polskie centrum bizarro

„Zgubić się w jej oczach” by Rafał Christ

In Opowiadania on Maj 13, 2016 at 6:00 am

niedobreliterkitxtW dzisiejszej odsłonie niedobroliterkowego pandemonium mamy dla Was najnowsze opowiadanie sprokurowane przez Rafała Christa. I jak na Rafała przystało, dostajemy kolejną słodko-gorzką opowieść o miłości podszytej erotyką, czy raczej erotyce poszukującej miłości, jakkolwiek górnolotnie by to nie brzmiało.

Polecamy ten tekst każdemu, kto nie cierpi na depresję. Ci, którzy są na nią podatni, dla własnego bezpieczeństwa lepiej niech omijają go szerokim łukiem.

h

Zgubić się w jej oczach

h

dla Iwetki

h

W jej oczach płonął ogień, a w nim wiły się w agonii czarne sylwetki mężczyzn, których zniszczyła. Czułem ich ból, wiedziałem, że będę kolejną ofiarą najpiękniejszego demona jaki chodził po tej ziemi… Kiedy zaciągała się papierosem, to nie on sprawiał jej przyjemność, tylko ona jemu. Wypuszczała dym, jakby miał dla niej podbić całą knajpę.
Nie wiem, co robiła w tej taniej spelunie. Zupełnie tutaj nie pasowała. Inne kobiety patrzyły na nią z zazdrością. Miała wszystko to, co one utraciły. Gładką cerę, idealne, wysportowane ciało, a przede wszystkim styl. Nawet popijając tanie piwo przy barze zachowywała się jak dama. Panowała nad każdym gestem, słowem i rubasznym uśmiechem oświetlającym to mroczne miejsce.
Siedziała ze mną. Rozmawialiśmy. Nie mam pojęcia o czym. Właśnie tak działała. Nie pozwalała, aby jej partnerzy myśleli. Nie wiedzieli, co się dzieje, a jednocześnie czuli, że tak właśnie powinno być.
Podała mi tlący się niedopałek i słyszałem, czego pragnie. To był test. Czy podołam? Zgasiłem papierosa na dłoni. Przekręciłem filtr, po czym go zjadłem. Smakował jej szminką, prawie jakbym ją całował. Przełknąłem. Nic nie miało dla mnie znaczenia, dopóki ona była obok.
– Cześć maleńka – usłyszałem nieznajomy głos. – Może zostawisz tego palanta i wyjdziesz ze mną?
Między nami stanął łysy, umięśniony facet. Typ, który poświęca mnóstwo czasu, aby wyrobić sobie mięśnie, a nie potrafi się wysłowić. Miał na sobie czarny dres z trzema paskami. Byłem prawie pewien, że to koniec. Wrócę do domu sam i będę się masturbował, wspominając nasze spotkanie. Tymczasem ona wychyliła się znad ramienia niechcianego towarzysza. Uniosła palec wskazujący prawej dłoni i wyszeptała:
– Przepraszam na chwilę.
Chwyciła mężczyznę za krocze i ścisnęła pięść. Jego oczy zaszły krwią.
– Tego chciałeś? – zapytała. – Rozmawiam. Kto dał ci prawo mi przerywać?
– Przepraszam – wyjąkał.
– Spierdalaj.
Na koniec przekręciła rękę, a jej ofiara się rozpłakała. Ku uciesze obserwujących całą sytuację, kiedy odchodził klepnęła go w tyłek. Oniemiałem. Chwyciła mnie za dłoń i wyszliśmy na ulicę. Gdy zmierzaliśmy do jej mieszkania szła jakby uprawiała miłość z całym chodnikiem. Nie seks, ale czystą miłość.
Nie czekaliśmy długo po przekroczeniu drzwi apartamentu. Luksusowy wystrój wprawiał mnie w zdumienie, tym razem to ja nie pasowałem do miejsca, do którego trafiłem. Rzuciliśmy się na łóżko. Właściwie to ona rzuciła mnie. Przejęła kontrolę. Nie mogłem nic zrobić, czekałem aż wyda jakiś rozkaz.
Nie znałem nawet jej imienia. Ona nie znała mojego. Nie pytałem, ona też nie. Nie było to potrzebne, wiedzieliśmy że chodzi o jedną noc. Pół godziny wcześniej byliśmy nieznajomymi, wciąż nimi byliśmy i będziemy gdy skończymy. W tej obcej nagości jaka nas czekała, było coś z poezji.
Ściągnęła ze mnie bluzę, po czym pozbyła się swojej tuniki. Patrzyłem na jej piersi. Nie miała stanika, ale go nie potrzebowała. Trzymały się sztywno swojej pozycji, a sutki stały na baczność niczym żołnierze gotowi do walki. Panowała nad każdą częścią swojego ciała. Była świadoma jak na mnie działa. Uśmiechnęła się, kiedy chciałem dotknąć jej skóry. Odepchnęła moją dłoń.
Odwróciła się. Ściągnęła czarną spódniczkę. Nie nosiła bielizny. Jej tyłek był jędrny, pozbawiony włosów. Podobnie jak krocze. Prezentacja stanowiła obietnicę niemożliwą do spełnienia. Nikt nie byłby w stanie sprostać takim oczekiwaniom, jednak jej wierzyłem. Jak jeszcze nigdy nikomu.
Ściągnęła moje jeansy, a ja się zaczerwieniłem. Zachichotała, spoglądając na bokserki ze znaczkiem Batmana. Szybko się uspokoiła i zerwała je ze mnie. Rozerwała je, jakby chciała zabić we mnie wszelkie dzieciństwo. W tej jednej chwili przestałem istnieć. Byłem zdany na jej łaskę. Chwyciła penisa w dłoń. Poruszała powoli, obserwując moje reakcje.
– Należysz do mnie. Nie masz prawa dojść, dopóki ci nie pozwolę. Jeśli to zrobisz… – przerwała.
Wzięła go do ust. Kolczyk w języku pieścił moje czułe punkty. Dochodziłem. Nie miałem na to wpływu. Nie było możliwości, aby się powstrzymać. Koniec. W momencie, kiedy wystrzeliłem spermą, poczułem ból. Podniosła głowę, trzymając mojego członka między wargami.
Zbliżyła się do mojej twarzy. Z brody spływały jej płyny ustrojowe wymieszane z krwią. Nie mogła nic powiedzieć. Widziałem, że czuje się poniżona. Nie byłem jej posłuszny, a to największy grzech jakiego mogłem się dopuścić. Pocałowała mnie. Nic nie miała w ustach, bez problemu badałem jej migdałki. Mój penis zniknął. Wchłonęła go. Straciłem prawo do bycia mężczyzną. Rozpłakałem się.
Moje włosy zaczęły rosnąć, zarost zanikać, na klatce wyrastały piersi. Biodra się powiększały, ale czułem, że tak ma być. Podniosła mnie z łóżka i kopnęła w tyłek.
– Twoja kolej – oznajmiła rozchylając nogi.
Nachyliłem się i zacząłem całować jej krocze. Chciałem to skończyć. Smakowało rajem utraconym. Moje pandemonium kryło się w jej rozkoszy. W głębinie umysłu coś mnie kłuło, coś podpowiadało, żebym przestał i uciekał jak stoję. Doszła.
Rozchyliła uda, uwalniając moją głowę. Sięgnęła po papierosa na szafce nocnej. Odpaliła go. Wypuściła dym i swoją stopą badała moje ciało, zafascynowana zmianami bardziej niż ja. Jednocześnie na jej twarzy nie malował się nawet cień zaskoczenia. Szukała czegoś. Wiedziała, że gdzieś tam jest. Ja też to wiedziałem. Nawet chciałem jej to dać, nieważne ile bólu by mnie to kosztowało.
– Co teraz? – zapytałem.
Palcem kazała mi się odwrócić. Za mną było wielkie lustro. Proste, blond włosy sięgały mi za ramiona. Piersi swobodnie zwisały spętane jedynie tuniką. Dotknąłem ich, tak jakbym dotykał mojej partnerki. Ze strachem zrzuciłem z siebie spódnicę. Rana po penisie zniknęła. Moje krocze wyglądało jak u kobiety. Krzyknąłem. Ona stanęła za mną. Obejmowała mnie. Jej dłonie krążyły po moim ciele. Uczyła się go, sprawdzała, czekała na właściwy moment.
W końcu podniosła lewą pierś i wsadziła pod nią rękę. Przeszył mnie ból. Zbliżał się koniec, a ja go pragnąłem. Przy niej wydawał się właściwy. Grzebała w moich wnętrznościach.
– Czego szukasz? – zapytałem.
– Twojej godności.
Chwyciłem ją za nadgarstek i wskazałem miejsce. Wyjęła całe serce. W lustrze widziałem, co z nim robi. Oglądała je z każdej strony, aż wreszcie ugryzła. Krew spływała jej po brodzie.
Odwróciłem się do niej i uklęknąłem. Pochyliłem głowę, wyciągając ręce, jakbym składał jej hołd. Czekałem na to jedno skinienie głową, które miałoby to wszystko skończyć. Nadeszło. Pocałowała mnie w czoło. Upadłem.
Korytarz, w którym się znalazłem, płonął. Przede mną szedł rząd czarnych sylwetek. Byli to ci sami mężczyźni, których widziałem w jej oczach, kiedy się poznaliśmy. Podążałem za nimi. Nie spieszyliśmy się. Nie było po co. Tutaj czas płynął inaczej.
Widziałem najtęższe umysły mojego pokolenia i pokolenia mojego ojca. Wszyscy byli spętani szaleństwem i nadzy. Ukrywali się w ścianach, próbując przez nie przejść. Ogarniała ich coraz większa histeria.
Nawet łysy, który przerwał mój podryw w barze, tam był. Wystarczyło, że złapała go za penisa, a on już znalazł się w jej władzy, chociaż nie zaznał żadnej przyjemności. Biedak. Zauważył mnie. Kiwnął głową, a ja mu zawtórowałem. W tej jednej chwili byliśmy równi. Ja, on i wszyscy dookoła. Trafiliśmy do gwiezdnej prądnicy maszynerii okrucieństwa jednej kobiety.
Śpiewaliśmy obsceniczne ody ku jej chwale. Umartwialiśmy się snami przemienionymi w kolejne koszmary. Tonęliśmy, szukając głosu tego anioła zagłady we własnym cierpieniu. Byliśmy jej najnędzniejszymi kurwami, których już zawsze będzie miała jako swoich niewolników. W ekstazie i nienasyceniu pragnęliśmy kolejnego upadku.
Szliśmy przed siebie, licząc, że znajdziemy wyjście z tego piekła, do którego nas wrzuciła. Pojawiła się szansa. Tacy jak ja, czarni, wychudzeni, bez twarzy czy ciała przylepieni byli do szyby, przez którą wpadały wątłe promienie światła. Wiedziałem co to. Mogłem uratować następnych przed ostatnim błędem w ich życiu.
Nie zważałem na płomień pod moimi stopami. Liczyło się tylko jedno. Wiłem się w agonii, machając rękami, a przed sobą widziałem kolejnego naiwnego jak ja młodzieńca, pragnącego pójść do łóżka z najpiękniejszym demonem, jaki chodził po tej ziemi. Wiedziałem, że nic nie wskóram. Jedno spojrzenie w jej oczy oznaczało koniec.

h
Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: