polskie centrum bizarro

„Fajkers i magiczny terminal” by Grzegorz Michałowski

In Opowiadania on Styczeń 10, 2019 at 6:00 am

Zbyt rzadko na naszym bizzarowym poletku pojawia się postać równie barwna, co tytułowy Fajkers z opowiadania Grzegorza Michałowskiego. Z pewnością pamiętacie Pewnego Apacza, który zapewne jeszcze kiedyś zajedzie do nas na swym wypasionym mustangu. Fajkers jest zupełnie inny, mocno zakotwiczony we współczesności, pop, kontr i kulturze, a także w technologicznych gadżetach, aczkolwiek nie można mu odmówić pewnej technicznej fantazji. O tym jednak warto przekonać się naocznie, czytając literki pod spodem…

Fajkers i magiczny terminal

Był początek listopada. Fajkers chciał rozpocząć dzień standardowo – od ciepłego piwa kraftowego. W całym domu znalazł jednak tylko wodę mineralną. Ponadto na koncie nie miał żadnej kasy, czego od wielu miesięcy nie mógł zrozumieć. Piwa kraftowe, owszem, kosztowały trochę więcej niż koncerniaki, lecz to nie mogło być przyczyną aż takiej finansowej posuchy. W kieszeni znalazł tylko żółtego bitcoina, zrobionego na frezarce przez znajomego Białorusina, ale za niego nic by przecież nie kupił. Za chwilę miał lecieć zamiatać podwórko swojego szefa, bo służby miejskie nie obsługują prywatnych posesji.

Ale chłop! – pomyślał. – Co ze mnie za informatyk, który musi nosić drewno, zgarniać liście i sprzątać po cudzym psie?

Przed wyjściem do roboty Fajkers postanowił jeszcze wrzucić parę komentarzy do sieci, aby zwrócić na siebie uwagę, i już mógł lecieć dogadzać miastowemu za odpowiednią sumkę.

Czas w pracy zawsze bardzo się Fajkersowi dłużył. Logować się na serwery prawie nie musiał, bo wcześniej dobrze je skonfigurował. Tego dnia nie mógł wciągnąć kabli na słup u nowego użytkownika, bo gniazdo os uniemożliwiło pracę. Zresztą i tak nie miał drabiny. No, i badań wysokościowych. Swoje godziny musiał jednak odbębnić, wykonując inne ważne zadania. Sprzątał więc psie kupy i zgarniał liście na posesji szefa. Robił to z taką gracją i spokojem, że na grabiach przysiadały zmęczone ptaki.

– Co mam zrobić, by uwolnić się od tego wyzyskiwacza? – rozmyślał. Od lat trzymała go tam jakaś niewidzialna siła. Nikt nie wiedział dlaczego, oprócz jego samego. Tę tajemnicę znał tylko on.

Ale dziś wszystko miało się zmienić. Wśród literatury czytanej ostatnio przez Fajkersa był poradnik „Od troglodyty do celebryty” autorstwa internetowego coacha i mówcy motywacyjnego. Wypociny coacha dały Fajkersowi takiego kopa, że postanowił w końcu wziąć się w garść. Katalizatorem zmian był oczywiście brak piwa kraftowego.

– Jesteś zwycięzcą! Jesteś zwycięzcą! – powtarzał sobie w kółko Fajkers. Wtedy właśnie wpadł na pomysł następujący – podpierdolić swojego szefa do sądu pracy i wydębić odszkodowanie za zmuszanie do wykonywania zadań nienależących do zakresu obowiązków. Ukrytym dyktafonem chciał nagrać szefa, aby mieć dodatkowy dowód na to, jak jest poniżany.

Po pracy wybrał się więc na spotkanie z szefem, który jednak tego dnia, korzystając z dobrej pogody, ruszył w miasto na czterech kółkach. Fajkers nie był na to przygotowany. Aplikacja do nagrywania rozmów mu nie działała, więc wiązanki bluzgów, którą szef przerwał jego raport o wykonanych zadaniach, i tak nie udałoby się nagrać.

Mimo że Fajkers przez lata nie był w stanie od szefa-wyzyskiwacza odejść, to był jednak na to odejście dobrze przygotowany, gdyż już wcześniej dowiedział się od Moonera, jak przeżyć tydzień na frytkach z Biedronki.

Mooner to entuzjasta elektroniki i programowania. Mimo tego nie wie, czym są w Pythonie wycinki, dekoratory i listy funkcyjne. Ale gdyby wiedział, to stołowałby się w restauracjach lub przynajmniej barach mlecznych, a Fajkers nie uzyskałby od niego tej cennej wiedzy o frytkach.

Główny plan nie wyszedł, a Fajkers pilnie potrzebował haków na szefa.

Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana – pomyślał.

Planując w drodze powrotnej z pracy swój modus operandi w stosunku do szefa, zauważył w otwartym oknie sąsiedniego domu kobietę grającą jedną ręką na pianinie. Nie zwrócił uwagi na to, że nigdy wcześniej jej tam nie było. Miał najdroższego smartfona, bo do wszystkich nowości był zawsze pierwszy, więc szybko odpalił właściwą aplikacje, która znalazła ten piękny utwór. Anielska muzyka Eda Sheerana sprawiła, że Fajkers zaczął głośno myśleć.

– Chciałbym to zagrać Ksarze – wydukał o swojej lubej.

Problem w tym, że nie umiał grać na pianinie, a Ksara od jakiegoś czasu miała już męża i dziecko. Poza tym przeniosła się do miasta, a miastowymi Fajkers pogardzał.

W tym momencie coś na niego spłynęło i wpadł na pomysł diabelski – uzyskać dostęp do prywatnych wiadomości szefa! Nie wiadomo, czy pomogłoby mu to odmienić los i przekuć swoją niedolę w sukces, ale próbować trzeba. Może wiedział podświadomie, że w dzisiejszych czasach od pieniędzy ważniejsze są informacje.

A w kwestii inwigilacji specjalistą był Mitnick. Zawsze wiedział, gdzie kto był, co tam robił oraz co kto komu pisał i dlaczego. Nawet strach było użyć jego ksywy, choćby odmienionej przez przypadki i z celowym błędem mającym oszukać filtry, bo Mitnick w sobie tylko znany sposób daną wiadomość zawsze odczytał.

Ten sposób poznał jednak i Fajkers – był to magiczny terminal!

Dawał on wgląd w wiadomości dowolnej osoby. Wiadomo było, że działał doskonale, bo Mitnick wiedział o Fajkersie wszystko. Skąd Fajkers dowiedział się o istnieniu terminala do dziś nie wiadomo, ale na pewno były to wiarygodne i niezależne od siebie źródła. Z innych nie korzystał. Wszystko musiało być dokładnie sprawdzone i udowodnione, jak ma to miejsce w informatyce, gdzie obowiązują zasady logiki. Postawisz dwukropek zamiast średnika i program nie zadziała. Wszystko musiało się zgadzać.

Mitnick używał terminala przeciwko Fajkersowi!

O istnieniu tego magicznego urządzenia szybko dowiedziało się więcej osób, bo jak coś wie Fajkers, nawet w tajemnicy, to za chwilę wiedzą to już wszyscy znajomi. Fajkers starał się zadbać, aby o tym małym urządzonku Mitnicka huczała cała wieś. Niestety, nikt mu nie wierzył, a jego rewelacje były określane mianem wiejskiej legendy.

To tylko kwestia czasu – pomyślał Fajkers. – W końcu od czego są darmowe SMS-y?

Metodycznie epatował więc swoim odkryciem w myśl zasady, że nieznana prawda powtórzona tysiąc razy staje się już znana.

Też chcę być tak potężny i czytać prywatne wiadomości – dumał. I wszystkie je pamiętać, bo Mitnick nigdy się nie myli. Mimo że internetowy coach pisał, że to niemożliwe. Fajkers też nie dawał temu wiary, bo gdy słał po pijaku SMS-y do dziesięciu osób, to później nie pamiętał co i komu wysłał.

Takiego terminala potrzebował teraz Fajkers. To był dla niego Święty Graal. Na Allegro go nie znalazł, a na dostawę z AliExpress i tak by nie chciał czekać ruski miesiąc. Wpadł więc na pomysł przechwycenia terminala! Mógł upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, bo oprócz prześwietlenia szefa, terminal pomógłby w rozwiązaniu różnych zagadek, w tym kasy znikającej z konta. Fajkers wiedział, że Mitnick terminal ma zawsze ze sobą i już na dziś planuje wizytę we wsi Fajkersa, która słynie z produkcji najlepszej tradycyjnej włoskiej pizzy! Ustalenie miejsca nie sprawiało problemu, bo działający lokal był tam już tylko jeden. Drugi został zamknięty po donosie Fajkersa do sanepidu, że pizza zawierała kawałki potłuczonego szkła.

Fajkers nie znał godziny spotkania, więc już od zmroku przyczajony w zaroślach i zmarznięty obserwował przeszklony lokal, czekając na pojawienie się Mitnicka z ekipą. Później kolejna godzina obserwacji, jak towarzystwo degustuje najznamienitsze piwa kraftowe i raczy się najlepszą pizzą w powiecie.

Gdy już w końcu Mitnick wyszedł na chwilę do toalety, Fajkers wparował do lokalu w czapce z daszkiem i okularach przeciwsłonecznych dla niepoznaki. Gdy dopadł do stolika, Mooner wygłaszał monolog o bitcoinie, nie zważając na to, że nikt go nie słucha – wszyscy stali w kolejce do baru. Fajkers dowiedział się więc o trendzie spadkowym, który od roku doprowadził do spadku kursu bitcoina o 80%, i że Mooner by zarobił, gdyby tylko miał do zainwestowania kasę, ale tej nikt mu nie chciał pożyczyć. W trendzie spadkowym na wzrostach zarobić może tylko farciarz, a Mooner nie miał ani farta, ani umiejętności tradera.

Kiwając twierdząco głową, Fajkers zwietrzył swoją szansę. Wyciągnął z kieszeni żółtego bitcoina i położył go na stole, totalnie zaskakując tym Moonera, który zawiesił się jak jakiś słaby system operacyjny! Rozmyślając nad sposobem monetyzacji tego metalowego kółka Mooner nawet nie zauważył, że Fajkers w tej samej sekundzie czmychnął z torbą Mitnicka. Torbą, która musiała skrywać magiczny terminal. Co do tego Fajkers miał przekonanie graniczące z pewnością. Przed niemym pożegnaniem wypił jeszcze łyk stojącego na stole browara, który smakował mu jak piwo kraftowe nagradzane na największych konkursach. Taki właśnie ma smak Żubr z sokiem po długim okresie niepicia. Bo tylko na takiego było w obecnym czasie stać Moonera.

Po sprawdzeniu zawartości torby Fajkers popędził do domu tak szybko, jakby właśnie przywieziono mu nowy telewizor. Nie wiadomo, czy z chęci pilnego uruchomienia terminala, czy może z obawy przed pościgiem policjantów z pobliskiego komisariatu. Podniecony całą sytuacją nie zauważył pękniętej dętki w rowerze i w efekcie do domu dojechał później niż doszedłby na piechotę.

Gdy wreszcie dorwał się do komputera i podłączył terminal do portu USB, nastąpiło uruchomienie terminala. Jakaś dioda zaczęła mocno świecić, a na ekraniku wyświetlały się cyferki. Zupełnie jak na filmach z lat 80. o hakerach. Wszystkie je obejrzał, więc od razu wiedział, że tak to powinno wyglądać. Nie wiadomo jak terminal miał działać, ale informatyk musiał to wiedzieć.

Terminal wydawał się działać jednak tylko przez dwadzieścia sekund. Fajkers od razu jednak zajarzył, że to zabezpieczenie przed niepowołanym dostępem! Ponawiał próby, wyciągając wtyczkę z gniazda i wkładając. Aby oszukać system szybko napisał skrypt, który co dwadzieścia sekund na chwilę deaktywował port USB, symulując wkładanie i wyjmowanie wtyczki. Miał też w pogotowiu oscyloskop, epidiaskop i inne urządzenia nieznane zwykłym lamerom.

Po wielu minutach starań naszły go pierwsze wątpliwości. Mimo użycia wszelkich możliwych środków, Fajkers nie zdołał przy użyciu terminala odczytać żadnej prywatnej wiadomości swojego szefa. Po kolejnych dziesiątkach minut i dalszym braku sukcesów pojawiło się zrezygnowanie. Terminal nie umożliwił mu odczytania wiadomości ani szefa, ani Mitnicka, ani nawet jego własnych!

Wtedy Fajkersowi przypomniały się niepotrzebne światu projekty, którymi zajmował się Mooner. Uświadomił sobie, że jeden z nich miał właśnie przed sobą! To nie był żaden terminal, ale lampka, którą Mooner zaprojektował z użyciem superkondensatora. Mitnick kupił ją od Moonera za kilkadziesiąt złotych, aby poratować zadłużonego kolegę. Urządzenie po podłączeniu do USB miało ładować kondensator, który rozładowując się zamieniał energię na światło. Ekranik miał w miliamperach pokazywać pobierany prąd. Jednak Mooner coś źle zaprojektował i prąd pobierany był w amperach, dlatego urządzenie działało bardzo krótko. Nie miało ono żadnego praktycznego zastosowania. Ot, taki księżycowy bajer.

– Zajebe go! Zajebe! Zajebe! – zaczął po kielecku krzyczeć Fajkers, gdy zdał sobie sprawę, że terminal, którego potrzebował, istnieje tylko w jego wyobraźni. Z potężnego wkurwienia cisnąłby o podłogę książką Ziemkiewicza, gdyby to nie był audiobook. Nie dość, że nie udało mu się prześwietlić szefa, to zagadka kasy znikającej z konta pozostanie niewyjaśniona!

Fajkers był zrozpaczony. Gdy to wszystko sobie uświadomił, zaczęło się u niego pojawiać rozgoryczenie połączone ze zdumieniem i przerażeniem, podobnie jak u DiCaprio w ostatniej scenie Incepcji. Fajkers znowu przegrał. Na dodatek dotarło do niego, że nagrał się na monitoring, gdy sikał w krzakach pod lokalem.

Wtedy postanowił ruszyć głową i rozwikłać przynajmniej sprawę kasy znikającej z konta. Jego pierwsza myśl była taka, że musiał być śledzony przez agentkę, którą widział w sąsiedztwie domu. Bo jaka przeciętna wieśniaczka grałaby Eda Sheerana jedną ręką w otwartym na oścież oknie w zimny dzień, będąc w samej koszuli nocnej? Agentka wykorzystując skomplikowany system luster mogła odczytać hasło Fajkersa do konta bankowego!

Natychmiast popędził na miejsce, w którym widział agentkę, ale zastał tam tylko okno zabite deskami i napis „Na sprzedaż”.

Zmyli się – pomyślał. Pewnie dopadłby ich, gdyby nie pęknięta dętka.

Mimo że nie miał założonych szkieł kontaktowych, zza płotu doszukał się tam pozostawionych elementów infrastruktury podsłuchowej. Podejrzewał, że agenci mogli za jej pomocą poznać jego hasło, odczytując znaki z ekranu na podstawie dźwięków wydobywających się z układów elektronicznych monitora. Nie wpadł na to, że odczytaliby tylko gwiazdki. Sfilmować wklepywanych przez niego znaków nie mogli, bo zawsze, gdy wpisywał hasło, nakrywał się prześcieradłem.

Inne teoria była taka, że kobieta nigdy nie istniała, a był to tylko hologram. Najmniej prawdopodobną opcję – że był to efekt jego wyobraźni, należało z góry odrzucić jako statystycznie pomijalną. Wniosek nasuwał się taki, że Fajkers musiał być inwigilowany, bo inwigiluje się tylko ludzi bardzo ważnych. Agenci mogli nawet chcieć porwać Fajkersa i wywieźć w bagażniku! Tego nie mógł całkowicie wykluczyć!

Dowodem była też brakująca kasa na koncie. Fajkers wydedukował, że jedyny sposób, w jaki taki wyciek byłby możliwy do przeprowadzenia, to tysiące mikroprzelewów wychodzących z jego konta. Z powodu ich małej pojedynczej wartości nie dostawałby SMS-owych powiadomień i atak pozostałby niezauważony. To mogło być przyczyną, że nie stać go było na piwo. Ale na mikroprzelewach znał się tylko Mooner. No, i Rysiek Petru. W tym momencie Fajkers już w ogóle nie wiedział, co jest grane. W winę Moonera sam nie wierzył, bo Moonerowi nic się nigdy nie udało. Nie wiedział więc, kogo tym razem posądzić o własną niedolę.

Gdy trochę ochłonął, postanowił posunąć się do ostateczności – sprawdzić historię przelewów na swoim koncie bankowym. Po zalogowaniu okazało się, że płacąc zaległy podatek do Urzędu Skarbowego ustawił zamiast jednorazowego przelew cykliczny! I co miesiąc nadpłacał sporą sumkę! Powiadomienia zawierające ciąg znaków „Urząd Skarbowy” zablokował, bo zawsze, gdy widział ten napis ogarniał go lęk.

Po swym odkryciu Fajkers minę miał nietęgą. Wyglądał jak małpa z długim nosem na memach w Internecie. Nie miał na kogo zwalić winy za niepowodzenia, ale sobie nie miał nic do zarzucenia. Jego plan był dobry, tylko inne czynniki zawiodły. To jednak nie było jego ostatnie słowo. Jeszcze nie raz przypomni światu o swoim istnieniu, a jego pseudologia na pewno mu w tym nie przeszkodzi!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: