polskie centrum bizarro

„Deser” by Michał Górzyna

In Opowiadania on 31 października, 2019 at 6:00 am

Z wielgachną przyjemnością obwieszczamy bizarro-światu, że z dawien dawna nie widziany na naszych łamach Michał Górzyna wreszcie powraca z nowym opowiadaniem, o przewrotnie słodkim tytule. Jednak nie dajcie się zwieść – zarówno Wy, którzy egzystujecie w stałych związkach, jak i Wy – szczęśliwcy, którzy wciąż hasają na wolności.

DESER

Stefan pociągnął łyk ciepłego piwa (ciepłe, ale mocne!). Z wyrazem zadumy na twarzy zaciągnął się śmierdzącym petem, skręconym z taniego tytoniu (ruscy na targu mają całkiem dobry, szkoda przepłacać). Lubił palić, lubił pić. Niestety, musiał to robić w ukryciu przed żoną. Zawistny babsztyl zabraniał mu tych niewinnych przyjemności, rzekomo w obawie o jego zdrowie. Ale Stefan wiedział swoje. Stara jędza robiła mu na złość! Od trzydziestu lat uprzykrzała każdy dzień jego życia (a miało być tak pięknie…). Jak nie zupę przesoliła, to kotlet przypaliła albo niedosłodziła herbatę (cukier też mu ograniczyła). Ciągle coś chciała: przynieś, napraw, wynieś, zrób to, tamto, owamto, ani chwili spokoju. Zrzędziła przy tym dwadzieścia cztery godziny na dobę, nawet przez sen (normalni ludzie chrapią, a ona nawet śpiąc próbowała wydawać polecenia). A on chciał jedynie usiąść przed telewizorem i napić się piwka. Ech, nie w tym życiu. Stefan dopił piwo (szkoda, że po zakupach zamelinował tu tylko jednego browarka), zgniótł puszkę w dłoni i rzucił w kąt pomieszczenia. Zrezygnowany chwycił wiadro z ziemniakami i ruszył w kierunku schodów. Nagle usłyszał jakieś szmery dochodzące z głębi pomieszczenia. Pewnie szczur, trzeba przegnać szkodnika – zawyrokował.. Wybrał pokaźnych rozmiarów kartofla i zaczął skradać się w kierunku źródła hałasu (takie małe polowanko). Po kilku krokach wdepnął coś miękkiego i kleistego. No nie, znowu jakiś menel nasrał w piwnicy, będę musiał wyczyścić kapcie przed wejściem do mieszkania – zdążył pomyśleć.

***

Gdzie ten nieudacznik – zastanawiała się Grażyna. Pół godziny temu wysłała go po ziemniaki do piwnicy i do tej pory nie wrócił. Pewnie spotkał któregoś ze swoich zapijaczonych koleżków i żłopią piwsko (albo coś gorszego). Ona sobie żyły wypruwa, żeby wyżywić siebie i tego darmozjada: pierze, gotuje, sprząta, a on z własnej woli nic. Tylko by chlał i spał. Niedoczekanie jego! Jej dom – jej zasady! Żadnego picia i wylegiwania się przed telewizorem (no, chyba że jakiś życiowy serial!). Zawsze się w domu coś do roboty znajdzie. No właśnie, coś mi się za tę dzisiejszą robotę należy – stwierdziła. Oblizała mięsiste wargi. Otworzyła lodówkę i… miejsce, gdzie powinien stać plastikowy pojemniczek z różową zawartością, ziało pustką. Jak mógł mi to zrobić? Dobrze wie, że nie wolno ruszać mojego KISIELU! (najlepiej niczego niech nie rusza).  Nie daruję, wyrwę z gardła (albo z brzucha) mój deserek śmierdzącemu żarłokowi! Wściekła zarzuciła wytarty szlafrok (dawno, bardzo dawno temu prawdopodobnie białego koloru), chwyciła latarkę (na wypadek, gdyby się ukrywał w jakichś ciemniejszych zakamarkach), zatrzasnęła drzwi mieszkania i skierowała się ku piwnicy. Starała się stąpać cicho, żeby nie spłoszyć winowajcy. W jednej z odnóg korytarza usłyszała mlaskanie i siorbanie (je jak świnia!). Aha, zajada się moim deserkiem – rozsierdziła się kobieta. Wyskoczyła zza załomu muru, dla wzmocnienia efektu kierując światło latarki w miejsce skąd dochodziły dźwięki. Stefan siedział oparty o ścianę. Dobrał się do kisielu (tego się spodziewała). Z jego ust wylewała się różowa maź. Coś jednak było nie tak. Oczy mężczyzny były wytrzeszczone, nabiegłe krwią i nieruchome (pewnie się zadławił). Martwym wzrokiem wpatrywał się w różową papkę oblepiająca jego tors. Nagle substancja zaczęła drgać i bulgotać, kisielowate gluty wiły się po ciele Stefana niczym przypiekane dżdżownice (tego się nie spodziewała). Kobieta otworzyła usta, ale zamiast krzyku, z jej sparaliżowanego strachem gardła, wydobył się tylko cichy skrzek. W tym momencie oślizłe, różowe macki wystrzeliły w kierunku jej twarzy. Zanim straciła przytomność, poczuła, jak kisiel wypełnia jej usta i przełyk. Pierwszy raz w życiu nie sprawiło jej to przyjemności…

THE END

Przy okazji, zainteresowanych filmową stroną aktywności Michała, zapraszamy do zapoznania się z dokonaniami grupy Lisołaki: https://www.youtube.com/channel/UCIjvj1ZNWgDmD6P73vO61AA

a także grupy T.R.E.P.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: