polskie centrum bizarro

„Bizarro dla zaawansowanych” – odsłona druga (z Mellickiem!)

In Fragmenty książek, Książka on Kwiecień 13, 2015 at 2:50 pm

unnamedHejo, myśleliście, że tak tylko rzucimy hasło i przestaniemy atakować was naszą najnowszą antologią? To się myliliście (tu następuje złowieszczy śmiech i inne prychania Paskuda)! Ale my tak w dobrej wierze, żeby dać wam posmakować smaczków, zanim będziecie się mogli rozsmakować w kompletnym dziele jako czytelnicy Bizarro dla zaawansowanych.

A dziś smaczek, na których obliże się spora grupa fanów dziwności wszelakich. Początek opowiadania Carltona Mellicka III, czyli guru i mistrza bizarro oraz króla bokobrodów (niekoronowanego… chyba), będącego mroczną wizją sportów walki przyszłości… w których zawodnicy nie do końca zachowują ludzkie oblicze, tudzież zasady fair play.

A jeśli ten fragmencik przypadnie wam do gustu, całość opowiadania można przeczytać w naszym zbiorku, obok innych opowiadań tuzów z USA i najlepszych tekstów najlepszych polskich autorów dziwnej literatury. Bizarro dla zaawansowanych można nabyć w przedsprzedaży na Allegro (i tylko tą drogą), ilość egzemplarzy ograniczona, więc zaklepujcie sobie, bo już niebawem rozsyłka!

h

Carlton Mellick III

Świnia Wojny (fragment)

h

Tłum dostał bzika, widząc jak świnio-człowiek wpada na pręty klatki, po czym osuwa się na betonową podłogę. Z wykręconego ryja buchnęła posoka, cielsko zadrżało, a potem wojownik wywrócił oczami. Potężny niedźwiedzio-człek stał nad nim, rycząc groźnie na publiczność i uderzając wielkimi czarnymi łapami w swoją włochatą klatę. Jeszcze nigdy nikogo nie dopingowano równie mocno.
W tamtej chwili sądziłem, że to już koniec. Świnia Wojny wreszcie został pokonany. W sumie nie wywołało to we mnie szoku. Jego przeciwnik, Grizzly Gigant, był młodszy, większy i znacznie dzikszy. Był też jebanym niedźwiedziem. I chociaż stary świnia pozostawał mistrzem najdłużej ze wszystkich wojowników w historii, nie miał żadnych szans w starciu z niedźwiedziem grizzly. Wbrew zdrowemu rozsądkowi sądziłem jednak, że jakoś zdoła go pokonać. Bo to są walki na śmierć i życie. I tak się składa, że on jest moim ojcem.
Świnia Wojny prychał i ślinił się, gdy Grizzly złapał go za kark i ugryzł w ramię. Świnia wrzeszczał, zupełnie jak człowiek, niedźwiedź zaś warczał i dalej wgryzał się w jego mięso. Wrzask był jedyną rzeczą, po której mogłem teraz poznać swojego ojca.
Zanim Grizzly Gigant zdążył rozerwać jego gardło, odezwał się gong. W pierwszym momencie poczułem ulgę. Ale zaraz pomyślałem, że byłoby lepiej, gdyby wykończył go tu i teraz, zamiast przeciągać nieuchronne.
Niedźwiedź wypluł z ust strzęp Świni Wojny i cisnął nim z powrotem o podłogę. Potem tupnął na strażnika, by ten wypuścił go z klatki. Przed następną rundą wyznaczono godzinną przerwę, jednak stary świnia spędził jej pierwsze dziesięć minut leżąc na podłodze i starając się zatamować dłońmi krwawienie z otwartych ran. W końcu pomocnicy lekarza podźwignęli go na nosze i wynieśli z klatki na tyły fabryki.

h

***

h

Nie cieszyłem się wcale, że znów spotkam się ze starym. Od dawna miałem dość naszych pożegnań, i niechętnie podchodziłem do tego teraz, nawet jeśli te miało być już na poważnie. Jednak jeśli miałem dziś dostać jakąś kasę na obiad (nie tylko dziś, ale w ogóle kiedykolwiek w przyszłości), wiedziałem że muszę zadbać o to w tej chwili.
Dół fabryki wypełniały miejsca stojące dla widowni. Tutaj właśnie zbierał się plebs, kandydaci na wojowników oraz rodziny walczących, by obserwować starcia. Prawdziwa widownia zasiadała na górze. Nigdy mnie tam nie wpuszczono.
Przedarłem się przez brudny, śmierdzący psim gównem tłum, potrącając po drodze chłopaka-hienę. Warknął na mnie, na co parsknąłem śmiechem. Koleś miał ledwie piętnaście lat, a już ładował w siebie serum. Ostatnimi czasy brali je coraz młodsi, mając nadzieję, że za jego pomocą wydostaną się z getta. Tę wiarę podzielał mój ojciec, robiąc sobie pierwszy zastrzyk. Mimo to nadal żyliśmy w nędzy. Stał się odrażającą bestią, która zabijała inne odrażające bestie dla uciechy klasy wyższej, nic więcej.
Mówili na to Serum Lykanotropii, albo po prostu Serum L. Zastrzyk kosztował tyle, ile wynosił miesięczny zarobek członka klasy pracującej. No, chyba że ktoś miał managera, który płacił za wszystko. Po każdym zastrzyku było się mniej człowiekiem, bardziej zwierzęciem. To, w jaką bestię się zmienisz, zależało nieco od DNA, w większym jednak stopniu od czystego przypadku. Niektórzy wojownicy stawali się wilkołakami, inni lwami, jeszcze inni myszami. Mój tata zmienił się w dzika. Kiedy już wbiłeś sobie igłę, nie było drogi powrotnej. Przemiany nie dało się cofnąć. Po sześciu zastrzykach zyskiwało się siłę wystarczającą, aby stanąć do walki. Po dwunastu traciło się resztki człowieczeństwa. Mój tata był po jedenastym.

h
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: