polskie centrum bizarro

„Dzień, w którym zrobili ze mnie żyrafę” by Norbert Góra

In Opowiadania on Grudzień 12, 2015 at 6:00 am

niedobreliterkitxtLudzie mają marzenia. Mnóstwo marzeń. Czasami nawet je realizują… Gorzej, gdy te marzenia mają małpy. A jeszcze gorzej, gdy dotyczą nas, przedstawicieli homo sapiens. A już całkiem źle, gdy dopną swego. Z taką właśnie sytuacją zetkniecie się w tekście Norberta Góry pod krótkim-inaczej, ale jakże znaczącym tytułem Dzień, w którym zrobili ze mnie żyrafę

Jeśli więc macie małpy, przyjrzyjcie się im uważnie. Nigdy nie wiadomo, co tam pod sklepieniami swych nisko wysklepionych czaszek knują…

Miłej lektury, żyra… Panie i Panowie!

Dzień, w którym zrobili ze mnie żyrafę

Absurd uwielbiał moje życie. Miałem szefa, który nieustannie uważał, że nocami, gdy śpi, kosmici przemalowują jego ściany. Potem narzekał, że odcień mógłby być trochę ciemniejszy, ale i tak mu się podobało. Kiedy tylko zwolniłem się z tego wariatkowa i zmieniłem miejsce zamieszkania, mój nowy sąsiad, Fred, ciągle komunikował się z liśćmi. Któregoś razu nawet poinformował mnie, że przepowiadają zarówno deszcz jak i zwycięstwo jego ulubionej, koszykarskiej drużyny – Chicago Bulls.
Zawsze, gdy Fred otwierał gębę, kiwałem porozumiewawczo głową, bez względu na to, czy mówił coś normalnego czy po prostu plótł trzy po trzy. Życie w pobliżu takiego świra powoli uodparniało mnie na szaleństwo. Niestety, absurd był nieprzewidywalny i doskonale wiedział, że trzeba zmienić strategię. Tamtej nocy przeszedł samego siebie w planowaniu.

Obudziłem się o północy, słysząc podejrzane hałasy wydobywające się z parteru. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy, mroziła krew w żyłach. Złodzieje! W tutejszej okolicy już pięciokrotnie doszło do włamań, i to tylko w przeciągu trzech dni.
Zacząłem nasłuchiwać. Dźwięki wydawały się jakieś podejrzane, jakby na dole przebywały zwierzęta, a nie ludzie. Wtedy dopadła mnie kolejna myśl.
– O Jezu – wymamrotałem i pobladłem. Kosmici…
W telewizyjnych newsach coraz częściej informowali o uprowadzeniach przez obcych. Być może teraz przyszła pora na mnie. Zdenerwowany, wychyliłem się z łóżka i sięgnąłem ręką w kierunku mahoniowej szafki nocnej, gdzie trzymałem rewolwer. Od momentu drugiego włamania w pobliżu mojego domu stałem się miłośnikiem zasady „przezorny zawsze ubezpieczony”. Wypuściłem powietrze z ust i znowu zacząłem słuchać.
Deski schodów prowadzących na górę skrzypiały złowrogo. Idą po mnie!
Najciszej jak potrafiłem wysunąłem się z łóżka i schowałem za nim. Liczyłem w myślach.
Jeden, dwa, trzy, cztery… dźwięki narastały. Gdy doszedłem do siedmiu, do mojej sypialni wpadły dwie niewielkie istoty. Chciałem nacisnąć na spust, ale strach całkowicie mnie sparaliżował. Miały błyszczące, liliowe stroje, z różowymi pelerynami i żółtymi maskami na twarzach. Otworzyłem szeroko usta, pragnąc wrzasnąć, ale nic z tego. Nie mogłem nawet pisnąć.
Patrzyłem na dziwadła i dopiero po dłuższej chwili uświadomiłem sobie, co jest grane. To były… małpy. Dwa zwykłe włochate ssaki, odziane w żenujące ciuchy. Podskakiwały, dokazywały i skrzeczały pod nosem. Jedna z nich wyciągnęła zza pleców banana i zabrała się za obieranie go ze skóry. Druga jakby jęknęła.
– Przestań, żarłoku. Mamy specjalną misję, a tobie jak zwykle tylko jedzenie we łbie – ryknęła ludzkim głosem. Jej towarzyszka posmutniała i odeszła o krok, w kąt.
– Wy… wy… gadacie? – zapytałem drżącym głosem.
– Och, oczywiście, że tak. Jesteśmy tutaj z polecenia Szefa. Mamy cię dostarczyć na eksperyment – opowiedziała ta bez banana, co jakiś czas pokazując swoje pożółkłe kły.
– Jaki eksperyment? Ja nigdzie się nie wybieram!
– Zobaczymy – stwierdziła pierwsza z małp i sięgnęła do paska. Dopiero teraz zauważyłem, że obie miały czerwone paski i poprzyczepiane do nich różne przedmioty. Zwierzak chwycił za porcelanowego słonika wiszącego przy pasku i wycelował we mnie. Zanim zdążyłem wybuchnąć śmiechem, kawałek porcelany rozbił się o moje czoło, a ja wrzasnąłem przeciągle. Lecąc do tyłu zawadziłem głową o ścianę i straciłem przytomność.

Ocknąłem się na żelaznej, chłodnej kozetce w jakimś ponurym, pomalowanym na biało pomieszczeniu. Nie odczuwałem już bólu, a po rozbitych kawałkach porcelany nie było śladu. Zdołałem podnieść się z kozetki i rozejrzałem się wokół. Zauważyłem duże, metalowe drzwi, ale obok, na ścianie, ktoś namalował napis – „Wyjście, ale nie łudź się. Drzwi i tak są zamknięte”.
Ironia losu.
– Jest tu ktoś? Gdzie ja jestem? – krzyknąłem w bliżej nieokreślonym kierunku. Odpowiedź nadeszła niespodziewanie. Na moich oczach część podłogi rozsunęła się, a z jej środka wydostał się na powierzchnię niewielki megafon.
– Siedź na dupie i nie ruszaj się stąd. Ściany są świeżo malowane. Cholerny kryzys. Nie było nas nawet stać na jakąś ładną farbę, tylko najtańszy, biały kolor – mówił nieco zdenerwowany głos dochodzący z wnętrza megafonu.
– Gdzie ja jestem? – zapytałem. Tym razem nikt nie odpowiedział.
– Mówiłeś coś? – odezwał się ten sam głos, po chwili ciszy.
– Pytałem się, gdzie jestem?
– Co?
– Gdzie jestem?!
– Nie słyszę cię! Och, tak… zapomniałem o mikrofonie.
Spod podłogi wysunął się statyw z nowoczesnym, studyjnym mikrofonem.
– Zapytałem, gdzie jestem? – powtórzyłem po raz wtóry.
– To moje laboratorium jutra. Będziesz pierwszym człowiekiem, z którego uczynię żyrafę – ryknął głos z megafonu i zaczął śmiać się jak Darth Vader, a następnie zarówno megafon jak i mikrofon powoli zjechały w dół, kryjąc się pod podłogą.
Co? – pomyślałem i otworzyłem szeroko oczy. Sekundę później usłyszałem zgrzyt otwieranego zamka i do pomieszczenia weszły trzy, ubrane jak uprzednio małpy, z maskami na twarzach. Jedna z nich trzymała w rękach przenośne radio, ustawiła je w bliskiej odległości ode mnie i spojrzała w moim kierunku.
– Rozpoczynamy eksperyment Żyrafa – oznajmiła, po czym poklepała wieczko małego, plastikowego opakowaniu z błękitnym kremem w środku. Pozostałe dwa włochate ssaki wyjęły ze kieszeni spodni liście eukaliptusa. Małpa po środku podeszła do radia i pomajstrowała przy nim. Usłyszałem dźwięki jakiejś starej, zapomnianej piosenki, idealnej do kankana. Małpy jakby czytały mi w myślach. Zaczęły taniec.
Co ileś ruchów przestawały, wyłączały radio i rzucały mi się do gardła. Były tak silne, że nie mogłem się im przeciwstawić. Jedna wpychała mi do ust liść eukaliptusa, a druga smarowała szyję błękitnym kremem. Bestialskie praktyki powtarzały jeszcze sześciokrotnie.
Gdy tylko wyłączyły radio po raz ostatni, poczułem się dziwnie. Zakręciło mi się w głowie. Następnie nadszedł ból szyi, tak silny, że miałem ochotę się rozpłakać. Coś strzelało, coś chrzęściło. W końcu moje oczy oddaliły się od nich, ale reszta ciała pozostała na kozetce. To było wbrew prawom logiki.
Szyja urosła mi kilkukrotnie. Naprawdę zrobili ze mnie żyrafę.
– Wy barbarzyńcy, coście ze mną uczynili? Jak ja teraz wyglądam? – krzyczałem do nich z góry, nie mogąc w to wszystko uwierzyć.
– Rewelacyjnie, gościu! – odpowiedziała małpa trzymająca w swoich rękach puste opakowanie po kremie. Druga z nich znów włączyła radio. Skoczne dźwięki dziwacznego utworu sprawiły, że dwunogie istoty zaczęły po raz kolejny bawić się w najlepsze, podskakując wariacko. Ja z kolei nie mogłem nawet dosięgnąć rękami do oczu, żeby je przysłonić. Były za krótkie. Zacisnąłem powieki. Miałem ochotę zniknąć stąd albo obudzić się w swoim łóżku. To były banalne marzenia, które teraz, jak na tę cholerną ironię losu, nie mogły się ziścić. Trwałem tak, otoczony przez tańczące małpy.
Prawdziwy koszmar.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: