polskie centrum bizarro

Archive for the ‘Różne, różniste’ Category

Niedobre na kwarantannie

In Opowiadania, Różne, różniste on 1 Maj, 2020 at 12:13 am

Jeśli przestraszyliście się, że Literki zaniemogły, to odetchnijcie głęboko i odkichnijcie w rękaw, bowiem nic bardziej mylnego! Po prostu zastanowiło nas, jak żyć w dobie pandemii. A Wy? Jak sobie radzicie? Wykasłujecie covida na podobizny Waszych wrogów? Przebijacie głową dziurę w ścianie do sąsiada? Nauczyliście się języka domowych roślin? Wygłaskaliście całą sierść czteronożnych pupilków? Zastanawiacie się, co robią Niedobre? My też się zastanawiamy. Odpowiedzi postarali się udzielić: Marcin Rojek, Kazek Kyrcz Jr, Darek Kuchniak, Zeter Zelke, Kornel Mikołajczyk. Zapraszamy do lektury. No i nie dajcie się zarazie!

 

„Prawdziwy ja” część I, by Marcin Rojek

Dzień pierwszy

Siedziałem przed telewizorem w szoku, prawie jak wtedy, gdy z tego samego ekranu dowiedziałem się, że umarł papież. Łzy po policzkach płynęły mi zupełnie inne. Przecież kilka lat już minęło. Kto wie, może policzki też już nie te same? Śmierć komórkowa, te sprawy. Pobiegłem po szkło powiększające i zacząłem oglądać ręce i nogi. Skoro i tak trzeba siedzieć w domu, to przynajmniej będę miał co robić. Czytaj resztę wpisu »

„Zaburzenia Snu” by Jack Ketchum, Edward Lee – recenzja

In Różne, różniste on 26 marca, 2020 at 2:39 pm

Ostatniego dnia Roku Pańskiego 2019, nakładem wydawnictwa Dom Horroru, objawił się na naszym rynku „Zaburzenia snu”, czyli zbiór opowiadań dwóch mistrzów grozy: Jacka Ketchuma oraz Edwarda Lee.

Wierzajcie bądź nie, lecz te opowiadania mają nie tylko wartość rozrywkową. Zbiór spodoba się również tym, których interesuje proces powstawania tekstu literackiego, zwłaszcza w wykonaniu tego konkretnego tandemu. To rzadko spotykane, aby zestawienie opowiadań wraz z posłowiem jednego z Autorów pozwalało poniekąd zajrzeć obu panom przez ramię, zapoznać się z ich sposobami pracy. Pod wieloma względami przypomniało mi to sposób działania naszej Niedobroliterkowej braci, która również podaje sobie pomocną dłoń, po to, by do Waszych łaskawych oczu wpadały tylko literki najwyższej jakości.

Przejdźmy do konkretów:

Mamy tutaj pięć opowiadań, ale de facto jest ich siedem. Dom Horroru zapodał nam bowiem dwa z pięciu wspomnianych w wersji surowej. Najpierw czytamy gotowe teksty, a pod koniec lektury mamy okazję przyjrzeć się dwóm z nich w wersji pierwotnej, nim Autorzy wzięli je w obroty. Widzimy różnicę, widzimy jak się zmieniły – jest to doświadczenie cenne samo w sobie.

Co zaś tyczy się samych utworów, są one rozmaite. Mamy tu typowy bezpardonowy horror pełen seksu i przemocy („Oddałbym ci wszystko”, „Listy miłosne z deszczowego lasu”). Mamy też tony bizarrystyczne („Na lewo patrz”), subtelne i mistyczne („Maski) oraz bardziej kryminalne („Zaburzenia snu”). Niektóre szokujące zakończenia zapewne pozostaną na długo w Waszej pamięci, choćbyście nie wiem, co robili, by się pozbyć tych wspomnień. Jeżeli lubicie twórczość Lee i Ketchuma, te opowiadania Was nie zawiodą. Jeżeli zastanawialiście się, jak duet się uzupełniał podczas pisania – to dodatkowa wartość, jaką wyniesiecie z lektury.

Książka została wydana solidnie, więc przetrwa niejedno czytanie. Okładka miękka, format 15 x 21 cm. W sumie 150 stron niezłej, czasem odrobinę groteskowej, za to zawsze mrocznej rozrywki.

Niedobre polecają.

Zeter Zelke

Ałtoreklama

In Różne, różniste on 22 grudnia, 2019 at 1:00 pm

Nie samą dziwnością człowiek żyje, dziś więc Paskud proponuje szanownym bizarromaniakom filmową podróż w świat mroku i przemocy, wykreowany na bazie powieści jednego z naszych redaktorów… Dwa trailery, które dziwnym (he, he – a jednak!) zbiegiem okoliczności wiążą się w jedną historię. Warto oglądać na duuuużym ekranie, no i oczywiście z dźwiękiem.

„Nawiedzona wagina” by Carlton Mellick III (fragment)

In Fragmenty książek, Różne, różniste on 1 sierpnia, 2019 at 11:09 pm

Niedobroliterkowa redakcja wstydzi się. Tak, strasznie się wstydzimy i posypujemy głowy popiołem, bo nie my jako pierwsi piszemy o tym, że po latach oczekiwania wreszcie w Polsce ukazała się książka tytana bizarro fiction Carltona Mellicka III. „Nawiedzona wagina” została niedawno wydana przez wydawnictwo Dom Horroru, dzięki uprzejmości którego prezentujemy Wam pierwszy z rozdziałów wspomnianego dzieła. Tak, nie przewidziało Wam się. „Nawiedzona wagina” to pozycja, która da Wam znacznie więcej satysfakcji, niż się spodziewacie!

Nawiedzona wagina (rozdział I)

Bałem się uprawiać seks ze Stacy, od kiedy odkryłem, że jej pochwa jest nawiedzona.

Kiedy się poznaliśmy, zupełnie tego nie zauważyłem. Wydawało się, że wszystko z nią w porządku. A nawet lepiej niż tylko w porządku. Była świetna! W każdym razie przez pierwszy rok. Po zaręczynach Stacy przeprowadziła się do mnie i wtedy odkryłem dziwne dźwięki, które wydawała przez sen. Początkowo myślałem, że po prostu chrapie. Potem, że nie wyłączyliśmy telewizora. Słyszałem głosy w ciemności – szepty, potem śmiech. Potem płacz. Potem zawodzenie. Dźwięki były przytłumione, ale z każdą nocą stawały się coraz wyraźniejsze.

– Skąd, u licha, pochodzą te dźwięki? – spytałem Stacy pewnego wieczora.

– Że co? – Zamrugała, wyrwana ze snu.

– Słyszę głosy dobiegające ze ścian – powiedziałem.

– Och… – odpowiedziała.

– Serio – kontynuowałem.

– To nie ze ścian – powiedziała.

– To ze mnie.

– Z ciebie?

– Ze środka – odparła, odkrywając kołdrę i wskazując na swoje krocze.

Parsknąłem.

– Posłuchaj – powiedziała, ściągając moją głowę w dół  i przyciskając ucho do swojej waginy. Jakbym słuchał szumu oceanu we włochatej muszelce z ciała.

– Jaja se robisz!

Zachichotała. Pewnie żartowała.

Ale wtedy to usłyszałem…

Głos w niej.

Nie rozumiałem słów. Kobieta płakała i bełkotała w jakimś chorym języku. A potem wrzasnęła mi prosto w ucho, a ja wyskoczyłem spomiędzy nóg Stacy.

Moja dziewczyna śmiała się ze mnie, mrużąc ciemnobrązowe oczy.

– Co jest, do cholery! – wrzasnąłem.

– Mówiłam! – powiedziała.

– Co to jest?

– Duch – odparła.

– Co?!

– Jestem nawiedzona – powiedziała, dotykając swojej pochwy z uśmiechem.

– W jaki sposób duch dostał się do środka?

– Nie wiem – odrzekła.

– Jest tam już od dawna.

– Czemu nic z tym nie zrobisz? – spytałem.

– Co ja mogę zrobić?

– Nie wiem… po księdza zadzwoń?

– A co ksiądz poradzi? Wetknie tam krzyż i wypędzi duchy?

– Może…

– To naprawdę nic wielkiego. Przywykłam.

– Jak… – Właściwie to nawet tak mi się podoba.

Skrzywiłem się do żaglówki na obrazku na ścianie za nią.

– Tak – powiedziała, rozkładając nogi w poprzek moich kolan.

– Kto inny ma nawiedzoną waginę? – Spłaszczyła gąszcz włosów łonowych i rozciągnęła wargi sromowe w celach badawczych.

– Moich poprzednich facetów to kręciło.

Potrząsnąłem głową, kiedy się uśmiechnęła. Mnie to odrzucało. Ale fakt, że bałem się jej waginy, wydawał się ją podniecać.

Kochaliśmy się zaraz potem. Dla niej był to nasz najdzikszy akt seksualny ze wszystkich. Trzymała mnie pod sobą, ssąc moją dolną, spierzchniętą wargę, podczas gdy penis wsuwał się w jej nawiedzone rejony. Czerpała przyjemność z wyrazu przerażenia na mojej twarzy. Dla mnie było to najbardziej krępujące seksualne doświadczenie w życiu. Przysięgam, że tamtej nocy czułem dziwne rzeczy w jej wnętrzu. Upiorny oddech na czubku fiuta.

 

Byliśmy jednak tak szaleńczo zakochani! Nie brałem pod uwagę odejścia z powodu ducha w jej pochwie. Była dla mnie wszystkim. Tak ∞ ją kochałem! (Znaczy nieskończenie).

Pochłaniała mnie od naszego pierwszego spotkania. Poznaliśmy się w autobusie, przypadkowo zasypiając, moja głowa na jej kolanach, przykryta kocem jej brązowych loków, gorący oddech na moim karku. Kiedy się obudziliśmy, powiedziała: „miło było”, a ja się uśmiechnąłem. Była bardzo wysoka, zwłaszcza jak na Azjatkę. Prawie trzydzieści centymetrów wyższa ode mnie. Miała jedwabiste, kręcone włosy i nosiła małe, owalne okulary.

Powiedziała, że ma wygodne łóżko, w razie gdybyśmy chcieli kontynuować sen. Zgodziłem się, sądząc, że ma na myśli seks. Całą drogę do domu świeciłem oczami, próbując ukryć wzwód pod płaszczem. Ale ona naprawdę chciała tylko spać. Było późno. Oboje wracaliśmy z drugiej zmiany. Poszliśmy do jej małego mieszkanka o podłodze zasłanej praniem – upierała się, że jest czyste – i rozebraliśmy się do koszul, bielizny i skarpetek.

Miała rację. Łóżko zdecydowanie było wygodne. Największe, najbardziej puchate w jakim kiedykolwiek spałem. Przytulała mnie całą noc jak misia. Nawet nie znaliśmy naszych imion, ale były to najmilsze momenty, jakie kiedykolwiek spędziłem z drugą osobą.

Przedstawiliśmy się sobie następnego ranka.

– Steve! – powiedziała, wyskakując z łóżka na kuchenny blat. – Nie znoszę tego imienia! Widziałem jej kakaowe sutki przez T-shirt. Musiała zdjąć stanik jakoś w nocy.

– Przykro mi… – odparłem.

– Ha, ha! – powiedziała, wyciągając zębami lucky charma z pudełka. – Kiedy chcesz to znowu zrobić? – spytała.

Wzruszyłem ramionami.

– Dziś wieczorem?

Przytaknąłem, zakładając spodnie.

– Do zobaczenia w autobusie – powiedziała, kiedy wychodziłem.

Przez trzy tygodnie spaliśmy tak razem. Żadnego seksu. Nie całowaliśmy się. Nigdy nie zdjęliśmy nic więcej niż spodnie. Tylko śniliśmy razem.

Krótkie rozmowy. Żadnych randek. Nie poznawaliśmy się. Tylko spanie. Traktowała mnie jak żywą przytulankę.

 

W końcu zaczęliśmy rozmawiać.

Dowiedziałem się, że jej ulubione danie to nadziewane liście winogron, a wszystkie jej ukochane filmy to produkcje rosyjskie. Urodziła się w Tajlandii, ale została adoptowana przez bogatą rodzinę Afroamerykanów, zanim jeszcze nauczyła się chodzić, w związku z czym spędziła większość życia na bogatych przedmieściach Los Angeles. Studiowała dziesięć lat tutaj, w Portland, uzyskując dyplomy na wszystkich możliwych kierunkach. Nie interesowała jej kariera. Po prostu lubiła uczyć się nowych rzeczy, a jej rodzice płacili za wszystko, aż skończyła trzydzieści lat. Wtedy odcięli ją od portfela i musiała znaleźć pracę. Niestety dyplomy z filozofii, historii, rosyjskiego, antropologii, psychologii i humanistyki okazały się bezużyteczne na rynku pracy, więc zatrudniła się w jednym z tych hipsterskich butików odzieżowych w centrum. Wtedy odkryła, że projektowanie ubrań to jej życiowa pasja i od tamtej pory oszczędzała na powrót do szkoły.

 

– Ja nigdy nie byłem w koledżu – wyjawiłem.

– Nigdy, przenigdy? – dopytywała.

– Chciałem zostać muzykiem. Śpiewałem i grałem na gitarze. Chciałem być jak Beck lub ten koleś z Soul Coughing. Poddałem się po dziesięciu latach, podczas których niczego nie osiągnąłem. Tłumy mnie nie pokochały. Kluby nocne przestały mnie zapraszać. Wciąż grałem na scenie otwartej w Produce Row, ale w końcu to rzuciłem. Miałem dość braku aplauzu. Dość ignorujących mnie ludzi, którzy gawędzili przy stolikach, jakby mnie tam nie było. Jedna wielka strata czasu.

– Czy granie cię uszczęśliwiało? – spytała.

– Tak – odparłem. – No to nie była to strata czasu – powiedziała.

Wtedy zrozumiałem, że jestem w niej zakochany.

 

Kilka miesięcy później wciąż jednak nie zdawałem sobie sprawy, że ona czuje to samo. Powtarzała, że jestem mały i słodki, ale to niczego nie dowodziło. Terier też taki jest,  a ja chciałem, żeby kochała mnie bardziej niż teriera.

Pierwszy raz kochaliśmy się w dniu, w którym dowiedziałem się, że odwzajemnia moje uczucia. Spacerowaliśmy po parku, niedaleko muzeum sztuki, rozmawiając o muzyce. Mówiła, że chce skonstruować theremin i założyć zespół. Spytałem, czy mogę dołączyć. Zaprzeczyła. Chciała grać Schuberta i Debussy’ego na thereminie, uważała, że nie pasowałbym. Potem rozmawialiśmy o planach interpretacji Śmierci i dziewczyny i jak chciała ją dopasować do przedstawienia bondage.

Idąc, minęliśmy parszywego bezdomnego. Miał ze czterdzieści lat, spał na ławce, drżący i przemoknięty. Rozpoznałem go. Miał na imię Donut. A w każdym razie tak zwracali się do niego kolesie. Niewiele myśląc, zdjąłem płaszcz i okryłem go nim. Dziwne, bo latami nie dawałem bezdomnym nawet drobnych. Dawno temu, po przeprowadzce do Portland, robiłem to codziennie. Jeśli miałem drobne i ktoś o nie poprosił, oddawałem. Ale w końcu przestałem. Głównie dlatego, że przeszedłem na płatności kartą. Zwyczajnie nie miałem monet. Ale i tak o nie prosili. Za każdym zakrętem, dzień za dniem. Kiedy miałem drobne, nawet nie dziękowali. Kiedy przepraszałem za ich brak, wkurzali się i pluli mi na buty. Donut był z nich najgorszy. Krępy, czarnoskóry facet w jaskrawopomarańczowym swetrze warował w okolicach Pioneer Square. Nie od razu prosił o drobne. Najpierw pytał, czy mam jakiś problem z czarnymi. Mówiłem, że nie. Potem prosił o drobne. Dawałem, jakby udowadniając, że nie mam problemu z czarnymi. Wtedy on ciągnął za mną całą przecznicę, prosząc o nieco więcej. Oddawałem mu, ile miałem, nawet dolara czy dwa. Znów prosił o więcej. Jeśli kiedykolwiek odmawiałem, nazywał mnie rasistą.

– Och, więc teraz jesteś skinheadem – mawiał. – No to sieg heil, skinheadzie! – i wrzeszczał tak dwie kolejne przecznice. – Sieg heil! Sieg heil!

Po kilku takich konfrontacjach zacząłem unikać wszelkich interakcji z bezdomnymi. Nawet na nich nie patrzyłem. Ale wtedy, podczas spaceru w parku, oddałem Donutowi mój płaszcz za dwieście dolców, temu samemu Donutowi, który wyzywał mnie od rasistów, kiedy nie dostał drobnych. Sam nie wiem, dlaczego to zrobiłem. Wcale nie chciałem oddać mu płaszcza. Nie musiałem niczego udowadniać. Po prostu zobaczyłem kolesia marznącego na ławce i przykryłem płaszczem, a potem poszedłem dalej. Może to z powodu Stacy. Może czułem się po prostu tak szczęśliwy, idąc obok niej, że chciałem uszczęśliwić kogoś innego. Nie wiem. Kiedy Stacy zobaczyła, że oddałem płaszcz, jakby to była zupełnie zwyczajna, codzienna czynność, zatrzymała mnie, pochyliła się i złożyła na moich ustach głęboki pocałunek, a potem wyznała mi miłość. Jej oczy błyszczały. Kochaliśmy się tej nocy, po czym jej puchate łoże szybko zostało przestawione do mojego domu.

 

Niedługo potem znów natknąłem się na Donuta. Wciąż wyzywał mnie od nazistów, nosząc mój płaszcz za dwieście dolców na pomarańczowym swetrze. Nie mogłem przestać się uśmiechać. Krzyknął swoje sieg heil, a ja i tak się uśmiechałem. Widać było, że wkurzyło go to jeszcze bardziej, bo zagroził, że mnie spierze na kwaśne jabłko, ale tamtego ranka czułem się tak szczęśliwy, że nic mnie nie ruszało.

/…/

PS. Zainteresowanych zakupem „Nawiedzonej waginy” odsyłamy na stronę wydawnictwa Dom Horroru:

http://domhorroru.pl/

bądź do księgarni, których listę znajdziecie poniżej:

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4881259/nawiedzona-wagina

 

 

 

 

 

 

 

Nasi w Stalowej Woli

In Patronat, Różne, różniste on 21 czerwca, 2019 at 6:00 am

Już za dwa tygodnie emisariusze Paskuda nawiedzą Stalowowolskie Spotkania z Fantastyką. Najpierw Kazek Kyrcz solo, ale zapewne z udziałem licznie zgromadzonej publiczności, opowie o kultowej w pewnych kręgach (choć zapewne nie w gronie jego ofiar!) postaci Dextera Morgana i jemu podobnych typek tudzież typków, a później trio w składzie: wyżej wymieniony (nie Dexter Morgan – ten pierwszy!) plus Darek Kuchniak plus Michał Górzyna podzielą się – z jeszcze liczniej zgromadzoną publicznością, swoimi traumami i bolączkami związanymi z systemem edukacji popularnie utożsamionym ze szkołą vel budą.

Jak zwał, tak zwał – najważniejsze, że nie może Was tam zabraknąć.

Si ju lejter eligejter!

PS. Więcej o samej imprezie znajdziecie na fejsie:

https://www.facebook.com/stalowafantastyka/?tn-str=k*F

albo lepiej tu:

O Nas

 

„Zaatakowany przez Holenderkę” by Dariusz Bednarczyk

In Opowiadania, Różne, różniste on 17 Maj, 2019 at 6:00 am

niedobreliterkitxtZastanawia Was czasami, do jakich wniosków dojdą przyszli -lodzy (archeolodzy, socjolodzy, etnolodzy, psycholodzy etc.), usiłujący zrozumieć naturę naszych czasów? Ludziom współczesnym niekiedy ciężko się połapać, o co biega globalnie i lokalnie, znać że -logów czeka niemały orzech do zgryzienia. Poniższy zestaw szortów bywałego już na dworze Paskuda Darka Bednarczyka, pozwoli Wam poczuć się trochę jak taki -log. Niewykluczone, że doznacie olśnienia i pojmiecie sens otaczającej nas matni. Albo zrozumiecie istotę związku bydła rogatego z piłką nożną. Wszak są rzeczy na Ziemi i niebie, które nie śniły się filozofom. Jedną z nich niechybnie jest dwór Jednookiego i wysypujące się ze niego literki. Małe, duże i kudłate…

Czytaj resztę wpisu »

„Na początku było Piwo” by Maciej Żołnowski

In Różne, różniste on 4 marca, 2019 at 6:00 am

Drodzy moi, drodzy mili! Jak licznie żeście przybyli! Jeśli chcecie wiedzieć czemu, zaufajcie Paskudnemu: uciekajcie do kazamat, na Literkach mamy dramat. Ekhem… Maciej Żołnowski ma wiele oblicz (o jego kolorach i ich odcieniach nic nie wiemy, zatykamy uszy i lalalujemy!). Wiemy, że Maciej ma coś wspólnego z robotą na packingu, magicznymi elementami odzieży oraz na pieńku z odkurzaczami, ale nikt nie podejrzewał, że wyjdzie z niego dramaturg. Przyznajcie, pewnie dawno zapomnieliście, co to didaskalia, akty, sceny i inne Antygony. Czy ktoś jeszcze docenia, jak zacny to gatunek? Czy ktoś?! Tutaj zaś nie dość, że dramat, to jeszcze apoteoza. I to nie byle jaka i nie byle czego. Radujcie się, wielbiciele trunku o kolorze bursztynu! Czas waszej chwały nastąpił w antycznym stylu!

Czytaj resztę wpisu »

„Wstyd” by Darek Kuchniak

In Różne, różniste on 23 stycznia, 2019 at 7:00 pm

Nowy Rok rozpoczęty, a Niedobre dopiero przed momentem wytrzeźwiały! Czy to ma świadczyć o tym, że było fajnie, czy wręcz przeciwnie – niech każdy oceni sam. Nam może jedynie być Wstyd. Przy czym „Wstyd” nie byle jaki, albowiem Darka Kuchniaka, a jak Darka, to również pewnego jegomościa, co go zwykle widują w towarzystwie tomahawka. Tamtemu też jest wstyd (jegomościowi, nie toporkowi), ku naszej wielkiej, zbiorowej uldze. Bo zawsze lepiej wstydzić się w kupie niż z osobna! Rozpoczynamy więc Pewnym Apaczem, który jak zwykle jest w formie; w krótkiej formie, ale przecież długość się nie liczy. Liczy się przesłanie, czasem zwane „wnętrzem” lub „osobowością”… Aha, jeśli Wam mało Pewnego Apacza, zapraszamy na bloga onemu poświęconego. Znajdziecie go tu: synowcyki.blox.pl (bez kropki na końcu, co oczywista!).

Wstyd

Rozzuchwalony tym, że zuchwałość nie jest już dzisiaj w cenie, Pewien Apacz otworzył oczy. Następnie pobrał niezbędną liczbę fotonów i wykrzyknął w uniesieniu: „Świecie nasz, jesteś coraz piękniejszy!”

Miałeś wczoraj udany seks – stwierdził Indianin, kiedy spotkał mnie na porannym joggingu.

Po czym wnosisz? – spytałem zdumiony.

Zwykle po schodach, ale dzisiaj skorzystałem z windy, albowiem kręgosłup zagroził, że oskarży mnie o mobbing.

Pytam, skąd ci to przyszło do głowy?

Przyszło do mnie, nie wiem skąd. Zaszumiało w głowie tak dokładnie.

Sam coś wymyśl, a nie podpieraj się tekstem piosenki „Oddziału Zamkniętego” – odparłem z wyrzutem.

Jaryczewski miał do pomocy gandzie.

Też mi tajemnica. Czy to znaczy, że brzytwa Van Gogh’a ma po nim odziedziczyć majątek?

W Europie to nie przejdzie, ale gdyby zechciała przenieść się do Stanów, jej szanse diametralnie wzrosną.

Wystarczyło powiedzieć, że mi zazdrościsz udanego pożycia. Tymczasem rzucasz w twarz gandzią i Van Goghiem. Nieładnie!

Teraz mi wstyd – mruknął Indianin i natychmiast się zaczerwienił.

Następnie obrał przeciwny kierunek.

„City 4” – recenzja by Dominik Dobrowolski

In Patronat, Różne, różniste, Recenzje książek i publikacji BIZARRO on 12 grudnia, 2018 at 6:00 am

Lepiej późno, niż wcale – to fakt powszechnie znany. Dlatego też, z małym, jesiennym poślizgiem, prezentujemy wam recenzję czwartego tomu opowiadań grozy City, którą na zamówienie Paskuda napisał Dominik Dobrowolski. Żeby nie przedłużać, zapraszamy do zapoznania się z tymże wysmakowanym tekstem. Na zdrowie!

City 4 – recenzja

Zbiory City są ewenementem na naszym, niezbyt przychylnym literackiej grozie, rynku wydawniczym. Zarazem też niewątpliwą nobilitacją dla autorów, którym udaje się trafić do ich spisu treści. Niektórzy spośród z nich zadawalają się jednorazową przygodą, inni – jak w przypadku Anny Szczęsnej, Zeter Zelke, Kornela Mikołajczyka, Dariusza Muszera, Bartosza Orlewskiego, Jarosława Turowskiego, Marka Zychli, czy najbardziej utytułowanego w tym gronie Tadeusza Oszubskiego – podejmują rękawicę, uczestnicząc w kolejnych odsłonach serii.

Serii, z którą warto się zapoznać z wielu powodów. Najważniejszym z nich jest oczywiście wsad, czyli niezmiennie wysoki poziom prezentowanych tekstów. Stanowi on coś w rodzaju przeglądu aktualnego stanu polskiej grozy, a w szerszej perspektywie pewnego rodzaju świadectwo tego, jak ta groza ewoluowała. I tak, w najnowszym tomie, który pojawił się w sprzedaży kilka miesięcy temu, pewne novum stanowi większa niż dotąd reprezentacja tekstów romansujących z kryminałem (Wazon, Wet za wet), posapo (Gręboż, Przebudzenie ćmy, Kiedy przylecą ptaki) czy bizarro fiction (Czarne myśli, B, Zaburzenia atmosferyczne, Miejszczuch, Miasto snów).

Z pewnością za godne pochwały rozwiązanie można uznać Posłowie pióra dr Kseni Olkusz, która ze swadą podsumowuje książkę. Nie sposób się nie zgodzić z jej słowami, gdy pisze:  „Ta eklektyczność, wyrażana poprzez dobór pisarzy różnych generacji, tekstów reprezentujących rozmaite idee czy konwencje, nie jest wadą, lecz cechą istotnie pożądaną”.

Co symptomatyczne, we wszystkich odsłonach antologii natrafiamy na teksty naszych krajan, na stałe mieszkających za granicą i dzielących się z czytelnikami swymi obserwacjami na temat tamtejszych realiów. Bywa to zarówno pouczające, jak i straszne.

Kończąc tę recenzję, leży oddać honor wydawnictwu Forma, które z żelazną konsekwencją (przy wparciu redakcyjnym Marka Grzywacza i  Kazimierza Kyrcza) promuje rodzimych autorów. I to nie tylko tych znanych i lubianych, ale i dopiero zaczynających swą przygodę z literaturą. Wszak tradycją stało się, że do kolejnych zbiorów trafiają również opowiadania wyłonione w drodze konkursu.

Optymizmem napawa fakt, że w zapowiedziach wydawnictwa (póki co bez konkretnej daty) widnieje tytuł City 5. Antologia polskich opowiadań grozy.

Myślę, że nie tylko ja z utęsknieniem czekam na tę pozycję.

Dominik Dobrowolski

Dla nieprzekonanych spis treści:

Kazimierz Kyrcz Jr CZARNE MYŚLI
Jarosław Turowski CO SIĘ NIE ZGADZA
Marek Grzywacz ZABURZENIA ATMOSFERYCZNE
Tadeusz Oszubski PTAKOT
Marek Zychla TAKSYDERMIA
Zeter Zelke MIEJSZCZUCH
Adam Podlewski DZIADY MORDORSKIE
Mariusz Wojteczek ZNIKANIE
Tomasz Krzywik UL
Marcin Zwoleń PRZEBUDZENIE ĆMY
Dariusz Muszer GRĘBOŻ
Jacek Skowroński KIEDY PRZYLECĄ PTAKI
Kornel Mikołajczyk WAZON
Janusz Mika WET ZA WET
Bartosz Orlewski B
Hubert Jarzębowski UKĄSZENIE LOVECRAFTA
Kacper Kotulak MIASTO SNÓW
Istvan Vizvary WINDA
Dagmara Adwentowska ROZBIÓRKA
Adam Froń LIST POŻEGNALNY
Joanna Łańcucka ROŚLINY OZDOBNE
Krzysztof Kochański PRZECIĄG
Flora Woźnica PĘTLA
Marta Sobiecka PAN PATRZY
Anna Szczęsna PTASIE SERCE
Kazimierz Kyrcz Jr CZARNE CZYNY
posłowie (Ksenia Olkusz)

PS. Książkę, podobnie jak poprzednie tomy, można zamawiać na stronie wydawnictwa Forma, a także w sieci księgarni Bonito.