polskie centrum bizarro

„Sześć szczurów w przyprawach” i trzy inne szorty Dariusza Bednarczyka

In Opowiadania on 22 lutego, 2019 at 6:00 am

Dariusz Bednarczyk uderza niczym piorun, ale lepiej, bo cztery razy w to samo miejsce. Oto na niedobre literki wpływa zestaw czterech zgrabnych szortali tegoż autora. Poczynając na mocno tytułowym i poniekąd ratatujowym Sześć szczurów w przyprawach, poprzez Słynne sceny na zawsze zapisane i Protesty w obronie dzieci, a na Prawdziwej historii Żor kończąc. Sami powiedzcie: jest w czym wybierać, prawda? A wszystko ku chwale jedynego prawdziwie niedobrego Paskuda!

Sześć szczurów w przyprawach

Z książki kucharskiej

Składniki:
sześć dorodnych, świeżych szczurów (najlepiej tusze, do nabycia w dobrych sklepach)
dwie łopatki jagnięciny
szczurze podroby (pożądane wątróbki)
Sześć cebul
Sześć małych kalarepek
osiem marchewek
cztery ząbki czosnku
600 g suszonych śliwek
200 g migdałów (ma się rozumieć bez skórki)
2 puszeczki ciecierzycy
miód, oliwa (koniecznie extra vergine)
świeża bazylia
paleta przypraw (zwłaszcza chili, imbir, gałka)
świeża matka pietruszki

Szczura dzielimy na osiem w miarę równych części, uprzednio pieczołowicie pozbawiając dosyć śluzowatej błony. Czeka nas nieco roboty, albowiem porcja to trzy szczury, my zaś serwujemy danie dla dwóch osób. Przy zakupie warto zwrócić uwagę na kolor mięsa. Świeży gryzoń zachowuje barwę różową, zbyt jaskrawa czerwień oznacza mięso zleżałe, z kolei bladość tuszy jest wyznacznikiem głębokiego mrożenia.
Pokrojone kadłubki pokrywamy folią i na całą noc pakujemy do lodówki. Niech sobie zleżeje. Analogicznym sposobem w przypadku dziczyzny jest wywieszenie na balkonie, ewentualnie za okno, jednak takie posunięcie nie zawsze zyskuje akceptację sąsiadów, zwłaszcza podczas dużych wiatrów. Niektórzy nie znoszą widoku majtającego na elewacji szczura. A sześć? Łopatki kroimy na w miarę równe kawałki. Siekamy cebulki. Marchew oraz kalarepy w drobną kostkę. Mięsko rumienimy. Po dodaniu cebuli wraz z czosnkiem, całość pudrujemy posypką przypraw. Następny krok to zalanie wodą. Gotujemy. Dołączamy równolegle ugotowane wątróbki, ewentualnie pozostałe podroby. Po jakichś dwudziestu minutach pora na marchew, tudzież kalarepki. Kiedy minie pół godziny, czas na ciecierzycę i śliwki. W dalszej kolejności miód oraz oliwa. Podajemy na półmisku we wspaniałej posypce ze świeżej bazylii.

Sos znakomicie doprawi nam matka. Resztę zielonej pietruszki zużywamy, obsypując uprażone na patelni, rzecz jasna bez dodatku tłuszczu migdały.
Podejmując decyzję, co do przyrządzenia wykwintnego dania dla dwojga ze szczurów, uprawnione byłoby rozważyć, czy ograniczymy się do zakupu świeżych tuszek, czy też wybierzemy dziczyznę. Nie ma bowiem nic bardziej pysznego niż potrawka z wiejskich, dzikich szczurów. Trzeba jedynie uważać na mogące zazgrzytać w zębach kulki śrutu. Poza tym nie ma tego złego, co by nie wyszło na dobre, podobno natrafienie na śrut przynosi szczęście. Poza niewątpliwymi walorami smakowymi, dziczyzna niesie pewne wymagania wobec kucharza. Otóż przed przystąpieniem do obróbki termicznej należy opalić szczecinkę. Niektórzy zdejmują skórę. Potem obcinamy pazurki i usuwamy charakterystyczne, żółte uzębienie. Wnętrzności zachowujemy. Ma się rozumieć im szczur większy, tym mniej roboty.
Wąsy wykorzystujemy przy ostatecznej dekoracji. Smacznego.

Słynne sceny na zawsze zapisane

„Federiko” # „Niebieski ptak”

Młoda, bardzo ładna i zasadniczo bogobojna panienka kradnie. Dla narzeczonego. Zmęczona zatrzymuje się na nocleg w przydrożnym hoteliku. Wychowanie w duchu zasad robi swoje, chcąc zatem zmyć cały ten bród, postanawia wziąć prysznic. Od tego momentu, a później…
Publikę zszokowała zwłaszcza. Tę scenę jako finałowej sekwencji w zwolnionym tempie
broni maszynowej. Ale przede wszystkim z czterech kamer różnej prędkości przesuwu. Bez reszty podbijając młodą widownię uproszczeń i naiwności, fascynował prostą dychotomią wiatru we włosach oraz przemocy, oddając nastroje riffami motocyklowych silników. A ta scena majaków jako pokusa, jeśli nie pozostawał duchowo wyzwolony? Ambiwalencja świętości? Obrony podejmuje więc młody i ambitny, idąc co najmniej pod prąd, zważywszy, iż niedawno uznano za niewinnych sprawców gwałtu na dziesięcioletniej, ponieważ należeli do rasy dominującej. Tym właśnie scenom zawdzięczał rozgłos. To jeden z pacyfistycznych, zarazem autentyk. Wywołały zakaz wyświetlania jako wymierzone w poczucie godności narodowej. Z krukiem u nogi, boć przecież agresja przybiera stopniowo na ślinie.

Protesty w obronie dzieci

http://www.czyjetedzieci.pl

W ostatni weekend rozpoczął się nasz protest. Przeciw zbrodniczym decyzjom władz w segmencie polityki społecznej. Zagazowywanie to zwykłe barbarzyństwo. Od czegóż hospitalizacja i kwarantanna, od czegóż najnowsze osiągnięcia naukowe, gdzie podziała się przysięga Hipokratesa? Głęboko schowana dla kariery oraz korzyści przez hipokrytów i oportunistów w białych kitlach? Czy naprawdę wszyscy będą patrzeć bezczynnie jak morduje się nasze dzieci?! W imię czego? A jeśli zaraza poczyni dalsze postępy? Kto nam wystawi rachunek? Jaki przekaz pozostawiamy po sobie? Odtąd masowe zagazowywanie będzie odpowiedzią na wszelkie problemy społeczne? To tchórzostwo! Dzieci są zabierane bez uprzedzenia i pożegnania. Nikt nie daje im szansy, bez względu na to, czy już dosięgnął je straszliwy wirus, czy też jeszcze nie. To zbrodnia. Dlatego protestujemy. My, działacze i członkowie „Komitetu Czyje Te Dzieci”. Zbieramy się na blokadach i będziemy protestować do skutku, do wyczerpania wszelkich możliwości. Będziemy bronić dzieci, ponieważ wszystkie są nasze!

Prawdziwa historia Żor

Z przewodnika

Żory leżą. Już w znakomitej księdze łacińskiej „Liber fundationis et cetera” podano, iż Żory leżą nad rzeką Rudą. Jednak nie jest tak źle. Co prawda leżą od dawna, gdzieś tak od połowy XIII wieku, ale za to na Dolnym Śląsku mają jeszcze gorzej, ponieważ ciągle pod górkę.
Zatem koniecznym przyznać, że Żory leżą, jednakowoż mają z górki i do tego jakże historycznie! Wróćmy jednak do źródeł.
Na początku (wybaczcie LKS- y) byli Lechici. Nie, nie Kolejorz, plemię Golęszyców.
Skąd ta nazwa? Wiadomo, Słowianie lubią golić, a że wkoło szyców nigdy nie zbywało…
Każden jeden miał ci aparaturę w zagrodzie. Jak zbrakło półproduktów, wozili aż z Czech, ale podobno warto było, Czesi długo nie chcieli wracać do siebie.
Pierwszy to książę Władek podpisał umowę. O lokacji na prawie magdeburskim. A jakże! Z dwiema bramami, otoczona murem. Produkcja szła na całego. Ale długo nie nacieszył. Niestety, kto pędzi ten goli. A jak goły to musi pożyczać pod zastaw. Chcąc nie chcąc stał się więc lennikiem króla czeskiego. Jednak ciągle było mu mało, widać wszedł w niezły cug, a wędrówka po lombardach zazwyczaj źle się przecież kończy. Stąd, co i rusz oblegali go windykatorzy, a to z Korony, a to husyci, ścigali nawet Madziarzy! W końcu i tak łapę na wszystkim postawili Niemcy. Jak zawsze zresztą.
Jakiś czas po tym w ramach rozliczeń schedę po nieszczęsnym księciu przejęli Austriacy. Jednak jak to wśród wspólników. Pożarli się i to ostro. Raz jedni, raz drudzy najeżdżali szacowne grodziszcze. Każdy pragnął zakosztować miejscowych specjałów. A jak!
Nie ma zmiłuj! Dość wspomnieć, że nawet Niemcy musieli ratować się pod zastaw. Na rok Żory przeszły w ręce Wazów. Oj, ci to też potrafią. Wiadomo w wazie musi być pełno, bo na co komu pusta? Nic więc dziwnego, że znowu wrócili Niemcy. No i zaczęła się ta cała industrializacja. Huta, odlewnia i młyn. Zwłaszcza odlewnia dała mocno we znaki.
Szczęściem większość produkcji wywożono nowo pobudowaną koleją. Inaczej znowu na
zmarnowanie.
Istniało wiele. Pierwsze gniazdo liczyło niespełna trzydziestu dziewięciu członków, ale niebawem pojawili następni. Funkcjonowało także towarzystwo Polek i Św. Jacka. Och, jak pięknie śpiewał im chór. Jak Feniks z popiołów!
Później wszyscy poszli do powstania. Poprzez zwarty atak pododdziałów dworzec, poczta, budynek policji oraz zdobyli jedenaście jeszcze cieplutkich karabinów maszynowych.
Znowu wszystko było nasze!
Pierwszego września wiadomo. Było naprawdę ciężko. Jednak meritum zakończyły walki Wschodniej Armady. Co prawda, nie wszystko poszło po naszej myśli, lecz wkrótce nastąpiła odbudowa, ostre fedrowanie, no i skutkiem tego szczęśliwy przyrost demograficzny, niebawem także w technologii wielkiej płyty. Nie da się ukryć, miasto zmieniło nieco swój charakter, lecz tradycja na pewno nigdy nie zaginie. Co to, to nie. Gwarancja. Nawet więcej ‒ rękojmia.
Na koniec zapyta ktoś, skąd te pożary? Ano, odpowiedź jest prosta. Kiedy wszyscy golą, nie ma komu biegać do pożaru, wszak dawniej nie stało OSP. Za to teraz mają swoje Święto. Dopiero dają ognia… Jednak to materiał na inną historię.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: