polskie centrum bizarro

„Pewien Apacz kontra Arnold S” by Darek Kuchniak

In Opowiadania on Lipiec 2, 2016 at 6:00 am

niedobreliterkitxtPewien Apacz to już niedobroliterkowa legenda. Jest Pewien i jest Apaczem, a to o czymś świadczy. O czymś świadczy również fakt, że autorem nowego opowiadania o naszym Indianinie jest nadal Darek Kuchniak. Tym razem sprawa jest poważna, bo chodzi nie tylko o starcie z legendą kina akcji lat 80 – tych, ale także o ochronę zaginionych gatunków. Zapraszamy zatem do lektury.

PS. Nie czytał tego Tomasz Knapik. Przeczytaliście sobie to sami.

h

Pewien Apacz kontra Arnold S.

h

Pojechaliśmy swego czasu z Pewnym Apaczem na wycieczkę turystyczno-krajoznawczą, połączoną z misją sekretnej natury. Po kilku godzinach podróży vanem Indianina z prędkością jednostajnie przekraczaną, zatrzymaliśmy się przed bramą wspaniałej wilii, otoczonej okazałym parkiem. Na nasze spotkanie wyszedł bogato ubrany, czarnoskóry raper imponującej postury. Należał przy tym do wysokich i dobrze zbudowanych mężczyzn. Mimo, że zbliżał się do czterdziestki nadal odznaczał się młodzieńczą energią.

– Nie traćmy czasu – ponaglił raper. – Witam w Deep Green Ass. Zapraszam was do środka.

Kiedy tylko przekroczyliśmy próg budowli, znaleźliśmy się w okazałym salonie, gdzie było mnóstwo gustownych mebli z różnych epok historycznych. Nasz przewodnik wskazał na szezlongi w stylu empire, i kiedy tylko wygodnie usiedliśmy na kanapach, zagadnął:

– A teraz gadajcie, jak zamierzacie rozwiązać mój problem.

– Plan jest wyjątkowo prosty – zaczął Indianin. – Wejdę do piwnicy, sięgnę po klapcążki i odetnę dopływ świadomości „obiektu”. Następnie wrócę tu dziarskim krokiem i wyciągnę dłoń w pana kierunku. Tuszę, że wkrótce potem spocznie na niej dziesięć tysięcy zielonych.

– Aha – mruknął XXL, patrząc na swoje świetnie skrojone włoskie obuwie. – Z tego, co pamiętam, była mowa o pięciu.

– Mamy wiele innych atrakcyjnych propozycji, więc jeżeli nie odpowiadają ci nasze warunki, nie traćmy czasu na walkę z amnezją i przypominanie sobie tego i owego, ale rozejdźmy się do swoich spraw.

– Okej. Macie mnie w garści. Zgadzam się na wszystko – wyszeptał wyraźnie zgaszony raper.

– Miło nam to słyszeć – odpowiedziałem za nasz duet.

– Pozwólcie zatem za mną.

Schodziliśmy kilka minut krętymi, kamiennymi schodami. Na ich końcu było wejście do piwnicy. Z trudem przecisnęliśmy się przez rzędy pokaźnych antałów. Najwyraźniej XXL gustował w przednich winach, albo uwielbiał kolekcjonować dębowe beczki.

– Jesteśmy na miejscu – zakomunikował gospodarz, wskazując na okazałą skrzynię, zaopatrzoną w ogromną kłódkę. – Wiecie, co macie robić, więc moja obecność jest zbyteczna. Powodzenia.

– Do widzenia, czcigodny – odpowiedzieliśmy zgodnie.

Pewien Apacz wyjął tomahawk i jednym ciosem oddzielił kłódkę od reszty mebla. Z jego głębi wyskoczył energicznie Arnold S., były gwiazdor kina akcji, ale natychmiast dostał klapcążkami w głowę, dzięki czemu nader sprawnie stracił przytomność. Indianin wziął go pod pachę, zaniósł do samochodu, a następnie zainkasował pieniądze od rapera.

Po tygodniu wyrzuciliśmy go z samolotu u podnóża Himalajów, gdzie czekała bardzo samotna i spragniona czyjegoś towarzystwa istota.

– Jeżeli spodoba się Zofii, to za niecały rok, kolejny mały Yeti przyjdzie na świat. I nasze wysiłki zmierzające do ochrony tego rzadkiego gatunku dadzą efekt. Oby tylko nie odziedziczył urody po tatusiu – podsumował Pewien Apacz.

Po powrocie do domu orzekliśmy, że to nie może być jednorazowa akcja. Wszak samotny  żywot wiedzie również Wielka Stopa, potwór z Loch Ness, czy nasz smok wawelski.

h
h
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: