polskie centrum bizarro

„Anioł” by Darek Kuchniak

In Opowiadania on Listopad 13, 2015 at 6:00 am

niedobreliterkitxtPodróż w rodzinne mateczniki może się rozegrać na różne sposoby. Z jednej strony, wiadomo – są tam ludzie, którzy cię nakarmią i przytulą; znajomi z którymi można wypić za stare czasy; miejsca, gdzie te stare czasy się rozgrywały. Z drugiej – czasem lepiej zostawić matczyne gniazdo za sobą, bo cholera wie, co tam się po tobie zalęgło.

Weźmy casus Paskuda. Kiedy wyjeżdża on do swojej niepojmowalnej ludzkim rozumem rodzinki, musi się mierzyć z okolicą, gdzie geometria jest nie tyle nieeuklidesowa, co zupełnie niegeometryczna. A jego babcia gotuje pierogi z farszem z czystego zła, destylowanego z wydzielin cielesnych samego Belzebuba i przyprawianych pieprzem rosnącym jedynie na przedpolach Piekła. Jak żyć?

Darek Kuchniak opowiada nam zaś o wyjeździe, który miał być powrotem pozytywnym, a wyszedł z niego… powrót dziwny. Nie spodziewaliście się, co nie?

h

Anioł

h

To był dla mnie naprawdę trudny rok. Kłopoty w pracy sprawiły, że nawet tak bardzo zahartowany przez życie „słoik” jak ja potrzebował chwili oddechu. I dlatego pod koniec czerwca doszedłem do wniosku, że choć na kilka dni muszę opuścić Warszawę, żeby odpocząć od wielkomiejskiego i korporacyjnego kieratu. Pojechałem więc do Starachowic – miasta, w którym się wychowałem i do którego lubiłem wracać. Zaraz po przyjeździe postanowiłem, że zajrzę do miejsc znanych mi z dzieciństwa. Raźno maszerowałem wzdłuż torów wąskotorówki. Aby dotrzeć do celu podróży, musiałem minąć wiekową parowozownię. Budynek ocalał od kompletnego zniszczenia tylko dzięki temu, że znalazła się grupka zapaleńców, która była zdania, że podróż zdezelowaną wąskotorówką do niedalekiej Iłży niesie za sobą jakieś atrakcje.
Po kilku minutach forsownego marszu dotarłem na brzeg kąpieliska. Jako nastolatek doświadczyłem tam dziwnego zdarzenia. Okazało się, że wbrew moim przeświadczeniom pływanie nie było moją mocną stroną. Poszedłem na dno szybciej niż atomowy okręt podwodny. I znalazłem się w tunelu wiodącym do nieba. Na początku miałem kłopot ze znalezieniem osławionego światła, ale kiedy je wreszcie ujrzałem i zamierzałem ruszyć w jego stronę, czyjaś wielka, owłosiona ręka chwyciła mnie za głowę i wyciągnęła na powierzchnię. Nigdy nie poznałem swego zbawcy.
Blisko godzinę spacerowałem wokół zalewu. Nie znalazłem jednak niczego, co wprowadziłoby mnie w lepszy nastrój. Ruszyłem więc w drogę powrotną. Kiedy dotarłem do rynku, jak zawsze przywitały mnie pożydowskie kamieniczki. Ich niedawno odnowione fasady nadały temu miejscu niezwykłego kolorytu. Nie zapomniano również o nowych drzewach i ławeczkach dla spacerowiczów. Właśnie pod jedną z nich spoczywał beztrosko pewien jegomość. Mimo że był wyraźnie nadszarpnięty przez ząb czasu oraz liche trunki, leżał uśmiechnięty i kontemplował przepływające obłoki. Menel w klasycznym wydaniu: chudy, kościsty, zgarbiony, o twarzy prawie czarnej od słońca, o ustach wąskich i zaciętych, brwiach krzaczastych i zrośniętych. Ubrany w stare, zniszczone spodnie od garnituru, flanelową koszulę i słomiany kapelusz, spod którego zwisały siwe, długie i rzadkie włosy.
– Co kombinujesz, stary? – zapytałem, pochylając się nad nim.
Szybko podniósł głowę i, łypiąc zabawnie oczami, wpatrywał się we mnie.
– Dziwię się, że pytasz, imbecylu. Każdy wie, że wymyślam nową preambułę do naszej konstytucji – odpowiedział skrzekliwym głosem.
– A możesz grzeczniej?
– Jasne. Ale po co? Jeszcze pomyślisz, że chce mi się z tobą gadać.
Mówiąc to, wpatrywał się we mnie nieufnie. Po chwili wstał i mogliśmy sobie spojrzeć prosto w oczy. Widziałem gdzieś tę twarz, zapewne w szczenięcych latach, lecz gdzie i kiedy? Nie mogłem sobie przypomnieć. Wiedziałem jednak, że jego spojrzenie podszyte jest fałszem. Postanowiłem mieć się na baczności.
– To nie jest nasze pierwsze spotkanie.
Zezem spojrzał na mnie i rzekł:
– Dużo się po świecie tłukłem, zapewne mój piękny fizys przyciągnął kiedyś twe kaprawe oczka. A ty, przygłupie, skąd jesteś?
Nie odpowiadając na zaczepkę, skonstatowałem:
– Widzę, że postawiłeś przed sobą ambitne cele i postanowiłeś być żulem.
– Rozszyfrowałeś mnie w try miga.
– To jednak zobowiązuje. Ogarnij się człowieku! Przede wszystkim wyrzuć z roboty stylistę i zmień całą garderobę.
– Nie ma takiej potrzeby. Modne ubranie to lep na baby. A seks mnie nie kręci.
– Widzę, co cię kręci.
– Błagam nie mów nikomu, niech zostanie to naszą tajemnicą. Konkurencja nie śpi.
– Nie mam najmniejszego zamiaru. Powiedź lepiej, jak ci się żyje.
– W sumie to nie jest tak źle. W lesie pełno jagód oraz poziomek, a wkrótce pojawią się maliny i grzyby. W Kamiennej ryb duża obfitość, no i rodacy coraz bardziej hojni. Chleba i piwa nigdy mi nie brakuje.
Zapalając się coraz bardziej, prawił:
– A jak chcę wrócić do matki cywilizacji, to idę do kumpla i wyciskamy z Internetu wszystko, co piękne i obrzydliwe zarazem. W jednej chwili jestem panem świata i ostatnim z niewolników. Mam nawet jedną ulubioną stronę. Jest tak odjechana, że po kwadransie własny mózg wyłączy ci zasilanie, żeby nie obciążać nadmiernie obwodów…
Nagle zamilkł, ja zaś poczułem, jak ktoś unosi mnie w powietrze i odstawia na bok. Ogromny facet, ubrany niczym wiejski kowal, złapał mojego rozmówcę za poły marynarki i uniósł na wysokość oczu.
– Dosyć tej komedii! Żaden z ciebie żul, pracujesz w księgowości w piekle! – wrzasnął mu prosto w twarz.
Ofiara ataku olbrzyma była wyraźnie zaskoczona. Zaczęła jej drgać dolna warga, w oczach pojawił się strach.
– Jak ci się udało na to wpaść? – zapytał wreszcie. – Nasz program to najpilniej strzeżona tajemnica firmy.
– Jakiś czas temu dostrzegłem, że z moim podopiecznym dzieje się coś niedobrego. W nocy nie mógł spać, a przez cały dzień cholernie bolała go głowa. Przez co czuł się kompletnie wyzuty z energii.
– Trzeba było wysłać go do lekarza.
– Zamknij się, sukinsynu!
Słowa poparł czynem. Lewy prosty trafił idealnie w środek szczęki. Diabeł przeleciał przynajmniej pięć metrów. Kiedy wstał, wraz z krwią wypluł kilka zębów i całą zawartość żołądka.
– Zadowolony? – wycedził napastnik. – A wystarczyło trzymać buzię na kłódkę.
– I co dalej, popaprańcu?
– Nic. Teraz powiesz temu panu, jaki z ciebie skurwysyn!
– Nie mogę. Za bardzo kocham życie.
Tymczasem ja miałem ogromny mętlik w głowie. Kompletnie nie wiedziałem, o co w tym wszystkim chodzi, i jak się zachować. Nogi nagle odmówiły mi posłuszeństwa, siadłem więc na trawie i jakby nigdy nic zanuciłem największy przebój zespołu Ich Troje.
„Kowal” popatrzył na mnie z troską, a następnie przywiązał czarta do drzewa i sprawnie zakneblował mu usta.
– Przyjąłeś zbyt dużo jak na jeden raz – zauważył, zwracając się do mnie. – To co za chwilę powiem, może być jeszcze większym zaskoczeniem.
– Masz rację. Moja psyche wyraźnie nie domaga – odparłem.
– W takim razie zacznę od początku. Mam honor być twoim aniołem stróżem.
– Ta… Jakże by inaczej. Przepraszam, ale kawałek Ich Troje sam się nie zaśpiewa.
Moja wypowiedź nie przypadła drągalowi do gustu. Z oczu strzelił mu dziki blask, brwi wzniosły się na czoło, szczęka wściekle mieliła zęby. Wkrótce dzieliłem już niedolę księgowego. Nasz oprawca spojrzał na nas z niesmakiem i począł mówić szybko i głośno, głosem ochrypłym:
– Jeden nie chce gadać, drugi kłapie jęzorem jak babka klozetowa. I oczywiście żaden nie chce współpracować. Nikt mi nie mówił, że będzie łatwo, ale przynajmniej zapracowałem w pełni na „szkodliwe”.
Tutaj zrobił kilkusekundową pauzę.
– Od początku roku odczuwasz permanentne przemęczenie i brak chęci do życia. Wiele razy chciałeś ze sobą skończyć, ale nie starczyło ci odwagi. Miałeś nadzieję, że pobyt w rodzinnym mieście natchnie cię odwagą. I to właśnie tutaj rozwiążesz definitywnie swoje problemy. Tymczasem źródło twoich kłopotów stoi koło ciebie. Ów niby żul to tak naprawdę wysłannik piekła. Ci z „dołu” wpadli bowiem na pomysł, aby za pomocą niewinnie wyglądającej aplikacji wysysać dusze ze śmiertelników. Twoja komórka została zapewne zainfekowana, kiedy korzystałeś ze strony porno. On odpowiadał za swobodny przepływ danych w obie strony. I dlatego zawsze krążył blisko ciebie, przybierając najróżniejsze postacie. Pozbądź się stary tej apki, a wróci ci chęć do życia.
– Ciekaw jestem, dlaczego dopiero teraz interweniowałeś?
– Mój teren działania ogranicza się do Starachowic. Za stolicę odpowiada ktoś inny. Nie ma jednak co ukrywać, że kiepski z niego zawodnik.
Choć doświadczyłem najdziwniejszej przygody w życiu, czułem do tego faceta ogromną sympatię i zaufanie zarazem. Postanowiłem więc, że postąpię zgodnie z jego radą.
– Zanim się rozstaniemy, dam ci jeszcze coś od siebie – wykrzyknął radośnie.
Tym razem lewy prosty wylądował na mojej szczęce.
Kiedy otworzyłem oczy, wyskoczyłem z łóżka w mojej sypialni i natychmiast pozbyłem się nieszczęsnego oprogramowania. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że nikt nie uwierzy w mój sen. Nie miałem jednak najmniejszej ochoty, aby o nim opowiadać. Spakowałem za to wszystkie swoje rzeczy i wróciłem w rodzinne strony. Wiedziałem bowiem, że jedynie tam prawdziwy fachowiec zadba należycie o moje bezpieczeństwo.

h
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: