polskie centrum bizarro

Recenzja powieści „Armadillo” Bartosza Orlewskiego

In Recenzje książek i publikacji BIZARRO on Maj 11, 2018 at 6:00 am

Śmierć ma różne oblicza. Dla jednego będzie to pędzący sto kilometrów na godzinę TIR, dla drugiego stojąca koło łóżka kostucha, ktoś jeszcze inny umrze we śnie, zupełnie nieświadomy, co się z nim stało. Różne są też poglądy na to, co czeka nas po drugiej stronie. Raj, piekło, wieczny niebyt, kolejne wcielenie… To tylko kilka z setek, jeśli nie tysięcy teorii. W każdym razie powiedzenie mówi, że śmierć to dopiero początek. Oczywiście, każdy z nas liczy, że będzie ona początkiem czegoś lepszego. Cóż, czasem można się przeliczyć.

Tom miał pecha. I to dużego. Planując napad na bank znajdujący się w niewielkim miasteczku Armadillo, nie spodziewał się, że jemu i jego kompanom przyjdzie zmierzyć się z siłami nadprzyrodzonymi. A dokładniej z potężnym magiem, który postanowił przekląć miasto i jego mieszkańców. Teraz wszyscy są martwi, a Tom stał się upiorem, strażnikiem Armadillo. Pożerającym dusze potworem o ognistych oczach.

Mija sto lat i klątwa zaczyna słabnąć. Niestety, dla Toma nie oznacza to wyzwolenia, a jedynie wolność od znienawidzonego już miasta. Mężczyzna wplątuje się w intrygę pomiędzy bytami potężniejszymi niż on oraz czarownik, który zmienił go w monstrum.

Tak mniej więcej przedstawia się fabuła „Armadillo”, książki Bartosza Orlewskiego. Sięgając po tę pozycję spodziewałem się, no cóż, westernu. Westernu w stylu tych z Clintem Eastwoodem, gdzie jedyny sprawiedliwy robi porządek z tymi, którzy komuś zagrażają, bądź mści się na tych, co mu dopiekli. I dlatego prolog opatrzony tytułem „Armadillo, 2016”, nieco mnie zdziwił. Hmm… To nie będzie westernu? No nie będzie. Pojawiają się oczywiście nawiązania, masa nawiązań, ale akcja jako tako dzieje się współcześnie.

Z jedynego sprawiedliwego też nic nie wyszło. Główny bohater, Tom, choć można powiedzieć o nim wszystko, to na pewno nie to, że jest sprawiedliwy. To zwykły bandzior, który podczas napadu na bank miał po prostu pecha. Został zmieniony w upiora i zmuszony do pilnowania przeklętego miasteczka zagubionego gdzieś pomiędzy światami. Sam dokładnie nie rozumie swoich umiejętności i choć nieźle włada magią, nie pojmuje zasad jej działania. Ot, korzysta z tego, co dostał. Dla swego pana pożera dusze tych, co w swej głupocie ośmielili się wedrzeć do Armadillo. Dzięki temu poznaje ich myśli, uczucia, przejmuje wiedzę. Gdy klątwa wreszcie słabnie, a on może wyrwać się ze swego więzienia, rusza przed siebie i zachowuje się trochę jak pies spuszczony ze smyczy. Chce po prostu zaszaleć i ma gdzieś konwenanse.  Z innymi postaciami jest zresztą podobnie. Nie ma tu typowo dobrych i typowo złych bohaterów. Każdy ma swoje za uszami, każdy kieruje się niezbyt szlachetnymi pobudkami. Dominuje raczej ciemna strona mocy. Swoją drogą panteon pojawiających się istot jest naprawdę ogromny. Żywa księga, upiory, wampiry, czarownice, człowiek- miasteczko…

Książkę ciężko zakwalifikować na sztywno w jakimś podgatunku. Znajdziemy tu bowiem elementy horroru, komedii, westernu, bizarro, ghost story, weird fiction… Najlepiej chyba poprzestać na stwierdzeniu, że to po prostu fantastyka, w całym zakresie tego słowa.

Pora przejść do spraw technicznych. Książkę czyta się szybko, to jej niewątpliwy plus. Akcja błyskawicznie rwie do przodu i wydawało mi się, że w niektórych momentach nawet ciut za szybko. Nieco irytujące były przeskoki z miejsca na miejsce. Wątek urywał się nagle i zaczynał znowu zupełnie gdzieś indziej. Do tego fabuła prowadzona jest, według mnie, nieco chaotycznie. Musiałem czasami cofać się do tyłu i pewne momenty przeczytać jeszcze raz, żeby zrozumieć o co chodzi. Pod tym względem najspokojniej napisany jest ostatni rozdział, „Życie po epilogu”. Tutaj wszystko było zrozumiałe i bardziej stonowane. Opowieści poszczególnych postaci są ciekawe i fajnie łączą się w jedną, spójną historię.

Reasumując, „Armadillo” to książka niezła. Nie pozbawiona, według mnie, wad, ale nikt nie żąda, by każda powieść była od razu arcydziełem. Oryginalni bohaterowie, dużo bijatyk, pokręcone uniwersum – to wszystko plusy, dla których naprawdę warto po „Armadillo” sięgnąć. Zwłaszcza, że, jak pisałem wcześniej, lektura nie powinna zająć więcej niż kilka wieczorów.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: