polskie centrum bizarro

„Słodka jak miód” by Izabella Gaudyńska

In Opowiadania on Grudzień 16, 2016 at 6:00 am

niedobreliterkitxtPaskud lubi takie bajki… Zaciera łapy, aż iskry lecą (i dym zaprawiony nutą siarki!). Tak, proszę państwa, ponoć w każdym z nas tkwi odrobina dziecka. Czasem ta odrobina jest mniejsza, czasem większa, a czasem to dziecko… bywa okrutne i złe. Hellyłud nie takie zna wszak przypadki.

Tak czy siak gorąco zapraszamy do lektury najnowszej okołobajkowej opowieści znanej już z naszych niedobroliterkowych łamów Izabelli Gaudyńskiej. I niechaj słodyczą ociekający temat Was nie zmyli. Smaku… smak!

Słodka jak miód

– Czemu się pan na mnie patrzy? – Dziewczynka w czerwonej sukience, z włosami zaplecionymi w dwa warkocze zmrużyła oczy i przekrzywiła głowę.

– Zastanawiam się, co takie dziecko robi samo w pociągu…

Mała skrzywiła się. Nie miała zamiaru informować, że w drugim przedziale jest jej rodzina, na którą się właśnie obraziła. Zresztą była pewna, że nieznajomy słyszał jak wykłócała się z rodzeństwem i rodzicami. Trudno było tego nie słyszeć…

– Jadę do babci. Spadła ze schodów i nie może się ruszać, wiozę jej ciastka – poklepała plecak, który trzymała na kolanach. – Sama je upiekłam.

– To nieładnie kłamać.

Dziewczynka uniosła głowę i napotkała wzrok mężczyzny, który przykucnął naprzeciw niej. Ich twarze znajdowały się na tej samej wysokości. Na moment wstrzymała oddech.

– Narusza pan moją przestrzeń życiową – wycedziła po chwili, marszcząc nos. – Jak się pan nie odsunie, zacznę wrzeszczeć na cały pociąg!

Nieznajomy wykrzywił usta w uśmiechu i podniósł się bez słowa. Ruszyła w jego ślady, a kiedy wstała, starannie wygładziła spódniczkę. Nie chciała pokazać, że się boi. Spokojnym krokiem przeszła do drugiego przedziału.

Kuląc się usiadła między bratem i siostrą. Skąd wiedział, że nie mówiła prawdy? Przygryzła wargę. Właściwie nie nakłamała tak bardzo. Babcia co prawda nie spadła ze schodów, tylko wjechała motocyklem w drzewo. Ale zawartość plecaka naprawdę była przeznaczona dla staruszki. I poza kilkoma dziwnie pachnącymi buteleczkami były tam nawet ciasteczka, których oczywiście sama nie upiekła.

Dziewczynka ziewnęła. Miarowy stukot pociągu działał na nią usypiająco. I nie tylko na nią. Rozejrzała się wokoło. Zarówno dorośli jak i dzieci mieli zamknięte oczy. „Nie możemy wszyscy zasnąć”, pomyślała, walcząc z sennością. „Nie możemy, bo…”

Obudziła się z krzykiem.

– Zły sen? – Ktoś szarpnął jeden z jej warkoczy w górę taką siłą, że musiała wstać.

Nieznajomy…

Jedną rękę miał schowaną za siebie. Drugą cały czas trzymał ją za włosy.

Dziewczynka szturchnęła brata, ale ten zamruczał coś niewyraźnie, nie otwierając oczu. Skuliła się. Młodszej siostry nie miała po co budzić. A rodzice siedzieli za daleko. Chciała krzyknąć, ale wyszedł tylko jakiś dziwny skrzek. Gardło odmówiło jej posłuszeństwa. Całe ciało odmówiło jej posłuszeństwa. Chciała gryźć… kopać… I nic. Była jak sparaliżowana.

Mężczyzna leniwym ruchem wyciągnął schowaną za siebie dłoń. Trzymał w niej nóż.

W tym samym momencie za oknem pociągu słońce wyjrzało zza chmur, promienie zatańczyły na ostrzu. Nieznajomy powoli przysunął broń do twarzy dziewczynki. Wstrzymała oddech.

Mężczyzna uniósł rękę do zadania ciosu. Następny ruch był tak szybki, że niemal niezauważalny. Ostrze opadło z chirurgiczną precyzją.

Odzyskała głos. Od wrzasku, który przetoczył się przez przedział, powinny popękać szyby w oknach. Nie popękały, a jej rodzina się nie obudziła. Po chwili krzyk przeszedł w spazmatyczny szloch.

– Nie bolało tak bardzo, prawda? – roześmiał się nieznajomy. W ręku trzymał ucięty kosmyk włosów.

Właściwie wystarczyłby mu jeden włos, ale…

*

Pszczoły brzęczały jak szalone i wirowały wokół kwiatów lipy. Staruszka, oparta o rosnące przy domu drzewo, z czułością spojrzała na wnuczkę.

– Wchodź, kochanie – wskazała głową drzwi.

– Ty pierwsza, babciu. – Dziecko uśmiechnęło się, osłaniając dłonią oczy przed słońcem.

Kobieta odpowiedziała uśmiechem i przekuśtykała przez próg.

Dziewczynka ruszyła za nią, cicho zamykając za sobą drzwi.

Gdyby ktoś podkradł się pod dom, nie udałoby mu się usłyszeć ani jednego okrzyku czy jęku. Ciało upadło całkowicie bezgłośnie.

Tylko pszczoły zatrzymały się na chwilę, po to, żeby z jeszcze większą zajadłością zacząć swój taniec.

*

Zadźwięczał dzwonek.

– Babciu…

– Idę, już idę… – rozległo się z wnętrza domu.

Żwawe kroki dopiero w sieni mieniły się w człapanie. Staruszka ostrożnie uchyliła drzwi. Na progu stała dziewczynka w czerwonej sukience, z plecakiem przewieszonym niedbale przez jedno ramię.

– A gdzie pozostali? – Kobieta rozejrzała się, zdziwiona.

Gdyby dziecko przyjrzało się uważnie, zauważyłoby, że staruszka ma nienaturalnie powiększone źrenice i przyspieszony oddech. I, że zaciska dłonie, jakby chciała coś zmiażdżyć.

Ale dziewczynka się nie przyglądała.

– Nie chciało mi się na nich czekać. – Wzruszyła ramionami i cisnęła plecak na podłogę.

Nie oglądając się na babcię weszła do pokoju. Błąd.

Pierwszy cios został zadany w plecy. Dziecko jęknęło głucho i zamachało rękoma, przez moment wyglądało jak szamoczący się motyl nadziany na szpilkę.

Staruszka uśmiechają się, wyszarpnęła ostrze. Dziewczynka zrobiła chwiejny krok i wpadła na oszkloną gablotę. Szkło rozprysnęło się we wszystkie strony, a mała osunęła się na dywan.

Kobieta z siłą, której nie można się spodziewać po starszej pani, przygwoździła ją do podłogi i wbiła nóż w brzuch. Dziewczynka zawyła i próbowała się podnieść. Dostała pięścią w twarz, raz, drugi, trzeci. Dziecko krztusząc się przekręciło głowę i wypluło krew z odłamkami zębów.

Mała uniosła rękę, jakby chciała dosięgnąć babci, ale tylko zahaczyła o resztki szyby i rozcięła sobie dłoń. Dłoń… i bransoletkę z włosów owiniętą wokół przegubu…

– Ty… suko… jebana… – wycharczał leżący mężczyzna.

Kobieta złapała go za włosy.

– Sądziłeś, że jak najpierw wyślesz cień, to będzie mi się wydawało, że już odpuściłeś? – wysyczała. – Myślisz, że jestem głupia?

– Skoro pytasz, to owszem, myślę, że… – nie skończył, zamiast tego zawył z bólu.

Starsza kobieta uderzyła jego głową o podłogę.

W tym momencie rozległ się dzwonek u drzwi, a właściwie seria dzwonków, wskazująca na to, że dzwoniący nie odpuści, póki ktoś nie otworzy.

Kobieta zaklęła. Myślała, że ma więcej czasu.

– Babciu!

Staruszka fałszując lekko zaintonowała pieśń, ale w końcu to słowa, a nie melodia się liczyły.

Mężczyzna próbował się szarpać. Nic to nie dało. Nie miał szans.

Przez okno wleciała jedna pszczoła, druga. Już po chwili cały rój był w środku.

– Babciu!!!

Pszczoły tańczyły, płynne złoto.

– Baaabciuuu!!! Otwórz te chol… te drzwi… SIKU MI SIĘ CHCE!!!

Kobieta, wzdychając ciężko, wkopała nóż pod stół i poszła wpuścić wnuczkę. Po mężczyźnie i potłuczonym szkle i krwi nie został nawet ślad. Pachniało miodem i słońcem.

Dziewczynka w czerwonej sukience wpadła do domu jak bomba i po ciśnięciu plecaka na podłogę pognała do toalety.

– A gdzie jest reszta rodziny? – spytała ją babcia.

– Nie rozmawiam z nimi! – odwrzasnęła dziewczynka.

– I z tobą też nie rozmawiam! – poinformowała staruszkę, przekrzykując szum spuszczanej wody. – Gdybyś nie miała wypadku, to zostałabym w mieście i poszła na urodziny koleżanki. Odpowiedziała jej cisza, więc prędko umyła ręce i ruszyła na poszukiwanie babci. Znalazła ją w kuchni, wpatrzoną w buteleczki wyciągnięte z plecaka.

– Co tam jest?

– Nikt ci nie mówił, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła? – Kobieta zgarnęła stojące na stole flaszeczki i schowała je do szafki.

– Tam jest przynajmniej ciekawe towarzystwo. – Dziewczynka podparła się pod boki, na co babcia uśmiechnęła się lekko:

– Kiedyś docenisz i moje…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: