polskie centrum bizarro

Archive for the ‘Różne, różniste’ Category

„Myśli pocieszenia” by Rafał Kuleta cz.II

In Różne, różniste on Listopad 23, 2018 at 6:00 am

Obiecanki, nie cacanki, przynajmniej nie w przytomności Paskuda, który wiarołomstwa nie trawi… To znaczy trawi, a jak strawi, to wymiotuje nim w twarz przeniewiercy. Nikomu taki los nie jest miły, toteż czym prędzej, w te pędy i w trymiga przekazujemy w Wasze oczy, drugą porcję „Myśli PocieszeniaRafała Kulety.

Musicie przyznać, że perspektywa ocalenia twarzy przed żrącą wymiociną Jednookiego jest wielce pocieszająca! Poniżej obiecane drabble. Bierzcie i czytajcie z tego wszyscy! Osoby, którym w trakcie lekturzenia siądzie psycha, prosimy o kontakt na number składający się z samych szóstek, albowiem kazamaty Paskuda świecą coraz cichszymi pustkami. Paskud lubi mózgi, zwłaszcza powichrowane, a w lochach ino pajęczyny, co nas wielce smuci. Bo jak nie Wy… to my. Sokole me oko już zauważyło kilku redakcyjnych kolegów ze słomką w uchu, z Paskudzią pieczęcią, więc nie do ruszenia!

Ech, wszystkim nam trzeba pocieszenia. Całe szczęście są drabble!

 

 

Myśli pocieszenia

Część II

 

Zabawa mimo wszystkich sprzecznych wniosków

Ceny rosły jak wieżowce. Niejednokrotnie przewyższały. Ludzie wbici w chropawy asfalt ubóstwa. Była jednak grupka młodych, rześkich, kreatywnych, która doskonale sobie radziła w konsumpcyjnym molochu.

Dwa dni stali przed labiryntowym sklepem. W końcu weszli i zaczęli korzystać, ile dusza zapragnie.

– Ale zapach!

– Mi się nie podoba. Kosztuje trzy stówy, a wcale nie jest taki dobry. Zbyt ciężkawy, mdłosłodkawy. Spróbuję inne próbki. Jeśli jakaś mi się spodoba, to będę przychodzić tu częściej, żeby się popsiukać.

Bawili się, korzystali z życia pod chrapami korporacyjnych molochów.

Koniec dnia zwieńczył koncert. Jak najbliżej imprezy, gdzie wszystko spoko słychać. Bawili się aż do zbielonego rana.

 

W głąb przeczucia

Łoskot, sapanie, pociąg szarpie, ale tylko na zewnątrz, bo w środku harmonia, uśmiech szczery, czasem śmiech.

Mijamy różne wersje białych koni. Jeden stoi, kontempluje; drugi biega w kółko; trzeci ćwiczy na casting do cyrku. Niebo przezroczyste, prześwituje przez nie kosmos. Pociąg chce wskoczyć w tę lukę, nawet się udaje, ale potem przystaje i już trzeba wysiąść. Idziemy – ja i marzenie. Marzenie nie nadąża, ja już śnię dalej, wyżej, śmielej. Wchłaniam fragmenty otoczenia, rodzaje rzeczywistości we mnie i poza mną. Trochę się opierają, przeciwstawiają, w końcu się poddają, ale ja już jestem krok myśli dalej, poziom odczuwania wyżej, w głąb przeczucia.

 

Na wykładzie z teorii wykładu

Smród teorii w opozycji do zapachu praktyki. Wykład składni bez ładu, składu, choć w sumie różnica pokładów wiedzy mnoży się, wręcz dzieli przez skrajnie intymną nieistotność, cokolwiek wykładowca miał na myśli. A wykładowca wykładał kolejne argumenty z serii wykładów o sensie istnienia sera w serum.

Ale siedzieli, milczeli, słuchali. Sala pochylona, slalom głów w dół. Z przodu czoła, z tyłu stopy. Jedna noga dłuższa od pozostałych wydłuża się. Dominanta smrodni niezbyt roztargnionych skarpetek. Akurat przed nosem jednego, nosem drugiego, noskiem trzeciej. No to pociągnęli kolektywnie. Nie nosami. Za but, sznurówkę, skarpetkę, skórę, kość. I po nodze. Po smrodzie. Po wykładzie.

 

Nieskrępowane niczym uczucie wolności, radości, wyzwolenia

Las sosnowy, ciężki, twardy, drzewa masywne jak kolumny, między którymi przemyka się efemeryczna kobieca postać. W zwiewnej koszuli, na bosych stopach, biegnie po palącym od mrozu, zbitym w parzące grudy śniegu. Nie czuje bólu, tylko radość. Każdy jej oddech dyszy wolnością. Nieskrępowanym wyzwoleniem. Byleby tylko znaleźć jak najszybciej. Póki energia jej nie opuści.

Nie szukała długo. Polana była prześwitem między nogami sosen. Miejsce idealne. Stanęła mniej więcej po środku. Rozpostarła ramiona niczym niewidzialne skrzydła. Podniosła głowę do nieba i zaczęła się wznosić.

Mogła poszybować ponad las. Zatrzymała się tuż pod koroną najbliższego drzewa. Kołysała się, unoszona łagodnymi prądami niewyczerpanej energii.

 

Inspiracje światem

Obudzeni promieniami słonecznego księżyca, wciąż głodni, wciąż wrażliwi, wciąż ciekawi, otwarci, bogaci o siebie, światowi, bo nie istnieją granice, ograniczenia, restrykcje. Jest tylko miłość, harmonia i radość.

Za każdym razem, kiedy nasze usta zlepiają się w miodowym, waniliowym pocałunku, planujemy kolejną niepowtarzalną podróż w baśniowe, nastrojowe klimaty, pełne subtelnych myśli, odcieni barw, delikatnych, romantycznych nastrojów.

Morskie fale unoszą luksusowy statek wycieczkowy naszych marzeń. Mijamy wyspy wulkaniczne, owocowe, warzywne, o lasach liściastych, iglastych i pierzastych. Wpływamy między łańcuchy górskie rozwieszone na choinkach archipelagów. Zaraz pojawią się ośnieżone szczyty gwiazd. Zaśniemy w ciszy, przytuleni, namacalni, obiecani sobie, obejmujący w ramionach cały wszechświat.

Reklamy

„Myśli pocieszenia” by Rafał Kuleta cz. I

In Różne, różniste on Październik 27, 2018 at 6:00 am

Paskud oko ma leniwe i tylko jedno, ale jak już je rozewrze, to rzuca urok, któren sprawia, iż nawet jeśli przy pierwszym spotkaniu Pan Niedobrych wydaje się dziwny, parchaty, wręcz odrażający, to jakiś czas po szoku poznawczym chce się doń wrócić. Ba! Żyć bezeń nie można. Toteż ku uciesze Wszechświata wrócił i przyniósł! Drabble.

Rafał Kuleta jest dobrze znany na dworze Jednookiego, miłościwie nam panującego. Przeto mamy dla Was kolejną porcję krótkiej formy jego autorstwa. Dobroci te na dwie części podzielon (by urząd podatkowy nie dowiedział się zbyt szybko, że Paskud tak bogaty w niedobre literki!). Pierwsza garść utrzymana w nieco minorowym tonie, ale tylko nieco, więc bez obaw! Wszak to zbiór pocieszenia, toteż nawet tam, gdzie ciemno i ponuro, uważny Czytelnik odnajdzie iskierkę nadziei. Obiecujemy, że kolejna garść drabbli będzie już zupełnie pocieszająca, coby przegnać smutki, jakich nie brak na tym świecie pełnym chamstwa i brutalności.

I nie mówcie więcej, że Jednooki nie dba o Wasze zdrowie psychiczne. Dba. Pochyla się nad tym zagadnieniem bardzo nisko. Bo z tego, co myszki mówią, kończą mu się brańcy w kazamatach, a wysysać z kogoś tę różową galaretkę trzeba. Ponoć schizofreniczna najsmaczniejsza!

Tymczasem smakujcie drabble, póki ciepłe!

 

Rafał Kuleta

Myśli pocieszenia

Część I

 

Cieniste cienie

Cienie ludzi przenikały się. Nie łączyły się, tylko przechodziły przez siebie, przemieszczały się z jednego cienistego miejsca w drugie cienistsze, pozostawiały smugi, niedopowiedzenia, niespełnione marzenia, życzenia bez pokrycia. Cienie ludzi ganiały własne cienie, które rozpościerały dalsze cienie, sięgające dalej niż zapomniane wspomnienie. Cienie były równie samotne jak ludzie, którzy dawno odeszli od siebie.

Jeden z cieni, jeden jedyny, jakoś jednakowo niezmienny w cienistości, cienisty w niezmienności, oderwał się od innych cieni i pomknął w wycieniowany cień innej, tym razem żeńskiej cieni, z którą zapragnął pozostać do końca, do dnia, aż wzejdzie słońce i połączy wszystkie niczyje cienie w jedną własność.

 

W tym kraju rzeczywistość ćwiczy stanie na głowie

Pejzaże opustoszałych miast odziane w niepokojącą, ubogą w ornamenty architekturę ściekającą w wydłużone, ewakuujące się w głąb perspektywy. Rezydują tu złowrogo ubrane w czerń cienie, beznazwiskowo-bezimienne posągi oraz bezokie i beztwarzowe manekiny ze zdartą skórą i otwartymi korpusami. Przedmioty codziennego użytku pojawiają się i znikają, odgrywają dziwaczne role, zestawiają się w pokraczne, powykrzywiane połączenia i ustawienia. Zaskakuje ich obecność i nieobecność. Niepokój podróżuje tu niekończącymi się dworcami kolejowymi, autobusowymi, lokomotywowymi statkami i parowozowymi tramwajami. Promy ulic opływają w dramaty: rozkojarzone, konfrontujące logikę z bezkresną wyobraźnią, zamieciony porządek z zamierzonym chaosem. Melancholijno-prostolinijne i dobroduszne duchy rozmów zastygają w cząsteczkach szeptanego powietrza…

 

Czarny Dwór

W czarnym Czarnym Dworze jest czarny, czarny dwór. W tym czarnym, czarnym dworze jest czarny, czarny salon, w którym są czarne, czarne drzwi otwarte na czarno, na oścież oraz na czarny, czarny las. W tym czarnym, czarnym lesie jest czarne, czarne drzewo. W tym czarnym, czarnym drzewie jest czarna, czarna ulica, w której topi się czarny, czarny asfalt. W tym stopionym na czarno czarnym, czarnym asfalcie pływa czarny, czarny szkielet czarnej, zwinnej, drapieżnej ryby. I ten czarny, czarny szkielet czarnej, zwinnej, drapieżnej ryby wylądował w czarnym, czarnym sosie w czarnej, czarnej wazie na czarnym, czarnym stole w czarnym Czarnym Dworze.

 

Jedna mała myśl też cieszy

Rozkładał się obozowiskiem nad jedną myślą, strumieniem wybijającym z niego, z głębi, z trzewi, żwawo płynącym, wzbierającym, rwącym jak rzeka tocząca muszelki, kamyki, kamienie, głazy, przewalająca kamieniołomy, pustosząca góry, taka jedna myśl, a zdolna czynić cuda. Przepływał na jej grzbiecie znaczeń przez doliny, morza i oceany.

Wszystko wokół się rozpada, rozwala, zawala, przesadnie wulgaryzuje, rynsztokuje, luje taplają się we własnej rzezi, niby słownej rui, wyrazowych rzygowinach i plwocinach. A myśl trwa, wieczna jak opoka, energetyzująca, zenergetyzowana, utrwalona, trwała.

Serce już skostniało, zwapniało, skamieniało, lecz tak naprawdę przetrwało. W myśli małej, stałej jak najczystsze uczucie, zdolne odeprzeć wszelki szlam, błoto, turpizm.

 

Idziemy, przebywamy, przenosimy się

Idziemy do sklepozy. Do zasklepionego sklepu. Do kopuły sklepienia świątyni konsumpcji. Kupimy bułkę gżegżółkę. Pyszna bułka, w smaku ulotna jak kukułka, posmarowana masłem skrzydeł, które odlatują w podniebienie-sklepienie ramion wzniesionych do nieba. Ale nieba nie ma, jest tylko gołe łono kosmosu, który wysysa wszystkie soki ze źdźbeł kręgosłupów o głowach-kwiatach udających ludzi.

Trawa kwitnie pod ziemią. Nie ma naziemności, tak jak nie ma litości, ani miłości, są tylko rzeki cieknącej z ran ropy, pełnej okrucieństwa i okruchów pleśni. To po co tu przebywać? Jaki jest sens? Przenoszę siebie z miejsca na lepsze miejsce. Zawsze mi się wydaje, że jest lepsze.

 

Rogale na buziach

Studenci siedzieli w Auli i pisali egzamin z przystosowania do życia. Niektórzy opisywali swoje marzenia o założeniu rodziny, inni chwalili się osiągnięciami erotycznymi, mniej lub bardziej wybujałymi. Jeden ze studentów spisywał sagę rodzinną, a pewna bardzo ambitna studentka płodziła przyszły bestseller: gorący romans w sam raz na plażę lub pod namiot w deszczowy dzień.

Cichy, wyjątkowo nieśmiały student wyrażał niewiarygodnie długie życzenie, rozwijając je literacko, którego głównym spełnieniem było to, by w dalszym życiu wszyscy zgromadzeni na Auli mieli rogale na buziach. Zawsze i wszędzie.

Później, długo po egzaminach, już na wielu ścieżkach, drogach i autostradach życiowych, różnie to bywało…

V Stalowowolskie Spotkania z Fantastyką – patronat

In Patronat, Różne, różniste on Czerwiec 16, 2018 at 5:07 pm

Już za trzy tygodnie do Stalowej Woli wybierze się nasz emisariusz w (nie) zacnej osobie Kazimierza Kyrcza Jr. Nieważne, czy macie blisko czy daleko, czy mieszkacie za górami czy za rzeką, tak czy owak warto się wybrać. Nasz redakcyjny koleżka opowie bowiem o tym, na czym się zna najlepiej. A cóż to jest takiego…? Sprawdźcie sami – nie będziecie zawiedzeni!

A dla tych, dla których wujek Google nie chce być wujkiem poniżej umieszczamy linka do oficjalnej strony imprezy:

http://www.ssf.net.pl/

no i do ich fejsa:

https://www.facebook.com/stalowafantastyka/

Q chwale!

 

 

„Bzy” by Darek Kuchniak

In Opowiadania, Różne, różniste on Maj 4, 2018 at 6:00 am

Tru-tu-tu-tuuuuu! Bum-bum-bu!!! Proszę Państwa – stała się rzecz wielce naszą redakcję ciesząca, bo oto Pewien Apacz – którego dzieje jak zwykle spisuje Darek Kuchniak – powraca ze świeżutkim, całkiem nowym tekstem, do przeczytania poniżej.

Zanim jednak oddacie się tej niecnej przyjemności, zachęcamy od odsłuchu. Tak, nie pomyliliście się, również poniżej, acz nieco mniej, znajdziecie kilka minisłuchowisk, kobiecym głosem przybliżających Wam postać Pewnego Apacza. Słuchajta tu:

https://www.youtube.com/channel/UC35AIeTuQ8OXy2YWOcj5UKw?view_as=subscriber

Bzy

Rok charakteryzuje się tym, że jest przygotowany na każdą ewentualność. I dlatego też Pewien Apacz zawsze może liczyć na to, że w maju zakwitną bzy. Z tym, że muszą być białe, ponieważ te innego koloru wpędzają wojownika w nielichą melancholię. Śpiewa wtedy, przy akompaniamencie fagotu lub oboju, rzewne pieśni z okresu wojny secesyjnej. Wiele w nich szczęku oręża, męskiej przyjaźni i odwagi, ale i opisów wdzięków kobiet wszetecznych. Nie brakuje także kałuż krwi i wnętrzności wypływających wartkim strumieniem z jam brzusznych nieszczęsnych żołnierzy. A przecież dzieci w domu Pewnego Apacza nigdy nie brakowało, więc ich prawidłowy rozwój psycho-fizyczny stanął pod znakiem zapytania.

Szybka Decyzja nie miała wyjścia: musiała działać. Postarała się o posłuchanie u Szamana. Weszła do jego tipi pełna obaw, ale i nadziei. Mędrzec był dla niej ostatnią deską ratunku. Starzec wysłuchał w skupieniu słów kobiety, podumał chwilę w milczeniu. Następnie wyjął z przepastnego kufra farbę w sprayu.

– Wiesz jak to działa? – zapytał z szelmowskim uśmiechem.

– Jasna sprawa, wodzu – odparła Szybka Decyzja i pełna entuzjazmu poszła w kierunku domu.

Od tego czasu krzaki bzu, zarówno w bliższej, jak i dalszej okolicy, miały wyłącznie biały kolor. I nikomu to nie przeszkadzało, zwłaszcza że Indianin swoimi fałszami wielu wpędził w obłęd. Najczęściej ze skutkiem natychmiastowym.

„Prawo i sprawiedliwość” by Wojciech „Keikan” Król

In Opowiadania, Różne, różniste on Luty 12, 2018 at 6:00 am

Czasami człowiek jest po prostu wkurwiony. Czasami jest mega wkurwiony. A jeszcze kiedy indziej jest mega-kurwastycznie-wkurwiony, bo i czemu nie?

O takiej właśnie sytuacji traktuje najnowsze opowiadanie znanego niedobroliterkowym wyjadaczom Wojciecha Króla, którego pseudonim – najzupełniej przypadkowo – zaczyna się na duże „K”. Więcej przypadkowości nie znajdziecie, bowiem w tekście poniżej wszystko jest na swoim miejscu.

Oczywiście jak przystało na nie do końca zwyczajne miejsce, jakim jest blog nijakiego Paskuda. Zapraszamy do lektury! Czytaj resztę wpisu »

Wiersze by Kamil Kasprzyk

In Nowości na stronie, Różne, różniste on Styczeń 3, 2018 at 6:00 am

Zwykle nie publikujemy wierszy. I na przyszłość też nie zamieramy. Od czego jednak są reguły, zasady, granice? Paskud podpowiada, ze swym typowo ironicznym uśmieszkiem, że od przekraczania i łamania, niekoniecznie w tej kolejności.

No to na co czekamy?

Proponujemy Wam przeczytanie trzech wierszy Kamila Kasprzyka. Nie zajmą Wam wiele czasu, a może akurat trącą jakąś liryczną strunę waszych dusz – o ile oczywiście je posiadacie. Dusze, nie struny. Lub na odwrót. Lub jakoś tak…

Miłej lektury!

Czytaj resztę wpisu »

Nasz człowiek w BookRage czyli „Okruchy mroku” br Kazimierz Kyrcz Jr

In Patronat, Różne, różniste on Kwiecień 12, 2017 at 6:00 am

W ćwiarteczkowej edycji BookRage, sprokurowanej przy okazji Pyrkonu 2017, znalazł się drugi zbiór opowiadań naszego redakcyjnego guru. Kazimierz Kyrcz Jr, bo o nim mowa, na pytanie o zawartość „Okruchów mroku” odpowiedział: „Dwadzieścia. I bizarro też”.

Jeśli chcecie się przekonać, co kryje się za tymi tajemniczymi słowy, zapraszamy (jeszcze tylko przez kilka dni!), tu: BOOKRAGE.

Ze swojej strony przypominamy tylko – jeśli zapomnieliście – że BookRage to bardzo unikalna księgarnia internetowa, w której ebooki kupujecie w cenach, które sami określacie. Nie tylko jednak wskazujecie, ile jesteście gotowi zapłacić, ale też określacie jak owa kwota ma zostać podzielona pomiędzy Twórców, BookRage i Fundację.

PS. Paskud podpowiada, że niedawno w ebookowe przestrzenie trafił też pierwszy zbiór Kazka:

http://bookto.pl/ebook/260547-femme-fatale

„Speed King” by Krzysztof T. Dąbrowski

In Akcje Literackie, Opowiadania, Różne, różniste on Listopad 4, 2016 at 6:00 am

niedobreliterkitxtMuzyka bywa groźna. Kto słucha radia ten wie, że przede wszystkim dla poczucia smaku i gustu. Jednak nie tylko. Również, w rozumieniu węższym, dla umysłu, dla uszu, czy – w pewnych, ściśle określonych warunkach, ale nigdy przed godziną 13.13 – dla ogółu społeczeństwa. Zresztą, przekonajcie się o tym sami, czytając opowiadanie Speed King dobrze Wam znanego Krzyśka T. Dąbrowskiego.

Zapraszamy do lektury. A komu mało, ten może sięgnąć do dwóch jego najnowszych książek, to znaczy do Anomalii OrgazmokalipsyCzytaj resztę wpisu »

Bardzo niedobrzy na Kapitularzu

In Różne, różniste on Wrzesień 16, 2016 at 6:00 am

niedobreliterki2Wielkimi krokami zbliża się nowa edycja tradycyjnie już przyjaznego wszelkim odmianom grozy łódzkiego konwentu Kapitularz. Ufff… Dużo słów, a jeszcze więcej treści pojawi się podczas paneli/prezentacji/szkoleń itepe itede, które przygotowali dla wszystkich odważnych Darek Barczewski, Marek Grzywacz, Kazek Kyrcz Jr, Michał J. Walczak, Zeter Zelke czy Istvan Vizvary

Paskud, któremu nieobce są imprezy wszelakie, zapowiedział, że nie odpuści i będzie obecny przynajmniej na połowie atrakcji, których pełną listę znajdziecie poniżej:

O, tutaj.

kapitularz

Będziecie?