polskie centrum bizarro

„Non omnis moriar” by Zeter Zelke

In Opowiadania on Kwiecień 7, 2017 at 6:00 am

Dzień Kobiet już dawno za nami. Kwiatki w kwiatkach, kwiatki w słodkich, a nawet kwiatki w płynie zostały już przekazane kochanym biało-, czarno- i rudogłowym Paniom. A dziś jedna z nich, zapewne w ramach retorsji, raczy nas doskonałym opowiadaniem utrzymanym w nieco paranormalnych klimatach.

Smacznego!

I pamiętajcie, żeby nigdy, przenigdy nie dawać Waszym ukochanym suszonych kwiatów!

To ponoć przynosi pecha.

h

Non omnis moriar

h

Adrian Palicki kołysał szklanką, pogrążony w zadumie. Pływające w szkockiej kostki lodu uderzały o ścianki ze stłumionym brzdękiem. Adrian zataczał szklanicą coraz szersze kręgi, tylko częściowo świadom otoczenia. Ludzie wokół rozmawiali, a z poukrywanych w rogach lokalu głośników sączył się jazz. Klub był słabo oświetlony, tylko bar raził oczy neonami. Sprytny barman dobrze wiedział, że ćmy prędzej czy później przylecą do światła.

„Złapcie Oczołowa, detektywie Palicki, albo za tydzień obaj zawiśniemy na tej lampie!” – powiedział wczoraj komendant Prus Krakowczyk. Wczoraj – gdy morderca znowu zaatakował i znowu zostawił ich z pustymi rękoma. I jak zwykle przy podobnych okazjach, Palicki zadumał się nad tym, co rodzice mieli na myśli, nazywając syna Prus. „Nie obchodzi mnie jak to zrobisz, Adrian. Jak zaraz czegoś nie wymyślimy, zjedzą nas z butami, ciebie i mnie!”. Gdy Prus zwracał się do niego po imieniu, oznaczało to, że mówił Krakowczyk „stary kumpel”, nie Krakowczyk „przełożony”. A starego kumpla ciężej było zignorować. Tym bardziej, że rzeczywistość nie nastrajała optymistycznie. Łodzianie coraz bardziej się bali (i trudno było im się dziwić), największe media nakręcały panikę (haniebne, ale w gruncie rzeczy niespecjalnie zaskakujące), policja nie miała powodów do zadowolenia, morderca ciągle przebywał na wolności, a wiedzieli o nim raptem tyle, że lubił wyłupywać swym ofiarom oczy.

Kilka dni temu Ela Comber wpadła na pewien pomysł, który Adrian jeszcze wtedy zbył śmiechem. Po wczorajszej rozmowie z komendantem jednak wiele się zmieniło. Elżbieta Comber była dobrą znajomą oraz łebską dziennikarką śledczą, która czasem imała się nieortodoksyjnych metod. Adrian tolerował jej dziwne pomysły, traktował z pobłażaniem. Teraz zaś – sącząc drinka w klubie jazzowym – rozstrzygał, czy Comber zaraziła go szaleństwem, czy to tylko sytuacja stała się tak dramatyczna.

Dwa lata temu w Aleksandrowie Łódzkim pracował nad sprawą zaginięcia dwunastolatki. Adrian, jak zresztą większość policjantów, prędzej zaufałby portfel biedakowi, niż informację dziennikarzynie. Ela stanowiła chlubny wyjątek. Być może przez fakt, że pisała dla małej gazety będącej projektem obywatelskim, o dziwo – udanym. A projekty obywatelskie (zwłaszcza udane) wzbudzały w Palickim sympatię. Wszak gdy rozpoczynał karierę w policji, był młody, piękny i pełen ideałów – chciał służyć demosowi, chciał służyć pro publico bono. Zderzenie z rzeczywistością gwałtownie odczarowało jego światopogląd, niemniej coś tam z idealisty wciąż w nim przetrwało. Być może widział w lokalnej gazecie Elżbiety mikroskopijne potwierdzenie tego, że młodzieńcze sny o społeczeństwie światłych obywateli nie były zupełnie bezpodstawne. Reportaże publikowane w dzienniku były w zasadzie bezstronne, dlatego o przebiegach śledztw rozmawiał z Comber i nikim innym. Pozostałym mediom zostawiał do dyspozycji kolegów i koleżanki biorących udział w sprawach.

Aż tu dzień po oficjalnym rozpoczęciu dochodzenia w Aleksie pojawiła się ona: kobieta przeciętnego wzrostu, szczupła, krótkowłosa szatynka o zielonych oczach – Zenia Romowicz. Powiedziała, że potrafi komunikować się z duchami. Adrian wraz z zespołem wydrwił ją na miejscu, lecz nie Ela. Ona zaczęła przekonywać ekipę, że zaangażowanie medium jeśli nie pomoże, to na pewno nie zaszkodzi. Jedyne, czego Zenia potrzebowała, to znaleźć się tam, gdzie ostatnio widziano zaginioną. Palicki nie miał nic do stracenia, pozwolił zabrać kobietę we właściwe miejsce, lecz sam nie brał udziału w paranormalnym dochodzeniu. Z góry wiedział, do czego to się sprowadzało: kolejne „medium” wywęszyło sposobność do uwiarygodnienia swych szachrajstw, aby móc potem kasować grube tysiące. Palicki nie miał dobrego zdania o ludziach, żerujących na bólu żałobników i nadziei zdesperowanych, dlatego umył ręce. Elżbieta zaś niemal deptała Romowicz po piętach. Dwa dni później, gdy sprawa zaginięcia została zamknięta, jej artykuł rozsławił lokalną gazetę.

„Medium pomaga policji w odnalezieniu zwłok dziecka! Dwunastolatka z Aleksandrowa Łódzkiego zamordowana przez wujka-paranoika”.

W artykule zabrakło informacji o niespodziewanej bohaterce dochodzenia, co było niepodobne do Comber. Adrian był szczerze zdumiony.

– Szukałam o niej wieści wszędzie – zwierzyła się Elżbieta, gdy zapytał o artykuł. – Myślałam, że będzie łatwo, wszak które medium nie zabiłoby za taki sukces, nie? Lecz o Zeni Romowicz ani widu, ani słychu.

Dwa tygodnie później Ela poinformowała go, że wielkim nakładem pracy z domieszką niebywałego szczęścia dotarła do osoby, która kiedyś skorzystała z umiejętności Zeni:

– Dziadek był przerażony. Spodziewał się usłyszeć coś w stylu: „Twoja zmarła córka cię kocha i ciągle jest z tobą”. Tymczasem usłyszał, że wpadła w szał, gdy dowiedziała się, że sprzedał działkę, by spłacić długi, wsiadła do samochodu, jechała za szybko, zjechała do rowu, zderzyła się z drzewem i w samochodzie umarła, za wszystko winiąc ojca. To by tłumaczyło, dlaczego nie ogłasza się w sieci. Nikt nie chciałby usłyszeć czegoś takiego. Staruszek dał mi jej wizytówkę. Dzwoniłam ze sto razy. Znam nagranie z jej poczty głosowej na pamięć. „Wstanę tylko w pilnej sprawie.” Musi mieć kamienny sen!

Ela nigdy nie pozbyła się wizytówki. Gdy tego dnia nad ranem zasugerowała, że sprawa Oczołowa była pilna, Palicki zgodził się, choć pełen wątpliwości. Ela wykonała telefon i o dziwo Zenia odebrała. Dziennikarka umówiła medium i detektywa na spotkanie w łódzkim klubie jazzowym przy Piotrkowskiej o szóstej wieczorem. Takim oto sposobem Adrian czekał w półmroku i wysuszał drugiego drinka, próbując wybaczyć samemu sobie, że za ostatnią deskę ratunku obrał kobietę utrzymującą, że ma kontakt z zaświatami.

– Musi być pan bardzo zdesperowany.

Odwrócił leniwie głowę w stronę, z której dobiegł kobiecy głos.

Zenia patrzyła na niego z góry, dokładnie taka sama, jak ją zapamiętał z Aleksandrowa. W jej zielonych oczach odbijało się światło ulicznych latarni.

– Jestem – przyznał Palicki. – Nie wierzę…

– Nie dziwię się. Osoby o prawdziwie nadprzyrodzonych zdolnościach można policzyć na palcach jednej ręki.

– Naprawdę? – Adrian pociągnął kolejny łyk, zastanawiając się, czy Romowicz wyłowiła w jego głosie tę odrobinę drwiny, której nie potrafił sobie odmówić. – Ilu?

Zenia podniosła prawą dłoń, pokazując cztery palce.

– To bardzo… – odchrząknął – konkretna odpowiedź.

– Chodźmy, detektywie. Twoje miasto cierpi. – Romowicz poprawiła kołnierz ocieplanej kurtki. Wprawdzie była jeszcze jesień, lecz już czuć było w powietrzu mroźne tchnienie zimy.

Wyszli z klubu na ludną ulicę i wmieszali się w tłum przechodniów. Zenia szła blisko oficyn. Od czasu do czasu wyciągała rękę, by musnąć chropowatą zabudowę opuszkami palców.

– Ela powiedziała mi, że wczoraj znaleźliście ciało – mówiła. – Gdzieś na Piotrkowskiej. Muszę znać dokładne miejsce.

– Nieźle sobie radzisz sama. – Adrian spojrzał na jej palce, przesuwające się po kamienicy. – Ściany mówią ci, dokąd iść?

– Miasta mają oczy. I pamięć. I codziennie umiera w nich wielu ludzi. Gdy człowiek odchodzi, tam gdzie zginął pozostawia świadomą cząstkę siebie. Kiedy dotykam oficyny, latarni, chodnika, mam kontakt z tymi, którzy umarli w bezpośredniej okolicy. A oni obserwują, zapamiętują, wymieniają między sobą informacje. Tym, co wiedzą, zazwyczaj chętnie się dzielą.

– Ależ potencjał dla kryminalistyki! – sarknął Adrian. – Jak nauczyłaś się z nimi rozmawiać?

– Mając z nimi coś wspólnego. To tutaj! – Zenia skręciła w podwórze.

Adrian postąpił za nią, zaskoczony. Zamierzał świadomie przejść miejsce zbrodni, lecz Romowicz nie dała się nabrać. Zwolniła, pochyliła się, by dotknąć kocich łbów na uliczce, potem drzwi oraz ścian. Wskazała palcem okno na podwórzu, jakby między nią a nim trwały jakieś ustalenia. Wreszcie podeszła do kosza na śmieci, w którym znaleziono ciało. Służby porządkowe zmyły ślady krwi zaraz po tym, jak zabezpieczono dowody. Nikt oprócz śledczych i przypadkowych gapiów nie wiedziałby, że wczoraj właśnie tam odkryto oślepione zwłoki. Zenia oparła dłonie na kontenerze, zamknęła oczy, pochyliła głowę.

– Morderca jest elektrykiem, ma około czterdziestki, wysoki, szczupły, szatyn, ma wąsy oraz bliznę w kształcie „u” pod prawym okiem. Nosi bawełniane koszule w szkocką kratę i…

– Ogrodniczki! – Adrian złapał się za głowę. – Cholera, dlaczego o tym nie pomyślałem!

– Spotkaliście go wcześniej?

– Naszym pierwszym podejrzanym był okulista. Ma zakład kilka przecznic wcześniej.

– Morderca nie jest okulistą.

– Tak! – Adrian wyłuskał telefon i wybrał numer na komendę. – Elektrykiem jest brat okulisty. Przesłuchaliśmy go tylko pobieżnie, robił wrażenie śmiertelnie…

– … chorego. – Zenia pokiwała głową. – To prawda. Wasz Oczołów umiera.

– Muszę zadzwonić!

 

***

 

Po telefonie Palickiego tymczasowo aresztowano brata podejrzewanego wcześniej okulisty, elektryka Edwarda Dresewskiego. Zabrano go jak stał: w czerwonej bawełnianej koszuli w kratkę oraz ogrodniczkach. Potwierdzono, że trzy miesiące temu lekarze zdiagnozowali u niego złośliwy nowotwór, praktycznie bez szansy na wyleczenie. Mniej więcej wtedy zaczęli ginąć przypadkowi ludzie, których oczy jeszcze za życia były wyłupiane. Edward „Oczołów” Dresewski przyznał się do winy tej samej nocy. Dzięki niebywałemu talentowi Romowicz dostarczono niezaprzeczalnych dowodów, odnalezionych w komórce opuszczonego domu, należącego do zmarłej matki braci.

Ku zaskoczeniu Adriana, Zenia chciała jak najszybciej usunąć się w cień, by nie ściągnąć zainteresowania pozostałych śledczych, co nie było trudne z uwagi na euforię, jaka zapanowała na komendzie. Detektyw nie naciskał, choć ta skromność wydawała mu się co najmniej dziwna. Zaproponował, że podwiezie ją do domu, lecz kobieta stanowczo odmówiła. Po usilnych naleganiach zgodziła się na jego kompanię w drodze na nocny przystanek autobusowy.

– Wciąż nie mogę w to uwierzyć – przyznał. – Dałaś mi dzisiaj wiele do myślenia.

– Lepiej o tym zbyt długo nie dumać. Słyszeć dziesiątki świadomości, pozamykanych w strukturach miast, miasteczek i wiosek, to nic przyjemnego.

– Więc czemu to robisz?

– By zbilansować złą karmę.

– Gdy Ela usłyszy tę historię, będzie nie do wytrzymania. Wiesz, ona wierzy w medium.

– Wolałabym, abyście im nie ufali. Jak rzekłam, istnieje nas tylko czworo. Przynajmniej na tę chwilę. Wszyscy pozostali to oszuści.

Adrian zmrużył oczy, uśmiechając się pod nosem. Podszedł do automatu z biletami, aby zafundować medium drogę powrotną do domu.

– Niemal widzę, jak przesuwają się kółka zębate w twojej głowie. – Zenia roześmiała się w głos.

– Skąd wiesz, że żyje was tylko czworo? – drążył Adrian, przesuwając palcem po ekranie automatu. – Macie jakąś telepatyczną więź?

– Nie słuchałeś uważnie… – Romowicz stanęła za jego plecami i dodała tak dobitnie, że Palickiemu aż ścierpła skóra: – Nie powiedziałam przecież, że żyjemy.

Adrian poczuł liźnięcie zimna na karku. Odwrócił się gwałtownie i zamarł. Przystanek autobusu nocnego był pusty. Zenia jakby rozpłynęła się w powietrzu, zniknęła bez śladu.

Sięgnął po komórkę i kostniejącymi palcami odnalazł jej kontakt, który spisał z wizytówki. Wybrał numer i przyłożył aparat do ucha, rozglądając się na boki w nadziei, że jednak zobaczy gdzieś kobiecą postać w ocieplanej kurcie. Po kilku sekundach w telefonie odezwała się automatyczna sekretarka: „Tu Zenia Romowicz. Śpię. Zostaw wiadomość. Wstanę tylko w pilnej sprawie.”.

h
h
Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: