polskie centrum bizarro

Archive for 31 Maj, 2022|Daily archive page

„Dick Roach i tajemnica Poliszy Nela” by Adrian Gawin

In Opowiadania on 31 Maj, 2022 at 6:00 am

kleszcz Przysłońcie żaluzje. Zapodajcie sobie małą czarną. Odpalcie papierosa i pozostawcie opartego o popielniczkę — niechaj kopci (vivat klimat, co tam zdrowie!). Odkurzcie gramofon i opuśćcie igłę na nylonową płytę. Oto bowiem coś, czego dawno u nas nie było — bizarro fiction à la Noir. Za sprawą debiutującego na Paskudnym Dworze Adriana Gawina mamy przyjemność śledzić poczynania pewnego detektywa uwikłanego w nie lada śledztwo. Jest intryga, jest kobieta (ach, ten ogon!), są gangusy i niebezpieczeństwo. Są tajemnice, które na zawsze pozostaną nierozwiązane (Kim jest tygrys? Co to za zakład?) Ale przede wszystkim — jest nastrój. Taki w barwach starej, brązowej fotografii. Smacznego i karaluchy pod poduchy.


Dick Roach i tajemnica Poliszy Nela

Mrrrau, tygrysie! – Kleo przeciągnęła się zalotnie na łóżku. Jej jaszczurcze łuski błysnęły w świetle poranka. – Idziesz? Może zostaniesz jeszcze na chwilkę?

Idę, obowiązki wzywają. I nie jestem tygrysem.

Dick Roach wiązał właśnie buty. To znaczy, próbował je wiązać, z trudem dosięgając do sznurowadeł.

Ty i ten strój karalucha – rzekła jaszczurka, kręcąc głową. – Zdjąłbyś go wreszcie, widzisz, jak utrudnia ci życie.

Mówiłem, nie mogę.

Ale nawet w łóżku?!

Nawet. Zakład to zakład.

Dick w tej sprawie nigdy nie wchodził w szczegóły. „Zakład to zakład” – te słowa stały się jego znakiem rozpoznawczym. Tak samo, jak strój.

Mężczyzna ostatni raz spojrzał na zielonkawą kochankę. Omiótł spojrzeniem jej podłużny pysk, wielkie, wyłupiaste oczy, pazurzaste łapy i długi, zachwycający ogon. A to wszystko zapakowane jedynie w skąpą, koronkową bieliznę. Jaszczurcze damy do towarzystwa nie cieszyły się oszałamiającym powodzeniem. Jednak ci, którzy korzystali z ich usług, darzyli je dużą estymą. Zimna, gładka łuska, rozwidlony język potrafiący czynić cuda. „Ach, wspaniałości”, pomyślał Roach.

Do zobaczenia, kochanie! – rzucił na odchodnym, chowając czułki pod kapeluszem.

Detektyw wyszedł z budynku i skierował kroki do swojego biura. Mała klitka na przedmieściach nie była szczytem marzeń, ale – co Roach niechętnie przyznawał – wystarczała mu aż nadto. Mieściły się tam wszystkie teczki, dokumenty, mapy i detektywistyczne gadżety, jakich potrzebował. Zostało też trochę przestrzeni na roślinkę, którą Dick planował tam wstawić. Chciał nieco rozweselić szarobure wnętrze, lecz przekucie chęci w czyn nie było łatwe. Od trzech lat kąt nie mógł się doczekać liściastego lokatora.

Dick przekroczył próg biura i zamknął drzwi. Usiadł za biurkiem, spojrzał na leżące na nim papiery i już sięgał po teczkę, ale się zawahał. Otworzył szufladę i wyjął ze środka plastikowe pudełko wypełnione suszonym mięsem. Chwycił kilka kawałków sarniny i włożył jeden do ust. Przymknął oczy, przeżuwając z zadowoleniem słoną przekąskę. Mężczyzna właściwie niczym nie gardził. Jednak suszona sarnina zajmowała w jego sercu szczególne miejsce. Poza tym była pożywna, znakomicie zaspokajała apetyt i dawała energię do działania. Stanowiła wyjątkowo dobre rozwiązanie dla tych, którzy uznawali „śniadanie” za pojęcie abstrakcyjne. Czytaj resztę wpisu »