polskie centrum bizarro

„Speed King” by Krzysztof T. Dąbrowski

In Akcje Literackie, Opowiadania, Różne, różniste on Listopad 4, 2016 at 6:00 am

niedobreliterkitxtMuzyka bywa groźna. Kto słucha radia ten wie, że przede wszystkim dla poczucia smaku i gustu. Jednak nie tylko. Również, w rozumieniu węższym, dla umysłu, dla uszu, czy – w pewnych, ściśle określonych warunkach, ale nigdy przed godziną 13.13 – dla ogółu społeczeństwa. Zresztą, przekonajcie się o tym sami, czytając opowiadanie Speed King dobrze Wam znanego Krzyśka T. Dąbrowskiego.

Zapraszamy do lektury. A komu mało, ten może sięgnąć do dwóch jego najnowszych książek, to znaczy do Anomalii Orgazmokalipsy

Speed King

Z odtwarzacza leciał kawałek Annihilatora o nieadekwatnym do sytuacji tytule „Speed”. To co akurat śpiewał wokalista w tłumaczeniu leciałoby tak: „Jestem na misji, pokonam barierę dźwięku. Mój puls przyspiesza, muszę Cię pokonać. Przyspieszenie! Muszę, muszę jechać szybciej. Dawaj więcej prędkości. Mówią, że jestem wariatem, że jestem chodzącą katastrofą. Dawaj więcej prędkości”. Ale mój wysłużony Garbaty Szatan od paru minut nie przejechał nawet dziesięciu metrów, bo tkwiliśmy w makabrycznym korku na Alejach Mickiewicza. A jednak to ograniczenie prędkości nie wszystkich dotyczyło. Daleko za nami, zupełnie jak w filmie katastroficznym, samochody były nagle wyrzucane w powietrze i lądowały to na trawniku, to na chodniku. A to coś, co je wyrzucało, zbliżało się do nas z ogromną prędkością.

Annihilator się skończył i zaczęło lecieć Deep Purple z kawałkiem „Speed King”. „Jestem królem prędkości, usłyszysz jak śpiewam. Jestem królem prędkości, zobacz jak latam” darł się w narzeczu angolskim Ian Gillan. Normalnie darłbym się razem z nim, ale teraz usiłowałem jak najszybciej zjechać na trawnik by ocalić Szatana, siebie i Wikarego, który wczepiał się we mnie pazurami i rozpaczliwie pomiaukiwał. A ja jako osobnik obdarzony uśpionymi magicznymi mocami, rozumiałem to – pospieszał mnie:

 – Prędzej sieroto, kto cię jeździć uczył! Prędzej, bo w nas wjedzie!

Nie skomentowałem tego, skupiony byłem na ewakuacji, która szczęśliwie zakończyła się sukcesem, ale zdążyliśmy w ostatniej chwili. Koło nas przemknął czerwony bolid z napędem co najmniej rakietowym, bo z tyłu leciał ogień.

Nie widziałem już tego ale dalej sytuacja rozwinęła się w klimatach kultowej gry Carmageddon – psychol zjechał na chodnik i zaczął taranować ludzi.

Euzebia też tego nie widziała i nie wiedziała, że i ja znalazłem się w centrum wydarzeń. Siedemdziesięciosześcioletnia sąsiadka ubrana w glany i skórę, miłośniczka metalowej muzy i czarów – tak by ją można opisać w telegraficznym skrócie – siedziała właśnie w tramwaju, który utknął na przystanku na Placu Inwalidów. Co zabawne, ja też byłem u wjazdu na plac. Zdezorientowani ludzie powoli wysiadali z pojazdu. Wysiadła i Euzebia.

Na asfalcie były dwie płonące linie – nie dość, że super szybki był skubaniec, to jeszcze efektowny.

Skupiłem się na tym, co przez mgnienie oka udało mi się dostrzec i skojarzyłem, że udało mi się jeszcze zarejestrować wygląd kierowcy, choć było to już na pograniczu świadomej percepcji – zbyt szybko mi śmignął. Ale jednak, co zauważyłem, to zauważyłem: głowa kolesia płonęła i… była czaszką. Ani chybi jakiś piekielnik, demon czy inne paskudztwo z drugiej strony.

Kurcze! Czy nie było jakiegoś super-bohatera, co tak wyglądał?

I nagle mnie olśniło – Ghost Rider! Tyle tylko, że tam śmigał na motorze. Czyli co, że te filmowce użyczyły sobie wizerunku prawdziwego demona na potrzeby filmu?

Na to wyglądało.

WRRRRUUUUUU! – rozległo się w oddali, co oznaczało, że ani chybi wracał.

Skoro demon, to wiem jak drania zatrzymać – stwierdziłem – przecież sporo się już w tej materii nauczyłem od Euzebii.

Wyszukałem wśród zakupów worka z solą i wysiadłem. Mój kocurro patrzył na mnie z mieszaniną przerażenia i niedowierzania, a z jego ślepi dało się jeszcze wyczytać przekaz: „Ty debilu, co ty wyprawiasz?”.

Ja jednak dobrze wiedziałem, co robię. Czym prędzej usypałem w tunelu z porozbijanych aut, magiczną barierę z soli. Ledwie skończyłem, a na horyzoncie pojawił się pędzący bolid. Nagle zaczął ostro hamować.

Gdy się zatrzymał, wysiadł z niego kierowca z płonącą czaszką, zamiast głowy.

 – Jam jest Speed King – wychrypiał jak odkorkowująca się rura kanalizacyjna. – Kim jesteś śmiertelniku i jak śmiesz mnie zatrzymywać?

 – Jam jest Hubert Płaczkowski – odparłem drżącym głosem. – I śmiem, bo… bo tak!

Demon stał przez chwilę bez ruchu, w końcu uniósł rękę i rozczapierzonymi palcami wskazał na swe oczodoły i na mnie, na oczodoły i na mnie. Miało to chyba oznaczać coś w stylu „będę miał cię na oku”. Po chwili wsiadł i na skrzyżowaniu wykręcił – stał teraz dokładnie naprzeciwko tramwaju.

Euzebia widząc całe zajście, od razu rozpoznała Hubiego, który dobrze się spisał i była dumna z tego, jak pojętnego ma podopiecznego. Aż się zaczęła zastanawiać czy już nie czas na wybudzanie mocy. Widząc kierowcę bolidu, też od razu rozpoznała – to Speed King. Demon prędkości i śmierci na drogach. Nikt nie wie skąd się wziął – po prostu około stu lat temu zaczął się pojawiać w różnych częściach świata i prześladował ludność, póki kto mu kota nie pogonił. Wtedy przenosił się gdzie indziej.

Parę osób zemdlało, ale większość niedowierzała oczom i myślała, że to może jakiś nowy happening, żeby przyciągnąć do miasta więcej turystów.

 – Pani da tę siatę – zwróciła się do stojącej obok kobiety.

 – Że co? – zdumiała się zaczepiona.

 – Chce pani żyć?

 – Grozisz mi ty czupiradło?

 – Nie – uspokajała Euzebia. – Ale tamten nas rozjedzie, jak czegoś nie zrobię.

 – I do tego trzeba moich zakupów?

 – Tak, bo tam są zioła.

 – Eeee – kobieta z zakupami nie spodziewała się takiej odpowiedzi.

 – Bo on jest demonem, a ja znam czary – wytłumaczyła otępiałej ze zdumienia kobiecie i zabrała jej torbę.

Już po chwili miała, co trzeba i mamrocząc sobie tylko znane inkantacje, zaczęła sypać ziołami w powietrze.

 – Odwaliło babie! – ktoś skomentował.

Tymczasem Speed Demon odpalił silnik rakietowy. Buchnęło ogniem. Zabrumiało ogłuszająco.

Obserwowałem to z niemym przerażeniem, bo skończyła mi się sól, a bez niej na tym etapie edukacji magicznej byłem bezradny.

Ludzie zastygli w bezruchu, jakby im się Bazyliszek objawił. Bo i któż by nie zesztywniał, gdyby za chwilę miał być rozjechany. A brumienie silnika było coraz głośniejsze, co sugerowało, że pojazd zaraz pomknie jak strzała.

 – Psze pani, to pani czary mary… – zagaił do Euzebii tyczkowaty młodzian w okularach o kręconych jak sprężyny włosach.

 – Tak?

 – To jakaś bariera, tak?

 – Ano tak dzieciaku, ale nie przeszkadzaj, mamy mało czasu.

 – A bo ja studiuję matematykę.

Euzebia przewróciła oczyma i prychnęła:

 – Wspaniale i co z tego.

 – No bo patrząc po mocy silnika i rozwijanej prędkości, to pod odpowiednim kątem…

Nagle do Euzebii dotarło o czym ów do niej prawi.

 – Rozumiem! Rozumiem! To jakie ma być nachylenie?

Jęki i krzyki były coraz głośniejsze więc młodzieniec pochylił się i wykrzyczał jej odpowiedź wprost do ucha.

 – Myśli pan?

 – No, czasem mi się zdarza.

 – Dobra, zrobię takie jak mówisz – pokiwała głową i skończyła rzucanie czaru.

A my z Wikarym gnaliśmy czym prędzej w stronę tramwaju, mając nadzieję, że może ktoś z pasażerów ma przy sobie sól. Zbyt wolni jednak byliśmy, bo bolid Speed Kinga nagle wyskoczył do przodu i w mgnieniu oka…

Tak, stała się rzecz niesłychana – wystrzelił ostro w powietrze i leciał, leciał, leciał, aż w końcu zniknął pośród chmur.

 – Ty paczaj! – miauknął Wikary. – To ta świruska od czarów, co mi zawsze zajebiste ciasteczka daje!

Spojrzałem i dostrzegłem uradowaną Euzebię pośród wiwatującego tłumu.

 – Tyś to zrobiła? – Byłem szczerze zdumiony, bo tak efektownego czaru to mimo wszystko się po niej nie spodziewałem.

 – My! – poklepała po ramieniu wychudzonego wysokiego chłopaczka, który wyglądał jak esencja kujoństwa i lizusostwa. – Oto Euzebiusz! Mój nowy doradca techniczny do spraw koordynacji czarów!

Ale jaja! – pomyślałem, ale patrząc w niebo, wcale nie dziwiłem się jej decyzji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: