polskie centrum bizarro

„Gwiazdkowa niespodzianka” by Bartłomiej Dzik

In Opowiadania on Grudzień 25, 2015 at 6:00 am

niedobreliterkitxtJako że święta are in progress, a Gwiazdor nieśmiało puka… powiedzmy, że w szybkę, nasz sprawdzony autor Bartłomiej Dzik postanowił zadać sobie trud, żeby uświadomić młodych i starych jak wyglądają zakulisowe machinacje sfer niebieskich. Które nota bene mają spory wpływ na to co tu i teraz się wyprawia… Jeśli więc nie boicie się poznać prawdy, poniższy tekst jest właśnie dla Was… I vice versa, nie jest dla Was w przypadku gdybyście od veritas (które wszak powinno występować w kombinacji z in vino) woleli klasyczną, nudną tradycję, z której jakże niewiele wynika…

Tak czy siak, Gwiazdkową niespodziankę czytajcie ostrożnie!

Gwiazdkowa niespodzianka

Adaś długo nie mógł zasnąć po dniu pełnym wrażeń. Przyjęcie urodzinowe w sali zabaw było całkiem fajne, nawet pomimo faktu, że nie dostał full-wypas zestawu LEGO City, o którym marzył od miesięcy. Tyleż emocji, tyleż zabawy, to i spać nie bardzo się chciało, mimo zmęczenia. Jeszcze wczoraj poprosiłby mamę, by z nim poleżała, bo wtedy łatwiej zasnąć – ale teraz nie wypada, skończone sześć lat do czegoś zobowiązuje.
Powiercił się jeszcze trochę w łóżku, po czym wstał wyłączyć lampkę nocną. Nie bał się już zasypiać po ciemku, z czego był wyjątkowo dumny. Kątem oka spojrzał jeszcze na wielki księżyc za oknem i miał właśnie wracać na posłanie, gdy zdawało mu się, że widzi spadającą gwiazdkę. Nie, zaraz, wcale się nie zdawało – złota smuga na niebie była całkiem wyraźna, jak w programach telewizyjnych. Powiększała się, wydłużała, skręcała ostro po łuku – no, tego to nawet w telewizji nie pokazywali – zdawała się jakby przybliżać…

Dzyń!

Adaś przetarł oczy ze zdumienia. Na parapecie za szybą coś jasno świeciło! Zebrał się na odwagę i podszedł do okna. Jakież było zaskoczenie malca, gdy zobaczył najprawdziwszą gwiazdkę o szczęściu świetlistych ramionach pulsujących żółtym światłem. Była nie większa od deserowego talerzyka i miała nawet niebieskie oczęta oraz biały uśmiech od ramienia do ramienia. Uważne oczy Adasia wychwyciły również, że jedno z ramion gwiazdki jest lekko skrzywione i zaczerwienione. Rezolutny malec od razu wiedział, co zrobić.
Choć rodzice surowo zabraniali mu otwierania, a tym bardziej wychylania się przez okno, powaga sytuacji obligowała do zignorowania zakazu. Adaś podstawił taboret pod kaloryfer, stanął na nim, aby sięgnąć klamki, odchylił skrzydło i delikatnie wziął oburącz gwiazdkę, która była ciepła, ale na szczęście nie gorąca. Położył ją na parapecie, zamknął okno, wziął głęboki oddech przed wypowiedzeniem życzenia…
– No ja pierdolę… – westchnęła ociężale gwiazdka, unosząc się na dwóch ramionach i spoglądając w niebo. – Normalnie w czarną dziurę jebana Droga Mleczna! Ale mnie zniosło!
– Mam na imię Adaś. – Chłopiec tymczasem przypomniał sobie o dobrych manierach. – A ty?
– Tak po waszemu to będzie KSG45960882 – fuknęła wzgardliwie. – Dla ciebie, mały, może być po prostu Gwiazda.
Malec tak dygotał z ekscytacji, że omal nie spadł z taboretu. Prośba o wymarzony zestaw LEGO cisnęła mu się na usta, tym niemniej – rzecz rzadka u sześciolatków – dobre wychowanie, czy po prostu dobra natura zatryumfowała nad chciwością:
– Czy masz złamane ramię? – pytanie było retoryczne, bo przecież widział coś podobnego w telewizji, bodaj „Laura i gwiazdka” to się nazywało, czy jakoś tak. Nawet mu się podobało i skrycie obejrzał parę odcinków, ale nikomu się nie przyznał, bo to serial dla dziewczyn.
– Pieprzyć ramię, zregeneruje się w trymiga – padła rzeczowa odpowiedź. – Najgorzej, że jadę na oparach, fuzja mi niedługo siądzie i zostanę na eony na tym zadupiu wszechświata.
Dziwnie jakoś ta gwiazdka odpowiadała, stwierdził Adaś, tak całkiem inaczej niż na filmach czy czytankach. Co nie zmieniało faktu, że wszyscy koledzy mu będą zazdrości, kiedy…
– Posłuchaj, synu – mówiła dalej. – Ani dla ciebie ani dla mnie to nie jest komfortowa sytuacja, jednak jakoś sobie trzeba poradzić. Wybędę najszybciej, jak się da, tylko musisz mi pomóc skombinować paliwo. No i oczywiście buzia na kłódkę, nikomu ani słowa, bo wpadną tu zaraz świry z NASA i zrobią totalną rozpierduchę. Rozumiemy się?
Skonfundowany chłopiec niepewnie kiwnął głową. Gwiazda tymczasem stwierdziła:
– Dziś się nic nie zrobi, bo raz, że muszę to ramię do porządku doprowadzić, dwa, że w nocy ryzykujemy obudzenie twoich starych. Połóż mnie na podusi i idź grzecznie spać, a jutro się wszystkim zajmiemy.
– Ale Gwiazdo, czy mogłabyś…
– Cicho, mały. Marsz spać, bo rano nie wstaniesz do przedszkola!
Adaś zamilkł, skarcony, położył gwiazdę na podusi, wślizgnął się pod kołdrę…
– Gdzie?! – warknęła. – Wiercę się strasznie przez sen i muszę mieć miejsce. Jak się dzień na dywanie prześpisz to nic ci się nie stanie. O, tak… Nie, kołdrę zostaw, kocyk sobie możesz wziąć.
Chłopczyk grzecznie posłuchał – czego się nie robi dla wymarzonego prezentu. Choć podłoga nie była przesadnie wygodna, zasnął błyskawicznie, a śniło mu się, że promem kosmicznym z klocków LEGO przemierza odległe galaktyki…

*

Obudziła go, jak zwykle, mama. Leżał na łóżku pod kołdrą. A zatem to był wszystko dziwny sen – pomyślał od razu.
– Zasnąłeś na podłodze – oznajmiła zatroskana rodzicielka. – O północy cię wtaszczyłam pod kołdrę.
No tak, to już nieco komplikowało sprawę.
– Śniło mi się… – zaczął.
– Ubieraj się i biegnij na śniadanie. Żwawo, żwawo, bo wszyscy trochę zaspaliśmy, a tata ma dziś rozprawę i nie może się spóźnić do pracy.
Adaś był nieco zaspany. Właściwie to nawet mocno zaspany, ale jakoś zwlókł się z łóżka i poczłapał do kuchni. Oporządzony i ubrany, przypomniał sobie, że dziś piątek i można zabrać zabawkę, więc pobiegł po plastikowy pistolet laserowy (rzecz działa się bowiem w zamierzchłych czasach, kiedy zabawki militarne nie były zakazane w przedszkolach – przyp. red.). Gdy już zamykał drzwi pokoju, wydawało mu się, że zza uchylonego na dwa centymetry skrzydła szafy z ciuchami pulsuje żółte światło…

*

Z przedszkola odebrała go opiekunka, studentka Oliwia, której Adaś nie bardzo lubił, bo przesadnie egzekwowała przykazania rodziców odnośnie wyjadania słodyczy z kuchni i oglądania telewizji. Mama zresztą też chyba – tak się chłopcu zdawało – nie przepadała za Oliwią, za to tata ją bardzo lubił. Dziwne.
Opiekunka odgrzała chłopcu obiad, sprawdziła, czy zjadł choć połowę, po czym rozłożyła się na kanapie z książką. Adaś pomaszerował do swojego pokoju i pierwsze co zrobił, to zajrzał do szafy z ubraniami. Pusto.
– Tu jestem – ziewnęła Gwiazda, wypełzając spod koca przy kaloryferze. – Przez twoją matkę się nie wyspałam, w ostatniej chwili odturlałam się do szafy. Dopiero jak sobie poszła, mogłam spokojnie kimnąć…
A więc jednak – chłopiec nie krył radości, że nocna przygoda nie okazała się tylko snem. Ucieszył się również, że gwiazdka ma już wszystkie ramiona proste, tylko tak jakoś blado świeciła.
– Zaraz zgasnę, jak tak dalej pójdzie – czytała mu w myślach. – Potrzebuje trochę paliwa na rozruch, pomyślmy… Macie wodę utlenioną?
– To takie coś, co piecze strasznie, jak się tym skaleczenie poleje?
– Tak, bystry z ciebie kawaler.
– Jest w górnej szafce w kuchni, za wysoko dla mnie – Ugryzł się w język. – To znaczy, mogę się wdrapać na krzesło.
– Świetnie. Benzyny to mi raczej nie przyniesiesz, ale może jakiś etanol. Twój stary ma barek? No wiesz, z takimi szklanymi butelkami, co dzieciom nie wolno próbować.
– Jest w szafce w salonie, ale tam siedzi Oliwia.
– No to musisz odczekać, aż pójdzie do kibla, czy coś, to wtedy weź największą flaszkę z czymś przezroczystym albo brązowym jak siki, he, he. Skombinuj jeszcze zapałki i może ręcznik papierowy.
– Gwiazdo, a czy…
– No już, do roboty!
Nie to, że Adaś się nie bał. Bał się jak cholera, ale ekscytacja i lęk przed byciem uznanym za tchórza przeważyły. Zdobył wodę utlenioną, a potem butelkę z barku tak, jak mu podpowiedziała Gwiazda. Ta w dwóch haustach opróżniła buteleczkę z apteczki, kazała umościć sobie gniazdko z papieru, polać zawartością szklanej butelki – coś tam komentując, że tamo ma kiepski gust i są lepsze jakieś singlemalty – wreszcie nakazała… podpalić tak zrobioną konstrukcję. Adaś był mocno spietrany, ale jakoś się przemógł.
– Gwiazdo, chciałbym ten zestaw LEGO… – szeptał nieśmiało, krzesząc ogień.
Płomienie buchnęły, po czym zaraz przygasły, jakby wchłonięte przez gwiazdkę. Ta pojaśniała, nawet jakby się nieco powiększyła. A potem… dziabuuum! W asyście wielkiego huku i brzęku rozbijanego okna, zniknęła, zostawiając tylko białą smugę na niebie. W pokoju skwierczał dywan i palił się plakat na ścianie; Oliwia wrzeszczała, biegnąc po schodach na piętro.
Cóż…
To nie był najlepszy dzień dla Adasia. Jego tata jako osoba postępowa i nowoczesna obiecał sobie, że nigdy nie da dziecku klapsa ani tym bardziej nie zastosuje poważniejszej kary fizycznej. Obietnice jednak obietnicami, życie życiem, więc za zdemolowanie sypialni i omal-nie-spalenie domu ojciec odkurzył pradawny obyczaj i zerżnął synowi dupę pasem. Oliwii, która straciła robotę, też swoją drogą zerżnął dupę, ale to już całkiem osobna historia…

* * *

Minęło dziesięć lat.
No, prawie.
Adam stał na balkonie, wsłuchiwał się w odgłosy imprezki na dole i pokaszliwał, paląc trzeciego w życiu papierosa. Jak na zbuntowanego gimnazjalistę przystało, snuł plany światowej rewolucji. Jak zaś na nieśmiałego rewolucjonistę przystało, wybrał opcję radykalnie lewicową, ze szczególnym naciskiem na obowiązkową redystrybuuję usług seksualnych przez koleżanki z klasy i nauczycielki przed trzydziestką… Głodnemu zawsze chleb ma myśli i tak dalej.
Imprezka się nie kleiła, ponieważ towarzystwo pochodziło z nazbyt porządnych rodzin. Jakieś drętwe tańce i pogaduchy, piwko sączone niczym największy owoc zakazany, a nieśmiałe macanki to już w ogóle szczyt perwersji. Gorąca chmura feromonów wisiała w powietrzu, ale co z tego – no jakoś tak wszyscy, kurde, za nieśmiali.
Ech… – chłopak jęknął ciężko w myślach i spojrzał na niebo, jak jakiś Werter czy inny żałosny loser. Nagle zdało mu się, że widzi meteoryt…
Sruuuuu-BUM!
Wielka jak alufelga beemki, sześcioramienna gwiazda zawisła nad balustradą. Wyglądała imponująco, dawała po oczach, że szok, ale mimo wszystko, podobieństwo do pewnej małej, żółtej…
– Cześć, młody! – przywitała się. – Przelatywałam w okolicy i pomyślałam, że wpadnę zobaczyć, co u ciebie słychać.
– Eeee… – odparł niezbyt błyskotliwe Adam.
– Zajmuje się teraz windykacją międzygalaktyczną – wyjaśniła. – Mam zajebisty napęd tachionowy, dziesięć do jedenastej prędkości światła, no bo inaczej nie byłoby szans dotrzeć do nikogo, zanim mu się dług przedawni. No, ale co tam u ciebie, mam nadzieję, że nie narobiłam ci ostatnim razem za dużo kłopotów?
– Yyyy, nie no, spoko – wydukał.
– Sztywna imprezka, co? – zmieniła temat, wskazując jednym ramieniem na parter.
– No trochę drętwa – przyznał szczerze. By nie rzec „chujowa” – dodał w myślach.
– Wy ludzie to się nie umiecie ostro bawić, może dlatego, że wasze Słońce to taka oziębła lafirynda – skomentowała, mrugając okiem. – Ale wiesz co… chyba będę mogła ci jakoś pomóc. Posłuchaj uważnie, jak na imprezach integracyjnych bawią się ciała niebieskie…
Pięć minut później Gwiazda zniknęła z nieboskłonu, a Adam zszedł na dół, obalił dla kurażu trzy browary, zebrał się w sobie, wparował do salonu, wyłączył muzę, zwołał koleżanki i kolegów i przedstawił im swój przełomowy pomysł. A jak to z prawdziwie rewolucyjną iskrą bywa, rozpala ona nawet najbardziej nieśmiałe serca.
Sześć dziewczyn rozebrało się, ułożyło na dywanie głowami do siebie i rozłożyło nogi, formując – jakżeby inaczej – gwiazdę. Sześciu chłopaków opuściło portki i przyklęknęło wokół. Potem nadeszła prawdziwa seksualna demokracja w formie penetracji z rotacją…

Jeśli zatem zastanawialiście się, Drodzy Rodzice, skąd gimbaza wytrzasnęła „zabawę w gwiazdę” – to teraz już wszystko wiecie.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: