polskie centrum bizarro

„Tęczowa koza” by Norbert Góra

In Opowiadania on Sierpień 7, 2015 at 6:00 am

niedobreliterkitxtLato w pełni. Upał wżera się w mózgi, żłobiąc w nich głębokie bruzdy. Pić się chce, lodem obkładać umęczone głowy… Nie wszyscy jednak w ten ciężki klimatycznie czas odpoczywają. Niektórzy muszą pracować. Niektórzy nawet twórczo. Taki Norbert Góra na ten przykład przezwyciężył coraz bardziej panoszący się marazm i napisał dla niedobroliterkowego kolektywu zacne opowiadanko pod – jakże aktualnym – tytułem Tęczowa koza.

Gwoli ścisłości zaznaczamy, że tytuł jest dość mylący. Konia z rzędem temu, kto domyśli się, o czym tekst traktuje.

h

Tęczowa koza

 

h

Tęcza oddaje o wiele więcej […]

niż jeden stonowany kolor.

                       Marta Gruszczyńska

                       Gladiole

h

Dla niego Apokalipsa nie zaczęła się od deszczu. Bynajmniej. Nie pojawiły się na niebie krwiste łuny. Szumnie zapowiadanych pieczęci też nie było. Jeźdźcy Apokalipsy – jak zresztą zawsze – nie zlecieli z niebios na rydwanach godnych Zeusa. Tak naprawdę był to zwyczajny dzień, nie różniący się niczym od poprzednich, na terenie wsi Wybździuszewice Małe, niecałe trzy, może cztery kilometry za Popierdkami Wielkimi.

Teofil Pachołek samotnie prowadził na jej krańcu ogromne gospodarstwo. Hodował krowy, świnie, kurczaki i kozy. Przez myśl mu nie przeszło, żeby zgłosić się do programu „Rolnik szuka żony”, ani do pierwszej edycji, ani tym bardziej do drugiej. Sam fakt, że lokalne towarzystwo wytykało go palcami, nazywając „Teofilem-pedofilem” albo „Pachołkiem-góry mięsa wierzchołkiem” przyprawiał rolnika o smutek. Wiódł pustelnicze życie, pośród chrumkających, dających mleko i głośno piejących zwierząt. Niestety, niedługo było mu dane się cieszyć tą swojską atmosferą.

Wkrótce jego życie miało zamienić się w piekło.

Trzy dni później pojawiło się na świecie pięć nowych koźląt, z czego jedno było… tęczowe.

Pachołek wygiął mordę w pałąk i przybrał przez moment minę Benny’ego Hilla, zwiastującą koniec jednej komicznej scenki oraz początek drugiej. Z wrażenia aż puścił bąka, tak siarczystego, iż koźlęta zatrzęsły się ze strachu. Mało brakowało, a musiałby wrócić do domu i zmienić zanieczyszczone bladoniebieskie farmerki.

Zaintrygowany, wziął na ręce tęczowe cudo i opuścił miejsce przeznaczone dla trzody chlewnej. Wszedł ze zwierzątkiem do domu, po czym – położywszy je na hebanowym stoliku w jadalni – wrócił do swojego pokoju, gdzie trzymał starego, ale wciąż sprawnego polaroida.

Takie rzeczy trzeba udokumentować, pomyślał podniecony i jednocześnie zdziwiony, że użył tak wysublimowanego słowa jak „udokumentować”.

Zawsze przecież mówił: „Pierdyknę zdjęcie”.

Obchodził koźlątko z każdej możliwej strony i naciskał guzik polaroida. Błyski flesza pojawiały się to tu, to tam, aż w pewnym momencie zwierzątko poruszyło się i wbiło w niego swoje spojrzenie.

– Przestań, cholera, pstrykać zdjęcia tym zabytkiem, bo oślepnę – powiedziało, wydając przy tym przeciągły odgłos, charakterystyczny dla koźląt.

O, kurwa, pomyślał Teofil i złapał się za głowę. Nie dość, że tęczowe, to jeszcze gada.

– To ty mówisz? – zapytał ledwie słyszalnym głosem, z gębą tak samo wygiętą w pałąk.

– Nie tylko mówię, ale też śpiewam disco i będę duży jak San Francisco – stwierdziło tęczowe koźlątko.

– Co ma znaczyć to pieprzenie? – wypalił w końcu Pachołek. Cała ta sytuacja wykraczała poza kanon jego zrozumienia.

– Teofilku-pedofilku, uspokój się. Przybyłem tutaj z bardzo poważną misją i jednocześnie tragiczną dla ciebie.

Rolnik zdenerwował się, chociaż nie wiedział, co go bardziej wpieniło. Fakt, że tęczowe koźlątko – jak to w ogóle brzmiało?! – nazwało go znienawidzonym określeniem, czy sformułowanie „tragiczną dla ciebie”.

– Możesz jaśniej?

– Ależ oczywiście. Przybyłem, żeby położyć kres twojej marnej egzystencji. Za rok, przez Wybździuszewice Małe przebiegać będzie autostrada A5, a na terenie twojego domu zostanie zbudowana stacja benzynowa. Pójdziesz z torbami, Pachołku-głupoty wierzchołku. Skoro po tym wszystkim miałbyś się zapić w trzy dupy, lepiej żebym już teraz przystąpił do dzieła.

Teofil wybuchnął śmiechem.

– Co ty pierniczysz, zwierzaku? Puścisz na mnie śmiertelnie ostrego bąka, czy zabeczysz na amen? – mówił, rechocząc jak żaba.

Tęczowe koźlątko podskoczyło, stanęło w pozycji wyprostowanej, na dwóch kopytach i przytknęło górne prawe kopyto do rogów. Po chwili okno za Teofilem pękło i szkło posypało się na drewnianą, nieco zbutwiałą już podłogę.

– O, w mordę – jęknął Pachołek i zapłakał. – Błagam, ja nie chcę umierać!

Koźlątko zabeczało i wygięło komicznie główkę do tyłu.

– Dam ci jedną szansę. Jeśli powtórzysz idealnie zaprezentowane przeze mnie kroki księżycowego chodu Michaela Jacksona, będziesz wolny.

Teofil zamrugał, zdziwiony.

– Co mam powtórzyć?

Koźlątko machnęło kopytem.

– Masz jakieś radio? Jeśli tak, przynieś je.

Pachołek zrobił, o co prosiło koźlątko. Wziął radio ze swojej sypialni i położył na stoliku, obok tęczowego dziwadła. Zwierzątko zeskoczyło ze stołu i przytknęło kopyto do rogów, tak jak uprzednio. Ku zdumieniu Teofila, z radia wydobyły się dźwięki niegdysiejszego przeboju nieżyjącego już piosenkarza Michaela Jacksona – Beat It.

Tęczowy zaczął tańczyć. Poruszał się niesamowicie zwinnie, prawie jak sam artysta. Idealny obrót, krok po kroku. Cudownie komponował się ze słowami śpiewającego Jacksona.

Gdy koźlątko skończyło, wydało z siebie głośne „łał!”.

– No, teraz twoja kolej, Teofilku-pedofilku – odparło z przekąsem.

Pachołek postanowił spróbować, chociaż jego taniec zwykle przypominał jazdę przed siebie czołgiem. Zaczął przesuwać się do tyłu, powoli, rozważnie, aż w końcu potknął się, zrobił półobrót w powietrzu i z całej siły walnął głową w ścianę. Tęczowe zwierzątko beczało ze śmiechu, widząc rolnika wyrzucającego ręce w powietrze. Pachołek zsunął się po ścianie na podłogę. Ten trik z powtórzeniem księżycowego chodu był niezawodny. Koźlątko podeszło bliżej Teofila i trzasnęło mocno kopytem w czaszkę, tak dla absolutnej pewności. Pachołek już się nie podniósł. Zadanie zostało wykonane. Zostało do wykończenia jeszcze tylko dziewięćset czterdziestu ośmiu Teofilów Pachołków z różnych wymiarów.

Nie ma czasu do stracenia, pomyślało tęczowe zwierzątko, zastanawiając się, czy ponadwymiarowe loty mają postój w Wybździuszewicach Małych.

h
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: