polskie centrum bizarro

Posts Tagged ‘niedobre literki’

„Granatowa Jesień” by Izabella Gaudyńska

In Opowiadania on Październik 10, 2017 at 6:15 pm

niedobreliterkitxtPodobno polska jesień jest złota. Podobno.

Bywają jednak też inne jesienie. Izabella Gaudyńska proponuje nam granatową od fioletu. W jej krótkim, bardzo zgrabnym opowiadaniu klasyczna baśń splata się nierozerwalnym węzłem z twardym bizarro. Trochę piękna, trochę krwi, dynia i książę – sami przyznajcie: czy taki miks może nie zadziałać?

 

Tutaj działa. Więc zapraszamy do lektury!

h

Granatowa Jesień

– Pamiętaj, że masz wrócić przed północą – przypomniał staruszek, zasznurowując jej mocno gorset.

Nie opowiedziała, była zbyt zajęta oglądaniem swoich drobnych, poplamionych atramentem dłoni. To nowe ciało jej nie leżało. Trudno było się przyzwyczaić, nigdy wcześniej nie była człowiekiem.

– Przed północą – powtórzył pan Józef. – Słyszysz?

Pokiwała głową, zauważyła ten gest u ludzi. Ruch w górę i w dół. W górę i w dół.

Mężczyzna westchnął. Wiedział, że nie wróci na czas. Żadna nie wracała.

Zerknął na granatowe kleksy, które miała na rękach.

– No, moja panno. Widzę, że ruszałaś nie swoje rzeczy.

– Co to „panna”? – spytała.

Ale widać było, że odpowiedź średnio ją interesuje. Przez okno wleciała wielka, tłusta mucha. To na niej skupił swoją uwagę.

Bzz, bzz, bzz.

Jeden ruch i owad był już rozmaślony na ścianie. Wysunęła język i oblizała wargi. Jej mucha, jej.

Staruszek klasnął głośno.

– Co ja ci mówiłem? Jak masz się zachowywać?

Znowu pokiwała głową. W górę i w dół. W górę i w dół.

Wyszli przed papierowy dom. Tu prawie wszystko było z papieru. Z wyjątkiem karocy – prawdziwej dyni. I jeszcze koni, jednego pan Józef zbudował z deszczu, drugiego z liści i jarzębiny.

Powietrze pachniało nadchodzącym mrozem i dymem z ognisk.

– Pora w drogę. – Staruszek poklepał ją po ramieniu. – Pamiętaj, liczę na ciebie.

– Tak, bądź grzeczna, bądź piękna. Wróć przed północą. Tak, tak.

– I?

– I… I zabij księcia! – Była dumna z siebie, że to wszystko pamięta.

Tylko to nowe ciało. Takie niewygodne.

Tymczasem pan Józef otworzył drzwi od karety.

– No… – cmoknął. I gestem zaprosił ją do środka.

Wsiadła, co chwila odgarniając włosy z twarzy. Długie, kasztanowe pukle. Plątały się, przeszkadzały. Chciała je ściąć, ciach, do gołej skóry. Ciach, ciach. Ale staruszek nie pozwolił. Bądź piękna.

Kareta ruszyła. Konie biegły po kartkach, tratowały kopytami słowa. Nagle pojazd się zatrzymał, wyjrzała przez okno. Czyli tak wyglądał słynny pałac. Prawdziwa budowla, nie papierowa, a kamienna.

Z wnętrza dobiegała muzyka. Na schodach, na dziedzińcu pełno było ludzi w maskach.. Pili, rozmawiali. Ktoś tańczył. Bal trwał w najlepsze.

Wyskoczyła z karocy i ruszyła w stronę wejścia. W połowie drogi jakiś lokaj zagrodził jej przejście.

– Obowiązują maski – poinformował oficjalnym tonem.

– Nie potrzebuję maski. To nie jest moja twarz. – Poklepała się po policzku.

– A, to przepraszam – skłonił się sztywno i ją przepuścił.

Niemal wbiegła po schodach. Wiedziała, co będzie dalej. Przekroczy próg, a tam książę, jego wysokość. I będą tańczyć. Wszystkie z nim tańczyły.

Zobaczyła go od razu, po wejściu do sali.

Czekał.

Potrząsnęła głową, znowu włosy jej przeszkadzały, spadały na oczy. A on zbliżył się z uśmiechem. Miał takie białe zęby. Równe, idealne.

– Przysłał cię pan Józef, prawda? – zapytał.

– Pan Józef – potwierdziła.

– Zatańczymy?

– Taniec. Tak. Jestem piękna. Tańcz ze mną.

Roześmiał się i wyciągnął do niej rękę. Podała mu pobrudzoną atramentem dłoń.

Kleksy nie uszły uwadze księcia.

– Bawiłaś się literami?

– Literami. Tak. Dotykałam je.

– Dotykałaś? – Objął ją i przyciągnął do siebie.

Zaczęli wirować w rytm muzyki.

– To jak masz mnie zabić? – książę przybliżył usta do jej ucha.

– Głowa. Urwać głowę.

– Naprawdę?

Czuła jego oddech na policzku.

Było jej gorąco. Nie rozumiała dlaczego. Najpierw to była tylko odrobina ciepła, potem coraz więcej. Zalewało ją falami. Teraz niemal płonęła od środka.

Muzycy skończyli grać i książę przerwał taniec.

– To na co czekasz? Czemu mnie nie zabijasz?

Dobre pytanie. Sama nie znała odpowiedzi.

– P… później – zadecydowała. Głos jej trochę drżał.

– W takim razie, zapraszam do stołu.

Podszedł do patery z owocami i podniósł dorodne czerwono–żółte jabłko.

– Proszę – wyciągnął rękę – jesienne.

Przyjęła owoc z wahaniem. I dopiero po chwili namysłu ugryzła.

Słodki. Słodziutki. Sok pociekł jej po brodzie. Starła go dłonią, a potem zaczęła zlizywać z palców.

Rozpoczęła się nowa melodia. Odłożyła nadgryzione jabłko na stół i zaczęli kolejny taniec. I kolejny. Nie rozmawiali. Świat kończył się na spojrzeniach.

I na dotyku. Czasami dłonie, palce zabłądziły na skórze, nieraz usta mijały się o jeden oddech.

A potem zegar wybił dwudziestą trzecią trzydzieści.

– Chcesz wracać? – Książę się zatrzymał. – Twoja kareta czeka przed pałacem.

– Chcę. Nie chcę. Nie teraz. Zdążę.

– To może mnie zabij?

Gorąco. Dlaczego tak gorąco?

Wyrwała się i pobiegła do stołu.

Książę zbliżył się powoli. Nalał wina, nałożył orzechów na talerzyk.

– Nie… – zawiesił głos. A potem się nad nią pochylił.

Ręce. Co ludzie robią z rękami? Dotknęła włosów, nawinęła jeden kosmyk na palec. Źle, niewygodnie.

Na stole leżały pozłacane sztućce. Widelczyk do ciasta, łyżeczka do herbaty. Nożyk do obierania owoców. Bezmyślnie ułożyła je w trójkąt, potem w prostą linię. Później znowu w trójkąt.

Cofnął się, a ona zostawiła sztućce. Teraz skubała liście z dekoracji, darła je na kawałeczki.

– Nie zatrzymuję cię –powiedział w końcu podając jej kielich.

Przyjęła wino i wychyliła jednym haustem. Dobre. Mocne i czerwone jak krew.

Później już tylko jedli i pili w milczeniu. Aż do końca, do północy.

Skuliła się, kiedy zegar zaczął wybijać godzinę. Zły! Bardzo zły! Niedobry, brzydki zegar. Wyrwać wskazówki, roztrzaskać mechanizm.

– Nie odeszłaś.

Rozejrzała się. Bal trwał, niektórzy zrzucili maski. Widziała teraz pełno szarych twarzy, pustych spojrzeń.

Już nie było gorąco. Czuła chłód bijący od murów. Papier… zatęskniła za papierem, literami.

– Nie odeszłaś – powtórzył.

Spojrzała na swoje dłonie. Kleksy całkowicie wyblakły.

Uniosła wzrok – zobaczyła swój obraz odbity w oczach księcia.

Bądź piękna.

Nie była piękna. Była normalna. Słaba.

– Teraz zostaniesz ze mną.

– Pan Józef. Kazał wrócić.

– Za późno.

Zimno, bardzo zimno. Zgarbiła się lekko i otuliła włosami jak płaszczem. Za późno?

– Chodź – wyciągnął ręce.

Stała bez słowa. W końcu sam podszedł. Otoczył ramionami, musnął wargami czoło.

Nikt nie zwracał na nich uwagi. Szarzy goście ruszali się mechanicznie w rytm muzyki. Nic nie widzieli, nic ich nie obchodziło.

A ona znikała w jego ramionach, coraz mniejsza, drobniejsza. Książę z kolei rósł, jaśniał.

Przynajmniej dopóki nie zaczął kaszleć. I charczeć. I pluć krwią. Na jego ustach pojawiła się różowa bańka. Jedna, druga. Po chwili zwalił się na ziemię.

Tak pięknie wyglądała czerwona, poszarpana linia na jego szyi. Krew kontrastowała z bielą skóry, zdobiła ubranie. Na brzuchu, w okolicy żeber wykwitły cudne okręgi przypominające szkarłatne kwiaty.

A z serca księcia sterczał pozłacany nożyk do obierania owoców.

Tymczasem żaden z gości nie zareagował, wydawało się, że niczego nie dostrzegli.

Zamrugała. Za późno, prawda. Już nie wróci do papierowego domu. Ale pan Józef będzie dumny. Mówił: zabić.

Zabiła. Była grzeczna. Była grzeczna…

Grzeczna…

Uklękła przy ciele. Pusto, dziwnie. Jakaś kropla potoczyła się po jej policzku. Jedna, druga. Łza? Płakała?

Nagle muzyka umilkła i rozległy się oklaski. Ktoś bił brawo. Jedna osoba.

Uniosła głowę.

Do Sali wszedł książę. Jej książę. Był piękny, doskonały. Uśmiechał się szeroko.

Zerknęła na ciało. Nie, nie zniknęło. Ale w porównaniu z nowo przybyłym wyglądało, jak jakaś marna imitacja.

– Brawo – powiedział żywy książę idąc w jej stronę. – Brawo. Gratulacje dla pana Józefa. Jesteście coraz lepsze, piękniejsze.

Wstała.

Teraz wszyscy znieruchomieli i przyglądali im się uważnie.

– Twoje serce – szepnął, kiedy był już naprawdę blisko. – Słyszę je, trzepocze jak motyl.

Zamknęła oczy. Czuła jego oddech na policzku, ustach. Książę dotknął jej twarzy, musnął palcami szyję. Zsunął rękę trochę niżej.

A potem wbił dłoń w ciało. I wyrwał to bijące, już całkowicie ludzkie serce.

*

Pan Józef zatrzasnął książkę i rzucił na ziemię. Ze środka wyciekła odrobina atramentu.

Wszystko było nie tak! Ta przeklęta jesień musiała się w końcu skończyć. Pałac nie mógł być z kamienia, a panny powinny być żywe!

A książę… Staruszek zmarszczył brwi. Już on się zajmie tym fircykiem. Tym razem osobiście.

 

 

KONIEC

Reklamy

„Mistrzowie marketingu” by Monika Kasprowiak

In Opowiadania on Wrzesień 11, 2017 at 6:00 am

Ciężkie jest życie akwizytora. Te wieczne spacery od domu do domu, dobijanie się do zamkniętych drzwi, całowanie klamek. Nienawistne spojrzenia ślące błyskawice zza ledwie co drgających zasłonek. Ale i klient, który nieopatrznie otworzy drzwi obchodowemu sprzedawcy, nie ma łatwo. Wysłuchiwanie oferty trwa często całe popołudnie. Potem kredyt na głowie, pustka w portfelu i ból dupy, kiedy okazuje się, że ten sam sprzęt kosztował na targu pod blokiem pięć razy mniej.

Ale tak to już bywa, życie jest okrutne jak przekwit i okres razem wzięte. Zresztą, przekonajcie się o tym sami, czytając najnowszy tekst Moniki Kasprowiak. A może się na coś skusicie?

Czytaj resztę wpisu »

„Apetyt na byt” by Marcin Zwoleń

In Opowiadania on Sierpień 7, 2017 at 6:00 am

niedobreliterkitxtNiezmiernie miło (aczkolwiek też odrobinę strasznie – dlaczego? – przekonacie się sami, czytając to, co poniżej) jest nam zaprosić Was do lektury opowiadania Marcina Zwolenia.

Utrzymane jest w we współczesnych (nie)realiach, co tym bardziej wzmacnia jego nieoczekiwane przesłanie… Czytajcie, cieszcie się, podziwiajcie!

Bon’ lektura! Czytaj resztę wpisu »

Nie tylko opowiadaniami portal żyje

In Grafika on Lipiec 30, 2017 at 6:00 am

Jak już pewnie niektórzy, albo nawet wszyscy, zdążyli zauważyć, Niedobre Literki to nie tylko opowiadania. Teksty, oczywiście, przeważają. Ale pokręcone umysły fanów bizarro muszą żywić się także czymś innym. Dlatego od czasu do czasu serwujemy na deser odmianę. Tym razem nasz niedobroliterkowy Paskud podaje pyszne danie, złożone z dwóch grafik goszczącego już na naszym portalu Michała Danielewicza. Zapraszamy na ucztę nie tylko dla oczu, ale i innych części ciała. Jakich? To już pozostawiamy Wam do wyboru. Możecie sobie nawet zjeść ręką stopę. Albo wątrobą grasicę. Miłego oglądania.

Czytaj resztę wpisu »

Jagacon Anno Domini 2017 już wkrótce

In Patronat on Lipiec 15, 2017 at 4:40 pm

Niedobre literki od lat wspierają medialnie suchedniowski Jagacon. Jest nam bardzo miło, że i tym razem możemy uprzejmie donieść Wam o kolejnej odsłonie owego konwentu.

W wielkim skrócie: zarezerwujcie sobie czas w dniach 28-30 lipca 2017. Jeśli jeszcze nie wiecie, gdzie jest Miedziana Góra (no nie, to nie wypada! Wstydzić się i to już!) to wrzućcie google maps lub odszukajcie w kredensie mapkę papierową i namierzcie ową konwentowo-istotną miejscowość!

Zapraszamy na konwent! A poniżej kilka detali o nim. Czytaj resztę wpisu »

„Prośba i błaganie” by Kazimierz Kyrcz Jr i Michał J. Walczak

In Opowiadania on Czerwiec 16, 2017 at 6:00 am

Dziś będzie krótko, węzłowato i na temat. Jaki? Przekonajcie się sami, opierając swe szlachetne oczodoły na nowym szorciaku sprokurowanym przez duet Kazek Kyrcz Jr & Michał J. Walczak.

Prośba i błaganie

 

– Proszę, nie umieraj… Nie teraz.

– Yyy…

– Nie musisz nic mówić.

– Yyychy.

– Oszczędzaj siły. – Nie mogłem skupić się na przygotowaniach, widząc w jakim stanie jest moja pacjentka, a jednocześnie starając się dodać jej otuchy. Cóż, od małego mam słabą podzielność uwagi.

– Ja… nie da…

– Wytrzymaj, proszę, już kończę. – Zazwyczaj te powtarzane raz za razem ruchy uspokajają mnie, dziś jednak czułem dziwne podskórne napięcie. Czyżby zbliżał się kryzys? W moim fachu to naprawdę niebezpieczne.

– Ooyy…

– Co? – Tym pytaniem niepotrzebnie zmusiłem ją do wysiłku. Skupiła się, próbując  przełknąć ślinę.

– Woooyyy…

– Masz, pij. Lepiej?

– Yhm. – Przełknęła z ulgą. – Laszeho? – wymamrotała, nie potrafiąc ogarnąć umysłem sensu tego, co się działo.

– Życie nie jest fair. Każdemu mogło się coś takiego przytrafić, ale trafiło na ciebie. Wytrzymaj jeszcze trochę i staraj się zachować przytomność. Za chwilę będzie po wszystkim.

– Muisz fo rowiś?

– Tak. Widzisz jakieś inne wyjście? Spokojnie, to praktycznie rutynowy zabieg, a ja mam w tym spore doświadczenie. Nie, nie, nie, nie zasypiaj!

– Yhym…

– Wiesz, jeden pacjent tuż przed operacją powiedział mi, że kładąc się spać zawracamy do jutra. Też uważam, że na co dzień krążymy między dwiema płaszczyznami; przeszłością i przyszłością. Dwoma odmiennymi końcami kija, które różni coś więcej niż jedna litera i spaja coś znacznie mniejszego niż ego. Dziś to nieustanny ruch między byłem, a będę – zagadywałem jak umiałem najlepiej.

Kobieta zmarszczyła brwi i z wyraźnym trudem wycedziła:

– Posostaje mi oddać „jutro” w twoje ręce. Błaham. Sróbto… szybko.

– Postaram się. Myślisz, że po co tak długo ostrzyłem ten cholerny topór?

„Trupy nie mają orgazmu” by Patryk Bogusz

In Opowiadania on Czerwiec 1, 2017 at 6:00 am

Patryk Bogusz już na dobre zadomowił się na niedobrych… Co naprawdę nam się podoba. Podobnie jak jego najnowszy tekst o swojsko brzmiącym tytule Trupy nie mają orgazmu. Można go odczytywać na różne sposoby – jako ostrzeżenie, fanfik Dextera Morgana,  rozprawkę na temat „życie po życiu”, itp. Albo jeszcze inaczej. Bo skoro po śmierci nie można liczyć na orgazm, to na co właściwie czekacie? Co z tym obiecanym piekłem, do którego niby trafiają wszystkie niegrzeczne dziewczęta? Sami przyznacie, bez orgazmu sex w piekle to już nie to samo…

Ale my tu gadu gadu, a opowiadanie się samo nie przeczyta. Zatem… bierzcie się do… czytania! Czytaj resztę wpisu »

„Stagnacja” by Michał Danielewicz

In Opowiadania on Maj 8, 2017 at 6:00 am

niedobreliterkitxtDzisiejszy odcinek sponsoruje Michał Danielewicz. A może to niedobre literki sponsorują Michała? Poważna to sprawa, ale rozstrzygnięcie pozostawmy odległej przyszłości.

Nim owa przyszłość się zadzieje, rzućcie okiem na nową grafę Michała, wraz z dołączonym do niej krótkim, aczkolwiek mocno treściwym opisem:

Subtelnie i powoli, niczym pleśń porastająca ścianę, stagnacja owładnęła pokojem mego życia. Owinięty kokonem dylematów dryfowałem pośród nicości.

Warto przy tej okazji nadmienić, że grafa owa to element nieco większego projektu o nazwie Kalibium. Kalibium zaś jest ambitną karcianką tworzona przez Danielewicza wspólnie z Agą Reut.

Zobaczcie sami: Czytaj resztę wpisu »

„Hrabianka Asperia”, czyli trzecia część trylogii solarnej autorstwa Jana Maszczyszyna

In Fragmenty książek, Konkurs, Patronat on Kwiecień 26, 2017 at 6:00 am

Czy jest tutaj ktoś, kto nie zna Jana Maszczyszyna? Wątpię. Jednak, gdyby takaż osoba się znalazła, zaraz zajmie się nią nasz niedobroliterkowy Paskud. Nie, nie będzie ani bicia, ani gwałtów, ani prania mózgu. Tym razem postanowiliśmy dać osobie, bądź osobom szansę. Wytłumaczymy i pokażemy. Jest okazja związana z twórczością Jana, a poprzez tę twórczość i z jego osobą się zaznajomić. Bo dzieło jest wszak odbiciem duszy autora. Niedobre Literki ogłaszają wszem i wobec, że oto mają zaszczyt zaprezentować trzecią części trylogii „Światy solarne” pod tytułem „Hrabianka Asperia„. Pozostaje nam zatem zachęcić do przeczytania kilku fragmentów oraz obejrzenia garści grafik autorstwa Pawła Leśniewskiego.
Aha. Dla wytrwałych, na samym końcu KONKURS. Do wygrania oczywiście trylogia solarna.

Czytaj resztę wpisu »