polskie centrum bizarro

„Pewien dylemat” by Darek Kuchniak

In Opowiadania on Październik 21, 2016 at 6:00 am

niedobreliterkitxtJesień nadciąga, a w raz z nią jesienne dylematy – kupić nowe, cieplejsze mokasyny, czy może – nie zważając na kapryśną aurę – pomykać w starych, dziurawych, lecz jakże wygodnych i zasłużonych, letnich? Tych made in China, ma się rozumieć, o przyjemnej, cieniutkiej jak liść podeszwie, pozwalającej wyczuwać podbiciem stopy najmniejsze nawet nierówności podłoża… Olać zapalenie nerek czy zwykłe, niegodne splunięcia przeziębienie – wszak szyk i elegancja to podstawa!

No dobra, my w zasadzie nie o tym chcieliśmy… Pewnego Apacza długo u nas nie było. Paskud pokusił się nawet o stwierdzenie, że „za długo”. Ale na szczęście znów się pojawił, przytaszczony na niedobre literki na ostrzu klawiatury Darka Kuchniaka.

A więc w drogę!

 

Pewien dylemat

 

Nie ma co ukrywać – Pewien Apacz nienawidzi zimy. Traktuje śnieg i mróz jako najbardziej nieudany duet, spośród tych sprokurowanych przez naturę… Jedynie dzieci posiadają dziwną skłonność do wspomnianej wyżej pory roku. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: brak im rozwiniętego instynktu samozachowawczego. Urosną, przejrzą na oczy i będzie straszna rozpacz, albowiem nie godzi się mieć dobrze przez całe życie. Informacja o nagłej zmianie pogody budzi wojownika z lekkiego rozmarzenia. Co roku żywi nadzieję, że zima utkwi gdzieś w korku w Warszawie. Najlepiej na Puławskiej. Tam zawsze można liczyć na „utrudnienia w ruchu drogowym”. Dodatkową opcję stanowią blokady niezadowolonych z poczynań rządu. Tymczasem ona lekceważy mrzonki mojego najlepszego przyjaciela i przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie, zupełnie jak kac albo inny intruz.
Obudzony z letargu umysł ogarnia wreszcie całokształt zagadnienia. Wnet pojawiają się fundamentalne pytania: czy wystarczy węgla na cały sezon grzewczy, dlaczego ocieplany pióropusz niszczy fryzurę? I najważniejsze: kiedy zdoła wymienić opony na zimowe? „Stalowy rumak” bez odpowiednich podków? Serce Indianina krwawi na ów widok. Wyrusza zatem bez zwłoki do najbliższego zakładu usługowego. I co roku powtarza się ta sama historia. Klientów istne hordy. Kolejka samochodów kończy się w okolicach Zakopanego. Z racji tego, że czerwonoskóry kiepsko jeździ na nartach, nie podnieca go wizja podróży do stolicy Tatr. Zdaje się więc na instynkt łowiecki i cierpliwie czeka. Kierowcy po kilku godzinach postoju mają na tyle przytępione zmysły, że wojownik przemyka między nimi jak sen złoty. Zajmuje eksponowane miejsce w kolejce i już po dwóch kwadransach „stalowy rumak” raźno przemierza polskie szosy na zimowych oponach. O ile oczywiście nasi drodzy, w całym tego słowa znaczeniu, drogowcy przysposobią odpowiednio rodzime arterie.
W tym roku miało być zgoła inaczej. Świadczyło o tym wiele znaków na ziemi i niebie. Pewien Apacz już w lipcu zauważył dziwne wybryki przyrody. Sosny i świerki puszczały śmierdzące bąki i komentowały złośliwie zaloty borsuków. A liściaści kuzyni, z dębem na czele, tańczyły rumbę do białego świtu, upijając się sfermentowanym sokiem z brzozy. Okazało się również, iż zwierzęta ignorowały uwarunkowania łańcucha pokarmowego. Dochodziło do bratania międzygatunkowego z perwersyjnym seksem w tle. A niejednokrotnie do głośnych rozstań wieloletnich małżeństw. Indianin wiedział, kto za tym stoi. Nie miał ochoty na interwencję, gdyż w jednej chwili ukochał obowiązujący stan rzeczy.

Po kilku miesiącach czerwonoskóry zasiadł na werandzie swego wigwamu z kubkiem soku malinowego w dłoni. Zima bezceremonialnie zepchnęła gospodarza z fotela i nuże zasiąść w meblu oraz kontemplować paznokcie czy drapać się za uchem.

– Nadal wyglądasz niczym najpiękniejsza playmate „Playboya” w historii magazynu. Szkoda tylko, że skrywasz atuty w grubym kombinezonie narciarskim – zagaił mężczyzna.

– Nie dla psa suchary – odparła lodowato kobieta.

– Czemu zawdzięczam pani wizytę?

– Rozpowiadasz wśród pospólstwa, że nigdy nie powinnam opuszczać chłodni. Brakuje mi ponoć empatii, a większość narządów wewnętrznych pokryta jest imponującą warstwą szronu. Najbardziej pochlebna charakterystyka brzmi: zimna suka do imentu.

– Tylko ludzie bezinteresownie złośliwi oraz zawistni mogą tak twierdzić – odparł wojownik i ostentacyjnie ziewnął.

– Jeżeli nie skończysz rozpowszechniać oszczerstw, anomalie w przyrodzie będą się nasilać – wycedziła ślicznotka i z rozmachem tupnęła w drewnianą podłogę. – Pewnie w całym  zimowym zamieszaniu zapomniałeś o choince… Szybka Decyzja przyozdobi ją tym, co ma w domu najlepszego. Bałwanek zerknie z zielonej gałęzi, kłaniając się w pas innym bombkom. A to słusznych rozmiarów łańcuch oplecie pas drzewka. Metraż pod prezenty zaiste imponujący. Oby tylko darczyńcy mieli okazję się wykazać…
– Wygrałaś, maleńka – oświadczył zrezygnowany Indianin. – Wiesz jak mnie podejść.
I wszystko wróciło do normy.
A mogło być tak pięknie – nieprawdaż!?

PS. Jeśli chcecie więcej Pewnego Apacza, zapraszamy do odwiedzenia jego profilu: https://www.facebook.com/pewienapacz/?fref=ts

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: