polskie centrum bizarro

Posts Tagged ‘ilustracje’

„Podwieczorek muflona” by Halmar

In Grafika, Opowiadania on 5 lutego, 2022 at 6:00 am

kwarantannaCzasami się zdarza, że publikujemy prozę…

No dobra, wcale nie czasami, tylko dość często. Prawda jest taka, że czasami na nasze łamy trafiają grafiki… ale żeby jeden autor (znaczy się autorka) czyli debiutująca u nas Halmar napisała opowiadanie, które własnoręcznie zilustrowała – tego jeszcze (chyba) nie grali.

Zapraszamy – do czytania i spozierania!

„Podwieczorek muflona” by Halmar

Papa Globus lubił łoić. Niekoniecznie przy stoliku, na siedząco. Można na stojąco, byleby rzecz odbyła się kulturalnie.
Kulturalne picie na stojąco trafiło się Papciowi znienacka w zeszły wtorek, kiedy to spotkał dawno nie widzianego kolegę Klimpę, który wybierał się właśnie na zamkniętą imprezę organizacji charytatywnej „Organy dla Każdego”, na której miała wystąpić pierwsza dojara strażackiej kapeli „Sikawy” Tuba Genowefa.
Papcio chętnie przystał na propozycję towarzyszenia Klimpie. Postanowili zgodnie, że warto wstępnie nieco się odurzyć i udali się do pobliskiego zakładu gastronomicznego z wyszynkiem.
– Co to za zapach? Kapusta jak nic. Nie znoszę jej! – Klimpa już przy wejściu zrobił małpi cyrk. Globus lekko skarcił kompana, reakcja była gwałtowna.
– Au! To boli, palancie, jak mną z nagła pociągasz! Najpierw podrapałeś mnie niemiłosiernie, a teraz jeszcze i to! Ty, ty… Pomarszczona galareto! – Klimpa aż się zasmarkał ze złości.
– Przecież jesteś nosem, nie czujesz, że twoje pretensje są zwyczajnie śmieszne? Służysz do niuchania, drapania, szczypania! Kichawo z bożej łaski!

kto jest ciekawy

Nie wiadomo, jak by się sytuacja dalej rozwinęła, na szczęście do skłóconych podszedł, a raczej przytoczył się Bebzon, znany w szemranych kręgach towarzyskich jako „Wariat”.
– Czy panowie konsumują, czy tak bez zakąski? Ależ tak nie można! Tymczasem mamy buraczki i zaraz, tak, chwileczkę… No jak to się… Do diabła! Mam! Marchewka! Swoją drogą nie cierpię obiadów. Jak nie kebabownia, to chińczyk – oszaleć można! Zazdroszczę Gałom. Nie wąchają odorów – to po pierwsze primo, a po drugie primo – nie są pociągane, wydymane, pardon-le-mot – to o koleżankach bliźniaczkach Nozdrzach – że tak powiem, z zaskoczenia. O czym to ja…? Swoją drogą, gdyby mniej pił, byłoby z pożytkiem dla niego i dla mnie.
– O czym bredzisz, obywatelu? – Klimpa poczerwieniał, usiłując wydedukować, czy nie został przypadkiem obrażony. Papcio uszczypnął go, żeby nie przeszkadzał. Po chwili wypełnionej intensywnymi odgłosami bulgotania, czkania i odbijania się, Bebzon zwany Wariatem podjął swój monolog.
– Ostatnia niedziela, gdy koleżanka Baniak była w stanie odrętwienia poalkoholowego, a kolega Żołąd, bulgocąc, wyrzucał z siebie zalegające w nim treści, dla mnie była równie uciążliwa. O, wątróbka. Z ziemniakami. Mmm… i sałatki. Stop! Uwaga! Nie! Czuję, że zepsute! Mój Boże, trzeba szybko dać znać Szefowi, zanim ten fajtłapa utrudni nam wszystkim życie. Biedny Żołąd, jeszcze wczoraj wywracał się do góry nogami, a dzisiaj powtórka z rozrywki. Uff, zdążyłem. Mmm, schabowego wziął. Czysty cholesterol, wspaniale, do tego pomidorówka z zasmażką, a później same narzekania, że tyje, że źle się czuje, że też Szef nie może przemówić mu do Rozsądku! Ten ostatni swoją drogą, nie wiadomo, gdzie mieszka, bo jak wszyscy wiemy, bywa rzadkim gościem u mojego pana! – Bebzon nadawał jak w transie, nie robiąc sobie nic z tego, czy ktoś go słucha, czy nie.
– Debata jeża – skwitował Globus pogardliwie. – Klimpa, idziemy. – Haustem wypił małą wódeczkę, poprawił krawat, mlasnął. – Nie ma co, w pytę czasu poszło się jebać. Idźmy wreszcie na ten koncert!
No i poszli.
Amfiteatr był pełen. Przeważały organy w wieku słusznym, tuszy dostojnej; stłuszczone wątroby, oślizgłe, owrzodziałe fabryki figur z brązu i kupniki z mniej lub bardziej ukrytymi żylakami.
Przy wejściu Globus sięgnął po małą czystą, poprawił białym winem, przekąsił krakersem z kawiorem, po czym znów zamaszyście wypił wódeczkę, nie zagryzając już niczym, by nie popsuć smaku. Dopiero wówczas rozejrzał się wokół.
Na scenie produkowała się Tuba Genowefa, pierwsza dojara strażackiej kapeli „Sikawy”.
– Taki świniowół, a jednak kicia ruchawka! Z kociej pizdy wór na mąkę! – skonstatował donośnie Papcio, bez skrępowania przyglądając się wylewającym się z dekoltu artystki gigantycznym dojcom.

towarzystwo ciągnęło

Wokół podniosły się oburzone głosy:
– Ćśśś! Cicho tam, chamie niemyty!
– Cóż to za zachowanie!
– Japa, śledziu!
– Ja proszę państwa też jestem artysta! – rzekł Globus nieco bełkocząc, zupełnie niezrażony. – Papcio Globus, do usług. Największy poeta i bajarz wszech czasów! Bardzo mi miło. A to mój druh Klimpa. Też artysta. Tyle że śpiewający. Państwo wybaczą, ale stół wzywa – to powiedziawszy, Globus towarzystwo opuścił, ciągnąc za sobą Klimpę. Na odchodne rzucił jeszcze do zgromadzonych:
– Jeśli chcecie, gamonie, zapraszam na pogadankę na dowolny temat, jestem biegły we wszystkich dziedzinach. Ale to nie dzisiaj, bom odrobinę zmęczon. No i sraczkę mam, ludzka sprawa. Istnieją przecież w życiu momenty, w których trzeba wypuścić kreta na wolność, bo puka w taborecik.
Ze stołu tymczasem znikały śledzie. A to wynoszone w kieszeniach palt, przez tych, którym wieczór się dłużył, a to w ustach tych, którym dopisywał apetyt. Towarzystwo ciągnęło śledzie aż miło. Globusowi dopisywało pragnienie, więc zaspakajał je na przemian czystą wódeczką i białym winem. Rzecz jasna kulturalnie i na stojąco. Gdy na stole pozostały już tylko dwa śledzie, zaś sala bankietowa zaczęła pustoszeć, Globus zwrócił się do przysypiającego pod bufetem Klimpy:
– Chłopcze. Mmuszę ci coś powiedzieć. Konie-cznie – czknęło się Papciowi. – Bo tu takie panienki były. I do tańca i do różańca. A dwie… to takie kurwy uch… Ach… Przeleciałbym… – rozmarzył się.
Tymczasem pozostałe na stole dwa śledzie wstały z półmiska i poszły do szatni po palta. Za pół godziny miały się spotkać z jednookim wężem w szkole tańca bara–bara.

patrz maurycy

„Rysunki Uchwytne” Jana Uchwata

In Grafika on 30 grudnia, 2019 at 6:00 am

Niedobre Literki – wbrew pozorom – nie samymi literkami stoją; o nie! Bizarro fiction nazywane jest bądź co bądź neosurrealizmem, a surrealizm nieodmiennie kojarzy się ze sztuką. Chętnie przyjmujemy więc również twórców, którym odbiła palma inna niż literacka urodzonych pod gwiazdą inną niż literacka. Z przebiegłością (a jakże!), gdyż liczymy po cichu, że wizualne odpały zainspirują nas to do snucia kolejnych dziwnych opowieści.

Dziś mamy przyjemność zaprezentować Wam „Rysunki Uchwytne” Jana Uchwata. Artysta przedstawił się grzecznie w krótkim tekście, nie pozostaje nam więc nic innego, jak zaprosić Was za próg jego osobliwego świata. Gwarantujemy, że nie będziecie chcieli wrócić do rzeczywistości (zresztą, tak na dobrą sprawę, po co wracać, hm?). Na pewno nie jest w niej tak ciekawie jak poniżej…

 

pinecone image

Rysuję, odkąd pamiętam. Po raz pierwszy usłyszałem, że jestem artystą od nauczyciela w czwartej klasie podstawówki, kiedy odpalałem ładunki zrobione z siarki pozyskanej z zapałek. Czytaj resztę wpisu »

Psychowizje Wita Kalety

In Grafika on 27 czerwca, 2015 at 6:00 am

ARROWHEADHello everybody (nie kojarzyć z pomarańczami), dawnośmy nie mieli graficznych doznań w przystępnym pakiecie dla was wszystkich i każdego obserwatora niedobrych z osobna. Na szczęście jak widzimy taki błąd, to natychmiast dążymy do jego naprawienia. I wcale nie robimy tego tak dziarsko, bo Paskud smaga nas ogonem o dziewięciu kotach… stop, kotem o dziewięciu ogonach. No, biczem takim. Oj nie, oj wcale. To wszystko dla waszych wrażeń estetycznych.

Dziś w temacie estetyki i wrażeń wspomaga nas Wit Kaleta. Co prawda już go trochę znacie, od literackiej i od graficznej strony… Ale nadszedł czas, by przedstawił się oficjalnie, z dużą ilością kolorowo-wykręconych obrazków jako wizytówką. Enjoy the show! Czytaj resztę wpisu »

Kosmiczne poczwary André Díaza

In Grafika on 6 stycznia, 2015 at 6:00 am

Slaying the beastNa początku nowego roku wszystko co stare, jest obmierzłe dla oczu. Nie chce się patrzeć na to co się opatrzyło, nawet jak wzrok wyreguluje się po kolejnych dniach wolnych, czyli zakrapianych. Paskud to wie, jego dotyka to bardziej, bo oko ma jedno, więc bardziej skupia się przy patrzeniu. Dla niego, a w konsekwencji i dla was, mamy jednak jedno dobre, bardzo dobre lekarstwo.

Żadne tam krople ni soczewki. Zupełnie nową aktualkę graficzną!

A dziś gości u nas młody artysta z Hiszpanii,  André Díaz, który jednak już nieźle sobie poczyna. Zwłaszcza w kategorii ohydnych i nie do końca kształtnych bestii, które rodzą się w rejonach wszechświata o których nam się nawet nie śniło. Na całe szczęście! Niemniej on ilustruję kosmiczną grozę jak mało kto, więc zapraszamy do zapoznania się z jego wizjami spoza granic normalności… Czytaj resztę wpisu »

Groteskowe postacie Michała Danielewicza

In Grafika on 6 grudnia, 2014 at 6:00 am

Schab z przyszłościPamiętacie, że przy rozstrzyganiu zaawansowanego konkursu przebąkiwaliśmy, że będziemy od czasu do czasu puszczali jakieś cynki na temat antologii? Cóż, ściemy nie było w tym ni grama (choć Paskud ściemnia na funty głównie, bo nadal uważa, że anglosaskość jest w modzie). Dziś pokażemy wam coś w temacie. Pokażemy jest tu słowem kluczem, bo będzie to jednocześnie kawał graficznej uciechy dla oczu…

Panie i panowie, chcielibyśmy wam przedstawić wspaniałego (i dziwnego jak noszenie kalesonów na spodnie, a nie pod) artystę, Michała Danielewicza. Jego prace na pewno przypadną wam do wypaczonego gustu. I to bardzo dobrze, że przypadną, bo właśnie ilustracja spod jego ręki będzie zdobiła okładkę Bizarro dla Zaawansowanych, czyli naszego przyszłorocznego wypieku z serii „antologie, za które może wydziedziczyć cię rodzina”! Czytaj resztę wpisu »

Monochromatyczne dziewczynki Virginii Mori – część 2

In Grafika on 18 września, 2014 at 6:00 am

tumblr_mfwb1xkyHz1qgvgemo1_1280Heja hej, jesteśmy z powrotem z kolejną odsłoną cyklu graficznego, kontynuując spotkanie z Virginią Mori. Mamy nadzieję, że nie uschnęliście z tęsknoty? Ostrzegamy: powinniście teraz odpowiedzieć „nie, ALEŻ OCZYWIŚCIE, że nie”. Inaczej wyślemy Paskuda, a skoro tak łatwo schniecie, to on już was nawilży (i dla własnego dobra lepiej nie dumajcie, jak on to zrobi!).

Dobra, głupie żarty za nami, a teraz wracamy do krainy konkretu… wizualnego, ma się rozumieć.

Parę rzeczy na temat sztuki Virginii udało się nam poprzednio ustalić. Są utrzymane w kolorystyce ślicznych snów gotyckiego nastolatka. Są dziwne aż do granicy groteski – ale należy koniecznie zauważyć, że skrzą się też pewnym urokliwym rodzajem czarnego humoru. No, i są na nich dziewczynki z tytułu owej prezentacji galeriowej. Czego zaś nie odnotowano, tego dopatrzycie się dzisiaj, bo właśnie zapraszamy do drugiej rundy podziwiania! Czytaj resztę wpisu »

Monochromatyczne dziewczynki Virginii Mori – część 1

In Grafika on 29 sierpnia, 2014 at 6:00 am

tumblr_mjlurutD461qgvgemo1_1280Bizarro to gatunek multikolorowy jak produkty metabolizmu jednorożca (ewentualnie Troskliwego Misia). Okej, introdukcja w zasadzie za nami, ale rozwiniemy tę enigmatyczną, acz prawdziwszą niż najświętsza prawda wypowiedź. Jeżeli śledzicie niniejszy kącik, w którym regularnie w swej nieregularności prezentujemy wybór artystów, którzy każdego człeka obdarzonego znacznym pierwiastkiem dziwności w mózgowiu przyprawią o radosny nastrój, przyznacie sami, że jest to wybór różnorodny, frapujący, a przede wszystkim wielobarwny.

Dziś prezentujemy wam jednak artystkę, z którą jest nieco inaczej – przynajmniej w ostatnim z wymienionych departamentów.

Virginia Mori, bo tak nazywa się znakomita twórczyni, którą dziś chcemy wam pokazać, rzeczywiście wyróżnia się na każdym kolorowym tle. Jej ilustracje są bowiem prawie co do jednej czarno-białe. To nie jedyna różnica wobec wielce rozbuchanych prac, którymi zwykle czarujemy tu wasze oczy. Styl Mori jest w dodatku (celowo) ascetyczny, przypominający wręcz szkic, a także dosyć ograniczony tematycznie (jak wyżej, chyba nie spodziewaliście się inaczej :P), bo bohaterkami wszelkich obrazków Virginii są specyficzne, upiorne i bliźniaczo podobne dziewczynkiCzytaj resztę wpisu »

Urokliwa zadziorność Sabriny Elliott – część 2

In Grafika on 6 czerwca, 2014 at 6:00 am

Tied UpCzy czekaliście z wielką niecierpliwością? Prosimy o niezalewanie nas wylewnymi odpowiedziami, pytanie to jest czysto retoryczne, my znamy dobrze tę jedyną prawidłową, dlatego literkowy cykl graficzny wraca z drugą częścią prezentacji twórczości Sabriny Elliott.

Jak w poprzednim rzucie grafik, i w dzisiejszej galerii erotyka oraz różne niezbyt grzeczne dziewczynki zestawione zostały z bardzo specyficzną atmosferą, co w połączeniu z porażającą ekspresyjnością prac po prostu nie może się nie podobać.

Zapraszamy do przyjrzenia się kolejnej dawce sztuki nowojorskiej artystki! Czytaj resztę wpisu »

Urokliwa zadziorność Sabriny Elliott – część 1

In Grafika on 23 Maj, 2014 at 6:00 am

No One's Going to Save YouDawno (to powtarzający się motyw w przypadku tegoż cyklu) nie atakowaliśmy waszych oczu najsłodszą metodą z możliwych – poprzez bombardowanie ich ładunkami szalonych i szalenie wręcz pięknych prac graficznych. Dziś działa naładowane, bombowce wystartowały, a naszą tajną bronią jest pewna artystka z Nowego Jorku, której arsenał estetycznych broni masowego rażenia na pewno zrobi wam niezłą demolkę na linii zmysłu wzroku.

Prace, które za chwileczkę sobie popodziwiacie, wyróżniają się nie tylko wysoce indywidualnym, trochę minimalistycznym, a trochę (nawet rzeklibyśmy: wielce) naładowanym ciekawymi detalami stylem. Tak, powyższe opcje się nie wykluczają, chociaż żaden entuzjasta logiki nie przyznałby nam pewnie racji. Doskonała kreska Sabriny Elliott, bo tak się zowie artystka goszcząca dziś u nas, cieszy oczy i inne organy nastawione na odbiór przede wszystkim tym pazurkiem, tym zadziorkiem, taką niepokornością, że aż dusza śpiewa (co śpiewa? To już ustali specjalna komisja sejmowa. Albo i nie.)

Nie przedłużając wstępu, a te mamy zazwyczaj i tak długawe, zapraszamy do obcowania ze sztuką jak się patrzy… Czytaj resztę wpisu »