polskie centrum bizarro

„Między słowem, a widelcem” by Juliusz Wojciechowicz & Michał J. Walczak

In Opowiadania on Grudzień 23, 2016 at 6:00 am

niedobreliterkitxtŚwięta za pasem, czy w pasie, a niedobre literki wciąż dostarczają Państwu strawy duchowej. Tym razem wyjątkowo smakowity – i oryginalny! – kąsek, a mianowicie ballada, tudzież inny utwór wierszowany duetu znanych i lubianych: Juliusza Wojciechowicza i Michała J. Walczaka o tytule z gatunku zarówno wymownych, jak i milcząco strawnych: Między słowem, a widelcem.

Skoro zwierzęta przemówią lada chwila ludzkim głosem (i poproszą o podwyżkę), to czemu by bizarro nie mogło na moment stać się liryczne? No właśnie: by mogło! Miłej lektury, no i pamiętajcie o nas podczas epickich biesiad i dramatycznych pogoni okołochoinkowych!

Między słowem, a widelcem

 

W gospodzie przy Szlaku nie dalej niż wczoraj

Dobywszy widelec z uśmiechem potwora

Gniewem pani  pijana zręcznie zabija pana

Czyn jest to bestialski, zbrodnia niesłychana

 

Robota zawodowca, niegodna amatora

 

Przybywają znikąd od strony mokrej szosy

Zaśmiewają się radośnie, palą papierosy

Zasiadają przy stoliku i bez krzty frasunku

Życzą sobie żarła, pożądają trunków

 

Nikt się nie spodziewa nadchodzącej kosy

 

Od bufetu do stolika w tę i nazad kelner łazi

Temu panu szynkę niesie tamtej pani zrazik

A ta pani temu panu, sącząc drinki kolorowe

Wpada w słowo jadowite i zaczyna suszyć głowę:

 

Jak się mogłeś tak zachować, a jak mogłeś tak wyrazić?

 

Pomyślałeś mordo wredna, ty kaprawy ryju starty

Że to mogło mnie zaboleć, dotknąć wcale nie na żarty?

To komplement miał być zacny, owoc mojej wyobraźni

Łże delikwent jak natchniony, chcąc uniknąć kaźni

 

Mimo świadków w liczbie mnogiej oszukuje pan uparty.

 

Mógłby bronić się w ten sposób do usranej śmierci

Musi być jak ona mówi, musi być jak ona twierdzi

Przecież se nie wymyśliła, przecież wie co on nawijał

Pani wstaje lekko chwiejna, mało orła nie wywija

 

Nic już pani nie powstrzyma, gdy ją pan rozsierdzi

 

Pani beznadziejnie wściekła, srogim wkurwem przystrojona

Chwyta sztuciec pierwszy z brzegu, dzierży trójząb Posejdona

Dłoń zaciska w niemym szale i wyciąga ją przed siebie

Wstaje, mierzy, coś oblicza, naraz jak mu nie przyjebie

 

Zamach, cios i jeszcze jeden, dźga w amoku wredna żona.

 

Pan dziurawy jest jak sito i przewraca się bezwładnie

Nie obchodzi go zbyt mocno, że zrobiło się nieładnie

Rzęzi, parska, wymiotuje, krwią częstuje wszystkich wkoło

Nie wygląda to najlepiej nie wygląda też  wesoło

 

Sprawa śliska, sprawa mokra załatwiona ciut dosadnie

 

Pani jakby sytuacją nie podnieca się nie wzrusza

I jak stała niewzruszona tak stanowczo gdzieś wyrusza

Już pudruje sobie nosek, już poprawia sobie szal

W podróż  rusza gdzieś daleko, w niewiadomą siną dal

 

A pan stygnie nieruchomy, ulatuje z niego dusza

 

Gdzie puenta zapytacie, jaka rada z tego płynie?

Zastanówcie się po dwakroć czy swojej dziewczynie

Choć czasami jej  uroda wręcz nadmiernej troski żąda

Wyznać szczerze, bez ogródek, że kiepskawo dziś wygląda.

 

Utopić niekiedy warto prawdę  gorzką w słodkim winie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: