polskie centrum bizarro

Posts Tagged ‘bizarro fiction’

„Powrót do sanatorium” by Maciej Żołnowski

In Opowiadania on 8 sierpnia, 2022 at 6:00 am

niedobreliterkitxt

Jeden z naszych ojców założycieli sanatoriuje się właśnie w sanatorium (na szczęście nie pod klepsydrą!), uznaliśmy więc z Paskudem (jednogłośnie, choć zdania były rozbieżne!), że pora najwyższa na zaprezentowanie Wam staronowego opowiadania niedobroliterkowego weterana Macieja Żołnowskiego.

Dlaczego akurat teraz? Przekonajcie się sami. Warto!

 

Powrót do sanatorium

 

I znów powędrowałem na pobliski dworzec, i znów ujrzałem pod nogami śnieg – ten świat dziecięcych fantazji zagrzebany w dziesiątkach zimnych hałd. Mogłem taplać się jak za dawnych lat w śmietankowym oceanie, w bieli zupnego chłodnika. A kiedy tak szedłem, niegroźny mi był bicz mrozu trzaskającego ani zapadanie się w misterium zasp niby w bajkowy sen. Uszy tylko zakryłem, odstające w taki sposób, jakby miały za chwilę odfrunąć w cieplejsze kraje. Siny zmarznięty nos, jak kominy plugawych fabryk zasmarkany, zabezpieczyłem jeszcze grubą, jedwabną chustą i tak brnąłem, przedzierałem się przez nieskończenie długie minuty.

Przez moment napawałem się wiejskim pejzażykiem, którego biel zdawała się głośniejszą od łkania nieszczęśnika, co stracił wzrok. Czarna sadza zdążyła już osiąść na płucach ziemi i tylko gdzieniegdzie śnieg czysty jak łza pienił się efektownymi czapami, nastroszonymi pióropuszami, żelowanymi na glanc fryzurami krzewów. Jedynie wiatr jojczył niemożliwie nad mym uchem, co doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Miliony mikroskopijnych słońc zagrzebały się w tellurze Ziemi i nie zamierzały ni wstawać, ni zachodzić już więcej. Z drzew i ulicznych latarni zwisały sople wypolerowane na kryształ, aczkolwiek pilny obserwator potrafiłby dojrzeć w nich fałszywe klejnoty, surogaty odpustowych błyskotek, fatamorgany Szmaragdowych Grodów albo innych krain fikcji i zabobonu; słowem: całą tę tandetę racławickich świecidełek, wykradzioną ze skarbca Racławii.

Na stację dotarłem niepostrzeżenie, nabyłem starodawny bilet Edmondsona z dziurką pośrodku i wsiadłem do składu. Na tej bocznej, zapomnianej linii, na której raz na tydzień kursował pociąg, jechała zaledwie garstka pasażerów, a wśród nich ja. Sam nie wiem, co skłoniło mnie do tego, by wyjść z domu i skorzystać z tych wagonów archaicznego typu, dawno już wycofanych z obiegu, obszernych jak salony i pełnych ciemnych zakamarków. Czytaj resztę wpisu »

PreTeksty: „Jolo Szpilorek i Złoty Szczypiorek” by Zeter Zelke

In Akcje Literackie, Opowiadania on 1 sierpnia, 2022 at 6:00 am

pretxt

Oto rozpoczął się sierpień – ostatni miesiąc, który nadaje się na urlop. Wreszcie Zeter Zelke ma pretekst, coby wydobyć z szuflady nico już zakurzone, przestawione poniżej dowody zbrodni (liczba mnoga). A wracając do urlopów, gdy ktoś jest pracoholik, to trudno takiemu o pretekst, aby udać się na tydzień lub dwa nicnierobienia. Jeśli zaś już się wybierze, to przydałby się pretekst, żeby nic nie robić produktywnie. A skoro już tak pretekstujemy, to nie zawadzi pretekst, aby sprokurować preTekst, którego motywem przewodnim będzie Jolo Szpilorek – pracoholik na urlopie. Ponieważ profesja mistrza Jolentego nie jest na Paskudnym Dworze tajemnicą, przeznaczenie wałków do ciasta raczej nikogo nie zdziwi. Ale siedem? Aż siedem?! Okazuje się, że Jolo to ma jednak łeb jak sklep i fantazję, synku (o pieniądzach nie wspominając).

PRETEKST:

Jolo Szpilorek, siedem cudów wałka do ciasta, urlop i szczypiorek.

TEKST:


Jolo Szpilorek ⸸

i

Złoty Szczypiorek

by

Zeter Zelke

Życie płatnego zabójcy nie jest łatwe. A życie asasyna wychowywanego od dziecka, by zabijać, to już w ogóle. Z drugiej strony, jeżeli rodzice, rodzeństwo, dziadkowie i babcie, kuzyni i kuzynki, wujkowie i ciocie siedzą w tym samym fachu, wtedy bywa lżej. Pod warunkiem przebrnięcia przez mordercze treningi i szkolenia. Ale czy człowiek kiedykolwiek przestaje się uczyć? No właśnie. Więc wracamy do punktu wyjścia – życie płatnego zabójcy to ciężka orka.

Chociaż bez pracy nie ma kołaczy, przecież nie samą harówką człowiek żyje. Nawet Stwórca odpoczywał dnia siódmego. Czemu odmawiać podobnego przywileju temu, który przedwcześnie niweczy Jego dzieło? Kiedy zawodowy morderca bierze wolne, świat wysokich wartości moralnych westchnąłby z ulgą, gdyby nie pewne starojorskie porzekadło: „Choćby płakał, kwękał i obgryzał pięty, nie spocznie, kto przeklęty”.

Rodzice oddelegowują Jolo na urlop. Dwa tygodnie i ani dnia krócej. Bez dyskusji. Dla pracoholika to cios. Dla posłusznego syna – kolejne polecenie do wykonania. Jolo składa mordercze utensylia na spoczynek w swej kwaterze w Calesonach. Pakuje podróżną torbę. W niej – wyłącznie niezbędności, jak na minimalistę przystało. Trochę odzieży na zmianę, podstawowe produkty do higieny osobistej, „Historia roślin owadożernych w pigułce” do poduszki. Asasyn zaciąga grube zasłony, powlekając pokój żałobną ciemnością. Żegna się z domownikami. Pomyślałby kto, że udaje się na pogrzeb. Niewykluczone, że ten rodzinny człek myli troskę rodziców z tymczasowym wygnaniem. Bądź bierze ją za test karności. Szofer odwozi Jolo na lotnisko. Stamtąd skrytobójca wylatuje do najbliższej miejscowości wypoczynkowej.

Jolo wałekW Łajbie nie sposób się nudzić. Na złaknionych rozrywki czekają kina, nocne kluby, dyskoteki, karaoke. Na bardziej wysublimowane gusta: teatry, filharmonie, opery i balet. Dla wielbicieli przyrody są parki, rezerwaty, urocze plenery; nawet parę sztucznych plaż przy rozległych jeziorach, z których słynie Łajba. Do dyspozycji miłośników rekreacji polecają się pływalnie, wyścigi na skuterach wodnych, skałki, strzelnice, domy gier i zabaw oraz sieć pierwszorzędnie wyposażonych siłowni „Mordek”. Smakoszy zadowolą restauracje – te rodzime jak i orientalne, kawiarnie, herbaciarnie, pijalnie czekolady, cukiernie. Na ulicach grajkowie, pantomimiści, połykacze ognia, słowem: performerzy dwoją się i troją, aby umilić turystom pobyt. I wyciągnąć im z kieszeni tyle szmalcu, ile wylezie. Atrakcji co niemiara. Na domiar dobrego pogoda jak dzwon przez większą część roku. Noclegi dla każdego, od podrzędnych hosteli po wykwintne hotele. Do tych ostatnich zalicza się Hotel Terytorialny. Czytaj resztę wpisu »

Drabbli garść by Marcin Zwoleń

In Opowiadania on 15 lipca, 2022 at 6:00 am

niedobreliterkitxt

Na Niedobrych Literkach lubimy wszelkie formy dziwności. Króciaki, długasy, jednozdaniówki, tajemnicze SMS-y z duńskim prefiksem, przekazy podprogowe z Gromady Futryny. Łykamy wszystko jak gęś kluski, zapijając sosem pieczeniowym, bo osobliwość nie zna ograniczeń.

Drabbli u nas nie było już ponad rok, więc czas najwyższy na wielki powrót. Sypiemy zatem garść z worka, który podesłał nam Marcin Zwoleń i zachęcamy do lektury. Rafaello wyraża więcej niż tysiąc słów, a u nas – wyrazić się można nawet w stu.

 

PRZYJACIEL

 

Jakiś czas temu złożyłem mu wizytę. Na dzień dobry przywitał mnie ciosem w zęby. Zaraz potem z tkliwością podał mi chusteczkę, abym otarł rozkrwawioną wargę. Następnie zachęcającym gestem zaprosił do salonu.

– Rozgość się – powiedział.

Gdy próbowałem usiąść, szybkim ruchem odsunął krzesło, na którym chciałem spocząć. Kontakt z twardą podłogą był naprawdę bolesny.

– Napijesz się wina? – Nie czekając na odpowiedź, z ciepłym uśmiechem napełnił kieliszek, na którego dnie znajdował się arszenik.

– A może spróbujesz sernika? – Podsunął mi talerzyk z kawałkiem ciasta okraszonego strychniną. – Poczęstuj się. Jest naprawdę wyborny.

Gdy wychodziłem, na pożegnanie kopniakiem zrzucił mnie ze schodów, mówiąc:

– Miło, że wpadłeś.

Czytaj resztę wpisu »

PreTeksty: „Daj mangosa, czyli Barbie i Britney do Edenu wyprawa” by Kornel Mikołajczyk

In Akcje Literackie, Opowiadania on 9 lipca, 2022 at 6:00 am

pretxt

PreTeksty to najnowsza, niedobroliterkowa seria opowiadań z czapy i od czapy. Każdy przedstawiony tu TEKST powstał na skutek losowego wygenerowania słów kluczowych i stworzenia z nich absurdalnego PRETEKSTU. Odważni twórcy tacy jak Kornel Mikołajczyk podejmują rękawicę i pokazują, że wyobraźnia nie zna granic.

A jeśli chcecie wziąć udział w tej kreatywnej zabawie, zapraszamy serdecznie do kontaktu poprzez formularz w sekcji Aktualne nabory. My zapodamy PRETEKST. Wy odeślecie TEKST. I nastanie wreszcie Paskudna republika dziwności!

PRETEKST:

Różowi chleboznawcy walczą o równe prawa blenderów do owoców egzotycznych z toksycznymi fanami Britney Spears.

TEKST:


Daj mangosa,
czyli
Barbie i Britney do Edenu wyprawa


Blender odmawiał współpracy. Jako że został zapchany jarmużem, cząstkami jabłka, imbirem, sokiem z cytryny i siemieniem lnianym aż pod pokrywkę, nijak szło zrozumieć jego protesty. Niemniej po ostrzach uparcie stojących w miejscu nietrudno było wywnioskować, że cierpi na wtórne zniechęcenie.

No żeż jasny plastik… Przecież Ken Sprzedawca w Sklepie AGD zapewniał, że model posiada atesty antydepresyjne!

Barbie Właścicielka Piekarni ściągnęła różowy fartuszek i ze złością cisnęła go w kąt. Podeszła do statywu, żeby wyłączyć kamerę. Nici z nagrywania. Bez działającego sprzętu kuchennego nie przygotuje wideoprzepisu na zdrowy koktajl i nie zdobędzie ani jednego widza na BabsTube.

Święty Mattelu, czy nigdy już nie uwolni się od tych cholernych kajzerek?!

Na nalepce koło włącznika znalazła numer do serwisu. Zadzwoniła, podała Barbie Automatycznej Sekretarce swój adres oraz opis problemu, po czym odłożyła słuchawkę. Niemalże w tym samym momencie ktoś zadzwonił do drzwi jej Domku Marzeń. Czytaj resztę wpisu »

„Maria Anetka” by Jakub Luberda

In Opowiadania on 1 lipca, 2022 at 6:00 am

niedobreliterkitxt

Czas jest pojęciem wielce względnym. Przekonał się już o tym zarówno autor niniejszego opowiadania (sorry, Kuba!), jego bohaterka, jak i zapewne wielu z was. Szacowny Paskud zwykł w takich chwilach powtarzać, że nie dla psa kiełbasa i zaiste nie znalazł się jeszcze nikt, kto umiałby wytłumaczyć o co mu, do diaska, chodzi.

Inaczej sprawy się mają w poniższym tekście. Choć wydarzenia w nim opisywane są ze wszech miar dziwaczne, koniec końców znajdują swe (w miarę) logiczne wytłumaczenie. Zresztą, przekonajcie się sami.

Maria Anetka

Anetę obudziło nieprzyjemne szczypanie w policzek. Przypominało dawną torturę, która polegała na tym, że pokrywano podeszwy stóp skazańca solą i pozwalano zlizywać ją kozom. Ich język był tak szorstki, że z czasem zdzierał skórę do kości.

Kobieta otworzyła oczy i zobaczyła śnieg na tle granatu wieczornego nieba. Na tyle, na ile przebijało przez śnieżycę. Podniosła głowę, by odkryć, że śnieg niemal całkowicie ją przysypał. Całe szczęście, że była ubrana w kurtkę z kożuchem i kapturem, spodnie od kombinezonu narciarskiego, czapkę, szal, grube skarpety i dobre buty. Tylko oczy piekły, jakby wilgoć na ich powierzchni lada moment miała zamarznąć.

Pierwsze oszołomienie minęło i serce zaczęło jej ciążyć z każdym uderzeniem, gdy powoli docierała do niej powaga sytuacji. Nie wiedziała, co robiła na tym pustkowiu, ani jak się tu znalazła. W ogóle niewiele pamiętała. Jedynie to, że leciała w helikopterze i nagłe okrzyki przestrachu. Coś musiało pójść nie tak. Niby ubrała się na te warunki pogodowe, lecz czuła, że nie powinno jej tu być.

I chyba nie ona jedna, bo nie wyglądało na to, by ktokolwiek jej szukał. Czytaj resztę wpisu »

paskudZin #02: Dziwakacje: ilustracje – nabór!

In Grafika, Magazyny online on 25 czerwca, 2022 at 6:00 am

PZ2


Tak oto prezentuje się okładka do „Dziwakacji” – drugiego numeru naszego niedobroliterkowego nieregularnika, do którego oficjalny nabór zakończyliśmy wczoraj (choć Paskud donosi, że na froncie literkowym nadal jeszcze wrze tu i tam). Tak, siak, srak czy owak: pełen chill! B-)

Tymczasem z radością ogłaszamy, że do końca lipca 2022 przyjmować będziemy wszelkie ilustracje, grafiki, szkice i tym podobne cuda pozostające w temacie dziwnych wakacji. Rysujecie, marzecie, malujecie, Photoshopujecie? Wyrwijcie się z miasta, zainspirujcie na urlopie i podzielcie się z nami swymi wizjami. Zapraszamy serdecznie!

Dziwakacyjne dzieła można podsyłać na adres koordynatora: echnbabe[małpa]gmail.com


Macie inne dziwne teksty wakacyjne? Artykuły, eseje, recenzje, poezję? Również dajcie znać. W „paskudZinie” jest miejsce na przejawy dziwności wszelakiej maści!

„Alamazer” by Krzysztof Szabla

In Opowiadania on 24 czerwca, 2022 at 6:00 am

niedobreliterki-mikołaj-nieświęty logoŚwięta, Święta i po Świętach… no to co z tego, że pół roku temu? Jest po Świetach? Jest. Z drugiej strony, jest też odpowiednio wcześnie przed Świętami, więc aby zdążyć, nim zacznie się największa gonitwa, strategicznie, już dziś zapraszamy na opowieść o pewnym Nieświętym Mikołaju, znikającym mieszkaniu oraz nastawionej bojowo choince.

Wykonanie: Krzysztof Szabla. Redakcja: my. Czapka Paskuda: by Don Pompon.

Wesołych!

 

Alamazer

 

Drzwi prowadzące do mieszkania Farona zniknęły. Macał po ścianie, próbując znaleźć jakiekolwiek racjonalne wytłumaczenie. Nic z tego. Jakby nigdy nie było tam żadnego wejścia. Lokum go wyrzuciło, a miotanie przekleństw naprzemiennie z modłami do wszystkich świętych nie przyniosło oczekiwanego rezultatu. Musiał ochłonąć, zebrać myśli, potem je rozebrać, a na końcu złożyć do kupy. Przed oczami stanęły mu straszne obrazki nocy spędzonych pod niebem dla bezdomnych.
Udał się do sąsiada, z którym urządził niejedną orgię, ale natrafił na pustą ścianę. Drzwi zniknęły.
Jego też mieszkanie wyrzuciło! Sprawa robi się podejrzana.
– No nie! – wykrzyknął Faron, licząc, że ktoś go usłyszy.
I usłyszał. Z ciemnego kąta wyłoniła się postać ubrana w czerwony strój i posiadająca najdłuższą brodę, jaką można zapuścić, nie przydeptując jej sobie co krok. Na plecach dźwigała spory worek. Czytaj resztę wpisu »

„Skaza” by Paweł Szewczyk

In Opowiadania on 18 czerwca, 2022 at 11:50 am

pazzzkud

Niektóre opowieści zaczynają się boleśnie, by po perypetiach różniastych skończyć się dla ich bohaterów wielkim happy endem. Inne dostarczają im tylko coraz większych cierpień.

Jak będzie tym razem? Przekonajcie się sami. Warto!

Zaprasza Paweł Szewczyk.

Skaza

Znacie na pewno ten typ kobiety. Młoda, piękna, inteligentna, wesoła, popularna, wysportowana, z perspektywami na przyszłość, z równie perfekcyjnym chłopakiem… Można by tak jeszcze długo wymieniać. Taka właśnie była Agnieszka. Chodzący ideał, na widok którego faceci cmokali z zachwytu nad zgrabnym tyłeczkiem i stwierdzali w myślach, że ma w sobie to coś. Ewentualnie dochodzili do wniosku, że owe coś oni sami chętnie by jej zainstalowali gdzie trzeba. Kobiety z kolei traktowały ją bardzo często jak zło konieczne. Osobę, której widok tylko przypominał o ich własnych brakach: za małe cycki, za grube nogi, uczy się lepiej niż ja i tym podobne.

Ale. Bo przecież nie ma ideałów i zawsze musi być jakieś ale. Każdy nosi w sobie jakąś skazę. Nawet ten anioł wcielony miał swoją piętę achillesową. I nie był to bynajmniej syfilis czy AIDS, czego niejedna zazdrośnica w głębi ducha jej życzyła. Problem Agnieszki był niewidoczny zarówno dla ginekologa, wenerologa czy każdego innego -loga. Nawet główny zainteresowany, czyli psycholog, nie potrafił nic tu zdziałać.

Agnieszka mianowicie obawiała się, a nawet panicznie bała się snu. Nie samego Hypnosa, lecz bardziej konkretnie jego syna Morfeusza. Męczył ją od kilku lat ten sam koszmar. Koszmar, którego, o zgrozo, nigdy nawet nie pamiętała po przebudzeniu. Budziła się zlana potem, roztrzęsiona, zdyszana jak po maratonie i oczywiście niewyspana. W pamięci pozostawały jej tylko jakieś nic nieznaczące szczegóły. Ciemny korytarz, mgła, stworek o którym pamięta tylko tyle, że może i był trochę odrażający, ale go lubiła. Nawet po połączeniu nie dawało to żadnego sensownego obrazu. Co do jednego nie miała wątpliwości: to był ciągle ten sam sen. Dopadał ją jak sraczka, bo tak jak ona – zawsze przychodził znienacka. Trzy dni pod rząd, miesiąc przerwy, raz, tydzień przerwy, noc w noc przez prawie trzy tygodnie i znowu trochę wolnego. Brak jakiejkolwiek logiki i przewidywalności. Czytaj resztę wpisu »

„Bizdekamerron. Dzieciństwo” by Kornel Mikołajczyk

In Akcje Literackie, Opowiadania on 1 czerwca, 2022 at 10:00 am

coverart

W starym, ale jarym (tudzież, jak ktoś woli, „klasycznym”) Dekameronie Boccaccia dziesięcioro szlachetnie urodzonych florentczyków przez dziesięć dni opowiadało sobie historie w trakcie kwarantanny.

Kornel Mikołajczyk co prawda szlachetnie urodzony nie jest, stanowi jeden byt, nie dziesięć (no, góra dwa), Florencję widział co najwyżej na pudełku puzzli, a na kwarantannie nie przebywał ni razu, niemniej podjął się podobnego wyzwania: przez dziesięć dni opowiadać historie na zadany samemu sobie temat. Tematem owym stały się teksty z Dzieciństwa, wszystko wspomógł swym wizerunkiem Hamptidampti (daleki kuzyn naszego Paskuda od strony prababki) i fruuu! – tak powstał Chocapic Bizdekamerron.

Zachęcamy do lektury tych wyjątkowo surrealistycznych opowieści, publikowanych dzisiaj, całkowicie za darmo, z okazji Dnia Dziecka. Być może nadal niezdecydowanym odpowiedzą na pytanie: Z czym to bizarro się je?

Cóż, w obliczu motywu przewodniego powiedzieć wypada jeno: Zamknij oczy, otwórz buzię!


Opowiadania:

HD_kowboj

I. Hamptidampti na piłce siadł

II. Ostatni lot Agenta 00

III. Wazektomia

IV. Czy janusze śnią o latających krówkach?

V. Smerfne gnidy

VI. Śrutmaks. Readaptacja

VII. Nieuwarzenie

VIII. Egzorcyzmy Kciuczka-zazuli

IX. Wyspa Piętaszka

X. Hamptidampti z fasoli spadł

HD_król