polskie centrum bizarro

„Alamazer” by Krzysztof Szabla

In Opowiadania on 24 czerwca, 2022 at 6:00 am

niedobreliterki-mikołaj-nieświęty logoŚwięta, Święta i po Świętach… no to co z tego, że pół roku temu? Jest po Świetach? Jest. Z drugiej strony, jest też odpowiednio wcześnie przed Świętami, więc aby zdążyć, nim zacznie się największa gonitwa, strategicznie, już dziś zapraszamy na opowieść o pewnym Nieświętym Mikołaju, znikającym mieszkaniu oraz nastawionej bojowo choince.

Wykonanie: Krzysztof Szabla. Redakcja: my. Czapka Paskuda: by Don Pompon.

Wesołych!

 

Alamazer

 

Drzwi prowadzące do mieszkania Farona zniknęły. Macał po ścianie, próbując znaleźć jakiekolwiek racjonalne wytłumaczenie. Nic z tego. Jakby nigdy nie było tam żadnego wejścia. Lokum go wyrzuciło, a miotanie przekleństw naprzemiennie z modłami do wszystkich świętych nie przyniosło oczekiwanego rezultatu. Musiał ochłonąć, zebrać myśli, potem je rozebrać, a na końcu złożyć do kupy. Przed oczami stanęły mu straszne obrazki nocy spędzonych pod niebem dla bezdomnych.
Udał się do sąsiada, z którym urządził niejedną orgię, ale natrafił na pustą ścianę. Drzwi zniknęły.
Jego też mieszkanie wyrzuciło! Sprawa robi się podejrzana.
– No nie! – wykrzyknął Faron, licząc, że ktoś go usłyszy.
I usłyszał. Z ciemnego kąta wyłoniła się postać ubrana w czerwony strój i posiadająca najdłuższą brodę, jaką można zapuścić, nie przydeptując jej sobie co krok. Na plecach dźwigała spory worek.
– Jestem Alamazer – przedstawił się. – Kupi pan coś? Mam tu prawdziwe specjały.
Alamazer pogrzebał w worku. Nagle coś w nim zapiszczało i ze środka wyskoczył karzeł w stroju elfa.
– Ałaaa! Złapałeś mnie za pisiorka! – zawył, łapiąc się za krocze. Po chwili jednak zmienił minę z zasmuconej na roześmianą, wywinął salto w przód, w tył i do boku i dodał: – Żartowałem! Naiwniak z ciebie!
– Wcale nie! – wykrzyknął Alamazer, po czym znów zwrócił się do Farona: – Ten mały nie jest na sprzedaż, ale oferuję dużo innych ciekawych rzeczy. Co pan powie na świeżutkiego karpia? Nadal rusza płetwami… Eee… To znaczy ruszał.
– Nie lubię ości.
Nieświęty Mikołaj i tak go nie słuchał, tylko grzebał w przepastnym worze. Ze środka doleciał nieprzyjemny rybi odór.
– Przepraszam, to Cthulhu puścił bąka. Tak mu się czasem dzieje, zwłaszcza jak się nażre wodorostów. No dobrze, a co by pan chciał dostać pod choinkę?
– Drzwi do mojego mieszkania.
– Oj, niedobrze. Chyba nie posiadam czegoś takiego.
– W zasadzie to życzyłbym sobie dostać z powrotem całe mieszkanie.
– Jeszcze gorzej. Ono nawet nie zmieści się pod choinkę. Proszę wybrać coś znacznie mniejszego.
– A ile kosztują te cuda, które dźwiga pan w worze?
– Niektóre są za darmo.
– Tam jest pełno śmieci, prawda? Zwykły z pana żul!
Alamazer zakrył uszy rękami i zaczął śpiewać kolędy. Zdaje się, że próbował zagłuszyć napływające mu do głowy nieprzyjemne myśli.
– Niech pan tak nie mówi – wtrącił się elf. – On jest bardzo czuły na tym punkcie.
– W tym momencie za wiele się od siebie nie różnimy – westchnął Faron. – Też jestem bezdomny. A ty, chłopcze, jak cię wołają?
– Feluś. Nie jestem chłopcem, jestem dorosłym facetem! No, może trochę niższym niż średnia krajowa.
– Mniejsza z tym. Idę do zarządcy budynku. Trzeba wytłumaczyć to zamieszanie.
– Pójdziemy z panem – zdecydował Feluś. Złapał za ubranie Alamazera, który przestał się mazgaić i pociągnął go za sobą.
Udali się na samą górę. Niestety, na drzwiach wisiała kartka z napisem „OUT OF ORDER”, co znaczyło, że na czas Świąt nie przyjmowano żadnych zamówień, skarg ani zażaleń.
Feluś, nie czekając na zaproszenie, otworzył drzwi i wszedł do środka. Wnętrze okazało się prawie puste, jak gdyby ktoś powynosił ze środka zawartość co do ostatniego kłębka kurzu. Pozostało jedynie biurko i krzesło oraz stojąca w rogu choinka.
– Ani żywego ducha – zauważył Faron. – Gdzie się podział zarządca?
– To nader oczywiste. Udał się na Święta do rodziny.
– I porzucił budynek na pastwę losu? To nieodpowiedzialne. Dlatego dzieją się takie dziwne rzeczy.
– Ta przestrzeń czeka na kogoś – stwierdził nagle Alamazer. – Musimy zająć miejsce zarządcy.
– Co?
– Tu jest tyle wolnej przestrzeni do spania. Wprost ideał jak z pięciogwiazdkowego hotelu.
Faron zauważył kątem oka, jak choinka drgnęła i przesunęła się o kilka centymetrów.
– Widziałeś to? – zapytał.
– Co niby?
– To pewnie zwidy.
Drzewko jednak zdecydowanie się poruszało. Kiedy Faron zrobił krok w kierunku wyjścia, jęło sunąć w jego kierunku. Spomiędzy igieł wysunęły się wirujące ostrza.
Feluś wykonał szybkie salto w przód, złapał choinkę od tyłu, wygiął i przetrącił na pół, jakby to była gałązka oliwna. W tym stanie drzewko nie miało szans się pozbierać.
– Łał, ale z ciebie siłacz – zdziwił się Alamazer. – Chyba uratowałeś nam życie. To jest… jeszcze chwila i sam bym się za to zabrał, ale chciałem zbudować suspens.
– Co to takiego? – zapytał zdziwiony Faron.
– Wygląda jak choinka, ale zachowuje się co najmniej jak psychopata. Najwyraźniej ochrania to pomieszczenie.
– Ale tu świeci pustkami.
– To gabinet zarządcy. Już samo w nim przebywanie dodaje mi animuszu.
– Wypadałoby się pozbyć tego paskudztwa – przypomniał Feluś.
Okazało się, że w podłodze jest klapa, której Faron wcześniej nie zauważył. Elf otworzył ją i wrzucił do środka choinkę.
– Ot, i problem z głowy. Nie sądzę, żeby stamtąd wróciła.
– To bardzo niebezpieczne, taka klapa w podłodze. Można do niej przypadkiem wpaść.
– Niewykluczone, że tak właśnie się stało.
– Czy myślisz, że zarządca też tam skończył?
Nagle z klapy doleciał gruby głos.
– Ty ciulu ćwiekami nabijany! Tak, to twoja wina.
Faron wytrzeszczył oczy. Budynek do niego mówił.
– Pamiętasz tę dziurę w ścianie? Tak, tę, do której w przypływie alkoholowej werwy wepchnąłeś swojego kutasa! Zaraziłeś mnie syfilisem. Nie rób takiej głupiej miny. Tutaj ściany mają nie tylko uszy, ale też oczy. Do tego ciągle tupaliście, pluliście na podłogę i urządzaliście orgie.
– Wcale nie – słabo bronił się Faron.
– Chlaliście alkohol, a ja wąchałem wasze rzygi.
– To też nieprawda.
– Za późno. Teraz poniesiecie karę.
– Jak powinienem odpokutować swoje winy? – zapytał Faron, jakkolwiek niedorzecznie to brzmiało.
– Wynoście się, bo was choinką poszczuję!
Nagle budynek zaczął się trząść, na ścianach pojawiły się pęknięcia, a z wnętrza wypłynęła krew.
– Chodu! – wykrzyknął Feluś.
Rzucili się do ucieczki. Cała konstrukcja zdawała się rozpadać, tynk odlatywał ze ścian, pojawiało się coraz więcej pęknięć, a w powietrzu dało się wyczuć metaliczny zapach krwi.
Wybiegli na zewnątrz. Budynek kołysał się w agonii. Wszystkie szyby wypadły z okien, a gdzieś z wnętrza doleciał ich potworny wrzask, pełen bólu i smutku.
– Chodźmy, zaraz się zawali – powiedział Alamazer.
– Ale tam zostało moje mieszkanie…
– Naprawdę posuwałeś budynek?
– Ja…
– Nieważne. Możliwe, że robiłem w życiu gorsze rzeczy.
Po chwili budynek zamienił się w gruzowisko. Do czego tu wracać? Faron udał się z Alamazerem i Felusiem do noclegowni, pełnej śmierdzących i brudnych osobników. Jego wina i niczyja inna. Będzie musiał spędzić niejedną noc pod niebem dla bezdomnych. Przynajmniej śnieg na razie nie padał mu na głowę.
Alamazer powyciągał z worka różne fanty i po kolei rozdał je bezdomnym. Na koniec wręczył prezent Faronowi.
Była to prezerwatywa.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: