polskie centrum bizarro

„Życie skrzata to nie bułka z masłem” by Patryk Bogusz

In Opowiadania on Marzec 24, 2017 at 6:00 am

Hmm… Witamy po przerwie! Zastanawialiście się pewnie, gdzie byliśmy jak nas nie było… Knuliśmy na boku… Ale do rzeczy, czyli skupmy się na dzisiejszej aktualizacji. Otóż, autor Życia skrzata... powoli staje się niedobroliterkowym weteranem. Jak podliczyły redakcyjne skrzaty, liczba jego opowiadań, które pojawiły się u nas, zaczyna zbliżać się do dziecięciu. Wynik robi wrażenie, podobnie zresztą jak same teksty. Jeśli znacie poprzednie opowieści Patryka Bogusza, nie musimy Was zachęcać. Jeśli dotąd z nimi się nie zetknęliście – macie właśnie świetną okazję, żeby nadrobić zaległości.

Mocno polecamy!

h

Życie skrzata to nie bułka z masłem

 

h

Życie karła nie jest lekkie. Żywot przeciętnego obywatela jest wystarczająco ciężki, a co dopiero, gdy ma się metr dwadzieścia wzrostu, serdelkowe palce i odstające uszy. Wyobrażacie to sobie? Ciągłe docinki, zaczepki, uwagi, żarciki dotyczące wzrostu, dopytywanie, gdzie chowam garnek ze złotem…

Niedawno byłem na przyjęciu u znajomych. Każdy z gości chciał zrobić sobie fotkę z karłem. Do tego żona kolegi poprosiła, żebym ubrał się jak irlandzki, wredny skrzat, wiecie jak ten z cyklu filmów Leprechaun, czyli śmieszne zielone spodenki, kapelusz i śmierdząca naftaliną marynarka. Normalnie olałbym ją, ale obiecała dać się dmuchnąć na zakończenie imprezy. Jej mąż przesadzał z kwasami i szybko odpadał. Zamykał się w piwnicy i bazgrał kredkami po ścianach.

Jak słusznie podejrzewacie jako, że jestem ułomny wzrostem, nie za często trafia mi się okazja do bzykania, a przecież mam takie same potrzeby i jaja jak wy, wielkoludy!

Kilka godzin przed imprezą pojechałem do wypożyczalni kostiumów na Halloween. Pasował jak ulał. Chciałem jeszcze sztuczne zmarszczki, ale sprzedawca stwierdził, ze jestem wystarczająco brzydki i nic nie trzeba poprawiać. Przyjąłem do wiadomości i tak przybyłem na imprezę.

Zrobili sobie ze mnie maskotkę. O ile bycie przytulanym do spoconych cycków było w miarę przyjemne, to faceci śmierdzący tanią wódą przyciskający mnie do klaty, powodowali odruch wymiotny, z którym wciąż musiałem walczyć. Niestety, nie przewidziałem, że zostanę zgwałcony przez psa gospodarzy.

Owczarek niemiecki zapałał do mnie miłością, bynajmniej nie platoniczną. Broniłem się długo, ale załatwił mnie z zaskoczenia. Akurat chciałem przypomnieć gospodyni, że obiecała szybki numerek, otworzyłem usta, a te czworonożne bydle skoczyło na mnie i wcisnęło mi do gęby fiuta!

Nie ma nic gorszego w smaku niż przyrodzenie psa. Ugryzłem gnoja. Uciekł z podkulonym ogonem, a właścicielka rozpłakała się ze współczucia dla pieska. Zgwałcił mnie w twarz, a ta idiotka jeszcze na mnie nawrzeszczała.

– Jak mogłeś, ty przebrzydły trollu! – krzyczała.

– Nie jestem trollem! To bajkowe stworzenie, a ja jestem człowiekiem! – odpowiedziałem.

Nie pomogło. Wykopali mnie na zbity pysk. Dobrze, że na odchodne zdążyłem podiwanić flaszkę Jacka Danielsa. Taka mała rekompensata.

Przemierzałem samotnie ulice. Nie miałem ochoty wracać do domu. Rozmyślałem nad sensem swej marnej egzystencji. W ten sposób zderzyłem się z ulicznicą, panienką lekkich obyczajów, kurtyzaną, krótko mówiąc: dziwką.

– Uważaj trochę, dziecko.

– NIE JESTEM DZIECKIEM, LAFIRYNDO!!! – krzyczałem, ile sił było w płucach. – CO TY SOBIE WYOBRAŻASZ, WYDMUSZKO!

– O jej, ale wrażliwiec. Ktoś tu miał kiepski dzień.

– Raczej całe życie.

Złapała mnie za ucho jak smarkacza i poklepała po głowie. Ugryzłem ją w udo. Zawyła z bólu i psiknęła gazem. To niesamowite jak szybko wydobyła miotacz z torebki. Nic nie widziałem i pojawiły się trudności z oddychaniem. To nie był dzień karła (o ile jest taki dzień w roku!). Postanowiłem udawać martwego jak opos. Leżę i czekam, aż sobie pójdzie. Panienka nachyliła się i sprawdza puls.

– Nie ściemniaj – stwierdza – wstawaj, bo się przeziębisz.

– Trzeba było o tym pomyśleć, zanim użyłaś gazu!

– Nie histeryzuj, dziabnąłeś mnie, co miałam zrobić. Masz w ogóle jakieś szczepienia?

– JESTEM CZŁOWIEKEIM, KRETYNKO!

– I po co ta agresja, żartuję tylko.

Dziewczyna usiadła koło mnie. Wygrzebała jakieś chusteczki (nie widziałem i nie chcę wiedzieć skąd), po czym przetarła mi twarz. Nie dało to dużo, ale troszkę ulżyło.

– Trochę lepiej? – spytała.

– Trochę – syknąłem.

– O jej, teraz mi głupio, ale sam zacząłeś, co ci do cholery przyszło do głowy z tym gryzieniem?

– Sam nie wiem. Miałem naprawdę kiepski wieczór.

– Cóż, ja również. Chcesz papierosa?

– A nie zapali mi się twarz?

– W sumie nie wiem, ale chyba nie.

Zaryzykowałem. Paliła camele. Moje ulubione.

– Jestem Dasza.

– Nie słychać, żebyś była Rosjanką.

– Bo nie jestem.

– To skąd te imię?

– Pseudonim artystyczny, menago tak wymyślił, stwierdził, że w tej branży wschodnie imię to podstawa, faceci kochają dziewczyny zza wschodniej granicy. A ty jak masz na imię?

– Moje imię jest tak samo obciachowe jak mój wygląd.

– Twój wygląd nie jest obciachowy, jesteś słodki. Więc powiesz, czy to jakaś tajemnica?

– Bartłomiej. – Udało mi się otworzyć jedno oko i mogłem obserwować reakcję. Delikatny uśmiech. Dopiero wtedy zobaczyłem z jaką ślicznotką obcowałem. Była zjawiskowa, choć jak to powiedział kiedyś jeden polityk, „miała kurwiki w oczach”. Nie uwierzycie, ale pomimo cierpienia fizycznego (skóra wciąż płonęła żywym ogniem), podnieciłem się.

– Co mi się tak przyglądasz?

– Jesteś bardzo ładna.

– Ha ha, a skąd wiesz, jak nie widzisz wyraźnie?!

– Swoje widzę.

– Niezły czaruś z ciebie, najpierw gryzienie, a potem komplementy.

– Tak uczą karły podrywu.

– Wystarczyłoby, jakbyś zapytał za ile. I przepraszam jeszcze raz za gaz.

– Nie ma sprawy. Przyzwyczaiłem się.

– Chciałabym ci to wynagrodzić. Może pójdziemy do ciebie?

– Chyba mnie nie stać na takie rozrywki. Pracuję na straganie ulicznym, żongluję i naśladuję Warwick’a Davis’a…

– Kogo?

– Taki znany karłowaty aktor.

– Nie ważne, zabawa będzie gratis, w ramach przeprosin, a poza tym tak jakoś wzbudzasz współczucie.

– Dziękuję. Chyba…

Cóż, nie ma co się obrażać. Poszliśmy do mnie. Nastawiłem muzykę klasyczną, nalałem wino do lampek i odpaliłem kilka świec, podczas gdy Dasza odświeżyła się w łazience. Właściwie to nie wiem co dokładnie tam robiła, bo kiedy tylko przytknąłem usta do jej płci, poczułem odpychający zapach zgnilizny. Przycisnęła mi głowę i tkwiłem nosem w niej. Smród był nie do zniesienia. Coś w niej umarło czy jak? Myślałem, że dostanę torsji, ale zamiast tego straciłem przytomność.

Kiedy się ocknąłem, byłem przywiązany do krzesła. Ręce, nogi, a nawet głowa pozostawały unieruchomione. Dziewczyna siedziała vis a vis i patrzyła mi w oczy. Paliła papierosa.

– Co się dzieje? – spytałem.

– Koniec gry, złośliwy trollu.

– Nie rozumiem. To przez to, że zemdlałem? Nie moja wina, wąchałaś się tam?

– Nie przesadzaj, to tylko tampon namoczony płynem na skrzaty.

– Co ty pieprzysz?

– Widziałam cię na przyjęciu. Nie miałam pewności, zresztą nie przewidziałam afery z psem Marioli.

– Śledziłaś mnie?

– Oczywiście. Obserwowałam cię od kilku tygodni. Musisz mi oddać złoto.

– Jakie kurwa złoto?

– Swój garnek.

– JESTEM CZŁOWIEKIEM, TY GŁUPIA CIPO!

Wtedy poznałem prostą zasadę stanowiącą, że nie należy wyzywać kobiety, podczas gdy jest się związanym. Złapała za korkociąg i wbiła mi go w oko. Ból, który nawiedził mój mózg, jest nie do opisania. Krzyczałem i zsikałem się w gacie.

– Gdybyś był człowiekiem, ty mała kłamliwa mendo, to nie zemdlałbyś od zapachu specyfiku! – Wyciągnęła z torebki małą puszeczkę z wizerunkiem przekreślonego skrzata i przeczytała z etykiety: AntyLeprechaun gwarantuje skuteczną obronę przed magiczną istotą. Wystarczy by poczuł kilka kropel, a stanie się bezbronny jak jego ofiary. Producent w przypadku udowodnienia nieskuteczności środka zobowiązuje się do przyjęcia reklamacji i zwrotu kosztów oraz pokrycia leczenia po spotkaniu z mitologiczną istotą.

– Słuchaj, nie wiem, kim jesteś, ale krzywdzisz człowieka, takiego samego jak ty…

– Jestem wiedźmą, idioto! Tyle, że biedną.– Wysunęła ogromnie długi język, który oplótł moje ciało jak wąż. Przeszedł po szyi, klatce piersiowej i rozerwał rozporek spodni, by po chwili wydobyć na wierzch przyrodzenie.

– Ale masz ogromnego fiuta!

To fakt, trzydzieści trzy centymetry robią wrażenie. Szczególnie, że kobiety, które widziały mnie nago, raczej były uprzedzone, ze względu na niski wzrost. Po zdjęciu spodni często gęsto stały wpatrzone w mego penisa, wyglądały jakby zobaczyły ducha. Na twarzach niektórych z nich gościł uśmiech, na innych grymas przerażenia.

Dasza schowała język i zapaliła kolejnego papierosa. Przykucnęła i patrzyła.

– Jest piękny.

– Dziękuję – wydukałem. Korkociąg w oku nie dawał o sobie zapomnieć.

– Miałam cię okraść, a następnie ugotować, ale widzę w tobie spory potencjał…

– Odradzam gotowanie.

Nie odpowiedziała. Zamiast tego wyciągnęła z torebki telefon i wybrała numer.

– Władimir, tu Dasza, tak wiem, rozumiem, słuchaj ja w takiej sprawie, nie uwierzysz, ale znalazłam skrzata, znaczy on twierdzi, że cierpi po prostu na karłowatość, ale ściemnia, słuchaj nie wszystko ma małe, ma największego naganiacza jakiego w życiu widziałam, nie mogę od niego oderwać wzroku. Czekaj, zapytam go. Słuchaj, nie masz problemów z erekcją?

W tym momencie miałem. Przeszkadzał mi przyrząd wbity w gałkę oczną.

– W normalnych okolicznościach nie mam. Szczerze mówiąc teraz jest w połowie wzwodu… – Nie dziwcie mi się, cały czas patrzyłem na jej cycki. Mówcie, co chcecie, ale czarownice potrafią zadbać o cycuszki.

– Tak, mówi, że wszystko działa. Rozumiem, ale kurcze, ma mi dać złoto… No dobra, dobra, nie prawie nic mu nie zrobiłam, no z okiem będzie problem, ale da mu się przepaskę. Tak, doskonale znosi ból. Dobrze, przecież mówię, że nic mu nie zrobię. Tak, czekam na ciebie. Ok. Pa. – Rozłączyła się. – To twój szczęśliwy dzień. Chciałbyś zostać aktorem porno?

– A wyciągniesz mi najpierw ten syf z oka?

– Jasne.

Tak oto straciłem oko, zostałem gwiazdorem sadystycznego porno i ocaliłem swój garnek ze złotem. Życie bywa niesamowite.

h
h
Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: