, Jeżow i Beria do mnie! Macie robotę!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: