polskie centrum bizarro

„Pięćset plus tytuły” by Jacek Wilkos

In Opowiadania on 30 grudnia, 2016 at 6:00 am

niedobreliterkitxtTo już ostatni wpis nie niedobrych literkach. Spokojnie, bez paniki, ostatni w tym, nieco już zużytym i niekoniecznie świeżym, ale za to mocno pachnącym roku 2016.

W następnym – jeśli komety, kobiety i ordynacja wyborcza pozwolą – będziemy kontynuować tę paradę bezeceństw i złego smaku. A skoro już jesteśmy przy smaku – zachęcamy do przeczytania kilku smakowitych kąsków, które tym razem przygotował dla Państwa znany już z naszych łamów (i lubiany!) Jacek Wilkos. Kąsków owych jest pięć, bo pięć to liczba ładnie zaokrąglona i dobrze wróżąca na przyszłość.

Zatem, miłej lektury i heppi niu jer, pipul!

 

h

Apopkalipsa

h

 

Nastała apokalipsa. Kiedyś musiała, tego byliśmy pewni, ale formy jaką przybrała nie spodziewał się nikt.

Zaczęło się od dziwacznych chmur, które pojawiły się nad miastami. Gdy ludzie wyszli na ulice, z nieba zaczęły spadać fortepiany i sejfy, rozmazując gapiów na asfalcie.

Budynki obracały się w sterty gruzu w wyniku ataków ogromnych czerwonych, żółtych i czarnych kul, którymi okazały się gigantyczne ptaki. Cywilizacja upadła.

Resztki ludzkości pożarły przeróżne rekiny – dwugłowe, śnieżne, piaskowe, kroczące na mackach – rozrzucane po całym globie przez gigantyczne tornado.

Myśląc o końcu świata mieliśmy przed oczami biblijne klęski. Boga to znudziło, spodobały mu się natomiast wytwory naszej popkultury.

 

Na następnym wysiadam

 

Jarkowi zaburczało w żołądku. Zaniepokoił się.

„Spokojnie, na następnym wysiadam”.

Poczuł ukłucie w boku. Oblał go zimny pot.

„Nie denerwuj się, bo jedynie to przyspieszysz”.

Spojrzał przez okno – widział już przystanek. Ruszył do drzwi. Skręciło mu kiszki. Pochylił się i złapał za brzuch.

„Zaraz wysiadam, jeszcze chwila i będę w domu”.

Autobus wjechał na wysepkę.

Impuls przenikliwego bólu.

Nie wytrzymał.

Rozległ się huk pękających szyb i trzask giętego metalu. Autobus implodował i znikł w sekundę. Na wysepce leżał tylko Jarek. Podniósł koszulkę. Czarna dziura w jego brzuchu, pożywiona, zasklepiła się. Nie czekając na reakcję ludzi, wstał i pobiegł do domu.

 

Poza pudełkiem

 

Na wycieraczce znalazłem pudełko. Żadnego adresu, nadawcy, nic. Wniosłem je do mieszkania, postawiłem w salonie i otworzyłem. W środku leżał kot. Wyjąłem go i posadziłem na podłodze. Siedział nieruchomo, wpatrując się w moje oczy hipnotyzującym spojrzeniem. Naciąłem skórę na nadgarstkach, wyciągnąłem żyły i zwinąłem w kłębek. Rzuciłem kociakowi, ale nie był zainteresowany zabawą. Wskoczył na parapet. Amorficzna bryła czerni rozpłynęła się w powietrzu niczym dym, zostawiając po sobie jedynie szeroki uśmiech i dwa opalizujące ślepia. Zajrzałem ponownie do pudełka. W środku cały czas leżał martwy kot. W obliczu ogarniającego mnie obłędu mogłem zrobić tylko jedno. Poszedłem do kuchni zaparzyć herbatę.

 

Wewnętrzne piękno

 

Powoli, zmysłowo rozchyliła nogi. Zbliżyłem się do jej nagiego łona. W miejscu gdzie powinna znajdować się łechtaczka ujrzałem zawleczkę zamka błyskawicznego. Ująłem ją delikatnie w palce. Powoli rozsuwałem zamek biegnący przez płaski brzuch, pomiędzy kształtnymi piersiami, przez smukłą szyję, aż do lekko odstającego podbródka. Gdy rozchyliłem płaty skóry, zachwyciło mnie jej wewnętrzne piękno. Bijący mięsień sercowy, falujące pojemne płuca, lśniące organy. Mozaika opleciona łagodnymi łukami żeber. Wsunąłem się pomiędzy serce i płuco, a ona zasunęła zamek. Od teraz będziemy razem na zawsze.

I wszystko byłoby pięknie i w ogóle, tylko czemu do cholery nie powiedziała mi, że nie jest monogamistką?

 

Za późno

 

Obudził się z potwornym bólem głowy. Ibuprom poprzedzony śniadaniem nie pomógł. Kiedy mężczyzna zobaczył się w lustrze, zrozumiał, co powinien był zrobić, ale było już za późno. Zdążył jedynie zadzwonić po karetkę i otworzyć drzwi.

Zespół ratowniczy znalazł go nieprzytomnego na podłodze, z opuchniętą głową. W szpitalu trafił od razu na salę operacyjną.

Gdy otworzył oczy, ból był ledwie wspomnieniem. Po obchodzie lekarz zaprowadził go do sali, w której stał przeszklony pojemnik. W środku małe, powykręcane stworki leżały nieruchomo.

– Musieliśmy operacyjnie usunąć te pomysły, które rozrosły się, zanim przelał je pan na papier.

– Czy one…?

– Niestety, wszystkie były poronione.

 

h
h

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: