polskie centrum bizarro

M.O.A.: „Pustki” by Paweł Dybała

In Akcje Literackie, Opowiadania on 27 stycznia, 2022 at 12:01 pm

ALICE_Paskud

Dziś święto najważniejsze i punkt kulminacyjny naszego Miesiąca Opowieści Alicyjnych: 190. rocznica urodzin Lewisa Carrolla. Matematyk, poeta, prozaik, ilustrator, wynalazca, diakon i fotograf, Charles Lutwidge Dodgson stworzył – jak dowodzi ów Miesiąc – niekończące się źródło inspiracji dla autorów fantastyki; w tym tej spod bandery dziwności, czyli bizarro fiction.

Celebrujemy ów dzień tekstem, który nawiązuje bezpośrednio do człowieka po drugiej stronie pióra. W „PustkachPawła Dybały pojawia się imć Carroll, prawdziwa Alice, a także gość, co się zwie Rciadło.

Zapraszamy serdecznie, bo naprawdę, naprawdę warto.


„Pustki” by Paweł Dybała


Odbiło mu się tak paskudnie, wręcz obleśnie, tą zmierzłą, wredną niewiastą, która co rano mizdrzyła się przed nim w dziwnych pozach. Odbiło się kapeluszem, szminką, grymasem i pretensjonalnym poczuciem wyższości, wyrażanym doprawdy obrzydliwymi komentarzami, wygłaszanymi w umyśle wobec całego świata. Nie znosił jej serdecznie i do niedawna mdliło go na samą perspektywę kolejnego rendez-vous z madame Zmierzliną. Niemniej ostatnio wszystko się zmieniło – i choć nadal co poranek krzywił taflę, niemal pękającą od okropnego widoku, przy zdrowej lustrości trzymała go jedna myśl.

Rciadło wreszcie miał kogo wypatrywać.

Tak bardzo tęskniłaknął tego spełnienia! Sam nie potrafił określić, co było przyjemniejsze: codzienne spotkania z małą Alicją czy słodycz towarzysząca oczekiwaniu na te chwile i cudopewność, że nadejdą. A może… może nadzieja, że już nigdy nie będzie musiał na nie czekać?

Ohydztwo poszło sobie wreszcie, madamując, utyskując i zmierzliniąc jak zwykle. W salonie jęły hałapsować pląsające w powietrzu drobiny kurzu. Dołączył do nich ogłuszający szmer firan, świst przebijających przez nie promieni słonecznych i trzepot potężnych muszych skrzydeł. Rciadło kontemplowałby tę ciszofonię znacznie uważniej, lecz tego dnia dołączył do niej nieśmiałosny akcent narastającego oczekiwania. Przyjdzie. Już niebawem przyjdzie. Klamkną drzwi, zastopodudni parkiet, a salon rozebrzmi perlistym śmiechotonem.

Spokojnie. Bez nerwów. Już jakiś czas temu zauważył, że ekscytacja objawia się u niego wzmożoną skłonnością do radosnaiwnego słowotwórstwa.

Klamk, stuk, wesoły, niewinny chichot.

Jest!

Kilka kolejnych stuków, innych, głośniejszych. Barytostare chrząknięcie.

– Alicjo, moja piękna Alicjo… Czy dziś również zgodziłabyś się dla mnie pozować?

Euforia Rciadła momentalnie zmieniła się w irytację, po niej zaś w nieśmiałe zadowolenie. Nie znosił drania; widział, bo jakże tu nie widzieć, jak patrzył na jego Alicję. A jednocześnie wiedział, że dzięki niemu ona stanie się prawdziwie, prawdziwiecznie i przezupełnie jegowłasna.

– Nie dziś, wujku Lewisie! – zaszczebiotała dziewczynka. – Dziś chcę się pobawić w chowanego!

Zatrzymała się przed Rciadłem, śliczna, roześmiana, tuląca ulubionego pluszowego króliczka. Za nią on – odziany we frak jegomość w średnim wieku, o włosach ufryzowanych w lekkie fale. Położył Alicji dłoń na ramieniu i uśmiechnął się zagadkowo. Niepokojąco.

– Jak sobie życzysz, moja droga. Ale obiecaj, że jutro znajdziesz dla mnie więcej czasu.

– Obiecuję, wujku! – Jego Droga (też coś!) aż podskoczyła i klasnęła z ekscytacji. – Ty szukasz! Licz do dwudziestu!

Tupnięcia, stuknięcia, klamki i trzaski przeszły w szalejącą ciszę, w której imć Carroll przyglądał się swojemu odbiciu, zaledwie nieco mniej obrzydliwemu od Zmierzlinowego. Zazwyczaj dorośli stojący przed Rciadłem rozpoczynali działania na rzecz poprawy swej aparycji, bez względu na to, czy zachodziła taka konieczność. Ten jednak sterczał bez ruchu i rozmyślał.

Rciadło doprawdy nie potrafił sobie przypomnieć, kiedy pojął, że słyszy nie same rozmowy. Myśli, wewnętrzne monologi, bezgłośne jęki, nieme krzyki – dusza osoby, której wizerunek pojawił się na jego Rciadłowej tafli, stawała się dlań naga.

Nie pamiętał również dnia, w którym zrozumiał coś jeszcze: że czasem, tylko czasem, gdy ktoś wyjątkowo intensywnie wpatruje się we własne oczy i z żarem do siebie przemawia, że w głowie tego kogoś Rciadło potrafi umieścić słowa. Te zaś podszywają się pod myśli takiej persony, czasem przedzierzgając się w rzeczywistość.

Tyle bym dał… tyle bym dał, żeby znów mieć o czym pisać!

Tak jest. Doskonale. Właśnie na ten sentyment imć Carrolla liczył.

Gdyby, ach!, gdyby zdarzyło się coś niezwykłego, niechby i złego nawet! Cokolwiek, bylebym…

„Bylebyś mógł to opisać, tak?”

Zabawne, jak każdy bez wyjątku brał Rciadłowe podszepty za część osobistej konwersacji.

Tak! Na Boga, tak! Gotów jestem sam wręcz coś sprokurować, gdybym zyskał pewność, że przyniesie mi to natchnienie!

„A gdybyś musiał coś poświęcić? Coś… albo kogoś?”

Czy tak bardzo pragnę tworzyć? Aż tak?

Doprawdy, rozczulającudne. Wszystkie te paramonologi przebiegają według niemal nudentycznego scenariusza.

Poświęcić nie tak naprawdę… Metaforycznie, tak? Jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało, na ołtarzu sztuki?

Rciadło milczał. Niechaj imć Carroll interpretuje rzecz po swojemu.

To jest myśl. Opisać nie coś, a kogoś! Istotę niezwykłą, cudowną, jedyną w swoim rodzaju…

– Wujkuuu! Szukasz?! – zza drzwi salonu dobiegł dźwięczny głosik.

– Szukam, szukam! Dwadzieścia! – Oblicze imć Carrolla rozpromienił uśmiech.

Stuk, stuk, klamk.

I już. Proste. Jak zawsze.

Rzecz jasna, gdyby nie owo pragnienie poświęcenia tejże nieprzeciętnej istoty, nic by z Rciadłowego planu nie wyszło. Wiedział, gdyż wielokrotnie próbował bez niego. Nie zastanawiał się, dlaczego tak jest. Gdy spotyka cię szczęście, nie pytasz go, czemu wybrało właśnie ciebie.

Pozostawało czekać na… Ach, nie, już nie trzeba! Drzwi klamknęły wesołobiecująco, a lekkie stukroki mogły zwiastować wyłącznie przybycie Alicji.

– Chyba mnie nie usłyszał! – szepnęła, mrugając, w swoim mniemaniu, do własnego odbicia.

Odbicie nie odmrugnęło. Na twarzy dziewczynki odmalowało się zdziwieniedowierzanie, w jej błękitnistych oczach dwubłysnął strach.

Odbicie nie odmrugnęło, gdyż nie istniało. W tafli Rciadła ziała pustka.

„Nie bój się, Alicjo!”

Usta, otwarte lekko ze zdziwienia.

Kim jesteś? Skąd znasz moje imię?

„Jestem wrotami do Krainy Czarów. Spójrz!”

Przez moment Rciadło bał się, że nadmiar kiczowatości konceptu zniechęci małą. Ale nie, jednak nie. W oczach Alicji zapłonęły iskierki zaciekawienia, które naraz zmieniły się w żywy ogień, przerodziły w ciepłomień przezachwytu.

Ach! Jak tam cudnie!

W istocie. W tworzeniu złudnęcących, baśniowjątkowych krajobrazów Rciadło był wszechmistrzem.

„Chodź zatem, Alicjo! Przejdź przeze mnie, przeniknij przeze mnie, a znajdziesz się tam…”

Szybko poszło. Szybko przeszła.

„…gdzie na wieczność będziesz tylko moja”.

Nie musiał tego dodawać, ale nie potrafił się powstrzymać.

Spodziewał się, jak dalej potoczą się sprawy – i nie pomylił się ani trochę. Alicja, zdezorientowana, wystraszona w ciemnym pokoju, krok po kroku odkrywa, że to jej myśli tworzą jego wnętrze. Jej urocza, dziecinniewinna wyobraźnia kreuje kolejne elementy Krainy Czarów, zaludniając… ha, zaistacając ją królikami, kotami, królowymi i królewnami. Po jakimś czasie znużona dziewczynka chce wrócić do domu. Guz nabity o wnętrze tafli uświadamia jej, że nie może. Krzykami również nic nie wskóra. Powódź łez nie przynosi wyzwolenia ani ulgi.

Rciadło na dłuższy czas niemal zupełnie traci zainteresowanie światem zewnętrznym. Ledwie konotuje fakt, iż domownicy zaczynają szukać Alicji, czemu ta przygląda się z rozdzierającym smutkiem. Madame Zmierzlina rozpacza, obwinia wszystkich wokół o zaginięcie wnuczki. Imć Carroll przyłącza się do poszukiwań, choć z każdą chwilą i każdą podsuwaną przez Rciadło sugestią coraz mocniej dociera doń, co tak naprawdę zaszło. On również wkrótce znika – najpewniej w zaciszu swego domu, czy gdzie tam zwykle oddaje się pasji pisania. To już najmniej istotne. Rciadło wreszcie ma Alicję na wyłączność.

Więcej mu do szczęścia nie potrzeba. Czasami z nią rozmawia, czasami podsuwa twórcze pomysły, w końcu trochę się zna na aranżacji przestrzeni, ale zwykle daje dziewczynce wolną rękę. Nawet wtedy, gdy mała rozbija na kawałki wytworzomyślony wcześniej wazon i postanawia przekonać się, czy w Krainie Czarów da się umrzeć.

Pewnego dnia dla hecy pokazuje jej zakrwawioną postać domownikom, nieopatrznie przyczyniając się do powstania legendy o lustrzanym upiorze. Paru osobom podszepnął nawet jego imię. Czerwona Królowa. Brzmi wsamrazomyślnie kiczowato.

Alicja myślodtwarza swoją nieokaleczoną postać. Znów jest słodkim, uroczystym (zaiste, uroczym i czystym!) dziewczęciem. Kraina Czarów straszliwiecznie ją nudzi. Aż wreszcie wpada na to, na co prędzej czy później wpadły również jej poprzedniczki.

Wymyślotworzone wyjście z Krainy zamknięte jest na klucz, ten jednak już czeka na stoliku. Drzwi są akurat rozmiaru Alicji, nie za małe, nie za duże. Klucz pasuje idealnie.

Rciadło wielokrotnie się zastanawiał, czy powinien pozwalać im odejść. Co działo się dalej – nie pojmował. Gdyby chciał, zmuszałby je, by z nim zostały, w końcu cóż innego robił do tej pory? Niemniej pozwalał. Może w momencie, gdy odkrywały sposób odejścia, tak naprawdę przestawały go fascynować? Może najzwyczajniej w czaroświecie go nudziły?

Pozwalał więc tak, jak pozwolił Alicji.

***

Za drzwiami ciągnął się długi, ciemny korytarz. Alicja usilnie myślała o lampie lub chociaż świecy, lecz żadna się nie pojawiła.

– Nic z tego – w ciemności rozległ się dziewczęcy głos. Ktoś złapał Alicję za rękę. – Tutaj myślotworzenie nie działa.

– Co to?! Kto to?! – zawołała przerażona Alicja.

– Chodź. – Właścicielka głosu pociągnęła ją w ciemność. – Pozostałe już na nas czekają, Alicjo.

– Kim jesteś? Skąd wiesz, jak mam na imię?

– Wyjaśnię ci to w swoim czasie. Póki co mów mi po prostu Orszulko.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: