polskie centrum bizarro

Archive for the ‘Akcje Literackie’ Category

BizarroCon 2021: Rozkład jazdy

In Akcje Literackie on 24 lipca, 2021 at 6:20 pm

85075824_2532754873638657_7585243910700531712_n

Już za parę dni, za dni parę….

A dokładniej za 5 tygodni, bo 28 sierpnia 2021 w krakowskim Pubie pod Ziemią, widzimy się na BizarroConie 2021!

Kto jeszcze nie wie, niech zagląda na stronę wydarzenia i deklaruje udział: BizarroCon – pierwszy sabat miłośników bizarro fiction.

Impreza jest darmowa, a będzie się na niej działo wiele, czemu niech zaświadczy poniższy rozkład jazdy, zwany też harmonogramem imprezy.

My w redakcji nie możemy się już doczekać, a Wy?


16.00 Uroczyste rozpoczęcie, połączone z pokazami sztucznych ogni i krótką prezentacją uzbrojenia Imperium Solarnego.

16.10 – 16.55 „Granice absurdu i czemu warto je przekraczać: Kiedy bizarro to dobre bizarro?”. Prelekcja Kornela Mikołajczyka

17.00 – 17.45 „Wydawać czy oddawać walkowerem? Rzecz o wydawaniu bizarro fiction w kraju nad Wisłą i kilkoma innymi ciekami wodnymi”

Panel dyskusyjny z udziałem Krzysztofa „Korsarza” Bilińskiego, Tomasza Czarnego i Tomasza „Mordumx” Siwca. Prowadzenie Kazimierz Kyrcz Jr.

18.00 – 18.45 Teatr Grozy Prezentuje – Jarosław Klonowski

18.50 – 19.35  Lisołaki: Return from Big Nothing. Wyrwane z błogiego letargu przez zew BizzaroConu wściekłe Lisołaki postanowiły zdestabilizować ten nieludzki konwent. W programie: przemoc, absmak, żenada i śmiech przez łzy (skecze na żywo +dynamiczny przegląd filmików grupy, w tym premierowych).

19.45 – 20.30 „Przeszłość, teraźniejszość i świetlana przyszłość czyli Niedobre Literki, forum miłośników bizarro, antologie i nie tylko”

Panel dyskusyjny z udziałem Kazimierza Kyrcza Jra, Kornela Mikołajczyka, Zeter Zelke i Krzysztofa Szabli. Prowadzenie Aleksandra Knap.

20.45 – Rozstrzygniecie konkursu na bizarrostrój, wręczenie nagród.

20.45 – 2.00 Zajęcia w podgrupach. Tańce, hulanka, swawola.

Miesiąc Opowieści Alicyjnych: Nabór tekstów

In Akcje Literackie on 9 lipca, 2021 at 5:15 pm

ALICE_Paskud

Całkiem niedawno, bo 4 lipca, minęło 159 lat od dnia, w którym pewien oxfordzki matematyk, Charles Lutwidge Dodgson, zabrał trójkę dziewczynek na przejażdżkę łódką i opowiadając im niestworzone historie dla zabicia czasu, stworzył zarys fabuły jednej z „najzadziwialniejszych” książek wszech czasów: Alicji w Krainie Czarów.

Twórczość człowieka lepiej znanego jako Lewis Carroll stanowi nieskończone źródło inspiracji dla autorów wielu gatunków, w tym również, jakżeby inaczej, bizarro fiction. Nie bez kozery bowiem nagroda przyznawana na amerykańskim BizarroConie nosi nazwę Wonderland Book Award.

W związku z tym postanowiliśmy na Niedobrych Literkach godnie uczcić 190. rocznicę urodzin Lewisa Carrolla i niniejszym wszem wobec i niewobec ogłaszamy Styczeń 2022 – Miesiącem Opowieści Alicyjnych!

Czego potrzebujemy od Was? Opowiadań, a jakże!

Wymogi przedstawiają się następująco:

  • Brak limitu znaków czy słów, ale prosimy, miejcie litość dla jedynego oka Paskuda. Nie publikujemy tu powieści w odcinkach. 😉
  • Opowiadanie musi być utrzymane w klimacie bizarro fiction oraz bezpośrednio zainspirowane twórczością Lewisa Carrolla. Chodzi tu przede wszystkim o Alicję w Krainie CzarówAlicję po Drugiej Stronie Lustra oraz Wyprawę na żmirłacza (kto nie zna, niech się zapozna, bo warto). Gąsienicze opary absurdu, oniryczna logika, zabawa językiem – to jest to, na co liczymy!
  • Obowiązuje limit 1 opowiadania na autora, więc prosimy o same najlepsze teksty (chociaż nikomu dowodów nie sprawdzamy, więc można coś zawsze przemycić pod pseudonimem…)
  • Nabór tekstów zamykamy 4 listopada 2021, w wigilię Dnia Guya Fawkesa (kto bez sprawdzania wie, czemu akurat wtedy, dostanie uścisk dłoni redaktora prowadzącego). Wszystkie przyjęte teksty zostaną opublikowane w styczniu 2022 w kolejności ustalonej przez nas.
  • Opowiadania proszę wysyłać na najdziwniejszy z trzech adresów mailowych koordynatora: echnbabe@gmail.com

Skoczmy razem w głąb króliczej nory!

Paskud na Was liczy!

31-Majowa Mania: bocian w lodówce

In Akcje Literackie, Opowiadania on 31 Maj, 2021 at 6:00 am

31V

To już jest koniec, nie ma już nic… poza bocianem w lodówce, rzecz jasna. Bo Majowa Mania, jakżeby inaczej, nie mogłaby mieć innego zwieńczenia jak bocian w lodówce. Wskazywały na to wszystkie znaki w zamrażarce i na niebie. Jak to, nie zauważyliście?

Żegnamy się więc, świętując podwójnie. Najpierw Dawid Dyrcz uświetni swoim tekstem obchody Dnia Bociana Białego, a na sam finisz Kornel Mikołajczyk, sprawca całego tego zamieszania, opowie o tym, jak odpowiednio celebrować Dzień Pracownika Przemysłu Spożywczego.

I to by było na tyle.

Widzimy się jeszcze kiedyś w trakcie innej akcji, na inny miesiąc. Odwiedzajcie Niedobre Literki i uważnie wypatrujcie wieści!

 

„Mechpenis-1” by Dawid Dyrcz

Z zażenowaniem przyglądał się kawałkowi plastiku z wygrawerowaną podobizną Bociana Białego. Przypominał bardziej kaczkę lub krokodyla niż bociana. Obok leżał tak samo żenujący dyplom, wydrukowany przekłamującym kolory zamiennikiem tuszu na równie tanim, przeterminowanym papierze ryżowym. Że też dał się tak naciągnąć… Chociaż się za takiego nie uważał, był niesamowicie mądrym człowiekiem. Mądrym, ale i naiwnym, nieżyciowym. Zeszłotygodniowa rozmowa telefoniczna rozwalała mu umysł, nie potrafił się na niczym skupić, balansował na skraju całkowitego załamania.

– Dzień dobry, nazywam się Kasia Ziółkowska i chciałabym panu serdecznie pogratulować. Pańska firma została wybrana spośród wielu innych kandydatów i tym samym wygrał pan prestiżową statuetkę oraz tytuł Bociana Białego.

– Jest pani pewna? Ja nigdy nic nie wygrałem. To mnie wybrali? Kto? Kiedy?

– Wybrano pana w zorganizowanej telefonicznie kartkówce, zrobili to nasi klienci, znający wcześniej odpowiedzi na wszystkie pytania. Zazwyczaj zwycięzcy otrzymują 8 punktów, panu udało się tych punktów zdobyć aż 9.5 na 10. Gratuluję! Oczywiście sama statuetka i dyplom są zupełnie darmowe, jednak aby je odebrać, należy uiścić opłatę w wysokości 1500 dolarów. Są to koszty manipulacyjne związane z przetwarzaniem metadanych i próżniowym pakowaniem w różowy papier śniadaniowy. Proszę się nie martwić, płatne przy odbiorze, wystawimy fakturę. Chciałam jednocześnie zaznaczyć, że jest to wyjątkowe wyróżnienie i nie każdy na nie zasługuje.

Zadowolony, podał jej wtedy dane potrzebne do wysyłki. Statuetkę zamierzał postawić na biurku, przy którym codziennie pracował, a dyplom powiesić na ścianie za fotelem, tak aby goście go widzieli i podziwiali. A może na odwrót: dyplom na biurku, a statuetka na ścianie, tak aby bocian rzucał cień podczas pracowitych, upalnych nocy? Tak czy owak, miałby czym się pochwalić przed klientami i znajomymi…

Teraz, wspominając własną głupotę, wpienił się nie na żarty. Cisnął Bocianem Białym o ścianę. Ten odbił się od niej i wyleciał przez otwarte okno, lądując płynnie w jaskółczym gniazdku, pełnym zadziuplowanych przez złodzieja kosztowności. Taki wstyd, tak dać się oszukać, tak go naciągnęli. Szajs i tandeta. Podarł dyplom na drobne kawałki. Opadając, ułożyły się w wyprostowany środkowy palec kobiecej dłoni.

Rozwścieczony, usiadł do tableta graficznego z deską kreślarską. Włączył ulubiony kalkulator z powycieranymi cyframi, pamiętający jeszcze czasy studiów i wsłuchując się w przyjemny odgłos naciskanych klawiszy, przystąpił do pracy. Zaczął tworzyć i projektować, umysł przetwarzał w pamięci masę skomplikowanych obliczeń 2D i 3D, dających niezmiennie wynik 5D. Ostatecznie, zajmował się nowymi wynalazkami.

– Czekaj no, Ziółkowska, już ja ci dam Bociana Białego – wysyczał przez brązowe zęby. Geniuszy często trawi jakaś chorobliwa obsesja, on zaś uwielbiał wyjadać fusy z kawy. Czytaj resztę wpisu »

30-Majowa Mania: zaadoptuj, zaadaptuj

In Akcje Literackie, Opowiadania on 30 Maj, 2021 at 6:00 am

30V

Adopt, adapt and improve, mawiał złodziej z „Latającego Cyrku Monty Pythona”, uparcie twierdząc, że to motto Rycerzy Okrągłego Stołu. Jakkolwiek by nie było, jest to porządne motto, o wiele lepsze od motta Paskuda: Poliż, zanim weźmiesz do ręki. Adopcja to fajna rzecz – czy to zwierząt, ludzi, roślin, minerałów, czy mebli. Sami zaadoptowaliśmy ostatnio chiński sekretarzyk z zespołem Tourette’a. Której szuflady by nie otworzyć, znajdujemy karteczki z napisem cào nǐ mā i naprawdę nie wiemy, czemu przeszkadza mu brak kału…

Uczcijmy więc odpowiednio dzisiejsze święto, czyli Dzień Rodzicielstwa Zastępczego i niech nasze gałki oczne zaadoptują tekst Kornela Mikołajczyka – o nietypowym rodzicielstwie w samym sercu naszego kraju, w dokładnie 300 słowach.

 

„Wierne dziecię” by Kornel Mikołajczyk

Prosiła, bym pogrzebał jej zwłoki pod palmą na rondzie de Gaulle’a.

„Oddałam temu miastu wszystko”, mówiła. „Moje serce. Marzenia. Krew, pot i łzy. Wsączyłam się w nie każdą cząstką siebie, stałam się jego wiernym dziecięciem. Przez całe życie czułam się odrzucona. Ludzie wyśmiewali się ze mnie za to, jak wyglądam, kim jestem. A jednak, kiedy ujrzałam tę palmę na tle wieżowców – tak cudownie absurdalną! – wiedziałam, że znalazłam swoje miejsce na ziemi. Właśnie tutaj. W tej metropolii, w której każdy jest dziwadłem… i jednocześnie nie jest nim nikt.”

Próbowałem wyprzeć się obietnicy, jak tylko mogłem. Urządzić jej tradycyjny pochówek. Ale żaden z duchownych nie chciał się podjąć wyprawienia jej na tamten świat. Mówili, że czarne, kręcone rogi mojej przyjaciółki to znamię Szatana. Próbowałem tłumaczyć, że się mylą. Owszem, przez całe życie nosiła je na czole – piłowała, polerowała i od święta malowała na szalone kolory – ale to dlatego, że gdy jej matka była w ciąży, zjadła na wycieczce do Meksyku przeklęte przez wiedźmę koźlęce jądra.

Nic z tego. Księża żegnali się nabożnie, siostry zakonne mdlały, a grabarze pukali się w czoła i grozili łopatami. Musiałem w końcu zabrać jej ciało i pod osłoną nocy zakopać je pod palmą, na tym rondzie, na wieczność.

Tydzień po tym, jak spełniłem jej ostatnie życzenie, dostrzegłem tajemniczą narośl wśród sztucznych liści. Rosła z każdym dniem, niezauważona przez nikogo poza mną. Wkrótce na szczycie palmy dojrzał kokos – kompletnie niewzruszony tym, że drzewo, na którym zawisł, to palma daktylowa, i to na dokładkę sztuczna. Strąciłem go celnie wymierzonym kamieniem. Spadł między ustawione przeze mnie znicze, rozłupując się na krawężniku. Ze skorupki wypełzł noworodek, cudownie odrodzony z łona Warszawy. Na głowie nosił zalążki czarnych różków oraz zielone plastikowe włosy. Kolejne perfekcyjne dziwadło, gotowe, by dołączyć do różnorodnego tłumu.

Co miasto zabiera, miasto oddaje – w sposób, którego najmniej się spodziewasz.

29-Majowa Mania: w zdrowej kiszce zdrowy duch

In Akcje Literackie, Opowiadania on 29 Maj, 2021 at 6:00 am

29V

Proszę państwa, oto Jolo.

Jolo jest płatnym zabójcą ze słynnej familii płatnych zabójców, któremu przytrafiają mu się różne osobliwe przypadki. Tak to już jest, kiedy zgarnia się zlecenia po nieopierzonych członkach rodu…

Zapraszamy Was dziś do zapoznania się z nowym bohaterem stworzonym przez naszą drogą Zeter Zelke. A że dzisiaj świetujemy też Dzień Zdrowia Układu Pokarmowego w związku z Majową Manią, rzecz będzie o grochu, wiatrach i kreatywnym podejściu do wykonywania zadań.

Kto wie, może czegoś się od Jolo nauczycie…

 

 

Jolo Szpilorek

i

 Profesjonalne nastawienie

by

Zeter Zelke

 

Życie płatnego zabójcy nie jest łatwe. A życie asasyna wychowywanego od dziecka, by zabijać, to już w ogóle. Z drugiej strony, jeżeli rodzice, rodzeństwo, dziadkowie i babcie, kuzyni i kuzynki, wujkowie i ciocie siedzą w tym samym fachu, wtedy bywa lżej. Pod warunkiem przebrnięcia przez mordercze treningi i szkolenia. Ale czy człowiek kiedykolwiek przestaje się uczyć? No właśnie. Więc wracamy do punktu wyjścia – życie płatnego zabójcy to ciężka orka.

 

Jolo robi w zawodzie trzydziesty ósmy rok. Mimo to wciąż jest tak gładki i śliczny, że nikt nie dałby mu więcej niż dwadzieścia pięć wiosen. Niektórzy nawet przypisują go do niewłaściwej płci. Nie szkodzi. Androginiczność to dla zabójcy wielce przydatna cecha.

 

Parę dni temu babcia od strony mamy wzięła się za odkażanie niezużytych strzykawek i pod jednym z pudełek znalazła dwa kontrakty. Jakiś gamoń – pewnie któreś z młodych dopiero wprawiających się w profesję – zrzucił dokumenty. Ojciec zaakceptował zadania, matka podpisała, znaczyło – należy je wykonać, by honor rodziny nie ucierpiał. Na domiar złego na papierach widniała data, kiedy zleceniodawcy oczekiwali wyników. Pozostały trzy dni. Szczęściem w nieszczęściu, oba cele mieszkały w tym samym mieście. Jolo zgarnął papierzyska i powiedział: „Zajmę się tym”.

 

Tylko dzień na przygotowanie i dwa na realizację – to niewiele czasu. Lecz Jolo to profesjonalista w każdym calu. Da radę.

 

Pierwszy kontrakt dotyczy pozbawienia życia bogatej właścicielki sieci salonów z sukniami ślubnymi – Żulietty Bątą. W jaki sposób? W jakikolwiek. Prościzna. Drugi klient naniósł instrukcje, co do metody wyeliminowania biznesowego wroga, Edwarda Smerdka. Dużymi, grubymi literami widnieje tam słowo: skrycie. Jolo rozumie przez to, że śmierć powinna nadejść znienacka, jako wypadek. Z tego względu odkłada tę misję na koniec.

 

Zabójca o świcie zamawia bilet lotniczy do Starego Jorka, pakuje niepozorną walizeczkę z morderczymi utensyliami, ładuje zgrabny tyłek do rodzinnej limuzyny i każe się wieść szoferowi z willi w Calesonach na lotnisko. Trzy godziny później jego wypucowane, czarne lakierki niosą go bezgłośnie po zaśmieconych ulicach do pięciogwiazdkowego hotelu, w którym zatrzymuje się średnio co dziesiątą misję. Bywa tutaj często. Stary Jorek to bogate miasto, a bogate miasto przyciąga bogaczy. Bogacze zaś nie szczędzą grosza na wynajmowanie ludzi od mokrej roboty, gdy interes nie chce się ubijać – z takich czy innych przyczyn. Jolo nigdy nie pyta o przyczyny. Wystarczy mu wiedzieć, kto ma zginąć, jak i pomiędzy jakim interwałem czasowym.

 

Jolo należy bowiem do przesławnej familii Szpilorków. Tego nazwiska obawiają się w kryminalnym półświatku niemal tak bardzo jak poza nim. Każdy wie, że jeśli ktoś wynajmuje Szpilorka, by usunąć człowieka, to ten człowiek musi umrzeć. To nazwisko-marka, obietnica rzetelności; Szpilorek – to pewność, że zlecenie zostanie wykonane dokładnie tak, jak klient sobie tego życzy. Z niniejszego względu – jak każdy inny Szpilorek – Jolo nie jest tani. Profesjonalne podejście kosztuje. Dużo. Czytaj resztę wpisu »

28-Majowa Mania: ten dzień miesiąca

In Akcje Literackie, Opowiadania on 28 Maj, 2021 at 6:00 am

28V

Dziś na Niedobrych Literkach świętujemy Ten Dzień. Tak jest, Ten. A raczej jego odpowiednie traktowanie, gdyż tak się składa, że 28 maja to Dzień Higieny Podczas Miesiączki.

Dlatego serdecznie prosimy o ciszę, spokój, ciepłą herbatę i zapas czekolady z bakaliami rzucony strategicznie w paszczękę Paskuda (no co, on też miewa gorsze dni!). Aha, i weźcie ze sobą coś, czym można by zatamować posokrwistopotopowodzistość świata, bo to najważniejsze. Ale o tym opowie Wam już Aleksandra Knap w specjalnie przygotowanym tekście, do którego lektury niniejszym zapraszamy.

 

„Wielka powódź” by Aleksandra Knap

Ocknąłem się sponiewierany i brudny. Co za smród! Spojrzałem na oblepione czerwoną mazią ciało. Bawełna swędziała. Powieki piekły.

Powinienem przygotować się na wielką powódź. W końcu do tego nas szkolili. Jednak życie pisze własne scenariusze. Fala okazała się zbyt potężna. Nie nadążałem z wchłanianiem. Poniosłem porażkę jako tampon.

Włożyłem do ust zaciśniętą pięść, by powstrzymać łzy.

Musiałem się stąd wydostać.

Dźwignąłem napęczniały korpus i zacząłem podążać wzdłuż tunelu. Gdyby nie elastyczne ściany i wilgotne podłoże z całą pewnością nie dałbym rady się przecisnąć.

Nagle usłyszałem głosy. W oddali ujrzałem zafajdane krwią tampony. Nie byłem sam! Czy to możliwe?!

– Bracia! – rzuciłem z radością.

– Cześć, Tomek! – Michał odruchowo wyciągnął rękę. Jednak po chwili doszliśmy do wniosku, że w obecnych warunkach kiwnięcie głową w zupełności wystarczy.

– To niesamowite! – Rozejrzałem się dookoła. – Myślałem, że na front wpuszczają pojedynczo… Gdy jeden polegnie, wyciągają go i dopiero wtedy wchodzi następny. I tak przez tydzień, aż do momentu, gdy uda się powstrzymać powódź. Czytaj resztę wpisu »

26-Majowa Mania: origamigeddon

In Akcje Literackie, Opowiadania on 26 Maj, 2021 at 6:00 am

26V

Każdy składał za dzieciaka samoloty z papieru. To świetna zabawa i sposób na zabicie czasu w trakcie nudnej lekcji (a umówmy się, które z nich nie są nudne, prawda?). Ale kiedy dorastamy, wszystkie zabawy i zabawki stają się czymś poważniejszym. Od plastikowych żołnierzyków przechodzimy do wojny, od planszówek do korporacyjnych rozgrywek, od zabawy w chowanego do fingowania własnej śmierci na disco-lodowisku i ukrywania się w południowej Słowenii, by choć trochę odpocząć od rodziny i…

Ups, wybaczcie, ten plan jest tajny.

A co z tymi papierowymi samolotami? Ano, i one można potraktować na poważnie. A przynajmniej na wpół, bo inaczej na Niedobrych Literkach nie da rady. Zrobił to dla nas Dawid Dyrcz specjalnie na dzisiejsze święto, czyli Dzień Samolotów z Papieru. Uważajcie, bo pewnego dnia i Was może dopaść ekologiczno-tnący nalot z powietrza.

„Jak statki na niebie” by Dawid Dyrcz

Wojenna eskadra papierowych samolotów mknęła ze świstem po błękitnym niebie. Ktoś inny rzekłby, że są piękne, takie białe, dostojne, brystolowe, bez żadnej skazy. Maciek jednak nie odczuwał ani krzty zauroczenia. Wskoczył w najbliższe krzaki z nadzieją, że go nie zauważyli. Nienawidził ich,. Zabili mu matkę i ojca, porwali narzeczoną Ksenegundę – Niemkę z pochodzenia, poznaną na castingu porno – jego zaś torturowali szeleszczącymi papierkami, przez co o mały włos nie wpadł w bezdenną depresję. Od czasów inwazji całkowicie zdominowali niebo. Mknęli po nim niedoścignionymi aeroplanami, siejąc strach i ulotki.

– Babciu, pomóż! – Przymknął oczy i przypomniał sobie o talizmanie w kształcie fallusa, który otrzymał w dniu narodzin. Nie skorzystał z niego wcześniej, bo zwyczajnie zapomniał. Potarł naszyjnik, który mocno poczerwieniał, trysnął magicznym nasieniem i Maciuś zniknął w białym, gęstym płynie. Miał dużo szczęścia, bo w tym samym momencie na krzak, w którym się ukrywał, spadła papierowa torba ekologiczno-tnąca, miażdżąc kopulujące, miłością ziejące, trzy zające, tworząc z nich niezły pasztet i niszcząc mnóstwo domków ślimaków-podglądarek, które ze ślinotokiem przyglądały się temu erotycznemu show.

Wiedźma Hagatha brała akurat kąpiel w balii napełnionej łzami niespełnionych kochanków, dokładnie szorując mocno owłosione pachy i jeszcze mocniej zarośniętą afrobroszkę, zwaną przez nią pieszczotliwie Boberkiem, gdy obok niej głośno plusnęło, rozlewając łezki na lewo i prawo. Jej rozwarta buzia, ukazująca jedynego podziurawionego zęba (resztę straciła od blowjoba robionego diabłu), świadczyła o pełnym zaskoczeniu. Jakże to tak, przecież chatka zabezpieczona została zaklęciami antywłamaniowymi kupionymi na Wiedźmy Polskie TV w promocyjnej cenie! Kto mógł, kto się odważył? Czytaj resztę wpisu »

25-Majowa Mania: bez paniki, są ręczniki

In Akcje Literackie, Opowiadania on 25 Maj, 2021 at 6:00 am

25V

Taki ręcznik to przydatna rzecz, czy to na Ziemi, czy w szeroko pojętej Galaktyce. Odkrył to już sam Douglas Adams, w związku z czym możemy dziś świętować Dzień Ręcznika. Ale chyba nawet królowi humorystycznej fantastyki nie przyszło nigdy do głowy, że ręcznik świetnie może się spełnić również w roli ochroniarza. A jeśli nawet przyszło, to sorry Winnetou, trzeba było to spisać w formie prozy, panie Adams, a nie kisić w tym mózgowym słoiku! Na szczęście ta trudna sztuka (spisanie, nie kiszenie) udała się Krzysztofowi Szabli, w związku z czym serdeczne zapraszamy do lektury jego opowiadania.

I tak klasycznie, aforystycznie, powiemy jeszcze: Bi kerful łot ju łisz for.

 

„Trzy życzenia” by Krzysztof Szabla

Wilhelm podziwiał przed lustrem swoje smukłe i umięśnione ciało. W pewnym momencie dostał nieoczekiwanej erekcji, a z penisa wystrzeliła strużka spermy. Nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie odznaczała się wyraźnie złotym kolorem. To zaniepokoiło mężczyznę. Nie spotkał się wcześniej z czymś takim. Od razu sprawdził w Internecie, co to może oznaczać. Okazało się, że złota sperma, podobnie jak złota rybka czy dżin z butelki, spełnia trzy życzenia. Trzeba je jednak wypowiedzieć bardzo szybko, póki jest świeża.

Wilhelm od razu zrobił tak, jak napisali w Internecie. Miał tyle życzeń, że nie wiedział, które posłużyłoby mu najlepiej. Czas naglił, więc pospiesznie wyszeptał:

 – Chciałbym znaleźć dziewczynę… To moje pierwsze życzenie. Drugie to… żeby z nieba spadało złoto. A trzecie…

Tu już należało się poważnie zastanowić, gdyż więcej życzeń nie będzie, a złota sperma podobno trafia się raz na kilkaset lat. Musiał wymyślić coś, po czym od razu da się poznać, że to nie przypadek, a prawdziwie magiczny efekt. Rozejrzał się po łazience, aż w końcu jego wzrok padł na dość zwyczajny przedmiot.

– Chciałbym, żeby tamten ręcznik został moim osobistym ochroniarzem.

Gdy skończył mówić, nagle stwierdził, że sperma wyparowała. To oznaczało, że jego życzenia naprawdę się spełnią. Zresztą, na efekty nie czekał długo. Ręcznik, zwisający do tej pory smętnie na haczyku, zeskoczył na ziemię i zaczął podskakiwać.

 – Wow! To naprawdę działa.

A to przecież jeszcze nie koniec. Czekała na niego dziewczyna i tony złota. Wystarczyło wyjść z domu. Czytaj resztę wpisu »

24-Majowa Mania: ślimaczymy

In Akcje Literackie, Opowiadania on 24 Maj, 2021 at 6:00 am

24V

Nie od dziś wiadomo, że Francuzi są fe. Czysta ulica w Paryżu to ewenement, picie wina do śniadania to skrajna patologia, zaś Wieżę Eiffla zbudowano tak naprawdę z wygotowanych kości międzygwiezdnego bytu zwanego Brajanuszem Turboparchatym – zresztą dobrego kolegi Paskuda. Najgorsze jednak, co umyślili sobie rodacy Woltera, Zidane’a i Lassimonne’a (wynalazcy temperówki, rzecz jasna), to spożywanie żab i ślimaków.

My na Niedobrych Literkach winniczki kochamy, szanujemy i karmimy sałatą, ale te zboczone kosmiczne ślimaki to już zupełnie inna sprawa. O tym, jak sobie z nimi radzić, opowie dziś Dawid Dyrcz w tekście przygotowanym (z masełkiem, czosnkiem i ziołami) specjalnie na Dzień Ślimaka.

Życzymy smacznego…

 

„Ślimakiem przez Galaktykę” by Dawid Dyrcz

Dzisiaj na mojej patelni wylądowały ślimaki. Robiąc najrozmaitsze podejścia swoimi kosmodomkami, próbowały osiąść na tapczanie, jednakże, niezdolne znaleźć odpowiednio płaskiej powierzchni, ostatecznie wybrały patelnię.

Wyciągnąłem spod łóżka syntezator i zagrałem melodyjkę, którą pamiętałem z Bliskich Spotkań Trzeciego Stopnia. Chyba zafałszowałem, bo przybysze schowali czółka do środka. Sięgnąłem do majtek, wyskrobując na zachętę trochę kilkudniowego sera.

– My nie jadamy sera ani żadnych pierogów. Jesteśmy kosmicznymi ślimakami, przygłupie. Żywimy się kosmatymi myślami – odezwały się chórem w mojej głowie. – I zabierz ten dziwny komunikator, nie posiadamy uszu, jesteśmy głusi, a ukryliśmy się do kosmomuszelek w przyjaznym, zapraszającym geście. „Gość w dom, ślimak do kosmomuszelki”; to takie nasze stare przysłowie.

– Witajcie na Ziemi. – Ukłoniłem się.

– Daj spokój, nie jesteś pierwszym, którego odwiedzamy! – Normalnie chór anielski, aż po plecach przebiegły mi przyjemne ciarki.

– Czego ode mnie chcecie, gwiezdni przybysze? – Starałem się dobrać odpowiednią tonację myśli. Czytaj resztę wpisu »