polskie centrum bizarro

Posts Tagged ‘opowiadanie’

„Wycieczka do krainy ciszy” by Dariusz Bednarczyk

In Opowiadania on Kwiecień 26, 2019 at 6:00 am

niedobreliterkitxtDzisiaj mamy dla Was szorta pod tytułem Wycieczka do krainy ciszy. A że tytuł jest zbyt krótki, by ktoś go docenił, to w ramach wiosennej wyprzedaży dorzucamy – oczywiście za darmo, faktura przyjdzie pocztą – dwa kolejne szorty. Łączy je osoba autora – Dariusza Bednarczyka.

Zacznijcie, jak Paskud przykazał, od Wycieczki, a po jej należytej kontemplacji i zaczerpnięciu solidnego łyku wysokogatunkowej, bizarrystycznej ciszy, wpadnijcie odwiedzić Krzyżówkę człowieka i orangutana. A jeśli nadal Wam mało, to spuście się swoje oczy jeszcze niżej, ku krótkiej acz zacznej opowieści o tytule PrzyWódce, nasz Akapit – Znakiem Wolności! Nie sądzimy, byście zrozumieli o co w tym tytule chodzi, nam się to nie udało, ale jest przecież szansa, że sam tekst wszystko wyjaśni.

…prawda? Czytaj resztę wpisu »

Reklamy

„Trusia” by Zbigniew Bierzyński

In Opowiadania on Kwiecień 19, 2019 at 6:00 am

 

Dziś na Niedobrych Literkach trochę poważniej i ponuro. Jeśli przeżywacie cięższe chwile, doradzamy powrót do opowiadania, gdy humory się poprawią. Zbigniew Bierzyński oto przedstawia nam depresyjny obraz pewnego małżeństwa. Dlaczego depresyjny? Ano dlatego, że nie możemy rzec, iż koncept jest absurdalnie oderwany od rzeczywistości, a przecież na dworze Jednookiego głównie groteską i absurdem się zajmujemy. No, ale nie samymi podśmiechujkami człowiek żyje! Spośród czwórki bohaterów tylko jednemu, tytułowemu, bez zastrzeżeń podałoby się rękę (albo łapę). Poza tym pełno tu śmierci, hipokryzji, cholerycznej złości, pedantycznej nerwicy, beznadziei i w ogóle – rozpaczy, które znajdują w końcu ujście w…

Miłej lektury! To znaczy… tak miłej na ile to możliwe!

Czytaj resztę wpisu »

„Krwiożerczy odkurzacz atakuje” by Maciej Żołnowski

In Opowiadania on Październik 19, 2018 at 6:00 am

niedobreliterkitxtPewnie niejednemu z nas zdarzyło się wkurzać na urządzenia domowe. A to czajnik się spalił, piekarnik nie zadziałał tak jak trzeba, mikser postanowił się nie włączyć, bądź w maszynce do golenia stępiły się ostrza. Co wtedy robimy? Cóż, ubliżanie zepsutym urządzeniom należy do najłagodniejszych metod wyładowania frustracji, o innych wspominał nie będę, bo strach.

Myślimy wtedy, że to złośliwość rzeczy martwych. Ale czy są one tak naprawdę martwe? Co by było, gdyby jednak okazało się, że mają one duszę i swój wewnętrzny świat? A co gorsza, że są żądne naszej krwi? O tym przeczytacie w opowiadaniu Macieja Żołnowskiego. Niedobre Literki zapraszają (i przestrzegają!).

Czytaj resztę wpisu »

„Granatowa Jesień” by Izabella Gaudyńska

In Opowiadania on Październik 10, 2017 at 6:15 pm

niedobreliterkitxtPodobno polska jesień jest złota. Podobno.

Bywają jednak też inne jesienie. Izabella Gaudyńska proponuje nam granatową od fioletu. W jej krótkim, bardzo zgrabnym opowiadaniu klasyczna baśń splata się nierozerwalnym węzłem z twardym bizarro. Trochę piękna, trochę krwi, dynia i książę – sami przyznajcie: czy taki miks może nie zadziałać?

 

Tutaj działa. Więc zapraszamy do lektury!

h

Granatowa Jesień

– Pamiętaj, że masz wrócić przed północą – przypomniał staruszek, zasznurowując jej mocno gorset.

Nie opowiedziała, była zbyt zajęta oglądaniem swoich drobnych, poplamionych atramentem dłoni. To nowe ciało jej nie leżało. Trudno było się przyzwyczaić, nigdy wcześniej nie była człowiekiem.

– Przed północą – powtórzył pan Józef. – Słyszysz?

Pokiwała głową, zauważyła ten gest u ludzi. Ruch w górę i w dół. W górę i w dół.

Mężczyzna westchnął. Wiedział, że nie wróci na czas. Żadna nie wracała.

Zerknął na granatowe kleksy, które miała na rękach.

– No, moja panno. Widzę, że ruszałaś nie swoje rzeczy.

– Co to „panna”? – spytała.

Ale widać było, że odpowiedź średnio ją interesuje. Przez okno wleciała wielka, tłusta mucha. To na niej skupił swoją uwagę.

Bzz, bzz, bzz.

Jeden ruch i owad był już rozmaślony na ścianie. Wysunęła język i oblizała wargi. Jej mucha, jej.

Staruszek klasnął głośno.

– Co ja ci mówiłem? Jak masz się zachowywać?

Znowu pokiwała głową. W górę i w dół. W górę i w dół.

Wyszli przed papierowy dom. Tu prawie wszystko było z papieru. Z wyjątkiem karocy – prawdziwej dyni. I jeszcze koni, jednego pan Józef zbudował z deszczu, drugiego z liści i jarzębiny.

Powietrze pachniało nadchodzącym mrozem i dymem z ognisk.

– Pora w drogę. – Staruszek poklepał ją po ramieniu. – Pamiętaj, liczę na ciebie.

– Tak, bądź grzeczna, bądź piękna. Wróć przed północą. Tak, tak.

– I?

– I… I zabij księcia! – Była dumna z siebie, że to wszystko pamięta.

Tylko to nowe ciało. Takie niewygodne.

Tymczasem pan Józef otworzył drzwi od karety.

– No… – cmoknął. I gestem zaprosił ją do środka.

Wsiadła, co chwila odgarniając włosy z twarzy. Długie, kasztanowe pukle. Plątały się, przeszkadzały. Chciała je ściąć, ciach, do gołej skóry. Ciach, ciach. Ale staruszek nie pozwolił. Bądź piękna.

Kareta ruszyła. Konie biegły po kartkach, tratowały kopytami słowa. Nagle pojazd się zatrzymał, wyjrzała przez okno. Czyli tak wyglądał słynny pałac. Prawdziwa budowla, nie papierowa, a kamienna.

Z wnętrza dobiegała muzyka. Na schodach, na dziedzińcu pełno było ludzi w maskach.. Pili, rozmawiali. Ktoś tańczył. Bal trwał w najlepsze.

Wyskoczyła z karocy i ruszyła w stronę wejścia. W połowie drogi jakiś lokaj zagrodził jej przejście.

– Obowiązują maski – poinformował oficjalnym tonem.

– Nie potrzebuję maski. To nie jest moja twarz. – Poklepała się po policzku.

– A, to przepraszam – skłonił się sztywno i ją przepuścił.

Niemal wbiegła po schodach. Wiedziała, co będzie dalej. Przekroczy próg, a tam książę, jego wysokość. I będą tańczyć. Wszystkie z nim tańczyły.

Zobaczyła go od razu, po wejściu do sali.

Czekał.

Potrząsnęła głową, znowu włosy jej przeszkadzały, spadały na oczy. A on zbliżył się z uśmiechem. Miał takie białe zęby. Równe, idealne.

– Przysłał cię pan Józef, prawda? – zapytał.

– Pan Józef – potwierdziła.

– Zatańczymy?

– Taniec. Tak. Jestem piękna. Tańcz ze mną.

Roześmiał się i wyciągnął do niej rękę. Podała mu pobrudzoną atramentem dłoń.

Kleksy nie uszły uwadze księcia.

– Bawiłaś się literami?

– Literami. Tak. Dotykałam je.

– Dotykałaś? – Objął ją i przyciągnął do siebie.

Zaczęli wirować w rytm muzyki.

– To jak masz mnie zabić? – książę przybliżył usta do jej ucha.

– Głowa. Urwać głowę.

– Naprawdę?

Czuła jego oddech na policzku.

Było jej gorąco. Nie rozumiała dlaczego. Najpierw to była tylko odrobina ciepła, potem coraz więcej. Zalewało ją falami. Teraz niemal płonęła od środka.

Muzycy skończyli grać i książę przerwał taniec.

– To na co czekasz? Czemu mnie nie zabijasz?

Dobre pytanie. Sama nie znała odpowiedzi.

– P… później – zadecydowała. Głos jej trochę drżał.

– W takim razie, zapraszam do stołu.

Podszedł do patery z owocami i podniósł dorodne czerwono–żółte jabłko.

– Proszę – wyciągnął rękę – jesienne.

Przyjęła owoc z wahaniem. I dopiero po chwili namysłu ugryzła.

Słodki. Słodziutki. Sok pociekł jej po brodzie. Starła go dłonią, a potem zaczęła zlizywać z palców.

Rozpoczęła się nowa melodia. Odłożyła nadgryzione jabłko na stół i zaczęli kolejny taniec. I kolejny. Nie rozmawiali. Świat kończył się na spojrzeniach.

I na dotyku. Czasami dłonie, palce zabłądziły na skórze, nieraz usta mijały się o jeden oddech.

A potem zegar wybił dwudziestą trzecią trzydzieści.

– Chcesz wracać? – Książę się zatrzymał. – Twoja kareta czeka przed pałacem.

– Chcę. Nie chcę. Nie teraz. Zdążę.

– To może mnie zabij?

Gorąco. Dlaczego tak gorąco?

Wyrwała się i pobiegła do stołu.

Książę zbliżył się powoli. Nalał wina, nałożył orzechów na talerzyk.

– Nie… – zawiesił głos. A potem się nad nią pochylił.

Ręce. Co ludzie robią z rękami? Dotknęła włosów, nawinęła jeden kosmyk na palec. Źle, niewygodnie.

Na stole leżały pozłacane sztućce. Widelczyk do ciasta, łyżeczka do herbaty. Nożyk do obierania owoców. Bezmyślnie ułożyła je w trójkąt, potem w prostą linię. Później znowu w trójkąt.

Cofnął się, a ona zostawiła sztućce. Teraz skubała liście z dekoracji, darła je na kawałeczki.

– Nie zatrzymuję cię –powiedział w końcu podając jej kielich.

Przyjęła wino i wychyliła jednym haustem. Dobre. Mocne i czerwone jak krew.

Później już tylko jedli i pili w milczeniu. Aż do końca, do północy.

Skuliła się, kiedy zegar zaczął wybijać godzinę. Zły! Bardzo zły! Niedobry, brzydki zegar. Wyrwać wskazówki, roztrzaskać mechanizm.

– Nie odeszłaś.

Rozejrzała się. Bal trwał, niektórzy zrzucili maski. Widziała teraz pełno szarych twarzy, pustych spojrzeń.

Już nie było gorąco. Czuła chłód bijący od murów. Papier… zatęskniła za papierem, literami.

– Nie odeszłaś – powtórzył.

Spojrzała na swoje dłonie. Kleksy całkowicie wyblakły.

Uniosła wzrok – zobaczyła swój obraz odbity w oczach księcia.

Bądź piękna.

Nie była piękna. Była normalna. Słaba.

– Teraz zostaniesz ze mną.

– Pan Józef. Kazał wrócić.

– Za późno.

Zimno, bardzo zimno. Zgarbiła się lekko i otuliła włosami jak płaszczem. Za późno?

– Chodź – wyciągnął ręce.

Stała bez słowa. W końcu sam podszedł. Otoczył ramionami, musnął wargami czoło.

Nikt nie zwracał na nich uwagi. Szarzy goście ruszali się mechanicznie w rytm muzyki. Nic nie widzieli, nic ich nie obchodziło.

A ona znikała w jego ramionach, coraz mniejsza, drobniejsza. Książę z kolei rósł, jaśniał.

Przynajmniej dopóki nie zaczął kaszleć. I charczeć. I pluć krwią. Na jego ustach pojawiła się różowa bańka. Jedna, druga. Po chwili zwalił się na ziemię.

Tak pięknie wyglądała czerwona, poszarpana linia na jego szyi. Krew kontrastowała z bielą skóry, zdobiła ubranie. Na brzuchu, w okolicy żeber wykwitły cudne okręgi przypominające szkarłatne kwiaty.

A z serca księcia sterczał pozłacany nożyk do obierania owoców.

Tymczasem żaden z gości nie zareagował, wydawało się, że niczego nie dostrzegli.

Zamrugała. Za późno, prawda. Już nie wróci do papierowego domu. Ale pan Józef będzie dumny. Mówił: zabić.

Zabiła. Była grzeczna. Była grzeczna…

Grzeczna…

Uklękła przy ciele. Pusto, dziwnie. Jakaś kropla potoczyła się po jej policzku. Jedna, druga. Łza? Płakała?

Nagle muzyka umilkła i rozległy się oklaski. Ktoś bił brawo. Jedna osoba.

Uniosła głowę.

Do Sali wszedł książę. Jej książę. Był piękny, doskonały. Uśmiechał się szeroko.

Zerknęła na ciało. Nie, nie zniknęło. Ale w porównaniu z nowo przybyłym wyglądało, jak jakaś marna imitacja.

– Brawo – powiedział żywy książę idąc w jej stronę. – Brawo. Gratulacje dla pana Józefa. Jesteście coraz lepsze, piękniejsze.

Wstała.

Teraz wszyscy znieruchomieli i przyglądali im się uważnie.

– Twoje serce – szepnął, kiedy był już naprawdę blisko. – Słyszę je, trzepocze jak motyl.

Zamknęła oczy. Czuła jego oddech na policzku, ustach. Książę dotknął jej twarzy, musnął palcami szyję. Zsunął rękę trochę niżej.

A potem wbił dłoń w ciało. I wyrwał to bijące, już całkowicie ludzkie serce.

*

Pan Józef zatrzasnął książkę i rzucił na ziemię. Ze środka wyciekła odrobina atramentu.

Wszystko było nie tak! Ta przeklęta jesień musiała się w końcu skończyć. Pałac nie mógł być z kamienia, a panny powinny być żywe!

A książę… Staruszek zmarszczył brwi. Już on się zajmie tym fircykiem. Tym razem osobiście.

 

 

KONIEC

„Trupy nie mają orgazmu” by Patryk Bogusz

In Opowiadania on Czerwiec 1, 2017 at 6:00 am

Patryk Bogusz już na dobre zadomowił się na niedobrych… Co naprawdę nam się podoba. Podobnie jak jego najnowszy tekst o swojsko brzmiącym tytule Trupy nie mają orgazmu. Można go odczytywać na różne sposoby – jako ostrzeżenie, fanfik Dextera Morgana,  rozprawkę na temat „życie po życiu”, itp. Albo jeszcze inaczej. Bo skoro po śmierci nie można liczyć na orgazm, to na co właściwie czekacie? Co z tym obiecanym piekłem, do którego niby trafiają wszystkie niegrzeczne dziewczęta? Sami przyznacie, bez orgazmu sex w piekle to już nie to samo…

Ale my tu gadu gadu, a opowiadanie się samo nie przeczyta. Zatem… bierzcie się do… czytania! Czytaj resztę wpisu »

„TurboFacebook” by Bartłomiej Dzik

In Opowiadania on Marzec 31, 2017 at 6:00 am

niedobreliterkitxtŚwiat bez Facebooka byłby miejscem nudnym. Choćby dlatego, że nie byłoby jak śmiać się ze stad uzależnionych od tego portalu ludzików.

Dzięki Bartłomiejowi Dzikowi możemy jednak odsunąć od siebie ów ponury scenariusz, w zamian za to skupić się na tym co by było, gdyby Facebook był jeszcze potężniejszy niż jest obecnie. Taki Facebook w wersji turbo. Czyli TurboFacebook.

Krótko, zwięźle, mega zabawnie i na temat – to najszybsza recenzja poniższego tekstu. Zapraszamy do lektury! Czytaj resztę wpisu »

„Insekt” by Patryk Bogusz

In Opowiadania on Styczeń 19, 2017 at 6:00 am

niedobreliterkitxtNiedobre literki chlubią się faktem, że nie ulegają gatunkizmowi, bukizmowi i innym ograniczeniom niegodnym światłych, acz niedobrych padawanów paskudnej strony mocy. Dzisiaj nadeszła wiekopomna okazja, by to udowodnić, a to za sprawną pomocą tekstu Patryka Bogusza.

W Insekcie wcielimy się w postać… zgadnijcie sami, na pewno dacie radę. U can do it! Postać to wielce ciekawa, zwłaszcza że jej skłonności są kuriozalne, acz jednakowoż bądź akceptowalne, przynajmniej przez męską część czytelników.

Zapraszamy do lektury! Czytaj resztę wpisu »

„Speed King” by Krzysztof T. Dąbrowski

In Akcje Literackie, Opowiadania, Różne, różniste on Listopad 4, 2016 at 6:00 am

niedobreliterkitxtMuzyka bywa groźna. Kto słucha radia ten wie, że przede wszystkim dla poczucia smaku i gustu. Jednak nie tylko. Również, w rozumieniu węższym, dla umysłu, dla uszu, czy – w pewnych, ściśle określonych warunkach, ale nigdy przed godziną 13.13 – dla ogółu społeczeństwa. Zresztą, przekonajcie się o tym sami, czytając opowiadanie Speed King dobrze Wam znanego Krzyśka T. Dąbrowskiego.

Zapraszamy do lektury. A komu mało, ten może sięgnąć do dwóch jego najnowszych książek, to znaczy do Anomalii OrgazmokalipsyCzytaj resztę wpisu »

„na deskorolce lecę” by Rafał Kuleta

In Opowiadania on Październik 7, 2016 at 6:00 am

niedobreliterkitxtPaskud jest nieco ograniczony. Ciągle mu się wydaje, że najbardziej bizarryczną rzeczą na świecie jest demokracja polegająca na wysyłaniu na lukratywne stanowiska najgorszych mętów jacy się trafią. Gdyby potrafił pisać, to pisałby tylko o tym. A byłoby to nudne, że hej! I oczywiście nieprawdziwe, albowiem jak wszyscy wiemy, władają nami szlachetni i mądrzy mężczyźni i kobiety, o nieposzlakowanej opinii i nielepkich dłoniach.

Na szczęście o bizarro power świadczy nie tylko uroczy zmysł twórczy naszego Paskuda, ale błyskotliwie niezdrowe umysły rzesz jego padawanów. I tak, dla przykładu, prezentujemy Wam dzisiaj najnowsze tekstowe dziecko Rafała Kulety. Szorciak o zgrabnym tytule na deskorolce lecę jest zarazem ukłonem w stronę skejtświata. Aż się bowiem nasuwa pytanie, czemu tak późno na niedobrych literkach pojawiła się deskorolka….

Zapraszamy do lektury! Czytaj resztę wpisu »