polskie centrum bizarro

Archive for the ‘Różne, różniste’ Category

„Wstyd” by Darek Kuchniak

In Różne, różniste on Styczeń 23, 2019 at 7:00 pm

Nowy Rok rozpoczęty, a Niedobre dopiero przed momentem wytrzeźwiały! Czy to ma świadczyć o tym, że było fajnie, czy wręcz przeciwnie – niech każdy oceni sam. Nam może jedynie być Wstyd. Przy czym „Wstyd” nie byle jaki, albowiem Darka Kuchniaka, a jak Darka, to również pewnego jegomościa, co go zwykle widują w towarzystwie tomahawka. Tamtemu też jest wstyd (jegomościowi, nie toporkowi), ku naszej wielkiej, zbiorowej uldze. Bo zawsze lepiej wstydzić się w kupie niż z osobna! Rozpoczynamy więc Pewnym Apaczem, który jak zwykle jest w formie; w krótkiej formie, ale przecież długość się nie liczy. Liczy się przesłanie, czasem zwane „wnętrzem” lub „osobowością”… Aha, jeśli Wam mało Pewnego Apacza, zapraszamy na bloga onemu poświęconego. Znajdziecie go tu: synowcyki.blox.pl (bez kropki na końcu, co oczywista!).

Wstyd

Rozzuchwalony tym, że zuchwałość nie jest już dzisiaj w cenie, Pewien Apacz otworzył oczy. Następnie pobrał niezbędną liczbę fotonów i wykrzyknął w uniesieniu: „Świecie nasz, jesteś coraz piękniejszy!”

Miałeś wczoraj udany seks – stwierdził Indianin, kiedy spotkał mnie na porannym joggingu.

Po czym wnosisz? – spytałem zdumiony.

Zwykle po schodach, ale dzisiaj skorzystałem z windy, albowiem kręgosłup zagroził, że oskarży mnie o mobbing.

Pytam, skąd ci to przyszło do głowy?

Przyszło do mnie, nie wiem skąd. Zaszumiało w głowie tak dokładnie.

Sam coś wymyśl, a nie podpieraj się tekstem piosenki „Oddziału Zamkniętego” – odparłem z wyrzutem.

Jaryczewski miał do pomocy gandzie.

Też mi tajemnica. Czy to znaczy, że brzytwa Van Gogh’a ma po nim odziedziczyć majątek?

W Europie to nie przejdzie, ale gdyby zechciała przenieść się do Stanów, jej szanse diametralnie wzrosną.

Wystarczyło powiedzieć, że mi zazdrościsz udanego pożycia. Tymczasem rzucasz w twarz gandzią i Van Goghiem. Nieładnie!

Teraz mi wstyd – mruknął Indianin i natychmiast się zaczerwienił.

Następnie obrał przeciwny kierunek.

Reklamy

„City 4” – recenzja by Dominik Dobrowolski

In Patronat, Różne, różniste, Recenzje książek i publikacji BIZARRO on Grudzień 12, 2018 at 6:00 am

Lepiej późno, niż wcale – to fakt powszechnie znany. Dlatego też, z małym, jesiennym poślizgiem, prezentujemy wam recenzję czwartego tomu opowiadań grozy City, którą na zamówienie Paskuda napisał Dominik Dobrowolski. Żeby nie przedłużać, zapraszamy do zapoznania się z tymże wysmakowanym tekstem. Na zdrowie!

City 4 – recenzja

Zbiory City są ewenementem na naszym, niezbyt przychylnym literackiej grozie, rynku wydawniczym. Zarazem też niewątpliwą nobilitacją dla autorów, którym udaje się trafić do ich spisu treści. Niektórzy spośród z nich zadawalają się jednorazową przygodą, inni – jak w przypadku Anny Szczęsnej, Zeter Zelke, Kornela Mikołajczyka, Dariusza Muszera, Bartosza Orlewskiego, Jarosława Turowskiego, Marka Zychli, czy najbardziej utytułowanego w tym gronie Tadeusza Oszubskiego – podejmują rękawicę, uczestnicząc w kolejnych odsłonach serii.

Serii, z którą warto się zapoznać z wielu powodów. Najważniejszym z nich jest oczywiście wsad, czyli niezmiennie wysoki poziom prezentowanych tekstów. Stanowi on coś w rodzaju przeglądu aktualnego stanu polskiej grozy, a w szerszej perspektywie pewnego rodzaju świadectwo tego, jak ta groza ewoluowała. I tak, w najnowszym tomie, który pojawił się w sprzedaży kilka miesięcy temu, pewne novum stanowi większa niż dotąd reprezentacja tekstów romansujących z kryminałem (Wazon, Wet za wet), posapo (Gręboż, Przebudzenie ćmy, Kiedy przylecą ptaki) czy bizarro fiction (Czarne myśli, B, Zaburzenia atmosferyczne, Miejszczuch, Miasto snów).

Z pewnością za godne pochwały rozwiązanie można uznać Posłowie pióra dr Kseni Olkusz, która ze swadą podsumowuje książkę. Nie sposób się nie zgodzić z jej słowami, gdy pisze:  „Ta eklektyczność, wyrażana poprzez dobór pisarzy różnych generacji, tekstów reprezentujących rozmaite idee czy konwencje, nie jest wadą, lecz cechą istotnie pożądaną”.

Co symptomatyczne, we wszystkich odsłonach antologii natrafiamy na teksty naszych krajan, na stałe mieszkających za granicą i dzielących się z czytelnikami swymi obserwacjami na temat tamtejszych realiów. Bywa to zarówno pouczające, jak i straszne.

Kończąc tę recenzję, leży oddać honor wydawnictwu Forma, które z żelazną konsekwencją (przy wparciu redakcyjnym Marka Grzywacza i  Kazimierza Kyrcza) promuje rodzimych autorów. I to nie tylko tych znanych i lubianych, ale i dopiero zaczynających swą przygodę z literaturą. Wszak tradycją stało się, że do kolejnych zbiorów trafiają również opowiadania wyłonione w drodze konkursu.

Optymizmem napawa fakt, że w zapowiedziach wydawnictwa (póki co bez konkretnej daty) widnieje tytuł City 5. Antologia polskich opowiadań grozy.

Myślę, że nie tylko ja z utęsknieniem czekam na tę pozycję.

Dominik Dobrowolski

Dla nieprzekonanych spis treści:

Kazimierz Kyrcz Jr CZARNE MYŚLI
Jarosław Turowski CO SIĘ NIE ZGADZA
Marek Grzywacz ZABURZENIA ATMOSFERYCZNE
Tadeusz Oszubski PTAKOT
Marek Zychla TAKSYDERMIA
Zeter Zelke MIEJSZCZUCH
Adam Podlewski DZIADY MORDORSKIE
Mariusz Wojteczek ZNIKANIE
Tomasz Krzywik UL
Marcin Zwoleń PRZEBUDZENIE ĆMY
Dariusz Muszer GRĘBOŻ
Jacek Skowroński KIEDY PRZYLECĄ PTAKI
Kornel Mikołajczyk WAZON
Janusz Mika WET ZA WET
Bartosz Orlewski B
Hubert Jarzębowski UKĄSZENIE LOVECRAFTA
Kacper Kotulak MIASTO SNÓW
Istvan Vizvary WINDA
Dagmara Adwentowska ROZBIÓRKA
Adam Froń LIST POŻEGNALNY
Joanna Łańcucka ROŚLINY OZDOBNE
Krzysztof Kochański PRZECIĄG
Flora Woźnica PĘTLA
Marta Sobiecka PAN PATRZY
Anna Szczęsna PTASIE SERCE
Kazimierz Kyrcz Jr CZARNE CZYNY
posłowie (Ksenia Olkusz)

PS. Książkę, podobnie jak poprzednie tomy, można zamawiać na stronie wydawnictwa Forma, a także w sieci księgarni Bonito.

 

„Myśli pocieszenia” by Rafał Kuleta cz.II

In Różne, różniste on Listopad 23, 2018 at 6:00 am

Obiecanki, nie cacanki, przynajmniej nie w przytomności Paskuda, który wiarołomstwa nie trawi… To znaczy trawi, a jak strawi, to wymiotuje nim w twarz przeniewiercy. Nikomu taki los nie jest miły, toteż czym prędzej, w te pędy i w trymiga przekazujemy w Wasze oczy, drugą porcję „Myśli PocieszeniaRafała Kulety.

Musicie przyznać, że perspektywa ocalenia twarzy przed żrącą wymiociną Jednookiego jest wielce pocieszająca! Poniżej obiecane drabble. Bierzcie i czytajcie z tego wszyscy! Osoby, którym w trakcie lekturzenia siądzie psycha, prosimy o kontakt na number składający się z samych szóstek, albowiem kazamaty Paskuda świecą coraz cichszymi pustkami. Paskud lubi mózgi, zwłaszcza powichrowane, a w lochach ino pajęczyny, co nas wielce smuci. Bo jak nie Wy… to my. Sokole me oko już zauważyło kilku redakcyjnych kolegów ze słomką w uchu, z Paskudzią pieczęcią, więc nie do ruszenia!

Ech, wszystkim nam trzeba pocieszenia. Całe szczęście są drabble!

 

 

Myśli pocieszenia

Część II

 

Zabawa mimo wszystkich sprzecznych wniosków

Ceny rosły jak wieżowce. Niejednokrotnie przewyższały. Ludzie wbici w chropawy asfalt ubóstwa. Była jednak grupka młodych, rześkich, kreatywnych, która doskonale sobie radziła w konsumpcyjnym molochu.

Dwa dni stali przed labiryntowym sklepem. W końcu weszli i zaczęli korzystać, ile dusza zapragnie.

– Ale zapach!

– Mi się nie podoba. Kosztuje trzy stówy, a wcale nie jest taki dobry. Zbyt ciężkawy, mdłosłodkawy. Spróbuję inne próbki. Jeśli jakaś mi się spodoba, to będę przychodzić tu częściej, żeby się popsiukać.

Bawili się, korzystali z życia pod chrapami korporacyjnych molochów.

Koniec dnia zwieńczył koncert. Jak najbliżej imprezy, gdzie wszystko spoko słychać. Bawili się aż do zbielonego rana.

 

W głąb przeczucia

Łoskot, sapanie, pociąg szarpie, ale tylko na zewnątrz, bo w środku harmonia, uśmiech szczery, czasem śmiech.

Mijamy różne wersje białych koni. Jeden stoi, kontempluje; drugi biega w kółko; trzeci ćwiczy na casting do cyrku. Niebo przezroczyste, prześwituje przez nie kosmos. Pociąg chce wskoczyć w tę lukę, nawet się udaje, ale potem przystaje i już trzeba wysiąść. Idziemy – ja i marzenie. Marzenie nie nadąża, ja już śnię dalej, wyżej, śmielej. Wchłaniam fragmenty otoczenia, rodzaje rzeczywistości we mnie i poza mną. Trochę się opierają, przeciwstawiają, w końcu się poddają, ale ja już jestem krok myśli dalej, poziom odczuwania wyżej, w głąb przeczucia.

 

Na wykładzie z teorii wykładu

Smród teorii w opozycji do zapachu praktyki. Wykład składni bez ładu, składu, choć w sumie różnica pokładów wiedzy mnoży się, wręcz dzieli przez skrajnie intymną nieistotność, cokolwiek wykładowca miał na myśli. A wykładowca wykładał kolejne argumenty z serii wykładów o sensie istnienia sera w serum.

Ale siedzieli, milczeli, słuchali. Sala pochylona, slalom głów w dół. Z przodu czoła, z tyłu stopy. Jedna noga dłuższa od pozostałych wydłuża się. Dominanta smrodni niezbyt roztargnionych skarpetek. Akurat przed nosem jednego, nosem drugiego, noskiem trzeciej. No to pociągnęli kolektywnie. Nie nosami. Za but, sznurówkę, skarpetkę, skórę, kość. I po nodze. Po smrodzie. Po wykładzie.

 

Nieskrępowane niczym uczucie wolności, radości, wyzwolenia

Las sosnowy, ciężki, twardy, drzewa masywne jak kolumny, między którymi przemyka się efemeryczna kobieca postać. W zwiewnej koszuli, na bosych stopach, biegnie po palącym od mrozu, zbitym w parzące grudy śniegu. Nie czuje bólu, tylko radość. Każdy jej oddech dyszy wolnością. Nieskrępowanym wyzwoleniem. Byleby tylko znaleźć jak najszybciej. Póki energia jej nie opuści.

Nie szukała długo. Polana była prześwitem między nogami sosen. Miejsce idealne. Stanęła mniej więcej po środku. Rozpostarła ramiona niczym niewidzialne skrzydła. Podniosła głowę do nieba i zaczęła się wznosić.

Mogła poszybować ponad las. Zatrzymała się tuż pod koroną najbliższego drzewa. Kołysała się, unoszona łagodnymi prądami niewyczerpanej energii.

 

Inspiracje światem

Obudzeni promieniami słonecznego księżyca, wciąż głodni, wciąż wrażliwi, wciąż ciekawi, otwarci, bogaci o siebie, światowi, bo nie istnieją granice, ograniczenia, restrykcje. Jest tylko miłość, harmonia i radość.

Za każdym razem, kiedy nasze usta zlepiają się w miodowym, waniliowym pocałunku, planujemy kolejną niepowtarzalną podróż w baśniowe, nastrojowe klimaty, pełne subtelnych myśli, odcieni barw, delikatnych, romantycznych nastrojów.

Morskie fale unoszą luksusowy statek wycieczkowy naszych marzeń. Mijamy wyspy wulkaniczne, owocowe, warzywne, o lasach liściastych, iglastych i pierzastych. Wpływamy między łańcuchy górskie rozwieszone na choinkach archipelagów. Zaraz pojawią się ośnieżone szczyty gwiazd. Zaśniemy w ciszy, przytuleni, namacalni, obiecani sobie, obejmujący w ramionach cały wszechświat.

„Myśli pocieszenia” by Rafał Kuleta cz. I

In Różne, różniste on Październik 27, 2018 at 6:00 am

Paskud oko ma leniwe i tylko jedno, ale jak już je rozewrze, to rzuca urok, któren sprawia, iż nawet jeśli przy pierwszym spotkaniu Pan Niedobrych wydaje się dziwny, parchaty, wręcz odrażający, to jakiś czas po szoku poznawczym chce się doń wrócić. Ba! Żyć bezeń nie można. Toteż ku uciesze Wszechświata wrócił i przyniósł! Drabble.

Rafał Kuleta jest dobrze znany na dworze Jednookiego, miłościwie nam panującego. Przeto mamy dla Was kolejną porcję krótkiej formy jego autorstwa. Dobroci te na dwie części podzielon (by urząd podatkowy nie dowiedział się zbyt szybko, że Paskud tak bogaty w niedobre literki!). Pierwsza garść utrzymana w nieco minorowym tonie, ale tylko nieco, więc bez obaw! Wszak to zbiór pocieszenia, toteż nawet tam, gdzie ciemno i ponuro, uważny Czytelnik odnajdzie iskierkę nadziei. Obiecujemy, że kolejna garść drabbli będzie już zupełnie pocieszająca, coby przegnać smutki, jakich nie brak na tym świecie pełnym chamstwa i brutalności.

I nie mówcie więcej, że Jednooki nie dba o Wasze zdrowie psychiczne. Dba. Pochyla się nad tym zagadnieniem bardzo nisko. Bo z tego, co myszki mówią, kończą mu się brańcy w kazamatach, a wysysać z kogoś tę różową galaretkę trzeba. Ponoć schizofreniczna najsmaczniejsza!

Tymczasem smakujcie drabble, póki ciepłe!

 

Rafał Kuleta

Myśli pocieszenia

Część I

 

Cieniste cienie

Cienie ludzi przenikały się. Nie łączyły się, tylko przechodziły przez siebie, przemieszczały się z jednego cienistego miejsca w drugie cienistsze, pozostawiały smugi, niedopowiedzenia, niespełnione marzenia, życzenia bez pokrycia. Cienie ludzi ganiały własne cienie, które rozpościerały dalsze cienie, sięgające dalej niż zapomniane wspomnienie. Cienie były równie samotne jak ludzie, którzy dawno odeszli od siebie.

Jeden z cieni, jeden jedyny, jakoś jednakowo niezmienny w cienistości, cienisty w niezmienności, oderwał się od innych cieni i pomknął w wycieniowany cień innej, tym razem żeńskiej cieni, z którą zapragnął pozostać do końca, do dnia, aż wzejdzie słońce i połączy wszystkie niczyje cienie w jedną własność.

 

W tym kraju rzeczywistość ćwiczy stanie na głowie

Pejzaże opustoszałych miast odziane w niepokojącą, ubogą w ornamenty architekturę ściekającą w wydłużone, ewakuujące się w głąb perspektywy. Rezydują tu złowrogo ubrane w czerń cienie, beznazwiskowo-bezimienne posągi oraz bezokie i beztwarzowe manekiny ze zdartą skórą i otwartymi korpusami. Przedmioty codziennego użytku pojawiają się i znikają, odgrywają dziwaczne role, zestawiają się w pokraczne, powykrzywiane połączenia i ustawienia. Zaskakuje ich obecność i nieobecność. Niepokój podróżuje tu niekończącymi się dworcami kolejowymi, autobusowymi, lokomotywowymi statkami i parowozowymi tramwajami. Promy ulic opływają w dramaty: rozkojarzone, konfrontujące logikę z bezkresną wyobraźnią, zamieciony porządek z zamierzonym chaosem. Melancholijno-prostolinijne i dobroduszne duchy rozmów zastygają w cząsteczkach szeptanego powietrza…

 

Czarny Dwór

W czarnym Czarnym Dworze jest czarny, czarny dwór. W tym czarnym, czarnym dworze jest czarny, czarny salon, w którym są czarne, czarne drzwi otwarte na czarno, na oścież oraz na czarny, czarny las. W tym czarnym, czarnym lesie jest czarne, czarne drzewo. W tym czarnym, czarnym drzewie jest czarna, czarna ulica, w której topi się czarny, czarny asfalt. W tym stopionym na czarno czarnym, czarnym asfalcie pływa czarny, czarny szkielet czarnej, zwinnej, drapieżnej ryby. I ten czarny, czarny szkielet czarnej, zwinnej, drapieżnej ryby wylądował w czarnym, czarnym sosie w czarnej, czarnej wazie na czarnym, czarnym stole w czarnym Czarnym Dworze.

 

Jedna mała myśl też cieszy

Rozkładał się obozowiskiem nad jedną myślą, strumieniem wybijającym z niego, z głębi, z trzewi, żwawo płynącym, wzbierającym, rwącym jak rzeka tocząca muszelki, kamyki, kamienie, głazy, przewalająca kamieniołomy, pustosząca góry, taka jedna myśl, a zdolna czynić cuda. Przepływał na jej grzbiecie znaczeń przez doliny, morza i oceany.

Wszystko wokół się rozpada, rozwala, zawala, przesadnie wulgaryzuje, rynsztokuje, luje taplają się we własnej rzezi, niby słownej rui, wyrazowych rzygowinach i plwocinach. A myśl trwa, wieczna jak opoka, energetyzująca, zenergetyzowana, utrwalona, trwała.

Serce już skostniało, zwapniało, skamieniało, lecz tak naprawdę przetrwało. W myśli małej, stałej jak najczystsze uczucie, zdolne odeprzeć wszelki szlam, błoto, turpizm.

 

Idziemy, przebywamy, przenosimy się

Idziemy do sklepozy. Do zasklepionego sklepu. Do kopuły sklepienia świątyni konsumpcji. Kupimy bułkę gżegżółkę. Pyszna bułka, w smaku ulotna jak kukułka, posmarowana masłem skrzydeł, które odlatują w podniebienie-sklepienie ramion wzniesionych do nieba. Ale nieba nie ma, jest tylko gołe łono kosmosu, który wysysa wszystkie soki ze źdźbeł kręgosłupów o głowach-kwiatach udających ludzi.

Trawa kwitnie pod ziemią. Nie ma naziemności, tak jak nie ma litości, ani miłości, są tylko rzeki cieknącej z ran ropy, pełnej okrucieństwa i okruchów pleśni. To po co tu przebywać? Jaki jest sens? Przenoszę siebie z miejsca na lepsze miejsce. Zawsze mi się wydaje, że jest lepsze.

 

Rogale na buziach

Studenci siedzieli w Auli i pisali egzamin z przystosowania do życia. Niektórzy opisywali swoje marzenia o założeniu rodziny, inni chwalili się osiągnięciami erotycznymi, mniej lub bardziej wybujałymi. Jeden ze studentów spisywał sagę rodzinną, a pewna bardzo ambitna studentka płodziła przyszły bestseller: gorący romans w sam raz na plażę lub pod namiot w deszczowy dzień.

Cichy, wyjątkowo nieśmiały student wyrażał niewiarygodnie długie życzenie, rozwijając je literacko, którego głównym spełnieniem było to, by w dalszym życiu wszyscy zgromadzeni na Auli mieli rogale na buziach. Zawsze i wszędzie.

Później, długo po egzaminach, już na wielu ścieżkach, drogach i autostradach życiowych, różnie to bywało…

V Stalowowolskie Spotkania z Fantastyką – patronat

In Patronat, Różne, różniste on Czerwiec 16, 2018 at 5:07 pm

Już za trzy tygodnie do Stalowej Woli wybierze się nasz emisariusz w (nie) zacnej osobie Kazimierza Kyrcza Jr. Nieważne, czy macie blisko czy daleko, czy mieszkacie za górami czy za rzeką, tak czy owak warto się wybrać. Nasz redakcyjny koleżka opowie bowiem o tym, na czym się zna najlepiej. A cóż to jest takiego…? Sprawdźcie sami – nie będziecie zawiedzeni!

A dla tych, dla których wujek Google nie chce być wujkiem poniżej umieszczamy linka do oficjalnej strony imprezy:

http://www.ssf.net.pl/

no i do ich fejsa:

https://www.facebook.com/stalowafantastyka/

Q chwale!

 

 

„Bzy” by Darek Kuchniak

In Opowiadania, Różne, różniste on Maj 4, 2018 at 6:00 am

Tru-tu-tu-tuuuuu! Bum-bum-bu!!! Proszę Państwa – stała się rzecz wielce naszą redakcję ciesząca, bo oto Pewien Apacz – którego dzieje jak zwykle spisuje Darek Kuchniak – powraca ze świeżutkim, całkiem nowym tekstem, do przeczytania poniżej.

Zanim jednak oddacie się tej niecnej przyjemności, zachęcamy od odsłuchu. Tak, nie pomyliliście się, również poniżej, acz nieco mniej, znajdziecie kilka minisłuchowisk, kobiecym głosem przybliżających Wam postać Pewnego Apacza. Słuchajta tu:

https://www.youtube.com/channel/UC35AIeTuQ8OXy2YWOcj5UKw?view_as=subscriber

Bzy

Rok charakteryzuje się tym, że jest przygotowany na każdą ewentualność. I dlatego też Pewien Apacz zawsze może liczyć na to, że w maju zakwitną bzy. Z tym, że muszą być białe, ponieważ te innego koloru wpędzają wojownika w nielichą melancholię. Śpiewa wtedy, przy akompaniamencie fagotu lub oboju, rzewne pieśni z okresu wojny secesyjnej. Wiele w nich szczęku oręża, męskiej przyjaźni i odwagi, ale i opisów wdzięków kobiet wszetecznych. Nie brakuje także kałuż krwi i wnętrzności wypływających wartkim strumieniem z jam brzusznych nieszczęsnych żołnierzy. A przecież dzieci w domu Pewnego Apacza nigdy nie brakowało, więc ich prawidłowy rozwój psycho-fizyczny stanął pod znakiem zapytania.

Szybka Decyzja nie miała wyjścia: musiała działać. Postarała się o posłuchanie u Szamana. Weszła do jego tipi pełna obaw, ale i nadziei. Mędrzec był dla niej ostatnią deską ratunku. Starzec wysłuchał w skupieniu słów kobiety, podumał chwilę w milczeniu. Następnie wyjął z przepastnego kufra farbę w sprayu.

– Wiesz jak to działa? – zapytał z szelmowskim uśmiechem.

– Jasna sprawa, wodzu – odparła Szybka Decyzja i pełna entuzjazmu poszła w kierunku domu.

Od tego czasu krzaki bzu, zarówno w bliższej, jak i dalszej okolicy, miały wyłącznie biały kolor. I nikomu to nie przeszkadzało, zwłaszcza że Indianin swoimi fałszami wielu wpędził w obłęd. Najczęściej ze skutkiem natychmiastowym.

„Prawo i sprawiedliwość” by Wojciech „Keikan” Król

In Opowiadania, Różne, różniste on Luty 12, 2018 at 6:00 am

Czasami człowiek jest po prostu wkurwiony. Czasami jest mega wkurwiony. A jeszcze kiedy indziej jest mega-kurwastycznie-wkurwiony, bo i czemu nie?

O takiej właśnie sytuacji traktuje najnowsze opowiadanie znanego niedobroliterkowym wyjadaczom Wojciecha Króla, którego pseudonim – najzupełniej przypadkowo – zaczyna się na duże „K”. Więcej przypadkowości nie znajdziecie, bowiem w tekście poniżej wszystko jest na swoim miejscu.

Oczywiście jak przystało na nie do końca zwyczajne miejsce, jakim jest blog nijakiego Paskuda. Zapraszamy do lektury! Czytaj resztę wpisu »

Wiersze by Kamil Kasprzyk

In Nowości na stronie, Różne, różniste on Styczeń 3, 2018 at 6:00 am

Zwykle nie publikujemy wierszy. I na przyszłość też nie zamieramy. Od czego jednak są reguły, zasady, granice? Paskud podpowiada, ze swym typowo ironicznym uśmieszkiem, że od przekraczania i łamania, niekoniecznie w tej kolejności.

No to na co czekamy?

Proponujemy Wam przeczytanie trzech wierszy Kamila Kasprzyka. Nie zajmą Wam wiele czasu, a może akurat trącą jakąś liryczną strunę waszych dusz – o ile oczywiście je posiadacie. Dusze, nie struny. Lub na odwrót. Lub jakoś tak…

Miłej lektury!

Czytaj resztę wpisu »

Nasz człowiek w BookRage czyli „Okruchy mroku” br Kazimierz Kyrcz Jr

In Patronat, Różne, różniste on Kwiecień 12, 2017 at 6:00 am

W ćwiarteczkowej edycji BookRage, sprokurowanej przy okazji Pyrkonu 2017, znalazł się drugi zbiór opowiadań naszego redakcyjnego guru. Kazimierz Kyrcz Jr, bo o nim mowa, na pytanie o zawartość „Okruchów mroku” odpowiedział: „Dwadzieścia. I bizarro też”.

Jeśli chcecie się przekonać, co kryje się za tymi tajemniczymi słowy, zapraszamy (jeszcze tylko przez kilka dni!), tu: BOOKRAGE.

Ze swojej strony przypominamy tylko – jeśli zapomnieliście – że BookRage to bardzo unikalna księgarnia internetowa, w której ebooki kupujecie w cenach, które sami określacie. Nie tylko jednak wskazujecie, ile jesteście gotowi zapłacić, ale też określacie jak owa kwota ma zostać podzielona pomiędzy Twórców, BookRage i Fundację.

PS. Paskud podpowiada, że niedawno w ebookowe przestrzenie trafił też pierwszy zbiór Kazka:

http://bookto.pl/ebook/260547-femme-fatale