polskie centrum bizarro

„Beztroska” by Tomek Bilski

In Opowiadania on 2 Maj, 2022 at 6:00 am

Tak to już w życiu bywa, że wyobraźnia nas czasami ponosi. Kreujemy, wymyślamy, imaginujemy najróżniejsze rzeczy, scenariusze, opcje wydarzeń. Głównie z nudów. Czekamy w poczekalni u lekarza, stoimy w kolejce do sklepu, w korku w centrum miasta i myślimy, co by było gdybym… Powiedział Jolce, że ją kocham. Dał tamtemu gościowi, który mnie zwyzywał w mordę. Kosmicie, wsadzającemu mi wczoraj w tyłek sondę analną nasrał na twarz.

Robimy z siebie bohatera lub męczennika już po fakcie. Gorzej, jeśli nasze myśli pewne fakty wyprzedzą. Jeśli faktycznie je wykreują, bądź jak sądzą niektórzy, przyciągną. Możliwe? A co na tym świecie nie jest możliwe? A co nie jest możliwe w opowiadaniach? Papier przyjmie wszystko. Tak jak podatny na sugestię głupi ludzki mózg. Zapraszamy. W imieniu Tomka Bilskiego, autora poniższego szorciaka oraz w imieniu ekipy Niedobrych Literek z Paskudem na czele.

h

Beztroska

h

Wtedy zaczyna padać, deszcz stuka w dach auta, musisz włączyć wycieraczki. Rozpędzasz się, a twoje myśli zmieniają tor.

Wyobrażasz sobie, że jedziesz rowerem, świeże powietrze bije cię w twarz, dookoła żywa natura; łąki, las, polna droga. Słońce rozgrzewa – znasz bardzo dobrze to uczucie, świetnie potrafisz je sobie wyobrazić. Później zsiadasz z roweru, z lasu dobiega cię śpiew ptaków, wiatr pachnie latem. Kładziesz się na ciepłej łące, patrzysz w błękitne niebo, oglądasz pstrokate polne kwiaty rosnące wokół ciebie. Słońce powoli zachodzi, niebo zmienia kolory, na wschodzie jest już czarne i gwieździste, na zachodzie zaś żarzy się jak dogasające ognisko. Niemal czujesz w nozdrzach zapach popiołu, a w ustach smak pieczonych ziemniaków. Tak dawno nie byłeś za miastem… odczuwasz tęsknotę za tymi uczuciami, ale to wszystko tylko twoja wyobraźnia, tak naprawdę przecież cały czas pada deszcz.

Wtedy potrącasz tę kobietę na pasach. Nie widziałeś jej, a kiedy już zjawiła się na twojej drodze nie zdążyłeś wyhamować. Było przecież bardzo ślisko.

Wysiadasz trochę zmieszany. Podchodzisz do kobiety, nie wiesz co robić. Krew spływa strużką do kałuży, gdzie rozcieńcza się i przybiera różowy kolor.

– Przepraszam – wydobywa się z twoich ust. – Nie zauważyłem pani.

Podchodzisz bliżej. Deszcz jest zimny, pada ci w twarz, ale udajesz, że to nic. Kucasz przy kobiecie, ale nie za blisko, wyciągasz do niej rękę, jednak tuż przed jej głową cofasz ją jak oparzony.

– I co teraz? – Pytasz i patrzysz na nią, ale ona nic nie mówi. – Przepraszam, ale jeszcze nigdy nikogo nie potrąciłem. Nie bardzo wiem, jak mam się zachować w takiej sytuacji.

Kobieta milczeniem odmawia ci współpracy. Mija jakieś piętnaście minut, wymijające was auta trąbią na ciebie, oślepiają reflektorami. Nadal nic. W końcu znużony całą sprawą zaciągasz jej ciało na chodnik. Patrzysz na nią jeszcze chwilę.

– Zmoknie pani. – Mówisz. – Zimno jest.

Zdejmujesz kurtkę i przykrywasz leżącą na chodniku kobietę. Wsiadasz do auta i odjeżdżasz.

W aucie myślisz o tym, że się spóźnisz na spotkanie ze znajomymi. Ale to nic, jak im opowiesz, co się stało, na pewno zrozumieją. Zastanawia cię, czy nie przesadziłeś z tą kurtką. Znajomi mogą się śmiać, że teraz zmarzniesz. Postanawiasz też na przyszłość bardziej uważać na przejściach dla pieszych.

Parę tygodni później łapią cię wyrzuty sumienia. Ostatecznie zabiłeś człowieka. Fakt, że w końcu przyszły uznajesz za dobry znak, traktujesz go prawie jak ulgę. Gdyby sumienie milczało, znaczyłoby to, że coś jest z tobą nie tak.

Którejś niedzieli wybierasz się w tamto miejsce. Jest późny wieczór, słońce powoli zachodzi za horyzont równo pocięty monumentalnymi kostkami bloków. Chmury przybierają jaskrawy, pomarańczowy odcień, świetnie kontrastujący z ciemnym, granatowym niebem. Wszystko ładnie do siebie pasuje – niebo, ty, błyszczący asfalt i znicz, który chcesz zapalić. Dokładnie w tym samym miejscu, w którym ją zostawiłeś. To powinno ulżyć twojemu sumieniu.

Znicz podpalasz zapałką, kładziesz go na chodniku bardzo powoli, z pewnym nabożeństwem. Nie ma tam innych zniczy – twój jest więc pierwszy. Albo ostatni, w końcu minęło już trochę czasu.

Patrzysz na ten płomień samotnie migoczący na chodniku i po raz pierwszy robi ci się naprawdę głupio. Wcześniej też było ci głupio – w potrącaniu pieszych na przejściach nie ma przecież niczego mądrego, ale tym razem jest inaczej. Jest w tym dodatkowo jakiś smutek i żal. Gdybyś tylko mógł cofnąć czas. Zahamowałbyś wcześniej i zaoszczędził sobie wstydu.

Wtedy uśmiechasz się na myśl, że to wszystko to tylko twoja wyobraźnia. Że też takie głupoty przychodzą ci do głowy! To przecież niemożliwe, zupełnie nierealne. Nikogo nie potrącisz, a nawet jeśli, to przecież zachowałbyś się zupełnie inaczej. No i gdzie w tym wszystkim policja? Przecież byłaby policja!

Śmiejesz się coraz bardziej z przewrotności własnej wyobraźni, a ludzie, którzy widzą cię przez przednią szybę twojego auta patrzą na ciebie jak na idiotę. Nie przeszkadza ci to. Przejeżdżasz tak pół miasta, aż w końcu zapominasz nawet, z czego tak się śmiałeś.

Wtedy zaczyna padać, deszcz stuka w dach auta, musisz włączyć wycieraczki. Rozpędzasz się, a twoje myśli zmieniają tor…

Szczecin, 06.02.08

h
h

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: