polskie centrum bizarro

„Żal” by Michał J. Walczak

In Opowiadania on Luty 24, 2017 at 6:00 am

niedobreliterkitxtKiedy niedobroliterkowa ekipa otrzymała najnowszy tekst z cyklu sprokurowanego przez Michała J. Walczaka, Paskud stwierdził, że jest koment. Chyba chodziło mu o to, że jest kontent, ale przecież z Paskudem nigdy nic nie wiadomo…

My jednak, niedobroliterkowcy, a i Wy – nasi czytacze – z pewnością będziecie zadowoleni. A więc bądźcie, bo dostajecie to, czego oczekujecie. A jeśli tego nie oczekujecie, to i tak to dostaniecie. Czy Wam się to podoba, czy nie. A jeśli Wam się nie podoba, to… Zresztą, nie ważne. Czytajcie.

h

Żal

h

 

– Dryń, dryń. Dryń, dryń. Dryń, dryń. No odbierzesz w końcu, czy nie?! Dryń, dryń – czerwony telefon szybko się irytował. Nic dziwnego. Gorąca linia parzyła do żywego.

Przecież widzisz, że zajęty jestem! Nie siedzę! odparował detektor.

Nie wiem, czy zauważyłeś, ale nie masz tyłka, więc zdziwiłbym się, jakby było inaczej, dryń, dryń! – odwinął się aparat.

Z pozoru panowie nie żywili do siebie sympatii. Na szczęście w realiach stanowili świetną drużynę. Znali się od dawna, jeszcze z czasów stania na półce w sklepie. Przeszli niejedno i lubili się bardzo. Przede wszystkim ufali sobie, choć telefon niezły model potrafił wykręcić konkretny numer.

– Dryń, dry…

Dymu, melduję się. Tak, oczywiście, że jestem do dyspozycji, szefie. Tak. Już zapisuję wyjął z biurka kartkę i długopis. Przestępstwo seksualne, tak? Na gorąco… To co oni tam? zdziwił się i dłuższą chwilę słuchał. Ach, rozumiem. Udaję się natychmiast.

Coś poważnego? zainteresował się telefon, jak tylko rozmowa dobiegła końca.

Nie udawaj, że nie podsłuchiwałeś! mrugnął mu diodą wykrywacz.

Detektorze obruszył się telefon to jest linia ściśle ścisła i ja nie mam autoryzacji do podsłuchiwania.

Detektor uśmiechnął się pobłażliwie.

No dobra, wybacz i bądź czujny. Jak zamierzasz rozwiązać tę sprawę?

Jak najszybciej.

***

Ała, ała, ałaaa! – wrzeszczała w niebogłosy płyta CD.

– Przestań się zgrywać, to wcale tak nie boli – zaszydził żal i ścisnął jej dupę jeszcze mocniej. Syrena nadchodzącego detektora sprawiła, że nadliczbowi gapie odłożyli się na swoje miejsca.

Detektor podszedł żwawym krokiem do nieco zmolestowanej płyty CD. Z daleka stwierdził bez błędu, kto w tym macał palce.

Żal.

– Jak się pani czuje? Jaki jest z panią kontakt?

– No ten, którego wtyczka zerwała w zeszłym tygodniu. Latał taki luźny i się do mnie przyczepił.

– Rozumiem. Że tak zapytam niedyskretnie… Czy to tym sprowokowała pani żal, by panią za… pośladki ścisnął? – zlustrował ją niepewnie wykrywacz mimo chwilowego zawieszenia systemu.

– Nie, to przez pastę…

– Jak to przez pastę? Co się wydarzyło?

– Ktoś… Ktoś ją wykończył… – wybełkotała omdlewająca CD, a żal, z uśmiechem na cienistym ryju, dokręcał kurki.

– Robi się z tego głębsza sprawa! – wrzasnęła butelka, lejąc szklankę do pełna.

– Won mi stąd, żule! – warknął detektor. – Nie wszczynać awantur!

Po chwili, gdy dym zelżał, detektor zwrócił się do płyty:

– Pani CD, niech mi pani powie, co zaszło i gdzie leży tubka – tak wszyscy pieszczotliwie nazywali pastę do zębów. Dochodzenie nabrało charakteru osobistego. Detektor i tubka spędzali ze sobą mnóstwo czasu na jednej umywalce. W sekundzie przesnuły mu się przez głowę wspomnienia, jak razem się ślizgali po brzegach jej miski. Przerwał nagle miły ciąg, ubijając łapę żalowi, który właśnie próbował dobrać mu się do dupy.

– Ty p… – pohamował się detektor, co zabrzmiało jak odgłos życia uchodzącego z opony. – Z tobą nie będę rozmawiał. Jesteś z prasy?

– Nie, z bezrobosia…

– To zmywaj się stąd, zboczeńcu jeden! Ale już, bo porachuję kości!

Żal opuścił płytę. Zaczęła chodzić racjonalnie.

– Porachuję kości… wykrywaczu, wiem, kto to mógł wywrzeszczeć! Tubka leży pod TV, a to tuż obok.

– Kto, Brodka? – zainteresował się detektor.

– Nie, głośniki… Od tych wyjców można usłyszeć wszystko.

– Myślisz, że to one wykończyły pastę?

– Raczej nie – zacięła się CD – ale słyszałam, że współpracują z kompem i kamerką, więc mogą coś wiedzieć na ten temat. Pogadajmy z nimi.

***

Głośniki ledwo majaczyły w tle, jakąś polową muzykę, a poirytowana CD wrzasnęła w ich stronę:

– Ej, plastiki, grajcie co wiecie! Macie dwa wyjścia: albo współpracujecie, albo pozbawimy was prądu.

– Nie wiedziałem, że jesteś taka ostra, płyto… – wtrącił się wykrywacz.

– Panie dymu, mam na sobie wyraźnie napisane „2Pac”, ja żyję gangsterskim światem… – wymówiła zalotnie. Skopiowała to pewnie od jakiejś sławnej aktorki. Wykrywacz zignorował uwagę. Zerkając lekko z boku, dostrzegł bez trudu wyraźne symptomy przerysowania.

– CD, tylko dzisiaj przymknę oko na tak bezmyślne piractwo. Zmartwię cię, ale nie jesteś gangsterską płytą. „2Pac” odbiło ci się od opakowania zawierającego dwie płyty. Przykro mi. Tak ciebie chowali. Mogła się woda dostać… – wykrywacz umyślnie przemilczał napis „CIA top secret”. – Jesteś przeagentką, ale teraz wyjazzuj. Załatwmy tę sprawę.

– Nie, nie, nie! Szanowni państwo, nie tak! – dało się słyszeć głos zbliżającego się nerwowym krokiem mikrofonu. – Szanowni państwo, nie tak! Majk jestem. Majk Zenhajzer, ale mówią na mnie Zenek. Jeśli chcecie, szanowni państwo, mówić do głośników, to musicie mówić do mnie, a ja im przekażę.

– Dobrze, więc może ja? – przepchnął się z retorycznym pytaniem detektor mimo ciągłego braku niezbędnych łokci. – Drogie panie… ­– głośniki na widok wykrywacza spięły się odrobinę i zaczęły sprzęgać. Detektor, mimo zakłóceń, podjął niskim tonem:

– Drogie panie, czy mógłbym was prosić o nieznaczne obniżenie tonu, trochę nam tu huczy. Z góry dziękuję i proszę o udzielenie, stereo, odpowiedzi na moje pytanie. – Poczekał, nie obciążając translatora. Mikrofon kiwnął i odwrócił się w stronę kolumn:

– E, tuzy disco polo! Plastikowy porucznik Borewicz, tutaj, każe wam stulić membranki o połowę i śpiewać, co wiecie! – wrzasnął na całe ryło.

– Co wy wszyscy jesteście dzisiaj tacy agresywni? – zdziwił się detektor.

– Oj, sorry… Wiesz, ja mam przekaz uzależniony od tego, kto mówi… Myślałem, że wiesz… Władza, to musi na ostro… – Majk zaciął się jak lamus do karaoke.

– Zamilcz, sprzedawczy łbie! Porozmaw… – nie skończył, bo głośniki zaczęły śpiewać, jak im zagrano. The Pointer Sisters zaintonowały: I want to love you, feel you, wrap myself around you. I want to squeeze you… – nagle urwały. Włączył się „Big Deal”, potem Shaggy i „Wasn’t me”… Słychać było, że ktoś w tym mieszał. Podeszli w stronę półki ze sprzętem. Kilka szpargałów hejtuje ją do dzisiaj za to, że się chwali, że ma niezły. Plotka nigdy nie została potwierdzona.

– Okay, okay, my bez wódy, jak bez rozumu. Imprezy się tu mnożą! Gramy, co zapodacie! – dał się słyszeć dobrze znany wykrywaczowi głos zmieniarki płyt.

– Znowu się spotykamy. Mówiłem, że I’ll be back ­– detektor, jak na maszynę przystało, zabrzmiał po Arnoldowemu.

Zmieniarka zaprzestała procedury, zacinając się w pół nuty. Detektor wolno podszedł bliżej i klepnął ją w obudowę, przybierając stanowczy wyraz na sparciałym od czasu plastiku.

– Sprowadź mi tu kamerkę, ale już!

***

Kamera przyczłapał po chwili z okiem jak pięć groszy, czyli niezbyt zainteresowanym.

– Czego… – wycedził beznamiętnie, jednak zobaczył trochę dymu w pobliżu detektora i postanowił go bardziej nie drażnić – … sobie życzysz, wykrywaczu dymu? – dokończył dyplomatycznie.

Detektor, choć był sam, postanowił zagrać tego złego z dwójki stróżów.

– Chcę informacji – rzucił rzeczowo. – Żebyś nie miał wątpliwości, doskonale znam twoją siatkę. Infiltrowałem Internet od lat osiemdziesiątych. Niedługo was rozpracuję. Co wiesz o paście?

– Do zębów? – Kamerka dał sobie chwilę na przemyślenie, co nie umknęło uwadze detektora. Musiał przyznać, że wymiana baterii wyszła mu ostatnio na dobre. A pomyśleć, że tak się przed tym wzbraniał. Technika idzie do przodu w zastraszającym tempie – wzdrygnął się. Czasem nawet się martwił, że musiałby żyć wiecznie.

– Nie, kurwa, guacamole! Czy ty zawsze takie lagi musisz strzelać?

– To nie moja wina, ja jestem dobry. To przez sieć! ­– powiedział cicho kamera.

– Kończmy ten cyrk – ciągnął odpowiednim tonem wykrywacz. – Kto wykończył pastę? Telewizor coś widział?

– TV coś widział? Niee. Z niego takie teraz okno na świat jak z błota mydło do oczu. Trzeba płyt CD bezpośrednio pytać. Ja tylko widzę, ale to one pamiętają.

Dym się wzmagał, a wykrywacz dymu za tym nie przepadał, oj nie. Płyty wolały nie czekać na play ze strony detektora i popłynęły.

– My wszystko nagrałyśmy. Miałyśmy lecieć, ale pilot gdzieś się zgubił.

– Ja też miałam wtedy lecieć, detektorze – odezwała się CIA CD, nie patrząc w twarz wykrywaczowi. – Cała ta sytuacja była nagrana. Miałam cię sprawdzić. Jesteś doskonałym wykrywaczem, ale dałeś uciec napastnikowi. Mam na sobie dane świadczące o tym, że to żal ścisnął tym razem za mocno i to on wykończył tubkę. Już prawie trafiłeś w szeregi przeagentów. Niemniej ten błąd, póki co, kosztował cię karierę. Jedź na urlop. Spróbuj innym razem. Ja zajmę się żalem. Dzisiaj pewnie też będziemy się obściskiwać. Uwielbiam jego wina.

Morał:

Zawsze padać na tego, kto ma być winnym.

Żal stać pod parasolem.

h
h
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: