polskie centrum bizarro

„Tęgoryjec” by Patryk Bogusz – RECENZJA

In Recenzje książek i publikacji BIZARRO on 15 kwietnia, 2020 at 2:13 pm

Patryk Bogusz, autor dobrze znany miłośnikom horroru ekstremalnego, nie raz i nie dwa goszczący na łamach Niedobrych Literek, powraca z nową powieścią. Po ociekających krwią, ludzkim tłuszczem i ekskrementami „Obślizgłych Paluchach”, niektórzy, w swej naiwności myśleli, że horrorowa ekstrema osiągnęła już swoje ekstremum. Ku zaskoczeniu owych „niektórych”, okazało się, że rzekome maksimum jest jedynie minimum, a ponoć ostatnie słowo Patryka w kwestii wyżej wspomnianej horrorowej ekstremy, okazało się ledwie pierwszym.
Drżyjcie niewierni i wątpiący! Srajcie pod siebie tchórze i malwersanci! Od dzisiaj już nic nie będzie takie samo.
Nadpełza on. Straszliwy, obleśny i obślizgły. Bezlitosny, wiecznie głodny, plwający kwasem, TĘGORYJEC!
Odważycie się stanąć z nim oko w oko?

h

h

 

Patryk Bogusz za sprawą wydanego w 2019 roku horroru ekstremalnego pod tytułem „Obślizgłe paluchy”, traktującego o pewnej restauracji raczącej klientelę dość niestandardowymi potrawami, dał się poznać jako autor lubujący się w epatowaniu niczym nieskrepowaną brutalnością, zalewaniu czytelnika dosadnymi opisami obrzydliwości wszelakich, literacko pozbawiony oporów moralnych i etycznych. Przy tym wszystkim piszący sprawnym, obrazowym językiem, przez co ciężko oderwać się od lektury.

Nie inaczej ma się sprawa w przypadku jego najnowszej książki „Tęgoryjec”. Nie jest to opowieść dla ludzi o słabych żołądkach oraz nerwach ani takich, których łatwo urazić brakiem poprawności politycznej czy religijnej. Za to miłośnicy ostrej jazdy bez trzymanki, szeroko pojętej ekstremy, odnajdą się w świecie wykreowanym przez Patryka bez problemu.

Całość napisana została w formie pamiętnika. Mikołaj, owoc zbiorowego gwałtu dokonanego w obskurnym barze, nie szczędząc soczystych szczegółów, zapoznaje nas z historią swojego życia.

A ma o czym opowiadać. Jego egzystencja nie należała do najłatwiejszych. Matka chłopaka, by zarobić na życie, puszczała się za pieniądze z kim popadło, a gdy akurat nie miała klienta, spała w barłogu odurzona alkoholem. Mikołaj, cudem ocalony z rąk usiłującego go utopić gacha rodzicielki, zabijał czas czytaniem traktatów filozoficznych oraz oglądaniem horrorów. Tych najbardziej krwawych, tak na marginesie.

To wszystko sprawiło, że jego psychika została mocno wykrzywiona. Pozbawiony odpowiednich wzorców, a także jakiejkolwiek rodzicielskiej miłości, sam musiał od zera budować swój światopogląd oraz kodeks moralny. Jak się pewnie domyślacie, nie mogło wyjść z tego nic dobrego.

On sam już w pierwszym akapicie mówi o sobie:

„Podobno ludzie nie rodzą się źli. Skoro tak, to nie mogą się rodzić również dobrzy. Są po prostu nijacy. Nudni i bezwartościowi. Tak przynajmniej mówią niektórzy. Ja twierdzę inaczej – ludzie rodzą się z jakimiś uwarunkowaniami. Tak było ze mną. Urodziłem się zły. Nie zły w sensie obrażony, ale z osobowością zepsutą jak cera w wieku dojrzewania. Nie chcę tu na nikogo zrzucać winy, ale faktem jest, że nie miałem łatwego dzieciństwa.”

Patryk jak widać lubuje się w kreowaniu naprawdę porąbanych bohaterów. Tak samo jak Otis z „Obślizgłych Paluchów”, do których swoją drogą w „Tęgoryjcu” znajdziemy kilka fajnych nawiązań, Mikołaj to prawdziwa bestia. Człowiek, jakiego za żadne skarby nie chcielibyśmy spotkać na swojej drodze. Oczytany, inteligentny, świadomy swojej siły i potrafiący doskonale manipulować innymi. Przy tym zupełnie pozbawiony sumienia, samolubny i brutalny. Nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć wyznaczony sobie cel, choćby miałoby się to wiązać ze skrzywdzeniem najbliższej sobie osoby, a nawet jej śmiercią.

Zaprzyjaźnienie się ze szkolnym fajtłapa, tylko po to, by za jego pomocą w praktyce udowodnić pewien ciekawy dylemat filozoficzny? Wrobienie księdza w pedofilię? Zarażenie dziewczyny wirusem HIV? Morderstwa, dewiacje seksualne czy handel ludźmi? Dla Mikołaja nic nie jest niemożliwe. Żadne tabu nie istnieje.

Przełomowym momentem w jego życiu jest metamorfoza w tytułowego tęgoryjca. Oślizgłą, plującą kwasem kreaturę pożerającą wszystko, co stanie na jej drodze. Ta przemiana to metafora całego życia głównego bohatera. Żerującego na społeczeństwie, nieskalanego pracą kombinatora i nieroba, potrafiącego tylko krzywdzić i wykorzystywać innych. Staje się on tym, czym jest w rzeczywistości. Ohydnym pasożytem.

Tęgoryjec to w gruncie rzeczy smutna książka. Gdyby pobawić się w czytanie między wierszami, zagrać w „co miał autor na myśli pisząc o…”, pod warstwą obrzydliwości, zła i zgnilizny można by odnaleźć drugie dno. Powieść pokazuje, do czego może doprowadzić wychowanie w warunkach skrajnej patologii, brak rodzicielskiej miłości i odpowiedniego moralnego ukierunkowania dziecka. Tacy ludzie mogą wyrosnąć albo na jednostki zupełnie aspołeczne, wycofane, lękliwe, bądź, jak Mikołaj, zwichrowane psychicznie, pozbawione jakiegokolwiek kręgosłupa moralnego pasożyty potrafiące jedynie, wzorem swoich opiekunów, żerować na systemie, niszczyć i krzywdzić wszystkich wokół, aby tylko zaspokoić własne potrzeby i widzimisię.

Ale co najgorsze, Mikołaj nie jest wyjątkiem. Takich ludzi jest multum. W ostatnim rozdziale książki wspomina o tym marynarz, z którym bohater wdaje się w rozmowę.

„Takich jak ty jest wielu, ludzi doszczętnie zepsutych, skupionych tylko na sobie i na własnych przyjemnościach, które gotowi są osiągnąć za wszelką cenę. Z czasem stają się pasożytem na trzewiach świata.”

Czasami takim tęgoryjcem może okazać się nasz sąsiad, znajomy, kolega z pracy czy szef. Gorzej, gdy uświadomimy sobie, że jest nim nasza matka, ojciec, brat albo żona. Może on też tkwić w nas samych i tak jak w przypadku bohatera książki, wychodzić na wierzch w pewnych kluczowych momentach naszego życia.

Jak sprawić, by ta paskuda nie zagnieździła się i w naszej duszy? Na to pytanie, niestety, każdy z nas musi sam znaleźć odpowiedź.

Tak więc, drodzy czytelnicy, czy odważycie się wejść do stworzonego przez Patryka świata? A po powrocie z niego spojrzeć w lustro, bez obaw, że zamiast własnego odbicia, zobaczycie tam plującą kwasem mordę tęgoryjca?

Karol Mitka

h
h

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: