polskie centrum bizarro

Archive for the ‘Opowiadania’ Category

„Maria Anetka” by Jakub Luberda

In Opowiadania on 1 lipca, 2022 at 6:00 am

niedobreliterkitxt

Czas jest pojęciem wielce względnym. Przekonał się już o tym zarówno autor niniejszego opowiadania (sorry, Kuba!), jego bohaterka, jak i zapewne wielu z was. Szacowny Paskud zwykł w takich chwilach powtarzać, że nie dla psa kiełbasa i zaiste nie znalazł się jeszcze nikt, kto umiałby wytłumaczyć o co mu, do diaska, chodzi.

Inaczej sprawy się mają w poniższym tekście. Choć wydarzenia w nim opisywane są ze wszech miar dziwaczne, koniec końców znajdują swe (w miarę) logiczne wytłumaczenie. Zresztą, przekonajcie się sami.

 

 

Maria Anetka

 

 

Anetę obudziło nieprzyjemne szczypanie w policzek. Przypominało dawną torturę, która polegała na tym, że pokrywano podeszwy stóp skazańca solą i pozwalano zlizywać ją kozom. Ich język był tak szorstki, że z czasem zdzierał skórę do kości.

Kobieta otworzyła oczy i zobaczyła śnieg na tle granatu wieczornego nieba. Na tyle, na ile przebijało przez śnieżycę. Podniosła głowę, by odkryć, że śnieg niemal całkowicie ją przysypał. Całe szczęście, że była ubrana w kurtkę z kożuchem i kapturem, spodnie od kombinezonu narciarskiego, czapkę, szal, grube skarpety i dobre buty. Tylko oczy piekły, jakby wilgoć na ich powierzchni lada moment miała zamarznąć.

Pierwsze oszołomienie minęło i serce zaczęło jej ciążyć z każdym uderzeniem, gdy powoli docierała do niej powaga sytuacji. Nie wiedziała, co robiła na tym pustkowiu, ani jak się tu znalazła. W ogóle niewiele pamiętała. Jedynie to, że leciała w helikopterze i nagłe okrzyki przestrachu. Coś musiało pójść nie tak. Niby ubrała się na te warunki pogodowe, lecz czuła, że nie powinno jej tu być.

I chyba nie ona jedna, bo nie wyglądało na to, by ktokolwiek jej szukał. Czytaj resztę wpisu »

„Alamazer” by Krzysztof Szabla

In Opowiadania on 24 czerwca, 2022 at 6:00 am

niedobreliterki-mikołaj-nieświęty logoŚwięta, Święta i po Świętach… no to co z tego, że pół roku temu? Jest po Świetach? Jest. Z drugiej strony, jest też odpowiednio wcześnie przed Świętami, więc aby zdążyć, nim zacznie się największa gonitwa, strategicznie, już dziś zapraszamy na opowieść o pewnym Nieświętym Mikołaju, znikającym mieszkaniu oraz nastawionej bojowo choince.

Wykonanie: Krzysztof Szabla. Redakcja: my. Czapka Paskuda: by Don Pompon.

Wesołych!

 

Alamazer

 

Drzwi prowadzące do mieszkania Farona zniknęły. Macał po ścianie, próbując znaleźć jakiekolwiek racjonalne wytłumaczenie. Nic z tego. Jakby nigdy nie było tam żadnego wejścia. Lokum go wyrzuciło, a miotanie przekleństw naprzemiennie z modłami do wszystkich świętych nie przyniosło oczekiwanego rezultatu. Musiał ochłonąć, zebrać myśli, potem je rozebrać, a na końcu złożyć do kupy. Przed oczami stanęły mu straszne obrazki nocy spędzonych pod niebem dla bezdomnych.
Udał się do sąsiada, z którym urządził niejedną orgię, ale natrafił na pustą ścianę. Drzwi zniknęły.
Jego też mieszkanie wyrzuciło! Sprawa robi się podejrzana.
– No nie! – wykrzyknął Faron, licząc, że ktoś go usłyszy.
I usłyszał. Z ciemnego kąta wyłoniła się postać ubrana w czerwony strój i posiadająca najdłuższą brodę, jaką można zapuścić, nie przydeptując jej sobie co krok. Na plecach dźwigała spory worek. Czytaj resztę wpisu »

„Skaza” by Paweł Szewczyk

In Opowiadania on 18 czerwca, 2022 at 11:50 am

pazzzkud

Niektóre opowieści zaczynają się boleśnie, by po perypetiach różniastych skończyć się dla ich bohaterów wielkim happy endem. Inne dostarczają im tylko coraz większych cierpień.

Jak będzie tym razem? Przekonajcie się sami. Warto!

Zaprasza Paweł Szewczyk.

 

Skaza

 

Znacie na pewno ten typ kobiety. Młoda, piękna, inteligentna, wesoła, popularna, wysportowana, z perspektywami na przyszłość, z równie perfekcyjnym chłopakiem… Można by tak jeszcze długo wymieniać. Taka właśnie była Agnieszka. Chodzący ideał, na widok którego faceci cmokali z zachwytu nad zgrabnym tyłeczkiem i stwierdzali w myślach, że ma w sobie to coś. Ewentualnie dochodzili do wniosku, że owe coś oni sami chętnie by jej zainstalowali gdzie trzeba. Kobiety z kolei traktowały ją bardzo często jak zło konieczne. Osobę, której widok tylko przypominał o ich własnych brakach: za małe cycki, za grube nogi, uczy się lepiej niż ja i tym podobne.

Ale. Bo przecież nie ma ideałów i zawsze musi być jakieś ale. Każdy nosi w sobie jakąś skazę. Nawet ten anioł wcielony miał swoją piętę achillesową. I nie był to bynajmniej syfilis czy AIDS, czego niejedna zazdrośnica w głębi ducha jej życzyła. Problem Agnieszki był niewidoczny zarówno dla ginekologa, wenerologa czy każdego innego -loga. Nawet główny zainteresowany, czyli psycholog, nie potrafił nic tu zdziałać.

Agnieszka mianowicie obawiała się, a nawet panicznie bała się snu. Nie samego Hypnosa, lecz bardziej konkretnie jego syna Morfeusza. Męczył ją od kilku lat ten sam koszmar. Koszmar, którego, o zgrozo, nigdy nawet nie pamiętała po przebudzeniu. Budziła się zlana potem, roztrzęsiona, zdyszana jak po maratonie i oczywiście niewyspana. W pamięci pozostawały jej tylko jakieś nic nieznaczące szczegóły. Ciemny korytarz, mgła, stworek o którym pamięta tylko tyle, że może i był trochę odrażający, ale go lubiła. Nawet po połączeniu nie dawało to żadnego sensownego obrazu. Co do jednego nie miała wątpliwości: to był ciągle ten sam sen. Dopadał ją jak sraczka, bo tak jak ona – zawsze przychodził znienacka. Trzy dni pod rząd, miesiąc przerwy, raz, tydzień przerwy, noc w noc przez prawie trzy tygodnie i znowu trochę wolnego. Brak jakiejkolwiek logiki i przewidywalności. Czytaj resztę wpisu »

„W Sylwestra to my bierzemy zwolnienia lekarskie” by Dariusz Bednarczyk

In Opowiadania on 13 czerwca, 2022 at 6:00 am

Praca strażnika do łatwych nie należy wcale, a wcale. Ludzie narażają swoje życie po to, abyśmy my mogli spać spokojnie. Ganiają kiboli, nakładają blokady na koła aut pijanych kierowców (no dobra, nie tylko pijanych), ściągają kotki z drzew i tym podobne.

Cóż, nie oszukujmy się, tyrają chłopy nawet w dni zwykle wolne od pracy dla innych. A dlaczego nie mieliby sobie wtedy odpocząć? No przecież zasługują. Tyle, że według grafiku nie mogą. Ale, ale. Na wszystko jest sposób. O tym przed Wami Dariusz Bednarczyk.

Czytaj resztę wpisu »

„Bizdekamerron. Dzieciństwo” by Kornel Mikołajczyk

In Akcje Literackie, Opowiadania on 1 czerwca, 2022 at 10:00 am

coverart

W starym, ale jarym (tudzież, jak ktoś woli, „klasycznym”) Dekameronie Boccaccia dziesięcioro szlachetnie urodzonych florentczyków przez dziesięć dni opowiadało sobie historie w trakcie kwarantanny.

Kornel Mikołajczyk co prawda szlachetnie urodzony nie jest, stanowi jeden byt, nie dziesięć (no, góra dwa), Florencję widział co najwyżej na pudełku puzzli, a na kwarantannie nie przebywał ni razu, niemniej podjął się podobnego wyzwania: przez dziesięć dni opowiadać historie na zadany samemu sobie temat. Tematem owym stały się teksty z Dzieciństwa, wszystko wspomógł swym wizerunkiem Hamptidampti (daleki kuzyn naszego Paskuda od strony prababki) i fruuu! – tak powstał Chocapic Bizdekamerron.

Zachęcamy do lektury tych wyjątkowo surrealistycznych opowieści, publikowanych dzisiaj, całkowicie za darmo, z okazji Dnia Dziecka. Być może nadal niezdecydowanym odpowiedzą na pytanie: Z czym to bizarro się je?

Cóż, w obliczu motywu przewodniego powiedzieć wypada jeno: Zamknij oczy, otwórz buzię!


Opowiadania:

HD_kowboj

I. Hamptidampti na piłce siadł

II. Ostatni lot Agenta 00

III. Wazektomia

IV. Czy janusze śnią o latających krówkach?

V. Smerfne gnidy

VI. Śrutmaks. Readaptacja

VII. Nieuwarzenie

VIII. Egzorcyzmy Kciuczka-zazuli

IX. Wyspa Piętaszka

X. Hamptidampti z fasoli spadł

HD_król

„Dick Roach i tajemnica Poliszy Nela” by Adrian Gawin

In Opowiadania on 31 Maj, 2022 at 6:00 am

kleszcz Przysłońcie żaluzje. Zapodajcie sobie małą czarną. Odpalcie papierosa i pozostawcie opartego o popielniczkę — niechaj kopci (vivat klimat, co tam zdrowie!). Odkurzcie gramofon i opuśćcie igłę na nylonową płytę. Oto bowiem coś, czego dawno u nas nie było — bizarro fiction à la Noir. Za sprawą debiutującego na Paskudnym Dworze Adriana Gawina mamy przyjemność śledzić poczynania pewnego detektywa uwikłanego w nie lada śledztwo. Jest intryga, jest kobieta (ach, ten ogon!), są gangusy i niebezpieczeństwo. Są tajemnice, które na zawsze pozostaną nierozwiązane (Kim jest tygrys? Co to za zakład?) Ale przede wszystkim — jest nastrój. Taki w barwach starej, brązowej fotografii. Smacznego i karaluchy pod poduchy.


Dick Roach i tajemnica Poliszy Nela

Mrrrau, tygrysie! – Kleo przeciągnęła się zalotnie na łóżku. Jej jaszczurcze łuski błysnęły w świetle poranka. – Idziesz? Może zostaniesz jeszcze na chwilkę?

Idę, obowiązki wzywają. I nie jestem tygrysem.

Dick Roach wiązał właśnie buty. To znaczy, próbował je wiązać, z trudem dosięgając do sznurowadeł.

Ty i ten strój karalucha – rzekła jaszczurka, kręcąc głową. – Zdjąłbyś go wreszcie, widzisz, jak utrudnia ci życie.

Mówiłem, nie mogę.

Ale nawet w łóżku?!

Nawet. Zakład to zakład.

Dick w tej sprawie nigdy nie wchodził w szczegóły. „Zakład to zakład” – te słowa stały się jego znakiem rozpoznawczym. Tak samo, jak strój.

Mężczyzna ostatni raz spojrzał na zielonkawą kochankę. Omiótł spojrzeniem jej podłużny pysk, wielkie, wyłupiaste oczy, pazurzaste łapy i długi, zachwycający ogon. A to wszystko zapakowane jedynie w skąpą, koronkową bieliznę. Jaszczurcze damy do towarzystwa nie cieszyły się oszałamiającym powodzeniem. Jednak ci, którzy korzystali z ich usług, darzyli je dużą estymą. Zimna, gładka łuska, rozwidlony język potrafiący czynić cuda. „Ach, wspaniałości”, pomyślał Roach.

Do zobaczenia, kochanie! – rzucił na odchodnym, chowając czułki pod kapeluszem.

Detektyw wyszedł z budynku i skierował kroki do swojego biura. Mała klitka na przedmieściach nie była szczytem marzeń, ale – co Roach niechętnie przyznawał – wystarczała mu aż nadto. Mieściły się tam wszystkie teczki, dokumenty, mapy i detektywistyczne gadżety, jakich potrzebował. Zostało też trochę przestrzeni na roślinkę, którą Dick planował tam wstawić. Chciał nieco rozweselić szarobure wnętrze, lecz przekucie chęci w czyn nie było łatwe. Od trzech lat kąt nie mógł się doczekać liściastego lokatora.

Dick przekroczył próg biura i zamknął drzwi. Usiadł za biurkiem, spojrzał na leżące na nim papiery i już sięgał po teczkę, ale się zawahał. Otworzył szufladę i wyjął ze środka plastikowe pudełko wypełnione suszonym mięsem. Chwycił kilka kawałków sarniny i włożył jeden do ust. Przymknął oczy, przeżuwając z zadowoleniem słoną przekąskę. Mężczyzna właściwie niczym nie gardził. Jednak suszona sarnina zajmowała w jego sercu szczególne miejsce. Poza tym była pożywna, znakomicie zaspokajała apetyt i dawała energię do działania. Stanowiła wyjątkowo dobre rozwiązanie dla tych, którzy uznawali „śniadanie” za pojęcie abstrakcyjne. Czytaj resztę wpisu »

Kąsamy, czyli World Dracula Day

In Akcje Literackie, Opowiadania on 26 Maj, 2022 at 2:45 am

batskud

Jesteśmy Niedobrzy. To chyba jasne dla każdego, kto choć raz odwiedził tę stronę. Nie kryjemy się z tym, nie udajemy, jesteśmy sobą. „Bierzta nas albo idźta stąd!”, żeby zacytować (Niedobrze) angielskie powiedzenie.

A dziś Niedobroć swą objawiamy obiektem naszego świętowania. Nie, nie przygotowaliśmy opowiadań na Dzień Matki, bo to dla nas PHI! zbyt sztampowe. Miast tego postanowiliśmy przyjrzeć się ogólnoświatowej celebracji najsłynniejszego gacka w uniwersum podczas World Dracula Day!

Czego możecie się dziś spodziewać? Ano, wampirów w opałach i pali w wampirach. Ssania, rozlewu krwi oraz przedstawicieli rzędu Chiroptera. A wszystko to, rzecz jasna, w atmosferze absurdu typowej dla Polskiego Centrum Bizarro. Bo gdzież indziej przeczytacie tak znamienite teksty jak:


  1. Strona: Wstęp
  2. Strona: „Dziewica zazdrośnica” by Dawid Dyrcz
  3. Strona: „Fałszywy alarm” by Zeter Zelke
  4. Strona: „Pal marnotrawny” by Krzysztof Szabla
  5. Strona: „Parcie na hemoglobinę” by Korneliusz Chwaliborski
  6. Strona: „Gra wstępna” by Agata Suchocka
  7. Strona: „Skok w dal na pal” by Kornel Mikołajczyk
  8. Strona: „Szklanka do połowy pełna” by Marcin Zwoleń
  9. Strona: „Cudowny obrzęd Vlada Iwanowycza Drakuli” by Grzegorz Kałużny

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9

Noc Muzeów z Jolo Szpilorkiem i Podmuchem Szczawiu

In Akcje Literackie, Opowiadania on 18 Maj, 2022 at 6:00 am

Jako znani koneserzy sztuki, w Międzynarodowy Dzień Muzeów redakcja Niedobrych Literek nie mogła podarować sobie nie wystawienia własnych eksponatów. Na tapet poszło to, co wychodzi nam najlepiej, czyli teksty. Te o naszych – i, mamy nadzieję, Waszych – ulubieńcach. Wykonujących nocne zlecenia na wystawie, bo czemuż by nie?

Dla Jolo Szpilorka i Podmuchu Szczawiu to pierwsze spotkanie, ale czy ostatnie? To pokaże czas, wielki weryfikator. My możemy tylko zaprosić do lektury tych wyjątkowych opowiadań, które wysiłkami Zeter Zelke i Kornela Mikołajczyka powstały jako równoległe wizje – i tak też je prezentujemy.

Sztuko, przybywaj! Tudzież zdychaj. Jak kto woli.


Czytaj resztę wpisu »

„Balast architektoniczny” by Grzegorz Kałużny

In Opowiadania on 10 Maj, 2022 at 6:00 am

paskud_architektCzasem trzeba się odciąć. Nie ma wyjścia. Wykasować numer, wymazać wspomnienia, zapomnieć, wyrzucić pamiątki. Co jednak, gdy balast drugiego człowieka to zbyt wiele? Czy byle Mariola da radę sekatorem przeciąć więzy łączące ją z architektem?

Nad tym tematem brawurowo pochylił się Grzegorz Kałużny. Tym znakomiciej, że uczynił to w nietuzinkowy, przewrotny i – mimo powagi sytuacji – przezabawny sposób. Takie teksty cenimy sobie na Literkach do tego stopnia, że sam Paskud postanowił zaprezentować cosplay naszej dzielnej bohaterki. I wazę gorącej zupy każdemu, kto powtórzy dokonanie Grześka!

 

Balast architektoniczny

 

– Powinna pani tę sprawę jak najszybciej… – Doktor szukał przez chwilę odpowiedniego słowa. – …Rozwiązać.

– Panie doktorze. – Mariola była zdruzgotana. – Twierdzi pan, że przywiązanie do architekta pogarsza moje zdrowie?

– Takie są fakty. Pani cień się znów wydłużył, ta relacja, ten ciężar… Niedosłonecznienie wraca jak zły sen, potrzebne są radykalne rozwiązania. Dlatego radzę pani zdecydowanie odciąć się od tego architekta.

Mariola wyszła z gabinetu na chwiejnych nogach, jakby przytłoczona niemożliwym do udźwignięcia ciężarem. Musiała pociągnąć mocno do siebie drzwi, ponieważ nie zamknęły się do końca. Trzasnęły z hukiem, aż zadrżała tabliczka z napisem „Słonkolog”. Wzruszyła ramionami i wyszła z budynku. Czytaj resztę wpisu »